



O tym, że polscy internauci nie odróżniają treści legalnych od nielegalnych mówi m.in. raport Centrum Cyfrowego, opublikowany w zeszłym tygodniu. Badanie miało na celu przybliżenie nieoficjalnego obiegu treści kulturowych.
Nieświadomi internauci
Pomimo faktu, że wymiana filmów, muzyki i książek może odbywać się w internecie legalnie, dla większości użytkowników granica pomiędzy tym, które działania są zgodne z prawem, a które nie, jest niejasna – podkreślono w raporcie. Internauci nie są świadomi, gdy używają treści cyfrowych zgodnie z prawem, najczęściej nie wiedzą też, jak legalnie mogą korzystać z książek, filmów i muzyki w sieci.
“Ta płynna granica wynika z zapisów prawa autorskiego, które nie tylko nie pozwalają na takie rozróżnienie, ale też zacierają granicę pomiędzy tym, co możemy zrobić, a tym, czego w świecie cyfrowym robić nie powinniśmy” – podkreśla Kamil Śliwowski, koordynator projektu Creative Commons Polska, promującego otwarte rozwiązania prawne w zakresie dzielenia się twórczością. W jego opinii ACTA, międzynarodowe porozumienie dotyczące zwalczania handlu podróbkami i walki z naruszeniami własności intelektualnej, również w internecie, tę niejednoznaczność utrwali.
Największym problemem obowiązującego obecnie prawa autorskiego jest to, że powstało w czasach przed internetem – uważa socjolog internetu dr Dominik Batorski. Trudności sprawia szczególnie, według niego, pojęcie dozwolonego użytku w sieci. “W przypadku płyt jest jasne, że można ich słuchać ze swoją rodziną i przyjaciółmi, w przypadku książek papierowych – że można je komuś pożyczyć” – tłumaczył Batorski. Jak powiedział, prawnicy nie mogą jednoznacznie określić, czy “w internecie może być w ogóle coś takiego, jak dozwolony użytek”. W ocenie eksperta dostosowanie tego pojęcia do treści cyfrowych jest skomplikowane, ponieważ trudno określić, kim są znajomi w internecie, np. w serwisach i na portalach społecznościowych.
Prawo autorskie przyjmuje koncepcję odbiorcy, która nie jest już aktualna – uważa socjolog. Według niego prawo ciągle zakłada, że odbiorca jest bierny i skupia się tylko na konsumowaniu treści. “W tej chwili użytkownik to raczej osoba, która chce i ma narzędzia do tego, aby dzielić się treściami, komentować je, modyfikować i wykorzystywać wspólnie z innymi” – podkreślił Batorski.
“W internecie na pewno legalne są te treści, za które się płaci” – mówił. Odpłatność – w jego opinii – nie jest jednak rozwiązaniem, ponieważ ludzie na portalach społecznościowych chcą dzielić się słuchanymi piosenkami czy oglądanymi filmami z innymi użytkownikami. “Cała ta sfera społecznego korzystania z sieci jest trudna do określenia w prawie” – uważa socjolog.
Fair use, czyli uzasadnione użycie
Kluczem do zrozumienia różnicy między prawem polskim i amerykańskim jest pojęcie “uzasadnionego” użycia czyli tzw. fair use.
Fair use w prawie amerykańskim oznacza prawo do bezpłatnego korzystania z utworu, w polskim, gdy dozwolony użytek wykracza poza zakres prywatny jest w olbrzymiej większości przypadków zagrożony możliwością roszczeń finansowych ze strony właściciela majątkowych praw autorskich – prawo do dozwolonego użytku, przekraczającego zakres prywatności chroni zatem tylko przed odpowiedzialnością karną i roszczeniami z tytułu autorskich praw osobistych.
W prawie amerykańskim ciężar dowodu, że dane użycie utworu przekroczyło zasady fair use, spoczywa na właścicielu praw autorskich lub jego prawnym reprezentancie – w polskim osoba, która została oskarżona o naruszenie praw autorskich, musi udowodnić, że albo mieściło się to w granicach dozwolonego użytku prywatnego, albo któregoś z nielicznych wyjątków użytku publicznego zwolnionego z opłat tytułem praw autorskich.
W prawie amerykańskim nie ma znaczenia, czy dzieło zostało wcześniej opublikowane za zgodą właściciela praw autorskich – w polskim każda pierwsza publikacja utworu bez zgody jego twórcy jest automatycznie uważana za naruszenie jego praw autorskich – dozwolony użytek odnosi się wyłącznie do dzieł już wcześniej gdzieś opublikowanych.
Prawo federalne USA definiuje zasady dozwolonego użytku (fair use) w paragrafie 107 “Copyright Act of 1976”. Paragraf ten “zawiesza” penalizację i możliwość dochodzenia roszczeń z tytułu praw autorskich w przypadku “uczciwego” użycia kopii utworów w celu krytyki, komentarza, informacji o aktualnościach, nauczania, prowadzenia badań. “Uczciwe” użycie utworu jest według tego zapisu rozpoznawane w oparciu o następujące kryteria:
W odróżnieniu od polskiego prawa, w którym zasada dozwolonego użytku dotyczy wyłącznie już opublikowanego utworu, w prawie USA fakt opublikowania dzieła nie ma bezpośredniego wpływu na ocenę, czy nie doszło do nadużycia zasady fair use.
Ze względu na to, że prawo amerykańskie ma charakter precedensowy, zasady fair use są stale uściślane przez orzeczenia sądów w konkretnych sprawach. Zbiór tych orzeczeń tworzy faktyczne granice dozwolonego użytku, które stale się zmieniają, w szczególności w stosunku do mediów elektronicznych i internetu. Np. orzeczenie Sądu Najwyższego USA z 2005 r. w stosunku do firmy Napster wyraźnie obciążyło operatorów sieci wymiany plików typu P2P odpowiedzialnością za każde naruszenie zasad fair use dokonane przez ich użytkowników, co spowodowało bankructwo tej firmy.
Niejasne prawo
Tymczasem dla przeciętnego internauty w Polsce umieszczenie piosenki na portalu społecznościowym w celu podzielenia się nią ze swoimi znajomymi nie oznacza łamania prawa, bo nie wiąże się z obrotem finansowym – zauważa Śliwowski. “Prawo nie określa jednak jasno, czy przypadkiem nie jest to już udostępnianie treści bez zgody posiadacza praw autorskich” – zaznaczył specjalista. W przepisach powinno jasno się określić, czy dopuszczalne jest wymienianie się plikami w celach niekomercyjnych. “Prawo, które obecnie nie określa w sposób przejrzysty, co jest w sieci legalne, powinno zdefiniować szarą strefę internetu” – mówi Śliwowski.
Prawo autorskie nie nadąża również za nowymi modelami biznesowymi – uważa Batorski. Jak podkreślił, “większość serwisów internetowych nie zarabia na użytkownikach, którzy korzystają z darmowych usług, np. Google czy Facebook”. To uwaga internautów jest obecnie dobrem, na którym zarabiają serwisy internetowe, sprzedając ją reklamodawcom. “Serwisy internetowe skupiają się więc na przyciąganiu uwagi użytkowników oraz na zbieraniu danych o ich zachowaniach, dzięki czemu są w stanie dopasować reklamę do preferencji internautów i wzbudzić większe zainteresowanie reklamowanym produktem” – mówił socjolog.
“Trudno ocenić legalność treści dostępnych w internecie również dlatego, że często nie wiadomo, w jaki sposób trafiły one do sieci – czy opublikował je użytkownik, który dysponował prawami autorskimi czy użytkownik, który tych praw nie ma” – podkreśla Batorski. W serwisie You Tube można znaleźć zarówno treści opublikowane nielegalnie, jak i na zasadzie wolnych licencji oraz w celach komercyjnych.
Publikacja na zasadzie wolnej licencji jest tym, co pozwala na modyfikowanie i kopiowanie cyfrowych zasobów. “Aby zwiększyć legalny obszar wymiany, należy nie tylko zmienić prawo, ale też promować tworzenie treści nie łamiących prawa własności intelektualnej i opracować czytelny system ich oznaczania w internecie” – proponuje Śliwowski.

Redaktorze DET (DEptula Tomasz ? czy ktokolwiek sie pod tym nickiem ).... zamiast pisac jakiejs pseudo-naukowe rozprawy nt. jakis praw autorskich, jakis fair use, prawniczych interpretacji….. moze nalezy zadac sobie troche trudu aby tez prawa autorskie dokladniej przedstawic…. jaki utwor / wytwor / dzielo ...... przez jaki okres jest chroniony…. ja slyszalem o roznych okresach ochrony (15 - 20 - 30 - 40 lat)..... to graniczy z absurdem…..
Takie prawo jest powodem, ze wszyscy je olewaja…. Dlaczego utworow Chopina, Brahmsa, Vivaldiego to nie dotyczy, ....dlaczego mozna kopiowac i sprzedawac obrazy Rubensa czy Modiglianiego…...
Wykonana praca zasluguje na “fair” wynagrodzenie….. ale czy z raz wykonanej pracy nalezy czerpac zyski cale zycie…. dlaczego inzynier projektujacy autostrade czy budynek nie ma prawa zadac od kazdego korzystajacego z jego dziela oplaty, do konca swojego lub potomnych zycia…. Dlaczego prawo autorskie architekta to tylko pare lat, a prawo autorskie z Hollywood jest chronione przez kilka dekad…. jezeli prawo wynosi nawet 40 lat, to dlaczego tak bardzo walczy sie w sieci z filmami i muzyka lat 50-60 -tych….. to bardzo dobra epoka dla Hollywood i dla rock-a-rolla czy jazz-u….
Dlatego rozumiem wszystkich, ktorzy takie prawo autorskie maja gleboko w d….
Czemu prawo autorskie nie jest rzedu 10 lat….. wystarczy aby film zrobil kase w kinach i telewizji….. dlaczego windows 98 czy windows 2000 nie jest darmowy, to juz przeciez dinozaury bez MS support….