



Foto: Archiwum
Powstanie 110. Rezerwowego Pułku Ułanów związane jest z nieujętą w planach mobilizacyjnych Rezerwową Brygadą Kawalerii "Wołkowysk", którą od początku września 1939 r. tworzył w Białymstoku dowódca Ośrodka Zapasowego płk Edmund Heldut-Tarnasiewicz. Brygada ta w połowie września weszła w skład Grupy Operacyjnej "Wołkowysk", dowodzonej przez generała brygady w stanie spoczynku Wacława Przeździeckiego. Na początku września na stanowisko dowódcy 110. Pułku Ułanów mianowany został ppłk Jerzy Dąmbrowski, a jego zastępcą, po dotarciu do oddziału, został mjr Henryk Dobrzański.
WKROCZENIE ARMII CZERWONEJ w granice Polski i utrata łączności gen. Przeździeckiego z Naczelnym Dowództwem sprawiła, iż dalsze użycie pułków pozostawało niejasne. Początkowo brygada skierowała się na Wilno, jednak na skutek nadchodzących informacji o upadku miasta zmieniono kierunek marszu. Od 20 września kierunkiem marszu było Grodno, które w tym czasie miało już za sobą pierwsze starcia z Armią Czerwoną. Idący na czele Brygady "Wołkowysk" 110. Pułk Ułanów do miasta jednak nie wkroczył, kierując się w stronę Puszczy Augustowskiej. Po dotarciu do Puszczy Augustowskiej ppłk Dąmbrowski poprowadził swój oddział w kierunku północno-zachodnim, osiągając 22 września około godziny 13:00 miejscowość Podmacharce, gdzie pułk zatrzymał się w celu zjedzenia posiłku.
Tutaj właśnie, według Marka Szymańskiego, ppłk Jerzy Dąmbrowski miał podjąć dramatyczną, i jakże dobrze znaną z książki Melchiora Wańkowicza i filmu Hubal Bohdana Poręby, decyzję o rozwiązaniu pułku. Tu właśnie miał mieć swój początek (według większości autorów) Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego. Jednakże temu twierdzeniu zaprzecza bogata dokumentacja - zapiski bezpośrednich uczestników tamtych wydarzeń. Według tych relacji wieś Podmacharce była tylko miejscem, w którym ppłk Dąmbrowski powtórnie skierował do żołnierzy pytanie, czy decydują się oni dalej kontynuować walkę. Rezygnacja i odejście z oddziału w tym momencie była równoznaczna z przekroczeniem granicy litewskiej i internowaniem.
WIEŚ PODMACHARCE z całą pewnością nie była miejscem rozwiązania 110. Pułku Ułanów. Pobytu w tej wsi nie możemy traktować jako momentu powstania Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego, a co najwyżej jako przekształcenie 110. Pułku Ułanów w jednostkę ochotniczą. wiadczy o tym m.in. relacja rtm. Bilińskiego, bardzo wiarygodna ze względu na funkcję pełnioną w oddziale, w której czytamy: "Dnia 18 IX godz. 3:00 wyruszył 110 p. uł. w straży przedniej Brygady (z m. Izabelin) według załączonej w szkicu marszruty. Po paru drobnych utarczkach z bandami komunistycznymi dn. 20 IX o świcie pułk przeprawił się w m. Hoża na zachodni brzeg Niemna. Dnia 21 IX nocuje w Mikaszówce, a dn. 22 IX około godziny 13-ej osiąga m. Podmacharce. Tutaj d-ca 110 p. uł. ppłk Dąbrowski na specjalnej odprawie oficerskiej oświadcza, że ´nie ma zamiaru maszerować na Litwę w celu internowania się (w myśl rozkazu d-cy brygady), a postanowił bić się z wojskami sowieckimi, które wtargnęły w nasze granice i że kto z oficerów sobie życzy, może natychmiast jechać na Litwęª". Rtm. Tomasz Dworzecki-Bohdanowicz stwierdza w swojej relacji, że następnego dnia, 23 września, z oddziału odeszli: rtm. Napoleon Kostanecki, kwatermistrz pułku, oraz ppor. Jan Magrowicz, który był dowódcą plutonu przeciwpancernego. Pozostali zdecydowali się na walkę.
PO TYCH WYDARZENIACH 110. Pułk Ułanów przesunął się w kierunku południowo-wschodnim (w kierunku Lipska). W rejonie miejscowości Krasne (na północ od szosy Augustów - Grodno) 23 września około godz. 15:00 doszło do pierwszego starcia z Armią Czerwoną. Pułk stracił wszystkich żołnierzy z plutonu kolarzy wraz z jego dowódcą podchor. Mościckim.
Po walce w rejonie miejscowości Krasne 110. Pułk Ułanów przeszedł szosę Augustów - Grodno i skierował się na południowy zachód, by po przejściu około 40 kilometrów dotrzeć w rejon Dolistowa Dużego. Tutaj 24 września, w wyniku zaskoczenia przez oddział z 20. Brygady Zmotoryzowanej Armii Czerwonej, rozbity został szwadron rtm. Moczulskiego. W walce poległa część żołnierzy i dowódca szwadronu, reszta, około 56 żołnierzy, dostała się do niewoli. Zaraz po tych wydarzeniach pułk wyruszył 24 września w całonocny marsz do wsi Tajno Podjeziorne.
O trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się oddział, dowiadujemy się z bardzo cennej relacji Józefa Bispinga, w której czytamy: "We wsi Tajno pozostawiono tabory i po krótkim odpoczynku pułk wyruszył dalej. Orientowaliśmy się, że znajdujemy się w pasie terenu między dwiema armiami nieprzyjacielskimi, który to obszar zwężał się z dniem każdym. Wobec postępującego nasycenia lasów augustowskich przez oddziały pancerne npla, dowódca zdecydował skierować linię marszu na południowy zachód w kierunku Łomży. Był to pamiętny marsz całonocny, ciężka przeprawa przez rozległe bagniste tereny nadbiebrzańskie. (...) Konie grzęzły w bagnie. Po tysięcznych trudach świt zastał nas po łomżyńskiej stronie. Dociągnęliśmy na postój do wsi Janów o 6 km od Kolna".
BEZPOREDNIE RELACJE pozostawione przez świadków uczestniczących w wydarzeniach, które miały miejsce 28 września 1939 r. w Janowie pod Kolnem, dają odpowiedź na pytanie o okolicznościach rozwiązania 110. Pułku Ułanów. Wartościową, zawierającą dużo szczegółów, jest relacja ppor. Witolda Krasickiego. Napisał on: "28 września 1939 roku staliśmy w dużym domu w Janowie, na południe od Kolna. Na dworze deszczyk, jest chmurno i bardzo jesiennie. Około południa oficer ordynansowy pułku ppor. Kazimierz Jeleński zawiadamia mnie, że ppłk Dąmbrowski zaprasza na obiad. W dużej jadalni siedzi nas czterech: pułkownik, wyglądający bardzo marnie, jakby w gorączce, adiutant rtm. Biliński, ppor. Jeleński i ja. (...) Nagle pułkownik zabiera głos. Mówi, że rozesłał patrole we wszystkich kierunkach, a także żołnierzy po cywilnemu, by znaleźć wyjście z matni. Jesteśmy ze wszystkich stron otoczeni przez pierścień wojsk sowieckich. Wobec tego nie widzi innego wyjścia jak rozwiązać pułk. Bolszewicy pozwolą ułanom wrócić do swoich wiosek, zaś oficerowie, podchorążowie, podoficerowie i ochotnicy winni starać się w małych grupkach, najlepiej po cywilnemu, stąd wydostać. On sam zaszyje się w lasach nad granicą litewską, usiłując robić dywersję na tyłach nieprzyjaciela lub będzie czekał spokojnie do wiosny. A w najgorszym razie przejdzie granicę litewską. (...)
Po obiedzie pułkownik kazał Jeleńskiemu zwołać odprawę oficerów. Zebrało się tego sporo: i etatowych z pułku, i przybyłych ochotników. Sala pełna. Pułkownik zawiadamia, że zarządza rozwiązanie pułku. Wszyscy mają małymi grupkami przedzierać się, jak się da.
W tym momencie odzywa się stojący przy nim zastępca d-cy pułku mjr Dobrzański, że on podejmuje się pułk z matni wyprowadzić. Na to pułkownik powtórzył, że on pułk rozwiązał. I tyle tego. Nie zauważyłem, choć stałem niedaleko, by pułkownik chwytał za pistolet, by potem szlochał czy wybiegał z izby" [podkreślenie - ŁK].
RELACJA TA UKAZUJE, co naprawdę stało się w trakcie odprawy oficerskiej i jest wiarygodnym źródłem. Nie było, więc żadnej przykrej wymiany zdań między Dąmbrowskim a Dobrzańskim, jak chce Zygmunt Kosztyła (Oddział Wydzielony Wojska Polskiego majora "Hubala", Warszawa 1987). Konflikt bowiem nie polegał na tym, że jeden chciał rozwiązać pułk, a drugi walczyć (jak sugeruje wielu autorów podejmujących temat Oddziału Wydzielonego WP mjr. Henryka Dobrzańskiego "Hubala"), lecz na tym, że ppłk Dąmbrowski chciał kontynuować walkę po rozwiązaniu pułku, a mjr Dobrzański był przekonany, że uda mu się wydostać z pułapki całością sił.
Po odprawie, na której ppłk Dąmbrowski rozwiązał 110. Pułk Ułanów, poszczególne grupy żołnierzy skupione wokół: ppłk. Dąmbrowskiego, mjr. Dobrzańskiego i rtm. Bilińskiego wyruszyły w drogę, każda w swoją stronę. Najprawdopodobniej późnym wieczorem 28 września 1939 roku jako pierwszy z Janowa pod Kolnem wyjechał oddział ppłk. Dąmbrowskiego. Drugi w kolejności wyjechał oddział mjr. Henryka Dobrzańskiego, a następnie grupa rtm. Bilińskiego. We wsi pozostali tylko ci, którzy postanowili zdjąć mundur i wrócić do domu. Opisując wyjazd swojej grupy Józef Bisping zarejestrował taki obraz: "... reszta pułku już w rozsypce pozostała za nami". Według por. Jerzego Sobieszczańskiego: "... pozostali żołnierze zakopali broń, oddali konie gospodarzom, założyli cywilne ubrania i rozeszli się do domów".
Więcej informacji na temat mjr. "Hubala" i jego oddziału można znaleźć na stronie www.majorhubal.pl.
