Rynek nieruchomości wciąż zmaga się z recesją, ale Nowy Jork – w porównaniu z resztą kraju – radzi sobie z nią całkiem nieźle. W trzecim kwartale za stopę kwadratową w Wielkim Jabłku trzeba było zapłacić średnio 568 dolarów, o 40 dol. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, kiedy to średnia cena stopy kw. wynosiła 528 dol. – wynika z właśnie opublikowanego raportu Nowojorskiej Rady ds Nieruchomości (Real Estate Board of New York – REBNY).
Brooklyn na czele
Najbardziej ze wszystkich 5 nowojorskich dzielnic zyskał Brooklyn, gdzie w trzecim kwartale ceny poszły w górę o 5,2 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Średnia cena za stopę kwadratową wyniosła tu 443 dolary w porównaniu z 421 dolarami rok wcześniej.
Ceny nieruchomości na Brooklynie bardzo się jednak różnią w zależności od sąsiedztwa. Nieruchomości w niektórych z miejscach wciąż bowiem zyskują na wartości – w tym na Williamsburgu i Greenpoincie czy na Park Slope, ale są też inne dzielnice, które nie mogą się wydobyć z recesji. Wyjątkiem wśród tych gorzej radzących sobie sąsiedztw jest Bedford-Stuyvesant, które znalazło się na trzecim miejscu pod względem liczby sprzedaży.
Więcej kupujących niż sprzedających
Z raportu REBNY wynika, że rynek na Williamsburgu był w trzecim kwartale bardzo aktywny – sprzedano tam w tym czasie 216 kondominiów. To wzrost o 14 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Na Greenpoincie domy i kondominia także sprzedają się doskonale. “Głód nieruchomości jest tu naprawdę duży. Właściwie nie ma domów na sprzedaż i jeśli coś się tylko pojawia, to bardzo szybko znajdują się nabywcy – mówi deweloperka Mariola Zaremba z Belvedere Partners na Greenpoincie. – Ostatnio mieliśmy dom, który został wystawiony za ponad 800 tysięcy dol., a sprzedał się za ponad 900 tys., czyli powyżej asking price”.
Zaremba bez problemu sprzedała też wszystkie mieszkania w dwóch pierwszych w dzielnicy “zielonych” kondominiach, które wybudowała przy 605 i 607 Manhattan Avenue pomiędzy Nassau a Driggs Aves. Budynki zaprojektowane zgodnie z ekologicznymi standardami w czerwcu zostały nagrodzone srebrnym certyfikatem w klasyfikacji LEED (Leadership in Energy and Environmental Design). “1-sypialniowe kondominia w tych budynkach kosztowały w zależności od wielkości od 359 do 425 tys. dol.; 2-sypialniowe od 540 do 659 tys.” – mówi Zaremba, która planuje też w budynkach otworzyć wellness center z lekcjami jogi i medytacji oraz kafejką ze zdrowymi produktami.
Eksperci podkreślają, że nabywcy aktywnie kupują na Greenpoincie i Williamsburgu po części dlatego, że wiele mieszkań i domów jest tam unikalnych, jedynych w swoim rodzaju, i jeśli chętni będą za długo czekać, to po prostu stracą możliwość ich kupna.
Podobny trend od jakiegoś czasu widzi Danuta Wolski z Greenpoint Properties. “Na Greenpoincie jest zdecydowanie więcej kupujących niż sprzedających. Dlatego wszystko, co spływa, sprzedaje się bardzo szybko.” Niedawno Wolski sprzedawała 1-rodzinny dom do kapitalnego remontu na Eckford Street. Poszedł za 612 tys. dol., a kupujący od razu dostał też pożyczkę na jego wyremontowanie. “Nabywca przedstawił w banku, jakie naprawy będzie robił i automatycznie dostał wycenę tego domu po remoncie na milion dolarów – mówi Wolski. – To pokazuje, że banki uważają, iż Greenpoint jest bardzo atrakcyjną dzielnicą i właściwie wszyscy, którzy tu kupują nieruchomości, dostają pożyczki.”
Greenpoint goni Williamsburg
Wolski twierdzi, że od 2010 roku ceny domów w polskiej dzielnicy poszły w górę o 5-10 proc. “W przypadku np. dwurodzinnych domów te, które się sprzedawały za powiedzmy 845 tys., teraz idą za 875-880 tys. Sprzedaliśmy też dom 3-rodzinny za 1 250 000 dol., który w zeszłym roku by się sprzedał może za ok. milion dolarów – mówi Wolski. – Każdy dom jest inny i każda sytuacja jest inna, ale generalnie Greenpoint jest dzielnicą, która ciągle się zmienia, i to na dobre”.
Wolski podkreśla też, że dowodem na siłę rynku na Greenpoincie są też rosnące znowu ceny czynszów. “Poszły one o 100-200 dolarów do góry, nawet w starych wyremontowanych budynkach. A w tych bliżej wody zwiększyły się one nawet o 300-400 dolarów – mówi Wolski, która twierdzi, że za 2-sypialniowe mieszkanie na Greenpoincie trzeba teraz dać od 1900/2000 dol. do 2300/2400 dol. za miesiąc. Wszystko zależy od lokalizacji, odległości od metra i tego, czy budynek jest stary czy nowy.
Jej zdaniem Greenpointowi bardzo pomogło uruchomienie promów na East River. “Wielu ludzi wsiada na prom z Downtown i przyjeżdżają tu, bo mówią, że tu nigdy nie byli po tej stronie rzeki – mówi Wolski. – Chodzą po okolicy i mówią, że im się tu bardzo podoba i mieliby dobry dojazd. Jedna para z Manhattanu powiedziała, że ceny w polskiej dzielnicy są porównywalne z tym, ile płacą na Manhattanie, ale tu jest więcej przestrzeni i jest zdecydowanie ciszej. I bardzo wielu przybyszów się decyduje na przeprowadzkę”.
Generalnie ceny są bardzo wysokie. “Po prostu doganiamy Williamsburg” – podsumowuje Wolski.
Gorzej na Queensie, Bronksie i Staten Island
O ile – jak wynika z raportu REBNY – ogólnie w całym mieście liczba sprzedaży poszła w górę i rynek nieruchomości się poprawił w porównaniu z okresem letnim, o tyle są dzielnice, w których sytuacja się pogorszyła.
“Na przykład ceny nieruchomości na Queensie straciły na wartości – mówi Mariola Zaremba, która uważa, że Queens jest często postrzegany jako dzielnica niemodna. – Ale ceny spadły też w takich miejscach jak Westchester, i to nawet o 15proc”.
Według danych REBNY na Queensie ceny wynoszą obecnie 308 dol. za stopę kwadratową. To spadek o 0,3 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem roku ubiegłego.
Jeszcze gorzej było na Staten Island, gdzie ceny spadły o 1,2 proc. i na Bronksie, gdzie poszły one w dół o 5,9 proc. Choć także i w tych dzielnicach ceny różnią się bardzo w zależności od konkretnego sąsiedztwa.
Na Queensie na przykład największym zainteresowaniem cieszą się takie dzielnice jak Long Island City – zdecydowanie najmodniejsza obecnie część Queensu – ale też Douglaston, Bayside, Fresh Meadows i niektóre części Flushing. Ale jest też wiele sąsiedztw Queensu, dotkniętych problemem foreclosures, zwłaszcza w południowo-wschodnich częściach dzielnicy, m.in. na Richmond Hill czy Ozone Park, gdzie ceny nieruchomości poszły bardzo w dół.
Z kolei spadek cen na Staten Island eksperci tłumaczą tym, że rynek jest tam zdominowany przez domy jednorodzinne, których wartość nie może się podnieść z kryzysu. Zjawisko to eksperci obserwują zresztą w całym kraju.
