Sąsiad właśnie dostał awans, a kuzyn wygrał na loterii pokaźną sumkę? A może szef pochwalił ci się, że mimo zasobnego portfela ucieszył się ze znalezionego na ulicy banknotu studolarowego? Zastanawiasz się, jak to jest, że wszyscy wokół zupełnie przypadkiem dostają prezenty od losu? I pytasz siebie, dlaczego omijają cię takie “szczęśliwe przypadki”? Otóż nie omijają. To ty je omijasz! Bowiem pierwsza zasada “łapania szczęścia” to maksymalizowanie szansy na szczęśliwy traf. Nie czekaj, aż życie poda ci szansę na srebrnej tacy, ale dbaj o okoliczności, w których może cię spotkać coś dobrego.
Pełna gotowość
Szczęściarze posiadają umiejętność tworzenia, zauważania i wykorzystywania sytuacji, które mogą zaowocować szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Są zawsze otwarci na nowe doświadczenia, mają bardziej optymistyczne podejście do życia (niż pechowcy), nie unikają eksperymentów. Jeśli zdarza im się szansa zrobienia czegoś, czego jeszcze nie robili, nie mówią “nie potrafię”, “nie uda mi się”, ale z uśmiechem na ustach odpowiadają: “spróbuję”.
Szczęściarze sami zapraszają zmianę do swojego życia. Jeśli chcą znaleźć miłość, proponują znajomym wspólne wyjście do restauracji czy na kręgle. W takim miejscu mają większą szansę na poznanie nowej osoby, niż w domu. Nauczeni doświadczeniem wiedzą, że np. od lat wybierają ten sam typ kobiety/mężczyzny, który po kilku miesiącach łamie im serce. Jest na to sposób. Wystarczy podczas towarzyskich spotkań dobierać sobie rozmówców według kolorów ubrań (np. zaczynać rozmowę tylko z tymi, którzy są ubrani na niebiesko). Dzięki tej prostej sztuczce można nawiązać znajomości z wieloma ludźmi, na których normalnie nie zwróciłoby się uwagi. Jest szansa, że wśród tych osób (lub ich znajomych) znajdzie się ktoś godzien twojej uwagi. Ktoś wyjątkowy, ciekawy, na pozór zupełnie niepasujący do twojego typu.
Nowe okoliczności
Bardzo łatwo jest “wyczerpać” okazje, jakie mogą nam się przytrafić w życiu. Rozmawiamy z wciąż tymi samymi ludźmi i ciągle w taki sam sposób. Tą samą drogą każdego dnia podążamy do pracy, w te same miejsca jedziemy na wakacje. Nic nowego się nie dzieje, nic nie może się więc zmienić. Tymczasem to właśnie nowe lub nawet przypadkowe doświadczenia “budzą” naszego farta. Szczęściarze są ekstrawertykami, wdają się w pogawędki z obcymi, łatwo nawiązują kontakty. Pechowcy to introwertycy, którzy nad towarzystwo przedkładają rozrywki typu “czas dla siebie”: lekturę, film w telewizji. Mało prawdopodobne, że fart odnajdzie ich w domu, na kanapie. Nie ma cudów – jeśli chcesz, by trafił cię łut szczęścia, musisz się wystawić na strzał.
Szerokie pole możliwości
Pechowcy tracą szansę po szansie, ponieważ są zbyt skoncentrowani na szukaniu czegoś innego niż trzeba. Na imprezę idą nastawieni na poznanie faceta marzeń i tracą okazję nawiązania nowych przyjaźni. Przeglądając gazetę w poszukiwaniu pracy są tak zdeterminowani, by znaleźć dokładnie to, czego szukają, że nie zauważają mniej idealnych, choć interesujących ogłoszeń. Szczęściarze są bardziej otwarci i wyluzowani. Dlatego zauważają to, co jest, zamiast koncentrować się tylko na oczekiwaniach. Podejmując decyzję, są elastyczniejsi i słuchają głosu serca. Najlepsze decyzje często mają swoje korzenie nie w intelekcie i zimnej kalkulacji, ale w płynącym “z brzucha” poczuciu, że to dobry pomysł.
Pół szklanki wody
Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej uważa, że każdy z nas w dzieciństwie dostał pewien psychiczny “skrypt”, przepis na rozumienie życia. Jeśli doświadczenia w dzieciństwie były negatywne, nasz przepis będzie nam “kazał” w negatywny sposób interpretować to, co się wydarza. Zaczynamy tworzyć negatywne scenariusze, coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni. Na przykład wybierasz się na wakacje. Uważasz się za pechowca i obawiasz się, że urlop nie będzie udany: z nikim się nie zaprzyjaźnisz, będzie nudno, będzie cały czas lało. Przewidujesz najgorsze, ale jedziesz. Przez cały pobyt masz skwaszoną minę. W stosunku do innych przyjmujesz postawę obronną lub ostentacyjny chłód. Ludzie rzeczywiście zaczynają cię unikać. I nawet jeśli nie spadnie kropla deszczu, wrócisz do domu z potwierdzeniem swojego pecha: no tak, skoro ja tam pojechałem, to było wiadomo, że nikt sympatyczny nie pojawi się w tym samym czasie. Ludzie przewidujący najgorsze są spięci i pełni obaw, a to wpływa na ich zdolność dostrzegania niesionych przez los nieoczekiwanych szans. Są bardziej zajęci unikaniem nieszczęścia, niż łapaniem byka za rogi. Przykładają mniejszą uwagę do pozytywnego kształtowania swoich więzi z innymi. Brak wiary w przyszłość powoduje, że łatwiej się poddają, kiedy coś przykrego się wydarza. Przemyśl to sobie, nim wkroczysz w nowy, lepszy rok.
