"Facet" to może mało eleganckie słowo, z kolei "prawdziwy mężczyzna" brzmi trochę pompatycznie. Mógłbym jeszcze zaproponować "chłopaków", bo przecież "chłopaki nie płaczą"... Kim są prawdziwi faceci? Jako przedstawiciel płci męskiej, dążący do perfekcji, powinienem poprosić o opinię kobiety, ale się obawiam, puszczam więc wodze fantazji i sam zgłębiam temat.
Najpierw więc wygląd silnego mężczyzny: krótkie włosy, mocno zarysowana szczęka, biceps, six pack (nie w ręku) i wyprostowana sylwetka. Nie chudy, nie gruby, postawny. Ubiera się schludnie, ze smakiem dobiera przedmioty codziennego użytku, jak zegarek, buty, portfel, samochód, nie mówiąc o kobietach... STOP! Wróć, za daleko, jest dżentelmenem. – Jest bogaty... – sarkastycznie podpowiada mi żona zapytana o zdanie w tej kwestii. Bądź tu, chłopie, mądry i znajdź mi prawdziwego faceta, o... Mitt Romney, ha, ha, ha. Właściwie – myślę sobie – gdy stanę przed lustrem i wciągnę brzuszek, to sam mógłbym aspirować do miana takiego ideału. Cóż za tupet, no nie?
Żarty jednak na bok – wygląd zewnętrzny to otoczka, liczy się wnętrze, charakter. Prawdziwy facet bierze swój los i los swojej rodziny we własne ręce. Jest twardy w dążeniu do celu, a cel ma wyznaczony. Zna swoje możliwości i na nich opiera swój byt. Nie poddaje się przeciwnościom losu. Zawsze kończy to, co zaczął – sto procent albo nic. He always goes an extra mile. Nie wierzy w cuda demokracji, zwłaszcza tej, w której dane nam dziś żyć. Stawia czoło wyzwaniom, nie boi się ryzyka, ale nie jest bezmyślnym szaleńcem, który jak ciele pcha się pod nóż. Rozmawia spokojnie, jest opiekuńczy, ale zarazem stanowczy. Ma poczucie humoru. Prawdziwy Man wie, że życie w samym założeniu NIE JEST FAIR i na co dzień trzeba się z nim mierzyć. Nie wierzy w przeznaczenie, on jest kowalem swego losu. Szanuje innych i wymaga szacunku. Jednym słowem zdaje sobie sprawę, że jak sobie pościele, tak się wyśpi.
Czy znam takich wielu? Rozglądam się wokół i dochodzę do wniosku, że ta nasza amerykańska demokracja, poza ogromem pozytywnych aspektów, kryje poważne zagrożenie dla naturalnej produkcji prawdziwych facetów. Cuda demokracji, o których wspomniałem, to utopijne dążenie do uszczęśliwienia wszystkich za wszelką cenę. To nachalna wręcz walka z naturalną prawdą, że życie z definicji nie jest FAIR. Tak zwany welfare state, odgórne planowanie szczęścia dla obywateli – to nic innego, jak zabijanie naturalnego przyrostu prawdziwych facetów. Postępująca nadprodukcja ciapciaków. Bo po co się wysilać, jeśli ustawą chroni się nas przed wszystkimi niedogodnościami losu. Urzędnicy z różnych departamentów i członkowie organizacji wiedzą lepiej, jak mam postępować, odżywiać się, leczyć czy uczyć swoje dzieci. Cud demokracji zakłada odgórnie, że nie jestem zbyt rozgarniętym obywatelem i trzeba mi wypełnić życie nieskończoną ilością pouczeń, nakazów i zakazów – chroniących wyłącznie mnie, nie innych, przed samym sobą. Najbardziej irytują mnie nakazy zapinania pasów w samochodzie czy jeżdżenia na motocyklu w kasku... Brakuje tylko licencji i pozwolenia na używanie nożyczek. Naturalna eliminacja głupoty to już prehistoria, gdyż głupota to teraz także towar, chroniony towar, a czasami nawet na kartki (po angielsku ticket). Dbanie o obywatela przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku. Jeśli nie możesz znaleźć pracy (a to absurd, przecież w każdym McDonaldzie przyjmują do pracy) – dostaniesz food stamps, zapomogę, czek co tydzień, a pani w socjalnym biurze pomoże ci załatwić darmowe mieszkanko. Cóż za pokusa! Cały ten system jest wielce kryminogenny. Można bez większych konsekwencji "kolektować" i pracować na czarno. Można naciągać ubezpieczenia, spalić dom i wybudować lepszy, można ukryć dochody i leczyć się za darmo. Lista jest nieskończona, po prostu land of opportunity... Ciapciak – jak bezwolny manekin przestawiany i kopany, z pilotem w ręku na wygodnej kanapie – czeka na kolejny odcinek Kunta Kinte.
Prawdziwym facetem nie staje się z dnia na dzień, jest to proces zajmujący trochę czasu, jak z dobrym winem, do tego się dojrzewa. W międzyczasie może trochę urosnąć brzuszek, zatrą się kontury six packa, krótki włos przyprószy się bielą lub opuści golgotę na zawsze. Prawdziwy facet odrzuca cuda dzisiejszej demokracji, zakasuje rękawy i wie, co ma robić.
Dla uzupełnienia przytoczę wspaniałą piosenkę Danuty Rin; te słowa są ciągle na czasie:
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? – Jeeeee!
Dookoła jeden z drugim jak nie nerwus, to histeryk,
drobny cwaniak, skrzętna mrówa, niepoważne to, nieszczere.
Jak bezwolne manekiny przestawiane i kopane,
gęby pełne wazeliny, oczka stale rozbiegane.
Bez godności, bez honoru, zakłamane swoje racje
wykrzykuje taki w domu śmiesznym szeptem po kolacji,
Gdzie ci mężczyźni...
Bojownicy spraw ogromnych, owładnięci ideami
o znaczeniu wiekopomnym, i wejrzeniu, jak ze stali.
Gdzie umysły epokowe, protoplaści czynów większych,
niż pokątne, zarobkowe kombinacje tuż przed pierwszym.
Nieprzekupni, prości, zacni, wielkoduszni i szlachetni.
Gdzie zeoni, gdzie tytani woli, czynu, intelektu,
Gdzie są prawdziwi mężczyźni tacy,
mmm! orły, sokoły, bażanty?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te franty – jeeeeee!
Gdzie, gdzie, gdzie, gdzie!?
Nie ma....
no gdzie te chłopy!? – Jeeee
Panie Borys a moze sam pan cos o sobie napisze .Wspanialy tytul pasujacy do pana z ksiazki—Gabriel Allon 8. Reguły Moskwy
Moscow Rules
autor: Daniel Silva
przekład: Jędrzej Burakiewicz Wlasnie przeczytalem cos takiego cytuje—- Pracuje nad renowacją obrazu Poussina na zlecenie Watykanu. Idylla pracy na ustroniu zostaje przerwana przez Biuro: przełożony Gabriela chce, by spotkał się on w Rzymie z rosyjskim dziennikarzem z niezależnej Moskiewskiej Gazety, Borysem Ostrowskim, który przyjechał, by przekazać Zachodowi ostrzeżenie o grożącym mu kolejnym niebezpieczeństwie ataku terrorystycznego, tym razem na ogromną skalę. - Koniec cytatu.Teraz nie wiem czy to przypadkowa zbieznosc imienia i nazwiska.Moze pan cos na ten temat napisac .Prosze ?

Może i “Moscow Rules”, ja jestem Polakiem na stałe mieszkającym w USA. Borys z przytoczonej powieści to czysty zbieg okoliczności, jednak zaintrygował mnie tytuł i nieomieszkam sprawdzić. Miłego weekendu.