Poświęciłem na przeczytanie tej książki całą niedzielę – i nie żałuję. Po pierwsze – wzruszyła mnie historia Marka, parę razy nawet otarłem łzy. Po drugie – głęboko się zastanawiałem nad sugestiami i radami zawartymi w tej książce. Proszę mi powiedzieć, czy Marek to postać prawdziwa, czy wymyśliliście go na potrzeby tej książki?
Zbigniew Kwiatkowski: To postać jak najbardziej prawdziwa. Jedynie imię i nazwisko zostało zmienione. Muszę podkreślić, że wszystkie postaci występujące w tej historii to postaci autentyczne, oczywiście ukryte pod innymi nazwiskami. Również nazwy miejscowości zostały zmienione. To wszystko wydarzyło się naprawdę. Jest to autentyczna historia Marka. Zapewne takich historii lub im podobnych jest wiele. Bohater przeżył piekło, a zdobywając w tak młodym wieku tak ogromne doświadczenie mógł – często “ręcznie” – kierować swoim życiem. Trafiał z decyzjami, ruszał tłumy do walki o wolność Polski, kierował zespołami ludzkimi, uczył się miłości, zdobywał uznanie pozytywnym podejściem do życia, uczciwością, solidną pracą. Nigdy się nie wywyższał. Nigdy nie pragnął kariery dla siebie, a mógł ją zrobić w cuglach. Dla niego Bóg, honor, rodzina i ojczyzna – to nie puste, bez pokrycia, słowa. Dzisiaj może byłby jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, ale to nie pieniądz był na pierwszym miejscu w jego życiu. Dla niego najważniejsza była rodzina, czyste sumienie, rozdawanie innym miłości, jak również... pomysłów na uczciwe życie.
Czy to właśnie Marek, jego trudna droga życiowa i piękne reakcje były dla was inspiracją, czy też raczej historię Marka przykrawaliście do waszego pomysłu, do tego, co chcieliście napisać? A zatem – jak rodziła się ta książka?
Filip Żurakowski: Może trudno w to uwierzyć, ale ani historii Marka nie przykrawaliśmy do “mądrości” (tak w naszych rozmowach nazywamy to, co zawarte jest między odcinkami historii Marka), ani odwrotnie. Spotkałem Zbyszka na zamku w Malborku po siedmiu latach od poprzedniego, przypadkowego spotkania i zaczęliśmy rozmawiać o wspólnej książce. Okazało się, że każdy z nas ma już swoją część w sercu i że jedno z drugim idealnie współgra. Dyskutowaliśmy jedynie o sposobie połączenia historii Marka i naszych “mądrości”.
Po licznych rozmowach zwyciężyła koncepcja, aby przeplatać odcinki historii Marka naszymi “mądrościami”. Każdy z nas – w ciągu trzech miesięcy – napisał swoją część. W przepięknej leśniczówce, po trzydniowej burzy mózgów, powstała całość. Opinie czytelników przekonały nas, że był to dobry pomysł.
Obok Marka jest też Faraon, z którym prowadzicie cały czas dialog. Był muzykiem, biznesmenem, wydawał płyty, ale... poniósł klęskę. Teraz namawiacie go do tego, aby jeszcze raz spróbował, aby podjął wyzwanie. Dlaczego ma to robić?
Z.K.: Postać Faraona jest również autentyczna, a ściślej rzecz biorąc – wzorowana na biznesmenie, który poniósł porażkę. Swoją klęskę tak skomentował: “człowiek miał marzenia, ale teraz trzeba ładować taczki i zapieprzać…” Postanowiliśmy Faraona uczynić komentatorem i łącznikiem obu przeplatających się wątków. Jednocześnie Faraon jest adresatem, do którego kierujemy nasze przesłanie. Poprzez Faraona kierujemy to przesłanie do czytelnika: nigdy się nie poddawaj, niezależnie od tego, jak ciężkim próbom Bóg cię poddaje. Te próby są zawsze przystosowane do twoich sił. Nie rezygnuj ze swoich marzeń Faraonie/Czytelniku, one są warte każdej ceny!
W moim przekonaniu książka “Bóg i pieniądze“ jest swoistym elementarzem dobrego życia. Poza kolejnymi odsłonami historii Marka dostajemy bowiem konkretne wskazówki jak żyć, aby osiągnąć sukces i satysfakcję życiową, także tę finansową. Nie pouczacie jednak, nie mędrkujecie, co najwyżej dzielicie się swoim doświadczeniem – i to jest na pewno jej wielką zaletą.
F.Ż.: Wiemy doskonale, że ludzie nie lubią być pouczani. Dzielimy się natomiast – jak pan słusznie zauważył – naszymi doświadczeniami. Nie ma w tej książce ani jednej sytuacji, ani jednej mądrości, która nie byłaby przez któregoś z nas przeżyta, czasem w wielkim cierpieniu, czasem w wielkiej radości. Naszą wspólną cechą – choć bardzo się różnimy i mieszkamy 500 kilometrów od siebie – jest zdolność do zachwytu nad światem i głęboko zakorzenione poczucie radości istnienia.
Ale też, niejako przy okazji, zadajecie panowie wiele pytań czytelnikowi: Czy masz porządek w finansach? Czy nad nimi panujesz, prowadzisz jakieś zapiski, czy puszczasz wszystko na żywioł? Jest wiele dobrze zarabiających osób, które ciągle są w długach. Dlaczego? Na czym polega ich błąd? Zapewne wiele osób zadaje sobie te pytania, ale niewiele znajduje dobre odpowiedzi, niewiele też stara się wcielić je w życie. Czy w ogóle możliwe jest tak racjonalne podejście do życia?
Z.K.: Oczywiście, że jest to możliwe. Nasza książka ma w tym pomóc! W Polsce i na świecie wiele osób tonie w długach. My podajemy im koło ratunkowe. Dodajemy otuchy. Przestrzegamy. Uporządkuj swoje finanse! Póki czas, póki jeszcze nie oplotła cię pętla zadłużenia. Ludziom w Polsce dano gospodarkę rynkową, dano banki, konta, supermarkety, pełne półki – ale nikt nie dał im instrukcji obsługi pieniądza, który jest dobrym sługą, ale złym panem. W Polsce dwa miliony osób ma problemy ze spłatą zaciągniętych kredytów. Wielu odwiedził już komornik. Jedynie nieliczni ekonomiści i dziennikarze dostrzegają rozgrywający się na naszych oczach dramat finansowego wykluczenia. Sami sobie winni? Być może, ale winne są też banki, które rozdawały kredyty na lewo i prawo, nie sprawdzając zdolności kredytowej klienta i nie dociekając, że właśnie spłaca on kredyt kredytem...
W Stanach Zjednoczonych, pomimo długoletniej tradycji gospodarki rynkowej, też są ludzie, którzy stracili domy, bo przeliczyli się z siłami, a banki zbyt optymistycznie oceniły ich zdolność do spłacania kredytu. I co wtedy się dzieje? Zazwyczaj bank umywa ręce. Nie czuje się odpowiedzialny. A klienci? Klienci nie mieli “zapasu nienaruszalnego”, który zawsze miał Marek. Nie stosowali zasady: nie więcej niż 20 procent dochodów na spłatę kredytów, którą Marek stosował. Banki kierowały się przede wszystkim żądzą zysku, a nie dobrem klienta. To kiedyś miało swoją piękną nazwę – “lichwa”. Zawiniły obie strony…
W książce wielokrotnie pojawia się banalne, ale zarazem bardzo trudne pytanie: co w życiu człowieka jest najważniejsze? I stwierdzacie – na pewno nie są to pieniądze? Więc co jest najważniejsze?
Z.K.: Najważniejsze jest czyste sumienie. Najważniejsze jest Wielkie Zadanie, dla którego przyszedłeś na świat. Najważniejszy jest talent, którym zostałeś obdarzony. Najważniejsze jest posiadanie nawyku bycia szczęśliwym. Najważniejsze jest zarażanie szczęściem i odwagą. Najważniejsza jest ambicja i nastawienie na sukces. Najważniejsza jest wiara w siebie. Dużo tych “najważniejszych”. “Marków” potrzebują i USA, i Polska, i Meksyk. Oni są! Ośmielmy ich! Na nowe nigdy nie jest za późno.
No dobrze, to jak zatem żyć, aby być spełnionym? Czy możliwe jest osiągnięcie w życiu równowagi i harmonii? Ja jestem zdrowy, silny, wykształcony – jest mi z pewnością łatwiej. Ale co ma powiedzieć osoba pokrzywdzona przez los, która straciła nogi w wypadku, albo urodziła się niewidoma?
F.Ż.: Odpowiedź dla każdego jest inna, bo każdy z nas jest inny. “Nie ma słusznej drogi, jest tylko własna” – powiedział Reinhold Messner, wybitny włoski himalaista. Osiągnięcie równowagi i harmonii jest możliwe dla każdego, również dla tego, kto nie widzi, nie słyszy, nie chodzi, nie mówi. W Polsce znana jest dramatyczna historia młodego człowieka. 32-letni Janusz Świtaj z Jastrzębia Zdroju domagał się eutanazji, bo cierpiał ponad miarę. W wyniku wypadku na motorze został przykuty do łóżka. Był sparaliżowany, unieruchomiony całkowicie przez 14 lat. Wyciągnęła do niego pomocną dłoń Anna Dymna, prezes Fundacji “Mimo wszystko”, znana aktorka. Teraz ten młody człowiek obsługuje ustami komputer, jest szczęśliwy, pomaga innym, kocha życie, osiągnął równowagę i harmonię.
W naszej książce podajemy przykład innego cichego, niepełnosprawnego bohatera, znanego nam osobiście, takiego, który właśnie ledwie widzi, a tryska radością istnienia. To jest książka dla silnych, bo po przeczytaniu jej staną się jeszcze silniejsi i zaczną rozdawać swoją mądrość. To jest książka przede wszystkim dla tych słabszych, co powątpiewają i nie wierzą w swój talent, w swoją moc. Nie wiedzą od czego zacząć. Po przeczytaniu książki nabiorą pewności i zaczną się nią dzielić z innymi. Uświadomią sobie, że ani Marek, ani jego matka nie byli Ghandim, Matką Teresą z Kalkuty, Joe Vitalem, Brianem Tracy’m czy innymi geniuszami tego świata. Uświadomią sobie, że wszystko jest o wiele prostsze, niż dotąd im się wydawało. Historia Marka jest tego dowodem.
Z.K.: Ale jest jeszcze jeden warunek. Trzeba coś zmienić w swoim życiu, coś postanowić i podjąć jakieś działania. I to jest najtrudniejsze. Ale jeśli choć co dziesiąty czytelnik to zrobi – warto było tę książkę napisać.
Człowiek jest taki zagoniony, zapracowany, a wy mówicie: ruszaj się, uprawiaj sport, ucz się wciąż nowych rzeczy, niezależnie od tego, ile masz lat – na przykład języków obcych. Słuchaj muzyki, bo muzyka to dodatkowe źródło energii. Czytaj, dużo czytaj... Mój Boże, ileż tych zadań do wykonania... czy to w ogóle jest możliwe do zrealizowania?
F.Ż.: Zapewniam pana, że tak, jest to możliwe. W tej książce nie ma ani jednej wskazówki, której by któryś z nas nie wprowadził w swoim życiu, nie przećwiczył, nie przekonał się jak to działa. Inaczej nie mielibyśmy moralnego prawa, aby o tym pisać. To wszystko można robić, co wymienia Pan w pytaniu, a co najdziwniejsze – okaże się, że jeszcze mamy więcej wolnego czasu. W tej książce jest prawda, jest nadzieja dla każdego w każdym wieku.
Mam przekonanie, że dążycie do tego, aby czytelnik uwierzył, że najważniejsze w życiu jest stawianie sobie celów i konsekwentne do nich dążenie. Uświadamiacie czytelnika, że my przecież nie żyjemy tylko dla siebie. Naszym celem jest dawać miłość i radość innym: naszym dzieciom, rodzicom, mężowi, żonie, rodzeństwu, przyjaciołom... Tego się z tej książki już nauczyłem.
Z.K.: Będąc w pracy często przypominam sobie coś z tej książki, na przykład: wypisz sześć rzeczy, weź jedną z nich – najważniejszą – i zajmuj się tylko nią, aż doprowadzisz ją do końca. Sygnałów i pozytywnych informacji zwrotnych mamy wiele i to dodaje nam ducha w pracy nad drugą częścią.
A będzie druga część?
Z.K.: Adrian, uczeń liceum, napisał w opinii zamieszczonej na naszej stronie internetowej: “Zainspirował mnie Marek jako młody chłopak, który tak dzielnie znosił te wszystkie porażki, strapienia, bóle i mimo tych trudności nie poddawał się i walczył! Ja jako młody chłopak mam wspaniały wzór do naśladowania, jak sobie radzić z problemami, które przecież nikogo nie omijają”. Jedna z czytelniczek powiedziała nam podczas spotkania: “Ja tę książkę trzymam przy łóżku, obok Biblii. I wciąż do niej wracam“. Tak, drugi tom już piszemy. Cieszymy się, że czytelnicy już na niego czekają.
Życzę zatem powodzenia.
