



Fot. Czesław CzaplińskiJeśli istnieje typ idealnego dziennikarza New York Timesa, to zmarłego Michaela Kaufmana trzeba uznać za jego wcielenie.
Był szybki, ruchliwy, wszędzie czuł się "w domu", miał łatwy kontakt z ludźmi i sprawne pióro. Był także bardzo inteligentny i rozmowny, z tendencją do opowiadania długich i zabawnych historii. Nie bał się pracy ani niebezpiecznych krajów, ciekawiło go wszystko, szczególnie ludzkie sprawy. Lubił się popisać, zadawać kontrowersyjne pytania, wydobywać sprawy, które ukrywano. A jednocześnie był serdeczny i dowcipny. Dziennikarz z krwi i kości.
Urodził się 23 marca1938 w Paryżu, dokąd jego rodzice Adam i Paulina Kaufmanowie przyjechali z Polski. Ojciec był byłym więźniem politycznym, członkiem partii komunistycznej; celę więzienną dzielił z Ozjaszem Szechterem, ojcem Adama Michnika. Uciekając przed Hitlerem, rodzina Kaufmanów przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i mały Michael wychował się w Nowym Jorku; w domu mówiło się po polsku. Odebrał najlepsze wykształcenie, jakie to miasto ofiarowywało emigrantom: ukończył Bronx High School of Science, a potem City College. W New York Timesie zaczynał od najniższego szczebla, aby potem zostać korespondentem zagranicznym, redaktorem działu miejskiego, a w końcu autorem nekrologów. Zmarł 15 stycznia w wieku 71 lat.
Jego kariera korespondenta zagranicznego obfitowała w wiele wydarzeń, spotkań, wywiadów, które przysporzyły mu nagród i pochwał. Był szefem biura w Nairobi, korespondentem z Indii i z Pakistanu, a także z Paryża.
Dla nas najbardziej interesujący jest jego pobyt w Polsce: zjechał tam w roku 1982, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Jego korespondencje dla New York Timesa, choć niewątpliwie sprzyjające podziemnej Solidarności, wzbudzały szacunek nawet u przedstawicieli rządu PRL: był przeciwnikiem, którego ceniono. Zawsze doskonale przygotowany, świetnie poinformowany. Na słynnych konferencjach prasowych urządzanych przez rzecznika rządu Jerzego Urbana zdawał celne pytania, często ironiczne i bezkompromisowe. Choć wyrzucano wówczas z Polski dziennikarzy pod najmniejszym pozorem, Kaufman nie dał się zastraszyć, nie wchodził w dziennikarskie gry, proponowane mu przez Urbana. Warto tu zacytować fragment wywiadu, który z Urbanem w roku 2002 przeprowadziła Teresa Torańska. Urban, oczywiście, chwali się i puszy; na jego konferencje, mówi, "... przychodzili dziennikarze z całego świata. Niektórzy wybitni. Michael Kaufman i John Darnton z New York Timesa - ten ostatni miał Nagrodę Pulitzera - oraz Andrew Nagórski z Newsweeka i Bernard Guetta z Le Monde. Przyjeżdżały też gwiazdy telewizyjne - Barbara Walters z ABC i Walter Cronkite. (...) Do Polski na korespondentów nie przysyłano złych dziennikarzy. (...) Oni mieli kontakt z opozycją i odgrywali rolę pośredniczącą między władzą a opozycją. (...) Oni traktowali mnie bardzo poważnie. Ja byłem dla nich przedstawicielem władzy i wyrażałem jej oficjalne stanowisko, a że były w tej prezentacji elementy show, to inna sprawa. To był nasz wspólny show, w którym odgrywaliśmy antagonistyczne role, karmiąc się nawzajem gagami. (...) Każdemu można było [coś] podsunąć. Z Michaelem Kaufmanem z New York Timesa, który tu siedział kilka lat, zagrałem na przykład va banque. Zaprosiłem go do domu na kolację i wyłożyłem karty na stół. Off the record, oczywiście. Chodziło o płk. Kuklińskiego. Powiedziałem mu, że w moim interesie politycznym jest zdemaskowanie Reagana, iż wiedział o zamiarach wprowadzenia stanu wojennego w Polsce od Kuklińskiego i nie uprzedził sojuszników w Polsce, a w interesie New York Timesa jest zapytać administrację waszyngtońską o powody zatajenia ucieczki Kuklińskiego.
- Zapytał? [wtrąciła Torańska]
- Nie. Centrala prawdopodobnie nie chciała kompromitować urzędującego prezydenta".
Przytaczam tak długi fragment wywiadu z Urbanem, bo dobrze on charakteryzuje pewien moment w karierze dziennikarskiej Michaela Kaufmana. Widać tu wymiar moralny jego postawy, odrzucenie powierzchownych sensacji, lojalność wobec przyjaciół z opozycji, profesjonalną rzetelność. Dlatego Adam Michnik, pisząc o nim po śmierci, nazwał Kaufmana "drugim ambasadorem amerykańskim w Warszawie i polskim w Waszyngtonie. Michael reprezentował wobec Polaków Amerykę, która broniła wartości demokratycznych i human rights".
Pożegnanie Michaela Kaufmana miało miejsce na Manhattanie w parę dni po jego śmierci. Największa sala The Riverside Memorial Chapel ledwo zmieściła jego przyjaciół, kolegów z New York Timesa, współpracowników z pisma Transition, które niegdyś wydawał w Pradze, wydawców jego siedmiu książek, sąsiadów, admiratorów. Przemawiała jego żona, córka i dwóch synów, jak również prowadzący tę uroczystość rabin. Na koniec laureat Nagrody Pulitzera, długoletni dziennikarz i redaktor New York Timesa Joseph Lelyveld opowiedział o ich szkolnej przyjaźni i długiej redakcyjnej współpracy. Było, jak zazwyczaj przy takich opowieściach, trochę śmiesznych anegdotek, trochę smutnych momentów. Leylyvel wspomniał ojca Micheala, Adama, i artykuł, który Michael napisał po ponownej wizycie w Polsce, tym razem z 82-letnim ojcem. Polska pojawiała się tego dnia bardzo często w wypowiedziach ludzi żegnających Michaela Kaufmana. Odegrał ważną rolę w tych okropnych czasach tuż po zdławieniu Solidarności, broniąc prześladowanych, nie dopuszczając do zapomnienia o ich istnieniu. Należy mu się od nas i pamięć, i wdzięczność.
