



Od kilku dni pełnię funkcję redaktora naczelnego "Nowego Dziennika". Objąłem ją w trudnych czasach. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i większa część świata pogrążone są w recesji.
Zmniejsza się nasza klientela – mniej Polaków przyjeżdża do USA, sporo wraca do kraju. Ci, którzy pozostali, żyją skromniej, mniej wydają na gazety i ogłoszenia w nich. Wreszcie – to trend ogólny – czytelnicy, zwłaszcza młodzi, odchodzą od mediów drukowanych, preferując internet i telewizję.
Mimo to jestem optymistą. Może dlatego, że mam dobrą pamięć. Pamiętam mordęgę życia w komunizmie, a potem Stany Zjednoczone, Nowy Jork, nie tak bogate i rozwinięte jak obecnie. Wiem więc, że nasz obecny, pesymistyczny odbiór świata jest względny i że jest przejściowy.
Gdy "Nowy Dziennik" powstawał w 1971 roku, Stany znajdowały się w fazie gospodarczej zapaści, a Nowy Jork był miastem brudnym, niebezpiecznym, w stanie finansowego krachu. Jak było wtedy w PRL-u, nie muszę przypominać. Mimo to ś.p. pan Bolesław Wierzbiański i jego biznesowi partnerzy założyli wtedy gazetę. Rozwinęli ją, wyrobili jej markę. Pan Wierzbiański, przedwojenny inteligent, był otwarty na pomysły: prowadził agencję informacyjną, nieustannie myślał o ekspansji firmy. Jestem pewien, że gdyby był nadal wśród nas i miał – tak jak ja – niespełna 50 lat, także by się nie poddał i miał nowe pomysły.
"Nowy Dziennik" zdobył kapitał w postaci własnego budynku na Manhattanie – i kapitał zaufania wielu tysięcy Czytelników. Nie możemy tego kapitału roztrwonić.
Nowy prezes wydawnictwa Tadeusz Kondratowicz widzi konieczność zmian. Postrzega też egzystencję firmy w twardych realiach biznesowych, a na finansach akurat się zna. Ja natomiast mam wieloletnie doświadczenie – jako redaktor magazynu "Weekend" – we współpracy z ludźmi młodymi, biegłymi w języku angielskim i nowej technologii. Będziemy z nimi współpracować, będziemy ich zatrudniać, im będziemy sprzedawać nasz produkt.
Pozostaniemy firmą przede wszystkim medialną, choć może będą to inne media, na miarę nowych czasów.
Nie zapomnimy oczywiście o naszych wiernych Czytelnikach. Nadal będą codziennie otrzymywali swoją gazetę. Będziemy się starali, żeby była coraz ciekawsza. To nasz plan na jutro, ale mamy też plan, co zrobimy za rok i za pięć lat. Moje słowo.
