Czwartkowe spotkanie Baracka Obamy z senatorami Lindseyem Grahamem i Charlesem Schumerem poświęcone imigracji ograniczyło się w praktyce do wymiany uprzejmości i ogólników. Usłyszeliśmy zapewnienia, że prace nad reformą trzeba kontynuować. Zabrakło jednak konkretów. Co więcej, okazało się, że ustawa stała się przedmiotem politycznego szantażu.
Po spotkaniu w Białym Domu nadal nie znamy szczegółów projektu reformy przygotowywanej przez senatorów. Nie wiemy też, kto (jeśli w ogóle) będzie ją współsponsorował ze strony republikanów. Nie wiemy nawet, kiedy formalnie projekt ustawy zostanie zgłoszony w Senacie i jaki będzie legislacyjny kalendarz. Co jeszcze bardziej niepokojące, poparcie – nawet werbalne – wyrażane przez Baracka Obamę było raczej stonowane. Tak jakby prezydent z góry zakładał, że inicjatywa ma niewielkie szanse powodzenia i chciał jedynie łagodzić gniew latynoskich wyborców.
Prawdziwym coup de grace dla inicjatywy może jednak okazać się ultimatum postawione demokratom przez senatora Grahama, które bezpośrednio wiąże ze sobą losy dwóch reform – imigracyjnej i ubezpieczeń zdrowotnych. Republikański senator z Karoliny Południowej zagroził bowiem, że jeżeli demokraci będą forsować w Senacie reformę służby zdrowia naciągając procedury i zastosują zasadę uzgodnienia budżetu (reconciliation), o ustawie imigracyjnej można będzie zapomnieć. Stawia to demokratów przed diabelską alternatywą: albo zrezygnują z forsowania na siłę reformy zdrowotnej, albo republikanie w ogóle wycofają się z prac nad zmianami w systemie imigracyjnym. Z politycznego punktu widzenia reforma opieki medycznej jest dużo ważniejsza dla administracji i demokratycznej większości, więc przy tak postawionej sprawie inicjatywa imigracyjna może być z góry skazana na porażkę.
Ultimatum senatora Grahama przewraca do góry nogami sposób myślenia o szansach reformy imigracyjnej. Do tej pory sądzono, że jej szanse wzrosną po uchwaleniu ustawy o reformie ubezpieczeń zdrowotnych. Teraz jest dokładnie odwrotnie. Użycie przez demokratów procedury zwykłej większości przy reformie służby zdrowia może nastąpić już w przyszłym tygodniu. Będzie oznaczało pójście na otwartą wojnę z republikańską opozycją, która do końca kadencji może nie być skłonna do zawierania kompromisów.
Polityczne manewry na Kapitolu mają przełożenie na losy milionów ludzi mających nadzieję na lepsze i godniejsze życie w Ameryce. Przypomną o tym głośno imigranci, którzy w niedzielę 21 marca pojawią się na National Mall w Waszyngtonie, aby domagać się reformy. Wiele wskazuje jednak na to, że po raz kolejny proimigracyjna inicjatywa padnie ofiarą politycznych gier na Kapitolu i w Białym Domu.
TD
