



Jak pan ocenia poziom polszczyzny uczniów szkół polonijnych działających w stanie Nowy Jork i New Jersey?
Jest naturalnie bardzo różny, ale i tak jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki wkładają w naukę. Również nauczyciele. Podstępnie namawiałem ich wszystkich do opowiadania o sobie, aby tylko posłuchać, jak mówią. Fajne doświadczenie: “proszę pana, słuchaj”.
Odwiedził pan kilka szkół na Wschodnim Wybrzeżu. Co pana w nich zaszokowało, a co zachwyciło?
Zdziwiło mnie, że uczniowie mówią między sobą po angielsku, co jest przecież zrozumiałe, ale jakoś wydawało mi się, że Polacy mówią ze sobą po polsku.
Pytałem wszystkich, w jakim języku śnią, ale niektórzy mówili, że nie pamiętają (!).
Negatywnie uderzyło mnie “przegięcie” martyrologiczne, np. fakt, że maturzyści mieli napisać o powstaniu styczniowym! Powstanie sprzed 150 lat – do tego przegrane, no dla kogo to może być jeszcze atrakcyjne!
W ogóle myślę, że za mało kładzie się nacisk na to, że Polska, jako członek Unii Europejskiej, to po prostu teraz Europa. [...] Już chyba nigdy nie odkleimy się od Rosji!
Myślę, że dla młodzieży polskiej w USA dużo bardziej byłoby atrakcyjne, gdyby miała świadomość, że są młodymi Europejczykami.
Jako dziennikarz, czy może pan wypowiedzieć się, kto komu powinien pomagać. Polacy w kraju Polonii, aby pokolenie Polaków urodzonych na emigracji czuło więź z krajem ich przodków, umiało czytać, pisać i mówić po polsku, utrzymać tradycje i obyczaje polskie, i mieć chęć poznania swoich korzeni, czy też Polonia powinna pomagać Polsce? Czy też powinna być współpraca, a może jedni o drugich powinni zapomnieć?
Z tego, co widziałem, dla Polonii najważniejszy jest osobisty kontakt z krajem. Ci, którzy go “dotknęli”, mają zupełnie inny stosunek i wyobrażenie. Polskie władze powinny jak najszerzej dbać o wymianę młodzieży, organizować jak najwięcej wspólnych obozów w kraju, gdzie np. jedni uczyliby swojego języka drugich (polskiego i angielskiego) z obopólną korzyścią. Myślę, że ministerstwo edukacji koniecznie powinno stworzyć taki program wspierania szkół polonijnych przez finansowanie pobytu najlepszych uczniów na wakacjach w Polsce – aż się prosi takie rozwiązanie.
Wbrew pozorom nie jest to aż takie kosztowne, problemem byłoby jedynie zapłacenie za bilet. Ale również same szkoły polonijne mogłyby być aktywniejsze w forsowaniu różnych takich pomysłów i naciskaniu na władze polskie i samorządowe amerykańskie na ich wspieranie.
Pana nazwisko jest kojarzone z satyrą. Czy uważa się pan za satyryka?
Obawiam się, że satyra obecnie rozumiana jest jako jakaś głupota. W tym sensie ani nie czuję się satyrykiem, ani (mam nadzieję) nim nie jestem. Uwielbiam żarty i nie jestem za poważny, ale to wszystko ma czemuś służyć.
Ile razy już usłyszał pan tekst o ogórku, co nie śpiewa? Ma pan tego dosyć?
Jest znacznie gorzej, pani Ludwiko. Już prawie nikt nie zna wiersza “dlaczego ogórek nie śpiewa”, a już zupełnie nikt nie wie, że jest to wiersz Gałczyńskiego. Niektórzy nawet myślą, że Gałczyński napisał go o mnie... (umarł dwa lata przed moim urodzeniem).
Znacznie popularniejsza jest piosenka “ogórek zielony ma garniturek”, który w zeszłym roku na Festiwalu Woodstock Jurka Owsiaka zaśpiewało mi parę tysięcy uczestników na parę tysięcy gardeł...To naprawdę łapało za gardło!
Jakie wspomnienia pozostały po wizycie Nowym Jorku?
Fascynujące miasto, chodziłem po nim przez tydzień bez przerwy, przez dzień i noc. Nie byłem w żadnym muzeum, ani nawet w teatrze na Broadwayu, bo było mi szkoda czasu...
Kiedyś postanowiłem, że dopóki Amerykanie nie zniosą wiz, nie będę się upokarzał i o nią starał. Jednak w związku z zaproszeniem ze szkół polonijnych złamałem się i dostałem wizę na 10 lat. Zamierzam ją wykorzystać.
“”“Negatywnie uderzyło mnie “przegięcie” martyrologiczne, np. fakt, że maturzyści mieli napisać o powstaniu styczniowym! Powstanie sprzed 150 lat – do tego przegrane, no dla kogo to może być jeszcze atrakcyjne!”“”
Oj, dokładnie tak. Polska kultura specjalizuje się w martyrologii. Świętować wolno tylko i wyłącznie klęski. O Sukcesach i zwycięstwach - cicho sza. Jest już w USA sporo pomników ofiar Katynia - a ja od lat postuluję budowę pomnika lotników walczących w Bitwie o Anglię - i nic. Wołanie na puszczy.
Albo proszę poszukać w ND ile jest okolicznościowych imprez na temat Katynia. Msze święte, seminaria, wystawy. W kółko. Do obrzydzenia.
A zwycięstwa w wojnie z bolszewikami w 1920 świętować nie wolno. Ot, choćby teraz - grupa zapaleńców sprowadziłą do USA film Hoffmana. Reklama mizerna, ND umieścił jedną wzmiankę z godzinami, sprytnie ukrytą aby broń boże nie można jej było łatwo znaleźć, wieść o tym że bęzie film rozchodzi się pocztą pantoflową a nie przy pomocy polonijnych mediów. Już nie marzę, żeby film pokazali u mnie w Arizonie. Ale przecież w centrach polonijnych polska prasa jakoś powinna o nim pisać no nie?
Ale nie pisze. Dlaczego? Bo Polacy wtedy wygrali. A o zwycięstwach mówić nie można.
“Myślę, że ministerstwo edukacji koniecznie powinno stworzyć taki program wspierania szkół polonijnych przez finansowanie pobytu najlepszych uczniów na wakacjach w Polsce – aż się prosi takie rozwiązanie.”
Niedawno paru pojechalo. Dostali po glowie od ochroniarzy w krakowskim klubie. Bo sie im nie spodobali. Polonia pisala listy protestacyjne do wladz Krakowa. Ja tez. Dostalem odpowiedz: “Sledztwo zostalo umorzone z powodu niewykrycia sprawcy”
Znakomita reklama dla Polski i Krakowa. Sciagnijcie wiecej mlodych Polakow. Niech sie dowiedza wiecej o Polsce
“Zdziwiło mnie, że uczniowie mówią między sobą po angielsku, co jest przecież zrozumiałe, ale jakoś wydawało mi się, że Polacy mówią ze sobą po polsku.”
Niech Pan sobie wyobrazi ze dla ludzi urodzonych w Ameryce, jezyk polski jest DRUGIM jezykiem a nie pierwszym
Zalezy dla kogo. Wiele dzieci urodzonych w Ameryce mowi w domu tylko po polsku do momentu rozpoczecia nauki w przedszkolu albo w zerowce, wiec polski jest ich pierwszym jezykiem. Wiele wychowuje sie w domach dwujezycznych, uczac sie jednoczesnie polskiego i angielskiego. Z czasem i w pierwszym, i w drugim przypadku, angielski zaczyna dominowac—jest to calkowicie zrozumiale, biorac pod uwage, ze dzieci w wieku szkolnym spedzaja wiekszosc dnia w otoczeniu anglo-, a nie polskojezycznym,
Natomiast niezrozumiale dla mnie jest to, jak wiele polskich szkol toleruje uzywanie przez uczniow angielskiego na przerwach, a nawet podczas zajec lekcyjnych.
Wiele szkol poddaje sie na starcie - nie ma jakiejs wewnetrznej dyscypliny, by wszyscy dorosli (nauczyciele, administracja, dyzurni rodzice) wymagali od dzieci rozmawiania jedynie po polsku. A jesli dorosli toleruja angielski, to dzieci robia to, co dla nich latwiejsze—rozmawiaja po angielsku. Z czasem polski wymaga od nich coraz wiekszego wysilku, wiec pokusa, by mowic po angielsku, staje sie coraz silniejsza.
Moze gdyby wiecej polskich szkol zaczelo wymagac od uczniow (niekoniecznie dyscyplinarnie, ale za to konsekwentnie) mowienia tylko po polsku, to wiecej uczniow probowaloby tym wymaganiom sprostac. A gdy dorosli poddaja sie na starcie—m.in. przez traktowanie jezyka polskiego jako “drugiego” - to mamy szkoly polskie z uczniami mowiacymi miedzy soba po angielsku.
“”“Natomiast niezrozumiale dla mnie jest to, jak wiele polskich szkol toleruje uzywanie przez uczniow angielskiego na przerwach, a nawet podczas zajec lekcyjnych.”“”
Szkoła, jak szkoła - nie wiele jest w stanie zrobić, jeżeli ma miejsce parę godzin raz w tygodniu.
Natomiast niezrozumiałe jest dla mnie, że są rodzice, którzy mówią do swojego dziecka po angielsku a potem przywożą je do polskiej szkoły. Po co? Po jaką cholerę?
Ja mogę zrozumieć, jeżeli ktoś mówi do dziecka po angielsku, bo chce zeby sie szybciej zaaklimatyzowało w Ameryce - ale wtedy wożenie go do polskiej szkoły jest bez sensu i szkoda na to czasu. Niech dziecko zamiast się męczyć na nauce polskieg - którego i tak się nie nauczy - pogra w piłkę. Większy z tego pożytek.
Jeżeli rodzice chcą aby dziecko mówiło po polsku, to muszą je sami nauczyć, a polska szkoła stanowi w tym tylko niewielką pomoc. A jeżeli nie chcą w domu mówić po polsku, to niech nie zawracają szkole głowy.

100 lat temu Maria Sklodowska-Curie dostala drugiego Nobla. Scisle, 11 grudnia 1911 roku. W Kraju - o tym cicho-sza! Media nawet sie nei zajaknely. No bo jak to…. Polak Polakowi sukcesu nie wybaczy.
Dlaczego mlodzi ludzie o tym sie nie ucza i nie pisza, a tylko o powstaniach, kleskach, cmentarzach, prochach i martyrologii?...
...zwlaszcza z eMaria Sklodowska-Curie dwa razy byla w USA. Jest mnostwo pamiatek historycznych z tej wizyty. Podczas drugiego pobytu Amerykanie ofiarowali Jej 1 gram radu dla Instytutu Radowego w Warszawie - dzis Instytut Onkologii. Zakup sfinansowany byl ze skaldek amerykanskiego spoleczenstwa. Swietne tematy do problemu “Ameryka a Polska” Ale kto o tym wie….
Bo Sznowny Panie/Pani: W Polsce panuje dyktatura humanistów. Pisałem już o tym nie raz:
http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/jaki-ojciec-taki-syn1
I to jest prawdziwe cywilizacyjne nieszczęście.