



Skala imigracji w Polsce jest nieporównanie mniejsza niż w Ameryce, gdzie tylko liczbę nielegalnych ocenia się na 12 milionów. Nie dorównuje też takim krajom jak Wielka Brytania, która przyciągnęła ponad 600 tysięcy nielegalnych. Już jednak sam fakt, że imigracja staje się przedmiotem debat rządowych i zaprząta uwagę mediów, świadczy o przeobrażeniach, jakie zaszły w kraju po upadku komunizmu.
Polska była wcześniej głównie krajem tranzytowym. Obecnie wabi bardziej godziwymi niż w wielu innych krajach warunkami życia. Nic dziwnego, że cudzoziemcy myślą o pozostaniu tam na dobre.
Nawet jeśli nielegalni nie są dla Polski tak palącym problemem jak dla administracji w Waszyngtonie, władze RP podejmują różne inicjatywy uporania się z nim. Służą temu m.in. amnestie, czyli abolicje, wprowadzane już po raz trzeci. Ostatnia trwa od 1 stycznia i spotkała się ze sporym odzewem. Dotychczas zapragnęło z niej skorzystać ponad 2300 osób. Więcej niż w trakcie całej akcji abolicyjnej przed pięcioma laty.
Nie zaskakuje, że w Polsce chcą się osiedlić ludzie z sąsiednich krajów słabiej rozwiniętych gospodarczo i wbrew głoszonym deklaracjom nie całkiem skorych do przeobrażeń demokratycznych. Przybywają zatem m.in. Ukraińcy, a także Ormianie. Ciekawe jednak, że nad Wisłę trafia sporo imigrantów z odległego Wietnamu, którzy złożyli zresztą na razie najwięcej wniosków o abolicję. Są też Boliwijczycy, Tunezyjczycy bądź mieszkańcy Nigerii i Syrii.
Tak jak w Stanach Zjednoczonych czy w innych zamożnych krajach imigranci imają się przede wszystkim zajęć, które są zbyt uciążliwe i nie dość atrakcyjne finansowo dla tubylców. Najbardziej utalentowani i przedsiębiorczy zakładają jednak w Polsce swoje biznesy, wzbogacają rynek usług i przyczyniają się do rozwoju gospodarki.
Mimo że cudzoziemcy stanowią ledwie jeden procent populacji, a ostatni raport MIPEX (Migrant Integration Policy Index) uznał Polskę za kraj "połowicznie sprzyjający" integracji imigrantów, wytykając zwłaszcza słabą ochronę przed dyskryminacją i ograniczone możliwości udziału w życiu politycznym, nie są oni pozostawieni samym sobie. Ich położenie zwróciło uwagę ekspertów z międzyresortowego zespołu w kancelarii premiera i Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego przy Towarzystwie Chrystusowym dla Polonii Zagranicznej. Wspomaga ich Polska Akcja Humanitarna.
Obowiązująca od 1 stycznia abolicja świadczy o pragnieniu przyjścia w sukurs imigrantom, a zarazem przezorności rządu. Zezwala na zamieszkanie w Polsce i pracę tylko przez dwa lata, a dopiero jeśli wszystko jest w porządku – toruje drogę do dalszego pobytu. Mogłoby to zainspirować także administrację w Waszyngtonie, która tyle lat i bez efektów próbuje się uporać z reformą imigracyjną.
Uwazam to za dobre rozwiazanie i nie wydaje mi sie, aby w Ameryce mieli jakis problem techniczny w przeprowadzeniu tego przedsiewziecia.
Swoje uwagi juz podalem pod http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/ponad-2300-nielegalnych-chce-zostac-w-polsce

“”“Mogłoby to zainspirować także administrację w Waszyngtonie, która tyle lat i bez efektów próbuje się uporać z reformą imigracyjną.”“”“
Polska ma trrzydzieści kilka milionów mieszkańców. USA ponad trzysta.
Amerykańskich nielegalnych, których musiałaby objąć amnestia jest dziesięć milionów. Polska amnestia obejmuje dwa tysiące osób.
Czyli liczba nielegalnych w stosunku do liczebności populacji jest w USA o dwa rzędy wielkości większa niż w Polsce.
Pan wybaczy, Panie Redaktorze, ale sugerowanie, że USA powinno wzorować się na reformie polskiej jest po prostu niepoważne. Skala problemu w USA jest sto razy większa niż w Polsce i polskie rozwiązania nie mają się w żaden sposób do realiów USA.
Jest Pan do tego stopnia zafiksowany ideą amnestii, że nie dostrzega Pan rzeczywistości.