“Co to jest?” – zapytałam Agę w drodze do okienka na dworcu w Gorakhpur. Jest półmrok, wszędzie na podłodze leżą ludzie, tu i ówdzie jakaś niezindentyfikowana maź, śmieci, brud i okropny smród. Czy oni tu czekają na pociąg czy tu mieszkają?
Celem naszej podróży dookoła świata było postawienie stopy na wszystkich siedmiu kontynentach. I udało się! Po prawie dwóch latach okrążania Ziemi, wylądowałyśmy w Afryce, a pierwsze kroki na najstarszym kontynencie postawiłyśmy w Maroku.
W sobotę, 4 lutego, w Royal Manor w Garfield w New Jersey blisko 300 gości bawiło się na 15. Balu Podróżnika, zorganizowanym pod patronatem Ambasadora RP w USA z okazji 16-lecia działalności Polonijnego Klubu Podróżnika.
Widziałam to wszędzie dookoła. Na sawannie afrykańskiej i na stepie Mongolii, w zielonej gęstwinie dżungli amazońskiej, na statku na Ukajali, na polu ryżowym, w buddyjskiej świątyni i na szlaku przez Himalaje, w australijskim buszu i w górach Tasmanii, na karaibskiej plaży i na polskiej łące.
Ostatnie momenty w gorącym słońcu w styczniu, ostatnie minuty opalania się na ciepłym piasku, jeszcze jeden skok do oceanu, lunch za 3 dolary dla dwóch osób i... jedziemy do Paryża. 350 dni spędziłyśmy w Azji.
“Co to jest?” – zapytałam Agę w drodze do okienka na dworcu w Gorakhpur. Jest półmrok, wszędzie na podłodze leżą ludzie, tu i ówdzie jakaś niezindentyfikowana maź, śmieci, brud i okropny smród. Czy oni tu czekają na pociąg czy tu mieszkają?
Celem naszej podróży dookoła świata było postawienie stopy na wszystkich siedmiu kontynentach. I udało się! Po prawie dwóch latach okrążania Ziemi, wylądowałyśmy w Afryce, a pierwsze kroki na najstarszym kontynencie postawiłyśmy w Maroku.
W sobotę, 4 lutego, w Royal Manor w Garfield w New Jersey blisko 300 gości bawiło się na 15. Balu Podróżnika, zorganizowanym pod patronatem Ambasadora RP w USA z okazji 16-lecia działalności Polonijnego Klubu Podróżnika.
Widziałam to wszędzie dookoła. Na sawannie afrykańskiej i na stepie Mongolii, w zielonej gęstwinie dżungli amazońskiej, na statku na Ukajali, na polu ryżowym, w buddyjskiej świątyni i na szlaku przez Himalaje, w australijskim buszu i w górach Tasmanii, na karaibskiej plaży i na polskiej łące.
Ostatnie momenty w gorącym słońcu w styczniu, ostatnie minuty opalania się na ciepłym piasku, jeszcze jeden skok do oceanu, lunch za 3 dolary dla dwóch osób i... jedziemy do Paryża. 350 dni spędziłyśmy w Azji.