



Kiedy jeszcze rok temu straszono w Polsce podwyżkami benzyny EU 95 do wartości powyżej 5 zł za każdy litr, nikt nie chciał w to uwierzyć, wkładając tę informacje do działu “benzyna-fiction”. Psychologiczna bariera 5 złotych została jednak przełamana na początku tego roku. Wtedy stopniowo rodacy zaczęli ograniczać poruszanie się samochodem.
Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), konsumpcja benzyn w Polsce spadła w pierwszym półroczu 2011 roku o 5 punktów procentowych, w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.
Czarne chmury nad służbówkami
Teraz, gdy nad stacjami krąży widmo przekroczenia kolejnej granicy – tym razem sześciu złotych – może być znacznie gorzej. Choć nikt nie odważy się spekulować, kiedy ta bariera zostanie pokonana, to my już teraz zastanawiamy się, kiedy i czy przestaniemy jeździć samochodami.
Po nowym roku na zapowiadanych podwyżkach najbardziej ucierpią kierowcy, którzy jeżdżą samochodami z silnikami diesla. Już teraz olej napędowy kosztuje o kilka groszy więcej niż benzyna 95, a różnica ta ma być jeszcze większa.
“Spodziewamy się, że zmiana relacji cenowej benzyny i oleju napędowego, którą obserwujemy na polskim rynku od kilku tygodni, będzie trwałą tendencją i za diesla będziemy w przyszłym roku płacić więcej niż za benzynę bezołowiową 95. Wpływ na utrzymanie się tej tendencji będzie miała zmiana stawki opodatkowania oleju napędowego, z którą będziemy mieć do czynienia od 1 stycznia 2012 roku” – mówi Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw z portalu e-petrol.pl
Jak obniżyć koszty eksploatacji aut?
Zmiany stawki akcyzy, a co za tym idzie podwyżkę, najdotkliwiej odczują przedsiębiorcy, zajmujący się transportem oraz posiadający flotę pojazdów. Dlatego firmy już teraz starają się wprowadzać zmiany i ograniczenia, a w przyszłości stopniową redukcję kosztów związanych z własną flotą na rzecz tańszych rozwiązań.
“Stałe podwyżki cen paliw wymuszają na firmach montaż systemów GPS i monitorowania, a później redukcji tras, w celu zmniejszania kosztów. Oprócz tego firmy częściej zmieniają samochody na bardziej oszczędne. Także rezygnują z diesli na rzecz ‘benzynówek’, ponieważ przy eksploatacji 3-4-letniej, nie ma już ekonomicznego pokrycia inwestycji w pojazdy napędzane olejem napędowym” – twierdzi Artur Sudenis, commercial manager Athlon Car Lease.
W przypadku firmowych delegacji jednoosobowych, gdzie wyjazdy są sporadyczne i nie ma potrzeby utrzymywania kosztownych samochodów, przedsiębiorcy decydują się na wybór coraz bardziej popularnych, krajowych połączeń lotniczych. Przynajmniej na tych dłuższych trasach: z Krakowa do Gdańska, czy z Rzeszowa do Szczecina.
“Szczególnie podczas upalnych dni, kiedy wszystkie główne drogi są rozkopane, ale także zimą, gdy są trudne warunki do jazdy, Polacy wybierają połączenia lotnicze. Przede wszystkim zwiększa to bezpieczeństwo, a przy okazji skraca czas podróży. Cena pozostaje porównywalna do tej, którą wydalibyśmy na paliwo” – podsumował Jacek Balcer, dyrektor ds. marketingu Eurolot SA.
Bardzo płynna granica
O ile wyjazdy służbowe (w tym transport towarów) są sercem polskich przedsiębiorstw i nie zrezygnuje się z ilości pojazdów oraz odwiedzanych klientów, to po drugiej stronie jest transport prywatny. W tym sektorze zwykły Kowalski już mocniej będzie zaciskać pasa, aby ciąć koszta domowego budżetu.
“Zwiększające się co roku koszty utrzymania auta (ubezpieczenie, przeglądy i części zamienne, a także parkowanie, opłaty przejazdowe i wiele innych) wraz z coraz wyższymi cenami paliwa z pewnością skłonią wiele osób do bardziej przemyślanego korzystania z samochodu” – uważa Michał Jackiewicz z High PR.
Nie ma jasnej granicy pomiędzy ceną paliw, a rezygnacją z jazdy samochodem, ale ceny powyżej 5 złotych już zmieniły nawyki kierowców.
“Benzyna jest paliwem, którego głównym konsumentem są klienci detaliczni i widać, że rosnące ceny mają wpływ na popyt – kierowcy mający sensowną alternatywę, rezygnują z jazdy samochodem, m.in. po przysłowiowe bułki” – mówi Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw z portalu e-petrol.pl
Tą alternatywą może być dobrze rozwinięta komunikacja miejska.
“W przypadku podróży miejskich, wysoka cena benzyny skłoniła część kierowców do pozostawienia swoich aut w garażach czy na ulicach i korzystania z komunikacji miejskiej. Przynajmniej w miejscach, gdzie są dobre połączenia naszych linii” – zauważa Marek Gancarczyk, rzecznik krakowskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji.
Dokąd dojedziemy?
Według specjalistów z High PR, graniczną kwotą, która wpłynie na zmniejszenie częstotliwości korzystania lub całkowitej rezygnacji z wyjazdów krótkodystansowych, jest właśnie 6 złotych za litr paliwa dla aut prywatnych. W firmach samochód jest narzędziem pracy, tak więc jego wykorzystanie może zostać ograniczone jedynie w sytuacjach, w których nie odbije się to na zmniejszeniu wydajności pracowników lub dochodów przedsiębiorstwa. Oczywiście, zwiększone koszty funkcjonowania firm odczujemy wszyscy, dopłacając do towarów na sklepowych półkach.
Żeby dodać otuchy naszym czytelnikom, trzeba podkreślić, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki podwyżkom cen paliwa zasilone zostaną dziurawe miejskie budżety i wiele osób oderwie się od biurek, aby rozruszać zasiedziałe kości... I być może te podwyżki wyjdą Polakom na zdrowie?
Dla tych, którzy za żadne skarby nie przejdą 100 metrów do sklepu – pozostają jeszcze dwa rodzaje paliw w rozsądnej cenie. Pierwszym jest LPG (Liquefied Petroleum Gas), znany jako gazol (jest to wspólna nazwa mieszanin propanu i butanu w różnych proporcjach). Należy do najbardziej wszechstronnych źródeł zasilania. W odwodzie jest jeszcze CNG (Compressed Natural Gas). Jest to gaz ziemny w postaci sprężonej do ciśnienia 20-25 MPa. Służy do napędu pojazdów silnikowych zarówno z zapłonem iskrowym, jak i z samoczynnym. Na świecie jeździ ponad 4 miliony samochodów zasilanych sprężonym gazem ziemnym. Funkcjonuje ponad 8 tys. stacji zasilania tym paliwem.
