



Panie Prezesie, "Nowy Dziennik" był pierwszą gazetą, której udzielił Pan wywiadu tuż po przejęciu kierownictwa nad Kongresem Polonii Amerykańskiej. Co zdołał Pan od tego czasu osiągnąć, z czego jest Pan najbardziej dumny?
![]() |
|
Foto: Jerzy Koss
Frank J. Spula: Bez reprezentacji we władzach, będziemy się zawsze plasować na niskich szczeblach życia amerykańskiego
|
Przede wszystkim udało się nam znaleźć wspólny język także z ludźmi, którzy nigdy do naszej organizacji nie należeli. Jest bardzo ważne, aby Polonia była silniejsza. Trzeba do tego porozumienia. Polska jest wolna i potrzebuje w Ameryce partnera. Aby ten partner był bardziej przychylny, musimy mieć wpływowych przedstawicieli we władzach, nawet jeśli to nie będą Polacy, tylko Amerykanie dobrze nastawieni do Polonii.
To racja, ale lepiej byłoby mieć jednak swoją reprezentację...
Oczywiście, że tak.
Kiedyś Polonię chicagowską na Kapitolu reprezentowali tak znaczący ustawodawcy z Illinois, jak senator Clement Zabłocki czy też członek Izby Reprezentantów Dan Rostenkowski. Kiedy wrócą te czasy?
Teraz Polonia nie jest zgromadzona w jednym rejonie. Kiedy ludzie trochę się wzbogacą, wyprowadzają się za miasto. Nie ma już tak dużych, jak dawniej, ośrodków polonijnych. Kiedyś każdy znał dobrze język polski, były polskie sklepy, piekarnie, wędliny. Teraz kiedy nasi rodacy znają angielski, kiedy dorobią się pieniędzy, opuszczają miasto. Jesteśmy rozproszeni, nie ma też tak mocnego zjednoczenia jak w dawnych latach.
Jakie zadania czekają obecnie Pańską organizację?
Trzeba przygotować polonijnych liderów na przyszłość. Musimy dać szanse młodzieży, zachęcić, aby wstępowała do naszych organizacji. Polacy muszą też liczniej uczestniczyć w wyborach i wystawiać swoich kandydatów. Bez reprezentacji we władzach, będziemy się zawsze plasować na niskich szczeblach życia amerykańskiego.
Co zrobić, aby znaleźć takich ludzi, którzy zasiadać będą nie tylko w polonijnych organizacjach, ale będą nas także reprezentować w amerykańskich władzach lokalnych, stanowych czy federalnych?
Dzisiejsza impreza (gala Instytutu Piłsudskiego w Konsulacie RP w Nowym Jorku – przyp. AD) jest dobrym przykładem stwarzania dobrej atmosfery, spotkania Polaków i Amerykanów, młodzieży i starszych. Trzeba tworzyć taką atmosferę, w naszych instytucjach i organizacjach każdy powinien być dobrze i ciepło witany. W przeciwnym razie nikt nie będzie chciał uczestniczyć w życiu zbiorowym.
Jakie są obecnie relacje KPA z władzami w Chicago i w Waszyngtonie?
Myślę, że bardzo pozytywne i konkretne. Mamy świetne stosunki z burmistrzem Chicago Richardem M. Daleyem, z gubernatorem Illinois Patem Quinnem, a także obydwoma senatorami – Richardem Durbinem i Rolandem W. Burrisem, który zajął miejsce prezydenta Baracka Obamy. Dobre kontakty są istotne, ponieważ inaczej nic ani dla organizacji, ani dla Polonii nie można zrobić.
Czy kiedy Barack Obama był senatorem w Illinois, mieliście z nim dobrą współpracę i czy możecie z tego dzisiaj korzystać?
Niestety, nie mogę powiedzieć, że tak. Senator nigdy nie był związany z polonijnymi sprawami i myślę, że dlatego teraz relacje Białego Domu, Stanów Zjednoczonych, z Polską są właśnie takie, jakie są.
A skąd się to bierze?
Nie potrafię tego wytłumaczyć. Kiedy mieliśmy uroczystości z okazji 3 Maja czy Dnia Pułaskiego, np. senator Durbin zawsze był z nami. Wydaje mi się, że lepiej rozumiał sytuację ludzi z Europy. Nie wiem natomiast, czy prezydent, a wcześniej senator Obama, w takim samym stopniu widział potrzeby i chciał się przyłączyć do ludzi pochodzących z Europy.
Czy jest szansa na to, aby USA zniosły wkrótce wizy dla Polaków i co my powinniśmy robić, żeby to przyspieszyć?
Myślę, że to nastąpi, choć zajmie trochę czasu. My zaś, aby osiągnąć nasze cele, musimy głosować na kandydatów, którzy popierają polskie sprawy. Niestety nasz udział w wyborach jest procentowo bardzo mały. Jeśli demonstrujemy, że nie jesteśmy zaangażowani w życie polityczne, czego możemy wymagać od rządu? Każdy musi słyszeć nasz głos.
Ostatnio rozgorzała w USA debata na temat zbliżającego się spisu ludności. Czy nieudokumentowani imigranci z Polski powinni się dać spisywać?
Powinniśmy to robić. Census nie rozgranicza, czy ktoś mieszka legalnie, czy też nie. Trzeba wiedzieć, ile jest białych, Murzynów czy Azjatów. Powinno być także odnotowane, ilu w Ameryce mieszka Polaków.
Amerykańskie media przytaczały wypowiedź prezesa oddziału KPA z Florydy Zdzisława Wesołowskiego, który domagał się, aby Polacy mogli odnotowywać podczas spisu ludności swoje pochodzenie. Czy zabiega o to także chicagowska centrala KPA?
Jako prezes Kongresu miałem na początku roku dyskusję na ten temat. Niestety, formularze Censusu przygotowywane są lata wcześniej. Teraz jest już za późno, ale będziemy zabiegać, aby to było uwzględnione w kolejnym spisie ludności.
Jak układa się teraz współpraca KPA z władzami RP i co jest w tej chwili w tych relacjach najbardziej istotne?
Relacje między władzami RP a KPA są bardzo dobre. Przykładem był zjazd, który mieliśmy kilka tygodni temu w Chicago. Przedstawiciele władz z Polski brali w nim udział i byli ciepło witani. Musimy mieć z rodakami w wolnej teraz Polsce wspólny język, komunikować się, aby udzielać im poparcia w tym, co chcą osiągnąć w Stanach Zjednoczonych. Aby robić to skutecznie, musimy mieć siłę polityczną, a przede wszystkim rejestrować się do wyborów i głosować.
Czy Polonia powinna zabierać głos w sprawie tarczy antyrakietowej?
Niedawno rozmawiał o tym w Waszyngtonie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Myślę, że jest to przede wszystkim sprawa negocjacji między władzami RP i administracją Stanów Zjednoczonych. W tej chwili nie mamy jeszcze więcej szczegółowych informacji na ten temat.
Panie Prezesie, dziękuję bardzo za rozmowę.
ANDRZEJ DOBROWOLSKI
