



Warszawa, 24 stycznia 2007 r. Prawie bezśnieżna zima, ale na chodnikach sporo lodu i brudnej brei, stąd tytuły w gazetach o złamanych nogach, o wypadkach spowodowanych przez sople, walące z dachów niczym lodowe rakiety. No i wszystkie gazety o nim.
Dla kolegów był kochanym, szlachetnym, uczynnym Ryśkiem, który nas wczoraj osierocił, bo wybrał się w najdłuższą ze swych podróży. Gazeta Wyborcza pisze "nasz, Gazetowy autor". Ale on nie tylko Gazetowy, ale i światowy. Piszą, że jego książki przełożono na "wszystkie języki świata", jak i to, że "odszedł Kapuściński, który był ojcem wszystkich dziennikarzy"...
W kafejce internetowej chcę zapłacić za wydrukowanie przysłanego przez Dianę K. tłumaczenia ostatniego wiersza R.K. - Jeśli to pana Ryszarda, to za darmo - mówi dziewczyna. Z księgarń zniknęły książki, na forach lament za pisarzem. Młodzież dziękuje mu za otworzenie oczu na Innego. Na człowieka. Na świat. Strach, co będzie z tym naszym zaściankiem bez niego. Przed domem na Prokuratorskiej samotny znicz...
Ryszarda Kapuścińskiego poznałem w grudniu 1980 r. Po raz drugi spotkałem go w styczniu 1988 r. Po raz trzeci też w grudniu, 1996. Nasze pierwsze spotkania w Polsce i Kanadzie miały miejsce zimą, ale podczas żadnego śnieg nawet nie prószył. A teraz niebo od rana trzepie pierzaste poduszki. Natarcie białej szarańczy zaściela kruchy lód jeziorka bawełnianym obrusem; białe pszczoły uwijają się nad suchymi badylami sitowia, przysiadają na zeschłych trawach, bezlistnych gałązkach młodego klonu, zielonordzawych murawach boisk do bejsbolu i piłki nożnej. Na płytach mojego patio wiatr ustawia białogwardyjską Konarmię w porwane szyki; śnieżna artyleria atakuje dziś Cooksville...
Śnieg pojawia się już na okładce pierwszej książki reportera Busz po polsku: "Klęczeliśmy w śniegu, pod niskim niebem, między nami była żelazna krata" (Uprowadzenie Elżbiety). Ostatnie zdanie zbioru: "(...) zwarty busz, Ghana, dogasają ogniska, starcy idą spać, my też zaraz (o świcie odjazd), Nana drzemie, gdzieś pada śnieg...". Reportaż tytułowy zaczyna się opisem szczęśliwego kraju z północy, gdzie "bawełna leci z nieba" i "mówią na nią śnieg". Nowsze wydania Buszu otwiera rozdział Ćwiczenia pamięci, z opisami pierwszej wojennej zimy w rodzinnym Pińsku: "W naszym mieszkaniu piece są zimne, a ściany pokrywa biały, włochaty szron". Jeden z pierwszych wierszy Notesu nosi podtytuł Śnieg. W Imperium syberyjska zmarzlina, śnieg i mróz. Syberia, walonki, waciaki i uszanka pojawiają się nawet w Chrystusie z karabinem na ramieniu: syryjski Hermon to góra "pokryta śniegiem i targana lodowatymi wichrami", gdzie fedaini "konają z zimna" i "przymarzają do skał". Część Tadżykistanu "pokrywają wieczne śniegi" (w: Kirgiz schodzi z konia).
30 stycznia 1988 r. poszliśmy, mimo mrozu, na spacer. Kapuściński był tu przejazdem, w drodze na Olimpijski Zjazd Pisarzy w Calgary. Rozmawialiśmy o młodym Hemingwayu; przyjechał do Toronto także w styczniu, w 1920 r., i tu rozpoczęła się reporterska, tudzież pisarska kariera przyszłego autora Śniegów Kilimandżaro. Mówiliśmy też o śniegach Kasprowego, o pierwszym strajku okupacyjnym roku 1980, którego byłem świadkiem - w Świńskim Kotle, podczas alpejskich mistrzostw Polski: w proteście przeciw błędowi sędziów 26 zawodników solidarnie odmówiło startu w drugim przejeździe slalomu, blokując trasę, za co zostali ukarani zbiorową dyskwalifikacją.
Inny z tematów rozmowy: cechy dobrego korespondenta wojennego. On: "Musi być uczynny, łatwy we współżyciu, wrażliwy na ludzi, zdolny do poświęceń". Niedaleko hotelu spotkaliśmy kobietę w łachmanach, popychającą wózek pełen plastikowych toreb. Reporter zasypał mnie lawiną pytań: "Gdzie ona śpi? Kto się opiekuje ludźmi z ulicy? Jak się nią zająć, kogo zawiadomić, do kogo zadzwonić?". Bezdomna, z dumą angielskiej damy, odrzuciła ofertę pomocy: "I don't need your f... pity" (nie potrzebuję waszej p... litości), ale potem przyjęła torbę z jedzeniem, zakupionym przez Ryszarda.
W rozpalonym słońcem Cesarzu też są ślady polskiej zimy; motto rozdziału Idzie, idzie, zaczerpnięte z pracy Łyżwiarstwo szybkie i figurowe, traktuje o bezbolesnych upadkach na lodzie. W Hebanie znajdujemy mrożący krew w żyłach opis ataku malarii: "Jest to nagły, gwałtowny atak zimna. Zimna podbiegunowego, arktycznego. Oto ktoś wziął nas, nagich, rozpalonych w piekle Sahelu i Sahary, i rzucił wprost w lodowatą wyżynę Grenlandii i Spitsbergenu, między śniegi, wichry i zamiecie".
Po raz ostatni rozmawialiśmy 23 grudnia 2006 r., w przeddzień prawie bezśnieżnej, polskiej Wigilii: "Dobrze, że dzwonisz. W drugi dzień świąt idę do szpitala. Martwiłem się, że nie mogę pisać, może już nic nie napiszę, a na to G. do mnie: ´Po co ty masz pisać, skoro ty już wszystko napisałeśª".
Alicja Kapuścińska wstaje od trzech lat jak zawsze po siódmej i chodzi po domu, jak mówi, "cichutko, na paluszkach, żeby go nie obudzić"... (cdn.)
