Teza, że trzeba podbudowywać samoocenę dzieci, prowadziła nie tylko do inflacji nagród i wyróżnień, lecz niekiedy także do sztucznego zawyżania ocen.
Obecnie jednak coraz więcej nauczycieli stara się ograniczać obsypywanie uczniów pochwałami bez pokrycia i oceniać ich na podstawie rzeczywistych osiągnięć i pracowitości w szkole.
Przeciwko sztucznemu wzmacnianiu samooceny uczniów ostrzegało od dawna wielu pedagogów, m.in. obecny wiceprezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Nauczycieli (AFT), profesor college'u i imigrant z Polski – Adam Urbański.
W ostatnich latach przybywa badań psychologicznych, które wskazują, że niezasłużone pochwały, którymi w szkołach amerykańskich obsypywano młodzież, nie tylko nie pomagają, lecz wręcz przeszkadzają w motywowaniu do bardziej usilnej nauki.
"Myśleliśmy, że możemy dzieciom zdrową samoocenę podać na talerzu. Takie podejście się jednak nie sprawdziło" – mówi psycholog z Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii Carol Dweck. Jej zdaniem dzieci chwalone za inteligencję, częściej niż inne unikają podejmowania trudniejszych zadań z obawy, że niepowodzenie popsuje ich reputację prymusów.
Jednak dzieci chwalone za podejmowanie starania i ryzyka nie boją się wyzwań i osiągają większe sukcesy. Dzieci lepiej też sobie radzą z zadaniami i wyzwaniami, jeżeli wiedzą, że ich zdolności intelektualne to nie wrodzony dar, ale coś co się rozwija wraz z uczeniem się nowych rzeczy.
Potwierdzają to zresztą badania mózgu. U uczniów ciężko pracujących i rozwijających umiejętności szkolne rozwija się więcej silnych połączeń między komórkami układu nerwowego w korze mózgowej. Wiedza o tym daje uczniom motywację do pracy, a przy tym poczucie kontroli nad swoim sukcesem.
Świadomość tej zależności pomaga też uczniom, uważanym za zdolnych, którzy często słyszą jak bardzo są mądrzy, ale którzy łatwo się irytują, gdy im coś nie wychodzi.
Eksperci od dawna ostrzegali przed ciemną stroną bezpodstawnego chwalenia dzieci.
Alfie Kohn, autor książki "Ukarany przez nagrody" twierdzi, że chwalenie, nawet za podejmowanie wysiłku i staranie się, sprawia, że dzieci uzależniają się od zewnętrznego wsparcia, a nie wykształcają w sobie swojej własnej oceny postępowań i motywacji do nauki.
Michelle A. Rhee, była kanclerz ds. szkolnictwa w Waszyngtonie, zawsze przytacza historię swoich córek, które przez liczne nagrody za grę w piłce nożnej nie są w stanie ocenić swoich rzeczywistych zdolności sportowych. "Moje córki są beznadziejne w piłce nożnej" – powiedziała ostatnio w wywiadzie dla radia.
"Obsesyjnie staramy się sprawić, aby nasze dzieci dobrze się czuły, aby były szczęśliwe i straciliśmy balans. Już nie zależy nam na budowaniu sprawności, które potrzebują, żeby odnosić sukcesy w danej dziedzinie" – mówi Rhee.
Pod odstępowaniem od nieuzasadnionego chwalenia dzieci kryje się też ziarno niepokoju, że amerykańscy uczniowie za mało wysiłku wkładają w naukę i rozwój intelektualny, by móc konkurować w przyszłości z rówieśnikami z innych krajów.
Z często cytowanych badań przeprowadzonych przez Brown Center on Education Policy wynika, iż amerykańscy ósmoklasiści wypadają raczej przeciętnie na międzynarodowych egzaminach z matematyki, mimo że mają wysoki poziom pewności siebie. Potrafią powiedzieć, że "bardzo dobrze sobie radzą z matematyki", podczas gdy osiągający o wiele lepsze wyniki uczniowie z Singapuru czy Korei Południowej wykazują się większą skromnością w ocenianiu swoich umiejętności.
"Pochwały powinny być współmierne z obiektywnymi standardami – mówi Chester E. Finn, prezes Instytutu Thomasa Fordhama, placówki badawczej zajmującej się zagadnieniami związanymi z edukacją. – Bez względu na to, czy dawane są po to, żeby dzieci czuły się lepiej, czy dlatego, że 'przynajmniej się starały', nie przynoszą rezultatów jeżeli dzieci odstają w tyle".
Twierdzi, iż ważne jest aby jasno wytłumaczyć dzieciom jak wyglądają standardy, jak wyglądają wyniki na piątkę, żeby wiedziały do czego dążyć.
Carol Dweck podkreśla natomiast wagę chwalenia w celu zachęcenia dzieci do podejmowania ryzyka i uczenia się, a błędach w szkole. "To doświadczenia, które torują drogę do pomysłowości, kreatywności i elastyczności myślenia" – mówi, dodając, że nauczyciele powinni uzmysławiać swoim podopiecznym, że szybka odpowiedź nie oznacza najlepszej odpowiedzi, oraz że wypracowanie bez błędów nie zawsze jest najlepszym wypracowaniem.
Zmiana języka pochwał może się wydawać trudna dla dorosłych, którzy wzrastali w przekonaniu, że "piątka za wysiłek" to jest odpowiednia nagroda pocieszenia.
Małe dzieci nie kwestionują pochwał. Jednak nastolatki doskonale potrafią rozróżnić, gdy pochwała jest autentyczna i przydatna. "Wiedzą, że nie wszystko co robią jest świetne" – mówią eksperci.

Dodam , ze tu sie wlasnie klania pojecia tak czesto stosowane w Ameryce “you can do it”, ja zas czesto mowie innym - nie, to jest bzdura, “not everyone can do it”, aby dojsc do czegos trzeba ciezkiej pracy nad soba, a nie tylko bezmyslne powtarzanie “I can do it”..i jakos tam bedzie..artykul dobrze zauwaza, ze w taki wlasnie sposob w Ameryce, tworzy sie zastepy pewnych siebie/zadufanych w siebie “glupkow”, co niektorzy myla to z “madroscia”, podczas, gdy stare skromne powiedzenie (Sokratesa) mowi “wiem, ze nic nie wiem”..