



Ponad 100 amerykańskich banków, które w tym roku zostały przejęte przez władze regulacyjne i przestały istnieć, to dowód na to, że kryzys finansowy jeszcze się nie skończył. Ekonomiści zgodnie ostrzegają – kryzys banków trwa w najlepsze.
Ofiarami padają przede wszystkim mniejsze instytucje finansowe, które swego czasu fatalnie inwestowały na rynku nieruchomości.
Ponad 100 banków zbankrutowało w USA po raz pierwszy od 17 lat. Gorzej było jedynie podczas kryzysu kas oszczędnościowo-pożyczkowych. W 1992 roku splajtowało 179 instytucji finansowych, a w rekordowym 1989 roku – aż 531. Tym razem jednak kryzys dotknął przede wszystkim banki komercyjne, a nie kasy czy unie kredytowe.
Scenariusz za każdym razem jest podobny – w piątek po południu władze regulacyjne (Federalna Agencja Ubezpieczeń Depozytów – FDIC) przejmują kontrolę nad niewypłacalnymi instytucjami, po czym odstępują je innym bankom. Od poniedziałku klienci banku-bankruta stają się automatycznie klientami nowego banku, który najczęściej przejmuje oddziały zamykanej instytucji. Posiadacze kont nie tracą, bo są ubezpieczeni do 250 tysięcy dolarów, ale budżet FDIC pęka w szwach, bo musi wyrównywać straty. Z reguły FDIC zamyka w ten sposób 2-3 banki tygodniowo. Tym razem jednak było inaczej, bo w piątek FDIC zlikwidowała siedem niewypłacalnych instytucji finansowych, zwiększając grono tegorocznych bankrutów z 99 do 106. Grono bankrutów z pewnością jeszcze się powiększy, zanim dojdzie do wyraźniejszego ożywienia. Fala bankructw przybiera na sile i w ciągu najbliższych kilku miesięcy należy się spodziewać jeszcze większej liczby upadłości – ostrzegają ekonomiści.
Liczby te trzeba widzieć jednak we właściwych proporcjach. W USA działa około 8 tysięcy banków komercyjnych, oprócz tego funkcjonują też unie kredytowe. Niewiele ponad 100 zbankrutowanych instytucji stanowi więc zaledwie ułamek ogólnej liczby banków. Dużo bardziej niepokojąca jest długość "czarnej listy" FDIC dotycząca instytucji zagrożonych bankructwem – jest na niej ponad 400 banków. Najwięcej instytucji znajdujących się w tarapatach prowadzi działalność w takich stanach, jak Kalifornia, Georgia czy Illinois, gdzie kryzys hipoteczny był najgłębszy. Ale i w tym wypadku trudno mówić o niebezpieczeństwie ogólnokrajowej paniki bankowej, która mogłaby doprowadzić do pogłębienia kredytu.
W tym miejscu wypada pochwalić ruch unii kredytowych, które przeżywają dużo mniejsze problemy niż komercyjni konkurenci. Wyróżnić tu trzeba także naszą Polsko-Słowiańską Federalną Unię Kredytową, która dzięki mądrej polityce na rynku pożyczek hipotecznych potrafiła uniknąć kłopotów, jakie przeżywają komercyjni konkurenci. Jej sytuacja finansowa nie da się porównać z bankami przeżywającymi głębokie kłopoty.
