Zjawiska tego nie przeoczył “The New York Times”. Jak twierdzi gazeta, nowojorczycy nie przejmują się, że ktoś im zniszczy dom lub mieszkanie. Sami przeprowadzają się do skromniejszych miejsc, aby tylko godziwie zarobić.
“Ludzie są gotowi płacić astronomiczne czynsze, zwłaszcza za eleganckie lokale” – zapewnia cytowany przez dziennik prezes firmy nieruchomościowej Citi Habitats, Gary Malin. Jak podkreśla, zapotrzebowanie na luksusowe apartamenty jest ogromne. Wpływa na to między innymi fakt, że podaż jest stosunkowo niewielka, ponieważ powstaje mało nowych budynków mieszkalnych.
Atrakcyjnym rynkiem nieruchomości jest nie tylko Manhattan, ale także niektóre rejony Brooklynu. Właściciele eleganckich kamienic w stylu brownstone, a także wiktoriańskim, mają tam nowe pomysły na życie. Przekształcają swe posiadłości w hotele bed-and-breakfasts (B-and-B). Zdaniem Malina umożliwia to niektórym Amerykanom spełnienie marzeń o odwiedzinach lub osiedleniu się w Nowym Jorku.
“W porównaniu z mieszkaniem w klitce w szklanym wieżowcu, czują się tam bardziej jak u siebie w domu. Jest tam więcej uroku, więcej intymności. Wyremontowane kamienice, urządzone są z klasą. Wiele z tych miejsc jest w pełni umeblowanych, zapewniają nowy styl życia. To trochę tak, jak życie na planie filmowym” – zachwalał szef Citi Habitats.
Gazeta nie szczędzi przykładów, pokazujących nowy trend na rynku nieruchomości.
Przed siedmioma laty Michael i Christine Belotz zakupili poddasze o powierzchni ponad 270 metrów kwadratowych przy Grand Street w SoHo. Mieli tam trzy sypialnie, z biblioteką, wysokie sufity, ogromne okna, wolno stojące kolumny i klonowe podłogi. Salon zdobiła dekoracyjna tęczowa mozaika, pracownię ożywiały malowane meksykańskie płytki, a wspaniałe, błękitne tureckie – kuchnię z barem śniadaniowym.
“Myśleliśmy, że zostaniemy tam na zawsze” – mówił 49-letni Belotz, który pracował jako dyrektor ds. badań funduszy hedgingowych. Kilka tygodni temu para postanowiła jednak wynająć poddasze za 12 500 dolarów miesięcznie i przeniosła się wraz z dwoma synkami do mieszkania wielkości 90 metrów kwadratowych z dwiema sypialniami w West Village. Czynsz wynosi tam jednak tylko 4200 dolarów.
“Trzeba się bardziej gnieździć z dwoma małymi chłopcami” – przyznaje Belotz, ale też nie kryje, że finansowe korzyści są znaczne. Czynsz za poddasze przynosi dochód równy łącznie wielkości hipoteki i opłaty za utrzymanie (maintenance), co stanowi około 8000 dolarów miesięcznie, pokrywa także opłatę za wynajęcie mieszkania.
“Nasze poddasze jest zdecydowanie najbardziej wartościową rzeczą, a chcieliśmy znaleźć sposób na zarobienie na tym pieniędzy. W nowym mieszkaniu jest teraz trochę dziko i zdecydowanie brakuje nam strychu, ale czuję, że podjąłem dobrą decyzję” – tłumaczy cytowany przez “New York Timesa” mężczyzna.
Była członkini rady Society for Clinton Hill na Brooklynie Sharon Barnes mówi: “ludzie kupowali, gdy ceny były bardzo wysokie i nie zdawali sobie sprawy, że byli w środku bańki nieruchomościowej. Czasami nadwerężali swoje finanse jak tylko było można, aby nabyć dom lub apartament, a gdy sytuacja się pogorszyła, spłata hipoteki i podatków stała się niezwykle trudna. Znaleźli się w potrzasku ponieważ brali dodatkowe pożyczki pod zastaw nieruchomości. Wówczas tymczasowy wynajem oraz przenoszenie się do mniejszego mieszkania, czasem we własnym domu, stało się jedynym realnym sposobem ochrony ich inwestycji” – wyjaśniała Barnes.
Na Brooklynie, wabiącym rzędami kamienic, opcja przekształcania ich na hotele bed-and-breakfasts jest szczególnie popularna.
W ubiegłym roku Merrie Handfinger, artystka-tkaczka, a zarazem chiropraktyk, zamieniła swój dom w Ditmas Park na hotel B-and-B, gdzie za 150 dolarów za noc, goście mogą się wtopić w przyjemne środowisko wzbogacone dziełami sztuki.
“Kupiliśmy dom w 2001 roku za ponad 500,000 dolarów” – zdradziła 60-letnia Handfinger, dodając, że jest teraz wart prawie dwukrotnie więcej, ale biorąc pod uwagę recesję, martwi się o przyszłość, zwłaszcza, że mąż nie czuje się dobrze. “To jest coś, co zapewnia nam dochody” – przyznaje. Tylko w sąsiedztwie zna osiem innych osób, którzy założyli B-and-B.
Innym przykładem tego trendu jest czteropiętrowa kamienica z kamienia wapiennego w Washington Heights, kilka kroków od zabytkowego dworku Morris-Jumel. Stuletni dom posiada oryginalne boazerie, rozsuwane drzwi, sufity cynowe i witraże. W położonym z tyłu ogrodzie dominuje niezwykła rzeźba Davida Hammonsa zwana “Higher Ground” z tablicą do koszykówki umieszczoną na szczycie ponad 9-metrowego słupka z kapsli.
Profesor socjologii Pedro Noguera, mający czwórkę dzieci, kupił dom za 1,5 milionów dolarów, kiedy przeniósł się w 2003 roku z Harvardu do New York University. Jego żona zmarła trzy lata później, a kiedy dzieci dorosły i zaczęły opuszczać dom, to co było idealne dla rodziny zaczęło stawać się ciężarem. Druga żona profesora, poślubiona w roku 2009, psycholog i instruktorka jogi Allyson Pimentel uznała dom za zbyt przepastny. “Mieć dom, to tak jakby mieć kolejne dziecko” – powiedziała.
Mieszkanie uniwersyteckie stało się oczywistą alternatywą. Wiosną ubiegłego roku para przeniosła się do Washington Square Village, do kompleksu NYU, gdzie płaci 3100 dolarów miesięcznie za apartament z trzema sypialniami i pomieszczeniem na gabinet profesora. Ich dom na Washington Heights wynajmuje siedmiu studentów z New York-Presbyterian/Columbia. Płacą oni łącznie 6000 dolarów miesięcznie za luksus posiadania oddzielnych pokoi i 10-minutowego dojazdu na zajęcia. Wynajem pokrywa hipotekę wynoszącą 5000 dolarów miesięcznie, wraz z kosztami usług komunalnych, podatków i napraw.
“Znalezienie lokatorów trwało zaledwie tydzień” – informuje Pimentel. Było ogromne zainteresowanie. Plus, płacimy za mieszkanie około połowy tego, co wcześniej”.
Na drugim końcu Manhattanu, prawnik Robert Curtis, chce 35 000 dolarów miesięcznie za wynajem czteropiętrowej kamienicy na Duane Street w Tribece. Zbudowany w 1830 roku dom ma ponad 415 metrów kwadratowych powierzchni, w tym w pełni wyposażone biuro z siedmioma stanowiskami pracy, dach z ogrodem i oranżerię. Na najwyższe piętro prowadzą okrągłe schody, wiele ścian jest z cegieł, a niektóre wysokie sufity zdobią belki z drzewa sosnowego. Dom ma 16 dużych okien. Inne udogodnienia to świetnie wyposażone pomieszczenia dla szefa kuchni i prywatna siłownia.
W wyposażenie domu wchodzi fortepian, tysiąc książek oraz kolekcja prac artystów z TriBeCa, należąca do prawnika. Wszystko jest gotowe i nowi lokatorzy mogą się tam wprowadzić i od razu zamieszkać.
Curtis zamierza przyszłym roku przenieść się do swej rezydencji na północy stanu Nowy Jork. Według “New York Timesa” jego decyzję dyktuje połączenie względów moralnych, praktycznych i finansowych.
“Z jednej strony, życie samotnie z kotem w domu wielkości 415 metrów kwadratowych w Tribeca, a także posiadanie równie dużego domu na północy stanu jest moralnie naganne”, powiedział Curtis, który likwiduje 25-letnią praktykę.
“Trzeba wykalkulować”, powiedział. “W tym domu mam koszty utrzymania, podatki, media, ubezpieczenia, wraz z ogromną hipoteką. Mam również wydatki związane z rezydencją. To się wszystko dodaje” – wyjaśnił.
