



Niższy od oczekiwań wzrost miejsc pracy w sektorze prywatnym w Stanach Zjednoczonych może być powodem do niepokoju. Może to świadczyć o tym, że gospodarka amerykańska bardzo powoli dochodzi do siebie po kryzysie i recesji.
W lipcu ubyło w USA 131 000 miejsc pracy, głównie wskutek zwolnień pracowników tymczasowo zatrudnionych przy spisie powszechnym. Bezrobocie mimo to utrzymało się na niezmienionym poziomie 9,5 procent, ale tylko dlatego, że część bezrobotnych zrezygnowała z aktywnego poszukiwania zajęcia. Dużo uważniej przyglądano się więc danym o liczbie miejsc pracy w sektorze prywatnym. Ten okazał się niższy od prognoz – w ubiegłym miesiącu utworzono tylko 71 tysięcy stanowisk. Ekonomiści szacują, że aby obniżyć stopę bezrobocia, każdego miesiąca liczba nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym musiałaby rosnąć o około 200 tys.
Wysokie bezrobocie najbardziej ciąży amerykańskiej gospodarce i skupia uwagę inwestorów. Rozczarowujące dane z rynku pracy tylko wzmocniły obawy, że tempo wzrostu gospodarczego USA spowalnia coraz bardziej i jeszcze w drugiej połowie roku kraj może z powrotem wpaść w recesję. Zdaniem ekonomistów podwójna recesja wciąż nie jest jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. PKB w drugim kwartale wzrósł w tempie 2,4 procent w skali rocznej, czyli wolniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku (3,7 proc.). To ciągle daleko od recesji. Dużo bardziej prawdopodobny jest umiarkowany wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym.
W sytuacji gdy obecny wzrost zatrudnienia nie jest jednak wystarczający, aby doprowadzić do spadku stopy bezrobocia, należy zadać pytanie o możliwości podjęcia działań ożywiających rozwój gospodarczy. Mimo coraz większej presji na administrację Baracka Obamy i na Rezerwę Federalną, by próbować ożywić wzrost gospodarczy, pole manewru jest stosunkowo niewielkie. Rząd wyczerpał możliwości stymulowania gospodarki i nie wydaje się prawdopodobne, aby zdołał przeforsować w Kongresie kolejne ustawy, które wpompowałyby w system ekonomiczny pożyczone od przyszłych pokoleń dolary. Dotychczasowe wysiłki w tej dziedzinie odbyły się za cenę zwiększenia zadłużenia publicznego do niebotycznych poziomów.
Z tego też powodu rynki czekają teraz z niecierpliwością na posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej, który zbierze się w rozpoczynającym się właśnie tygodniu. Ekonomiści zastanawiają się, czy Fed rozważy wprowadzenie nowych programów, których celem byłoby zwiększenie aktywności pożyczkowej. Stymulowanie obiegu pieniądza w gospodarce to jeden z nielicznych instrumentów, jakie ma jeszcze w ręku bank centralny. Stopy procentowe znajdują się już na najniższym możliwym poziomie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że działania te przyniosą skutek i amerykańskie firmy znów zaczną zatrudniać pracowników.
