



Przywędrował do mnie w zwykłym szklanym słoiczku, przykrytym gazą i w komplecie z plastikowym siteczkiem i również plastikową łyżeczką. Miałam go codziennie przecedzić, przepłukać wodą i zalać świeżym mlekiem. Po umyciu wyglądem przypominał rozgotowany, zlepiony ryż. Odcedzony kefirek mieliśmy z mężem pić.
Powiem szczerze, na samą myśl o takim kwaśnym produkcie mlecznym raczej mnie odrzucało (lubię jogurty, ale tyko te słodkie i owocowe). Jednak już po pierwszej porcji z wielkim smakiem wypijałam napój, przypominający kefir lub znane z Polski zsiadłe mleko.
Podczas nieobecności grzybek od Basi rozmnożył się dwukrotnie, więc oddając go mogłam zostawić sobie część do produkcji pysznego zsiadłego mleka.
Piliśmy z mężem samodzielnie przygotowany kefir przez całą jesień i początek zimy. I co? Nie łapią nas katary i infekcje dróg oddechowych, które zawsze przytrafiały się mojemu dojeżdżającemu do pracy na Manhattan mężowi, a którymi się od niego zarażałam. Zniknęły zaparcia i problemy żołądkowe traktowane doraźnie mylantą, miętą czy wszechmocnym amolem.
Czujemy w sobie zdecydowanie więcej energii i grzybkowi przypisujemy przeżycie bez większego szwanku szaleńczego nawału przedświątecznych zajęć w pracy i w domu.
Czym jest grzybek tybetański?
Dużo legendy i mitów wkradło się w historię pochodzenia grzybka tybetańskiego (zwanego też jogurtowym, kefirowym czy grzybkiem jogów hinduskich, a przez tubylców tarą).
Niemal wszystkie polskojęzyczne źródła podają, iż grzybek trafił do Polski za sprawą profesora Politechniki Gliwickej, który przez 5 lat mieszkał w Indiach. Podczas pobytu na obcym kontynencie zachorował na raka wątroby. Opiekował się nim tybetański mnich, dając mu do picia mleko z grzybka. Do kraju wrócił zdrowy, ze szczepem cudownego eliksiru. Brak jednak jakiejkolwiek wzmianki o jego nazwisku, więc trudno tę historię zweryfikować i uznać za wiarygodną.
W internecie krążą też opowieści o pięknej Rosjance Irinie Sacharowej, która jakoby przywiozła grzybka do Europy. Podobno też na początku XX wieku interesował się nim i badał jego właściwości rosyjski uczony, profesor i noblista dr Elie Metchnikoff. Ale w sumie nie to jest najważniejsze.
Najpewniejsze jest to, iż kefir to jeden z najstarszych mlecznych napojów fermentowanych, który jest produktem mleczarskim o wysokich właściwościach odżywczych. Pochodzi z Kaukazu, gdzie przez długi czas był produkowany w tradycyjny sposób w workach skórzanych lub beczkach dębowych. Ormianie już we wczesnej starożytności pijali specjalnie przygotowane sfermentowane mleko. Ormiańska nazwa kefiru to macun.
Z naukowego punktu widzenia proces fermentacji mleka zachodzi dzięki zespołowi mikroorganizmów, występujących w postaci tak zwanych ziaren kefirowych.
Grzybki kefirowe to symbiotyczny układ bakterii paciorkowców mlekowych, bakterii pałeczek mlekowych i drożdży lub – w przypadku biokefirów – także bifidobakterii. Substancją utrzymującą strukturę ziarna kefirowego jest polisacharyd (glukozo-galaktan), zwany kefiranem. Ziarna o wymiarach od 0,3 do 2 cm i nieregularnym kształcie są symbiotycznym zespołem mikroorganizmów o unikatowym składzie, zachowującym się jak jeden organizm.
Wskutek procesów fermentacji kefir może zawierać do 1,5 proc. alkoholu.
Właściwości
Wiele źródeł przypisuje kefirowi powstałemu z grzybka tybetańskiego właściwości lecznicze, w tym m.in. to, że:
Nie znalazłam nigdzie wzmianek o skutkach ubocznych. Niektóre źródła podają, że nawet uczuleni na laktozę nie mają negatywnych objawów związanych z piciem tego kefiru. Podobno istnieje również możliwość fermentacji mleka sojowego, ale osobiście tego nie sprawdziłam.
Doradzam umiarkowany optymizm co do właściwości kefiru z grzybka tybetańskiego, ale jeśli choć częściowo przyniesie on ulgę w wyżej wymienionych problemach zdrowotnych, to chyba warto spróbować tej smacznej i łatwej domowej kuracji.
Hodowanie grzybka i przyrządzanie kefiru
Pierwsze i najważniejsze – grzybek nie znosi metalu!
Materiały, z jakimi może się stykać, to szkło, plastik lub drewno.
W szklanym lub plastikowym naczyniu (np. słoiku) zalewamy dwie łyżeczki grzybka 1 szklanką nieprzegotowanego mleka, najlepiej organicznego, nie UTH. Po mniej więcej 24 godzinach mieszamy go plastikową lub drewnianą łyżką i cedzimy przez plastikowe sitko (wiem, że trudno je kupić, ale to niestety konieczność) uzyskując pyszny kefir. Grzybka płuczemy na sitku pod bieżącą wodą o temperaturze pokojowej.
Ponownie umieszczamy w przepłukanym naczyniu i zalewamy na 24 godziny mlekiem (nie zakręcamy naczynia, najlepiej zabezpieczyć go gazą). Oczywiście przechowywać w temperaturze pokojowej (nie trzymamy grzybka w lodówce!).
Grzybka powino się przecedzać codziennie. Pozostawiony dłużej niż dobę w tym samym mleku zakwasza je bardzo mocno. Nic się wielkiego nie stanie, ale napój zbyt kwaśny nie jest tak smaczny. Nigdy nie zostawiamy go w tej samej mlecznej zalewie na kilka dni, bo zżółknie, zacznie się rozkładać wydzielając przykrą woń i jest do wyrzucenia.
Nie trzeba się jednak martwić jeśli musimy na parę dni wyjechać. Zostawiamy po prostu przepłukany grzybek w wodzie. Przeżywa! Natomiast przy planowanej dłuższej nieobecności oddajmy go, jak Basia, na przechowanie znajomym.
Kefir można uzupełnić owocami, najlepiej nie dosładzać, oraz stosować w różnych przepisach wszędzie tam, gdzie potrzebny jest kefir lub zsiadłe mleko.
Kurację grzybkiem stosujemy przez 20 dni, ponoć najlepiej pijąc kefir przed snem. Potem robimy 10-dniową przerwę. Cykl taki możemy powtarzać przez dłuższy okres, nawet parę lat. W kuracji należy robić przerwy, ponieważ organizm przyzwyczaja się do leczniczych substancji, co zmniejsza ich działanie. Robiąc przerwy w piciu napoju z grzybka uzyskujemy lepszy efekt leczniczy.
Grzybek tybetański, jak każdy inny grzyb na tej planecie: rozmnaża się. W ciągu tygodnia o 1/3 powiększa swoją objętość. Jego koszt (nie licząc mleka, które i tak pijemy) w relacji do właściwości jest niemalże zerowy. W każdym razie nie ma porównania do żadnych leków, suplementów mineralnych czy witamin.
Przybywającym ciągle grzybkiem podzielmy się ze znajomymi, prawdopodobnie będą zadowoleni tak, jak moi przyjaciele. Halina od bardzo wielu lat miała zaparcia leczone ziołami i różnymi farmaceutykami. Nie liczyła na poprawę w tej materii, ale po kefirze z grzybka tybetańskiego problemy minęły w ciągu tygodnia. U Joli zmalała częstotliwość występowania bólów brzucha niewiadomego pochodzenia, których doświadczała przez kilka miesięcy przed stosowaniem grzybka.
Kazik też się czuje o wiele lepiej. Jest mocniejszy, nie choruje (tak jak i mój mąż), jest smakoszem potraw, które przyrządza dla rodziny z tym naturalnym kefirem.
Jeszcze raz: zalecam umiarkowany optymizm. Pamiętajmy, nie ma cudownych leków. O ile można ten kefir spożywać jak każdy inny produkt mleczny ze sklepu, o tyle podstawą jakiegokolwiek leczenia jest konsultacja z lekarzem i terapia zalecona przez profesjonalistów.
