



LS: Przyjechała pani do USA, żeby wystąpić z koncertem w noc sylwestrową w Royal Manor w Garfield, NJ. Jaki repertuar tam pani zaprezentuje? Czy będzie coś starszego, czy goście usłyszą nowe utwory?
Miała to być tajemnica, ale ja zdradzę, że zaśpiewam te piosenki, na które Państwo czekają; będzie też kilka nowych utworów, z wydanej w październiku nowej płyty “Życia zawsze mało”.
AS: Proszę coś więcej powiedzieć o tej płycie.
To wypadkowa pracy wielu ludzi. Na płycie znalazły się najlepsze utwory z tych, nad którymi pracowaliśmy. Są to przede wszystkim bardzo dobre kompozycje (m.in. Romualda Lipki, Marcina Nierubca, Tomka Bracichowicza, Dzidka Zioły) i świetne teksty. Po wyjeździe za granicę Andrzeja Mogielnickiego, który był – można powiedzieć – Mercedesem wśród tekściarzy, długo nie mogłam się zdecydować na pracę z kimś innym. I nagle spotkałam Wojtka Byrskiego. On potrafi pisać tak, jakby znał artystę bardzo dobrze. Ponadto stara się słuchać osoby, dla której pisze, i pisze jakby jej słowami.
Dla mnie jest niesamowicie ważne, żeby móc wyjść do ludzi z jakimś przesłaniem, a nie tylko dźwiękiem. Istotne jest też to, żeby móc nawiązać porozumienie z publicznością i czuć jej atencję. Po to warto żyć.
TD: Od 15 lat wciela się pani w postać Moniki Ross-Nawrot w serialu “Klan”. Na ile pani jest kojarzona z “Klanem”? Czy ludzie na ulicy mówią do pani “Dzień dobry, pani Moniko”?
Rzeczywiście jestem Moniką dla młodego pokolenia, dla tych, którzy się urodzili w czasie trwania serialu, ale to w ogóle mi nie przeszkadza. Jestem kojarzona z “Klanem”, a jednocześnie ponownie, po wydaniu tej nowej płyty, staję się piosenkarką. Zyskałam już też nawet nowy fanklub, do którego należą ludzie młodego pokolenia. Więc nie jest źle.
IB: Ja szczególnie zapamiętałam panią z “Kariery Nikodema Dyzmy”, gdzie wciela się pani w postać buntowniczki.
W “Nikodemie Dyzmie” zagrałam moją drugą ważną rolę w życiu. Pierwsza była w “Strachach” Stanisława Lenartowicza, gdzie jako 19-latka wcieliłam się w rolę tancerki Teresy Sikorzanki. To była moja pierwsza ważna rola. Wydawało mi się, że nie można tego przebić. Ale potem trafił się “Nikodem Dyzma”, który może nie przebił, ale prawie dorównał “Strachom”. W “Strachach” byłam delikatną prostą dziewczyną, która musiała pomóc rodzinie, bo ta nie miała za co żyć. W “Dyzmie” natomiast byłam Kasią Kunicką, pasierbicą zakochaną w swojej macosze. Tam były odważne sceny. Pamiętam, jak w jednej z nich musiałam koleżankę aktorkę chwycić za biust i z emocji nie zauważyłam, że oderwał mi się paznokieć. Dopiero jak skończyliśmy nagrywać tę scenę, to poczułam pieczenie i ból w palcu, a dookoła zobaczyłam krew.
IB: Później zniknęła pani ze sceny. Czy to dlatego, że bardziej poświęciła się pani śpiewaniu?
Byłam inwigilowana i za karę zdjęto mnie z ekranu, jak tylko wyjechałam z kraju. Właściwie wyjeżdżając za granicę nie wiedziałam jeszcze, że nie wrócę. Jednak, gdy się dowiedziałam, że opowiadają o mnie, iż robię karierę w pornobiznesie, to odechciało mi się wracać. Pomyślałam, że przeczekam, chociaż nikt z nas tak naprawdę nie wierzył, że ten mur runie. Ogarnęła mnie, złość, że tak człowieka mogą tak traktować. Chcieli mnie zupełnie wymazać z historii. Tak jakbym w ogóle nie istniała. Ale istnieję,wróciłam i jestem.
AS: Jak po latach ocenia pani tę decyzję o wyjeździe. Czy uważa pani, iż zaszkodziła ona w pani karierze?
Pytanie powinno być trochę inaczej sformułowane: czy też moja kariera została zniszczona przez stan wojenny? Tak.
TD: Jak pani wróciła na polską scenę? Bo to też pewnie nie było takie łatwe.
Mój mąż twierdził, że obrzucą mnie pomidorami za wyjazd. Pewnie bym się nie zdecydowała na powrót, gdyby nie Romek Lipko, który przyjechał specjalnie do Berlina, żeby zaprosić mnie na jubileuszową trasę Budki Suflera. Pamiętam, że premiera trasy odbyła się 22 kwietnia – w moje urodziny. Zamiast pomidorów dostałam owacje na stojąco i “Sto lat”. Wtedy zobaczyłam, że ludzie pamiętają, a strach ma wielkie oczy.
IB: Chciałam o zupełnie babski temat zahaczyć – o pani fryzurę, w teledysku “Tyle samo prawd, ile kłamstw”. Czy rzeczywiście czesała się pani w Londynie, jak się wówczas mówiło? Fryzura była bardzo popularna – wszystkie moje koleżanki ścinały się na Trojanowską.
Rzeczywiście w Londynie, ale to kompletny przypadek. Wymyśliłam sobie, że mam za długą szyję oraz za bardzo wystające, wschodnie, kości policzkowe i chciałam je koniecznie zakryć. W Londynie moja przyjaciółka zaprowadziła mnie do swojej fryzjerki – Path, która jak się okazało, pracowała w salonie Vidala Sassoona i strzygła modelki na pierwsze strony gazet. Wyjaśniłam jej w czym rzecz. Miałam wtedy długie włosy. Ona cięła chyba przez sześć godzin, a na koniec zadzwoniła po samego Vidala Sassoona, który stwierdził, że powstał “new look”. I zrobił mi kilka sesji zdjęciowych... Po kilku miesiącach zdjęcia mojej fryzury zdobiły wszystkie salony fryzjerskie w Londynie. Zdjęcia podpisali “Fryzura a la Polka” i do dzisiaj fryzjerzy u Vidala Sassoona muszą zdawać z niej egzamin. Wiele lat później zdarzyło mi się w Berlinie, że poszłam do salonu Vidala Sassoona ściąć włosy na krótko i zostałam ścięta na Trojanowską. Fryzjer powiedział, “bo mi pani przypomina taką dziewczynę, która miała tę fryzurę, a pani jest w niej świetnie”.
AS: Skoro już jesteśmy przy babskich tematach: na scenie czy w “Klanie” jest pani zawsze bardzo stylowo ubrana. Czy sama pani dobiera i wymyśla ubiory? Czy ma pani jakiegoś ulubionego projektanta?
Mam swojego ulubionego projektanta od wielu wielu lat, jest nim Thierry Mugler, teraz znany najbardziej z perfum Angels. Dziś już właściwie nie projektuje, ale zrobił wyjątek np. dla Lady Gagi. Od Thierry’ego Muglera mam m.in. aksamitną garsonkę z brylantami i wiele innych kreacji scenicznych z lat 80. Obecnie współpracuję z Moniką Natorą, z którą wspólnie stworzyłam nową elegancką kolekcję. Nazwałyśmy ją “MonaIza”... W “Klanie”, choć mamy kostiumologa, dobieram stroje sama. Na prośbę producenta serialu Pawła Karpińskiego ubieram się wyjątkowo, bo moja bohaterka Monika to luksusowa dama, choć trochę rozkapryszona i żyjąca w dobrobycie.
TD: Monika to nieszablonowa, skomplikowana postać. Jak się pani odnajduje w tej roli?
Mnie się Monikę dobrze gra, dzięki temu, że to postać skomplikowana, nie nudzę się tą rolą. Monika jest troszkę złamana psychicznie: to się modli, to ma depresję, to znika, jedzie do Ameryki i przywozi nagle syna ze sobą. Jej pierwszy mąż ginie w wybuchu, potem traci następnego męża, który umiera w wannie. Monika posądzona jest o zabicie go, ale tak naprawdę zabija nie jego, tylko kogoś z mafii, kto mści się za śmierć jej pierwszego męża... Monika jest na pewno osobą niekonwencjonalną, pełną ekstremalnych uczuć.
AS: Teraz pytanie od panów: jakim samochodem jeździ Izabela Trojanowska?
Izabela Trojanowska przestała jeździć samochodem od kiedy jest wożona... Dzięki temu nie tracę czasu i podczas jazdy uczę się tekstów. Ale ostatnim moim samochodem był Lexus.
AS: Czy nadal pani mieszka w Berlinie i dojeżdża do Warszawy?
Tak mieszkam “stereo”. Chociaż może teraz trochę mniej w Berlinie, bo moja córka studiuje w Wiedniu, więc czas dzielę między Warszawę i Wiedeń.
AS: Córka Roxanna studiuje antropologię kulturową. Czy też myśli o showbiznesie jak mama?
Zupełnie nie. Aczkolwiek ma po rodzicach wszelkie talenta. Po ojcu – matematyczny, a po mnie muzyczny. Gra na dwóch instrumentach, chodzi od czasu do czasu na lekcje śpiewu, bo lubi śpiewać, ale nie marzy o występach na scenie. Robi to tylko dla przyjemności. Czasem, jak ją zaproszę, to zaśpiewa ze mną, nawet z dużą przyjemnością. Ostatnio zaproponowano jej nagranie płyty w Warszawie, ale powiedziała, że teraz nie ma czasu, bo ma egzaminy w szkole, czym bardzo zdziwiła mojego kolegę z branży.
AS: Bardzo dojrzale podchodzi do życia...
Tak, ale przy tym jest bardzo pogodna i widzi głównie pozytywną stronę życia.
AS: A mama chce, żeby córka na scenie była?
Nie, ja chcę, żeby ona była szczęśliwa. Jeżeli chciałaby występować na scenie, to ja bym jej w tym pomogła z całego serca. Na razie chce studiować jak najdłużej. Zresztą jest bardzo zdolna. Zna już pięć języków. A ostatnio postanowiła nauczyć się hiszpańskiego. Cztery miesiące była w Meksyku, a teraz zamierza jechać do Chile, by tam postudiować.
AS: Wszystko, czego dziś Izabela Trojanowska chce, to...?
Dzisiaj chciałabym, żeby to tournee, które planujemy wiosną, plus moja nowa kolekcja modowa “MonaIza” podobały się, żeby zyskały nowych entuzjastów.
AS: Co nareszcie czuje Izabela Trojanowska?
Pewnie duże zadowolenie, bo współpracuję z fajnymi ludźmi. Tu mam na myśli m.in. wspaniałego menedżera i fotografika Sebastiana Skalskiego, wspomnianą już Monikę Natorę, z którą współtworzę nową linię ubrań, czy zespół Mafia. Tomasz Bracichowicz, kierownik muzyczny Mafii, jest też współtwórcą musicalu “Od ornatu do sabatu”. Ci wszyscy ludzie, którzy mi towarzyszą, powodują, że Izabela Trojanowska wreszcie czuje się dobrze.
AS: Proszę coś więcej powiedzieć o musicalu.
Celem musicalu jest promocja ziemi kieleckiej i jej kultury. Ja tam gram Basię Rusinowską, która była szlachetnie urodzonym rozbójnikiem. Chodziła po męsku ubrana i jak Janosik zabierała bogatym, żeby rozdać biednym. W końcu powieszono za to. Premiera odbędzie się w styczniu w Kielcach. Cała Polska się na nią zjedzie. Projekt sponsorowany jest przez Unię Europejską.
AS: Gdzie będzie można zobaczyć pani kolekcję mody?
W najbliższym czasie jedną sukienkę z kolekcji założę do teledysku, który kręcić będziemy na Manhattanie. Natomiast na wieczorze sylwestrowym [w Royal Manor] zaprezentuję dwie kolejne kreacje. Oficjalna premiera kolekcji odbędzie się 8 marca 2012 roku.
AS: Co jeszcze, oprócz najnowszej płyty, kolekcji ubiorów, musicalu szykuje pani dla swoich fanów?
Piszę autobiografię. Na pewno będzie ciekawa, bo w moim życiu wydarzyło się wiele interesujących zbiegów okoliczności. Ukażą się również reedycje moich wszystkich płyt i koncertowa płyta DVD.
AS: Czy będą w biografii jakieś nieznane fakty albo skandale?
Nieznane fakty, a i owszem. Ja wiem, że świat lubi skandale, w przeciwieństwie do mnie. Niestety ciągle jestem w centrum jakiegoś skandalu, chociaż ich nie prowokuję. Wolałabym robić swoje w ciszy i w skupieniu.
Bardzo dziękujemy za rozmowę.
Pytania zadawali: Aleksandra Słabisz (AS), Tomasz Deptuła (TD), Ilona Bruzda (IB) oraz Leszek Sadowski (LS). WYWIAD SPISAŁA: ALEKSANDRA SŁABIS
Sir Talking Duck ma rację. Nie było podlejszej dla polskiej kultury epoki, niż czasy Gierka. Nawet Gomułka nie ruszał pewnych spraw. Gdy nadchodziło Boże Narodzenie, w telewizji (reżymowej!)występował zespół Śląsk albo Mazowsze i w nakazanym tradycją kanonie śpiewał kolędy. A za Edzia G. Irena jarocka w towarzystwie podpitych baców jechała przez nocne Zakopane saniami i coś tam dziamdziała. Co do Maciusia Szczepańskiego - był to wyjątkowy gnojek. Zniszczył teatr telewizji, fenomen na skalę światową, finansował glupawe filmy calkowicie oderwane od polskich realiów. Radiokomitet tamtej podlej dekady był chlewem cwaniaków i oportunistów. Zaś Pani Izia niech ma to co ma, niech opowiada, niech plecie. W końcu czego można wymagać od zapiewajły z dziurami w pamięci…Ale panie żurnalistki z NDz mogłyby być bardziej uważne, tym razem się nieźle podlożyły. Pani Izi bym jednak do IPN nie posyłał.

....“Wszystko, czego dziś chcę pamiętaj o tym polecieć chcę tam i z powrotem….. “.... czyli belkot poznego Gierka….. alez ona wielka ‘opozycjoniska” byla.!!! jak w Polsce zaczela sie rewolta i ... jak otworzyli troche granice to wraz z “Dziwexem” Macieja Szczepanskiego do Berlina uciekla…. Przeciez ona byla marionetka propagandy Gierka i Radiokomitetu…. przez tyle lat zyla w cieniu aby jej nikt z tamtego pokolenia w twarz nie naplul…