



Fot. Serge MatskoNowy Jork każdego dnia oferuje swoim mieszkańcom i gościom z całego świata dziesiątki wydarzeń artystycznych i kulturalnych, a intensywność życia kulturalnego nie słabnie nawet podczas przysłowiowego sezonu ogórkowego.
Ponad dwa tysiące instytucji kulturalnych, pięćset galerii, liczne stowarzyszenia, instytuty etc. ani na chwile nie ustają w organizowaniu festiwali, koncertów, wystaw, pokazów, happeningów, przedstawień i wszelkich innych form przekazu artystycznego. Miasto, które niewątpliwie jest kulturalną stolicą Stanów Zjednoczonych, słusznie pretenduje do miana kulturalnej stolicy świata. W tym niezwykłym tyglu tradycji, kultur, stylów, prądów, jakim jest Nowy Jork, znajdzie dla siebie miejsce każde wydarzenie. Ale pamiętać trzeba i o tym, że tak jak wyjątkowe jest to miasto, tak i wyjątkowa jest jego publiczność: świetnie wyczuwająca odmienności, zainteresowana, znająca się, odróżniająca dobry poziom od zaledwie dostatecznego.
TEGOROCZNA JESIEŃ DOSTARCZA NOWOJORCZYKOM tak nieprawdopodobnej ilości fascynujących wydarzeń, że nie sposób nawet wiedzieć o małej ich części, a co dopiero mówić o uczestniczeniu w nich. Wybór tego, w czym najbardziej chciałoby się wziąć udział, jest często bardzo trudny i prawie zawsze zostawia niedosyt. A jednak... Kilkanaście ostatnich wydarzeń, które znalazły się w kręgu moich zainteresowań, szczęśliwie rozłożyło się w czasie w taki sposób, że udało mi się być niemal na wszystkich zaplanowanych imprezach.
Zaledwie w miesiąc po objęciu przez Poets House nowej siedziby w Battery Park City zorganizowano tam dwudniową sesję, zatytułowaną "Polish Poetry Now". Wspólnym wysiłkiem istniejącego od 1985 roku centrum dla piszących i dla czytających poezję, Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku oraz dwóch wydawnictw specjalizujących się w publikowaniu poezji spoza anglojęzycznego obszaru językowego (Archipelago i Zephyr Press) zorganizowano dwudniowe spotkania z czwórką polskich poetów średniego i młodego pokolenia. Do USA przybyli: Bożena Keff Umińska, Marzanna Kielar, Tadeusz Dąbrowski (tegoroczny laureat Nagrody Kościelskich) i Tomasz Różycki. W dyskusji, która odbyła się 3 listopada, wzięli także udział znani tłumacze literatury polskiej na angielski - Bill Johnston i Benjamin Paloff, który między innymi przełożył Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną Doroty Masłowskiej. Nieformalnie wzięła w niej również udział Antonia Lloyd-Jones, także tłumaczka, niedawna laureatka przyznanej po raz drugi Found in Translation Award, którą otrzymała za przekład Ostatniej wieczerzy Pawła Huellego.
"POLSKA MA TAK WIELU WSPANIAŁYCH, różnorodnych i o niewiarygodnie mocnym głosie poetów. Może z wyjątkiem Irlandii, Polska to kraj najbardziej znaczącej poezji w całej Europie" - na wstępie Benjamin Paloff zacytował słoweńskiego poetę Tomaza Salamuna. Wychodząc od tej, jakże łechcącej nasze serca opinii, Paloff scharakteryzował sytuację młodej polskiej poezji, podkreślając, że ma się ona znacznie lepiej w Polsce niż w Stanach Zjednoczonych, zarówno ze względu na łatwość publikacji, jak i znacznie bardziej ożywiony dyskurs na jej temat. Bill Johnston uzupełnił tę wypowiedź mówiąc, iż jeszcze do niedawna poeta w Polsce miał szczególną pozycję wieszcza, moralnego autorytetu. Dziś, zauważył Johnston, rola ta niekoniecznie jest pożądana przez młode pokolenie.
Dyskusja, którą poprowadzili następnie obaj tłumacze, skupiała się na specyfice polskiej poezji, wpływach na nią poetów amerykańskich, a także czy i jak twórcy oddziałują na siebie wzajemnie. Bill Johnston zacytował zadane mu przed paru laty pytanie - czy i co stanowi o szczególnym charakterze polskiej poezji, innymi słowy - na czym polega jej odmienność, by nie powiedzieć - "polskość". Najbardziej interesujące w tej rozmowie było nie to, co mówili poszczególni goście, ale to, że każdy z nich miał odmienne od pozostałych zdanie; każdy prezentował odmienny, a przecież mający swoje uzasadnienie punkt widzenia. Padały więc słowa o historycznych uwarunkowaniach, romantycznej tradycji, która przetrwała długo poza wiek XIX, ale także o tym, że będąc niejako na uboczu, wciąż znajdowaliśmy się na skrzyżowaniu dwóch różnych wielkich światów, które kształtowały polską tradycję poetycką.
Drugi wieczór poświęcony był wyłącznie czytaniu wierszy. Każdy z poetów prezentował swoje utwory po polsku, po czym czytane były one przez poszczególnych tłumaczy po angielsku. Trudno powiedzieć, czyja poezja najbardziej podobała się zgromadzonej publiczności. Sądząc po wypełnionej sali i aplauzie publiczność rozdzieliła po równo swoją aprobatę. Warto dodać, że na spotkaniu obecny był wybitny amerykański poeta Yusef Komunyakaa, znany w Polsce w przekładach Katarzyny Jakubiak.
W DZIEŃ PO POETYCKICH SPOT-KANIACH w Battery Park City odbyło się w Harriman Institute przy Columbia University spotkanie nieoficjalnie inaugurujące pięciomiesięczny festiwal "Performing Revolution in Central and Eastern Europe", zorganizowany przez New York Public Library for the Performing Arts przy współudziale przedstawicielstw siedmiu krajów europejskich, z Instytutem Kultury Polskiej włącznie. W sesji pod hasłem "As if Communism Never Happened: Culture and Politics in the 1980s and Beyond" wzięli udział: prof. Elżbieta Matynia z New School, którą stan wojenny zastał w USA, austriacki dziennikarz Robert Misik, rumuński pisarz i reżyser Nic Ularu i Amerykanin prof. Jeffrey Goldfarb, znawca i entuzjasta polskiej kultury i historii. Dyskusję prowadził Bradley Abrams, który wykłada na Columbii historię Europy Wschodniej.
Uczestnicy dyskusji rozpoczęli rozmowę od osobistego spojrzenia na rok 1989. Dla prof. Matyni był to znaczący rok w życiu, rok zmian, rozpoczęcia pracy w New School, rok radości, ale także rok pełen obaw czy zmiany, które zachodziły w Polsce, nie są jedynie tymczasowe. Mówiąc o niepewności tamtego czasu Matynia przypomniała, co wydarzyło się w tym samym roku na placu Tiananmen. Robert Misik ze wzruszeniem opowiadał o byciu świadkiem przemian w NRD, swym pobycie w Pradze w kulminacyjnym okresie wydarzeń politycznych aksamitnej rewolucji i spotkaniach z Havlem i Dubczekiem.
Rumuński pisarz Ularu wspomniał, nieco nonszalancko, że był świadkiem masakry studentów w Bukareszcie, gdzie przebywał w 1989 roku. Dodał, że dla Rumunii był to rok otwarcia na świat. Jeffrey Goldfarb z kolei opowiadał, z jakim niedowierzaniem patrzono w Ameryce na to, co działo się w krajach bloku komunistycznego, podkreślając zdumienie, że cała transformacja przebiegła niemal zupełnie bezkrwawo. Mówiąc o tym, co doprowadziło do przemian w Europie, Goldfarb zaproponował swoją własną tezę o istnieniu przez lata wielu drobnych pozornie czynników, które nakładając się na siebie, budowały powoli, ale skutecznie atmosferę prowadzącą do wielkich przemian. Sztuka była także jednym z tych "drobnych czynników".
W dyskusji podkreślono, jak różne były doświadczenia poszczególnych krajów, jak bardzo sytuacja w Polsce różniła się od sytuacji, na przykład, w Rumunii. Rzeczywiście, przed 1989 rokiem ludzie w każdym z krajów bloku komunistycznego w inny sposób starali się walczyć z reżimem, w każdym z nich panowała inna atmosfera. Dziś rewolucja przeszła tak dalece do historii, że dla młodego pokolenia staje się nieważnym faktem, równie odległym jak średniowiecze. Rumuński reżyser jakże słusznie zauważył, że teatr po wydarzeniach 1989 roku wrócił z ulicy do budynków, a słowa i gesty straciły swoją dwuznaczność i podtekst. Karnawał zaś, który w chwili wyzwolenia odbywał się każdego dnia, szybko przestał być karnawałem... Globalizacja kultury nie pozwoliła przetrwać indywidualnym nurtom, które obecne były w kulturze lat 80. Zatem, czy aby kultura i sztuka miały wymiar wielkich osiągnięć w wywieraniu nacisku na reżim polityczny? Konkluzją dyskusji było dość ryzykowne stwierdzenie, że o ile na doświadczeniach przemian nie zbuduje się nowych inspiracji, zamienią się one jedynie w nostalgiczne wspomnienie, a tym samym staną się kiczowatym symbolem bez głębszego znaczenia.
NASTĘPNĄ SPONSOROWANĄ PRZEZ INSTYTUT KULTURY POLSKIEJ IMPREZĄ, wartą choć wzmianki, był występ znakomitego polskiego zespołu Kapela ze Wsi Warszawa. Istniejąca od dziesięciu lat Kapela przyjechała po raz kolejny na tournée po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Na koncercie w nowojorskim Highline Ballroom grupa zaprezentowała muzykę, którą konsekwentnie, ale niekonserwatywnie, uprawia od początku swego istnienia: jest to polski folk, w którym usłyszeć można i afrykańskie rytmy, i jazz, i soul, i blues, a nawet rock i reggae. Organizatorzy sprzedali ponad sto biletów na miejsca stojące, co nie zdarza się często, zwłaszcza w Nowym Jorku...
Jeszcze z kronikarskiego obowiązku należy odnotować, że 10 listopada w Idlewild Bookstore, znanej z wielu ciekawych imprez, odbyła się promocja książki The Wall in My Head. To antologia tekstów literackich, esejów, zdjęć i oryginalnych dokumentów dających świadectwo upadku świata za żelazną kurtyną. Ten bardzo ciekawy projekt zawiera prace artystów, którzy świadomie, już jako ludzie dorośli, byli świadkami przemian 1989 roku, ale także tych, którzy urodzili się tuż przedtem lub krótko później, ale których dorastanie zostało naznaczone pamięcią czasów sprzed i po upadku komuny. W spotkaniu w Idlewild wzięli udział: Dorota Masłowska, młody pisarz rumuński Dan Sociu i Kathrin Aehnlich z Niemiec. Każdy przeczytał fragment swojego autorstwa z antologii. Potem w dyskusji padło wiele ważnych pytań. Co ciekawe, na spotkaniu pojawili się niemal wyłącznie bardzo młodzi ludzie.
W następnych kilku miesiącach czeka nas jeszcze bardzo wiele bardzo interesujących spotkań z kulturą krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.performingrevolution.org lub www.polishculture-nyc.org.
