Prawie 60 milionów cudzoziemców odwiedziło Stany Zjednoczone w 2010 roku. Liczby te nie obejmują legalnych imigrantów (co roku USA przyjmują ich około miliona nie licząc azylantów) oraz tych, którzy nielegalnie przeszli przez zieloną granicą – zarówno morską, jak i lądową.
Chodzi tylko o tych, którzy przylecieli, przyjechali lub przypłynęli do Nowego Świata z ważną wizą turystyczną lub w ramach ruchu bezwizowego.
Ameryka jest więc wciąż wielką atrakcją dla całego świata. Pomimo wszystkich obostrzeń na granicach i upokarzających procedur kontroli, wizyt w konsulatach lub obowiązku wstępnej rejestracji (bezwizowcy), miliony ludzi decyduje się na odwiedzenie najbogatszego państwa naszego grobu. Ogromna większość wraca do domu w wymaganym przez prawo terminie.
Ze statystyk wynika, że turyści z zagranicy najchętniej odwiedzają miasta. Na czele listy znajduje się Nowy Jork. Następne na liście jest Orlando na Florydzie. Ale magnesem dla cudzoziemców są także kasyna w Las Vegas, Hollywood w Los Angeles, czy Sears Tower w Chicago. Największym powodem do dumy dla nowojorczyków może być fakt, że w ubiegłym roku Wielkie Jabłko znów okazało się popularniejszym miejscem od Orlando na Florydzie, gdzie jest dużo cieplej i można odwiedzić kilka parków Disneya, SeaWorld, Universal Studios oraz Przylądek Canaveral. W porównaniu z cieniutkim i kryzysowym 2009 rokiem nad Hudsonem w ostatnich 12 miesiącach pojawiło się prawie 10 milionów ludzi więcej. I to było widać. Po mieście częściej niż zwykle przejeżdżały piętrowe autobusy konkurujących ze sobą firm. W liczbie 48,7 milionów turystów, którzy pojawili się Nowym Jorku większość stanowili jednak Amerykanie, dla których widok Statui Wolności, strefy zero i Empire State Building też stanowi nie lada atrakcję.
Do Nowego Jorku przyjeżdża cały świat, nie wyłączając Polaków. Rodacy, mimo obowiązku wizowego, coraz częściej wpadają tu po prostu na zakupy, a nie do pracy na czarno. Ale na ulicach i w sklepach widać przede wszystkim Brytyjczyków, Irlandczyków, Australijczyków, Nowozelandczyków, Niemców, nie licząc bogatych turystów z Azji i Bliskiego Wschodu. To oni wypełnili przede wszystkim 25,7 miliona sprzedanych dób hotelowych w średniej cenie 330 dolarów za pokój ignorując ostrzeżenia przed insektami w materacach, których plagę przeżywa miasto.
Polaków odwiedzających USA byłoby zapewne o kilkaset tysięcy więcej rocznie, gdyby wreszcie zniesiono obowiązek wizowy. Względnie mocny kurs złotówki sprawia, że rosnąca klasa średnia może wybrać się za Atlantyk wyłącznie w celach turystycznych. Stany Zjednoczone mogą tylko na tym zyskać. Dowodzi tego przykład Kanady, którą po zniesieniu wiz odwiedza teraz dużo więcej Polaków. I nikt z tego powodu nie narzeka.
