



Jak pisze pani we wstępie, praca nad książką o Modrzejewskiej trwała 10 lat. Opisuje pani nie tylko karierę wybitnej polskiej aktorki, która w drugiej połowie XIX wieku odniosła sukcesy po obu stronach Atlantyku, ale przedstawia pani kontekst historyczny zarówno polski, jak i amerykański, a także historię teatrów krakowskiego, warszawskiego i teatrów prowincjonalnych pod zaborami oraz problemy emigracji i adaptacji polskich imigrantów. Słowem, jestem pod wrażeniem szerokiego wachlarza problematyki, jaką porusza pani w swej książce i ogromnego aparatu badawczego, bo pani książka o Modrzejewskiej zawiera także przegląd literatury o aktorce wydanej w Polsce i na Zachodzie (łącznie z dyplomatycznie sformułowanymi wzmiankami o Susan Sontag, oskarżonej o plagiat w jej powieści opartej na biografii Modrzejewskiej). Co zainspirowało panią do podjęcia pracy nad tym dziełem?
Słyszałam o Modrzejewskiej, ale nie wiedziałam wiele o jej życiu w Ameryce ani o dokumentach, jakie zostawiła po sobie ona sama oraz ludzie, którzy ją podziwiali. Ponad 10 lat temu, kiedy wykładałam slawistykę na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego, zjawił się w moim biurze osobnik z prośbą o dotację. Postanowił zbierać pieniądze na budowę mostu w Kanionie Modrzejewskiej w Kaliforni w stylu mostów zaprojektowanych przez syna aktorki Rudolfa (Ralpha) Modrzejewskiego, który zasłynął jako inżynier, budowniczy mostów. Mój gość poinformował mnie też o tym, że istnieje dom Modrzejewskiej w południowej części stanu między Los Angeles a San Diego. Rozmowa z nim zaintrygowała mnie... Tym bardziej że interesowałam się także imigracją polską do Stanów. Wiedziałam, że przyjechał tu Sienkiewicz na półtora roku, ale o Modrzejewskiej wiedziałam niewiele, chociaż spędziła ona w Ameryce 30 lat, czyli połowę swego życia.
Krytyka literacka rzadko zajmuje się losami aktorów na obczyźnie. Pisarzami i malarzami tak, ale jakoś aktorzy są mniej szanowani i uwzględniani. Więc i to sprowokowało mnie do podjęcia tematu.
Jakie były pani główne odkrycia?
Przede wszystkim ogromny wpływ Modrzejewskiej zarówno na teatr polski, jak i amerykański. Była ona nie tylko piękną kobietą, ale prawdziwie utalentowaną aktorką i wybitnym zjawiskiem jako reżyserka i impresario. Odkryła też nowe dramaty. Była pierwszą polską bi-national gwiazdą, tzn. adorowaną i uznaną w Polsce i w Ameryce. Była też kosmopolitką w dobrym sensie tego słowa. Talent i intelekt Modrzejewskiej dostrzegli już ważni ludzie jej czasów, np. Henry James, ale jako że była kobietą, mało kto z naukowców poświęcił jej wiele uwagi...
W trakcie mych badań dowiedziałam się także, jak bardzo Modrzejewska inspirowała i “ucywilizowała” południową Kalifornię. Do dziś są tam ludzie, którzy ją uwielbiają. Jej ślady są stale odkrywane przez następne pokolenia mieszkańców tego stanu. Z nieznanego zakątka Kalifornii uczyniła atrakcję turystyczną. Podobnie jak ona z nobody w Kalifornii stała się somebody, jej posiadłość w nowhere stała się somewhere. To też mnie zaskoczyło...
Gdzie znalazła pani materiały do swej książki?
Modrzejewska stała się gwiazdą światową. Występowała w wielu miastach amerykańskich – od San Francisco po Boston, Nowy Jork, Buffalo, Waszyngton, Milwaukee, Nowy Orlean, w stolicach europejskich – w Pradze, Londynie, Dublinie oraz siedmiokrotnie w Polsce, już po osiedleniu się w Stanach. Jest więc ogrom materiałów o niej i rozrzucone są po różnych archiwach i prywatnych kolekcjach. Znalazłam materiały m.in. w Kalifornii, Teksasie, w Chicago, Nowym Jorku, a także w Warszawie i Krakowie oraz korzystałam z materiałów opublikowanych w miastach prowincjonalnych, gdzie występowała na początku swej kariery, jak Bochnia czy Czerniowce. Najważniejsze dla mnie były recenzje teatralne oraz listy Modrzejewskiej, których napisała bardzo dużo i w których była bardzo szczera, zwłaszcza w listach do rodziny i do ludzi teatru. W tych listach była sobą, nie udawała. Bez tych listów – na podstawie różnych książek wydanych zarówno w Polsce, jak i w USA – mogłaby uchodzić za świętą, a zdecydowanie nią nie była. Była geniuszem, ale nie świętą...
Może warto wyjaśnić tę uwagę...
Aby się wybić się w środowisku teatralnym – trudno być świętą... Modrzejewska była sprytna i przebiegła w kreowaniu swej kariery. Ponadto w Polsce byli ludzie, którzy wiedzieli, że była nieślubnym dzieckiem i sama miała nieślubne dzieci, tzn. syna Rudolfa i córeczkę, która wcześnie zmarła. Wiedziano też, że miała nikłe wykształcenie, że raczej była samoukiem i że Modrzejewska to było przybrane nazwisko. W Ameryce nie było żadnych podejrzeń na te tematy. Uprościła nazwisko na Modjeska i wykreowała obraz siebie jako “lady”. Lansowała się jako żona hrabiego – Helena Modjeska, Countess Bożenta – mimo że jej mąż Karol Bożenta Chłapowski nie był hrabią. Nie był też ojcem jej dzieci. Był jednak ciekawą postacią. Uczestniczył w powstaniu 1863 roku i pochodził z arystokratycznej rodziny. Jego wujek generał Dezydery Chłapowski walczył w armii Napoleona, a babka po kądzieli, Morawska, była pisarką. Ponadto mąż Modrzejewskiej kochał teatr i miał duży respekt dla artystycznych ambicji żony.
Często słyszy się pogłoski o romansie Sienkiewicza i Modrzejewskiej. Czy są one uzasadnione?
Raczej nie. Modrzejewska wspierała młodszych od siebie artystów i intelektualistów. Była adorowana także przez Aleksandra Gierymskiego, Stanisława Witkiewicza, Chełmońskiego. Najwyraźniej potrzebowała Sienkiewicza, by w swych reportażach z Ameryki donosił rodakom o jej sukcesach. Pewnie chciała, by robił to człowiek dobrego pióra. Może był jakiś flirt z młodszym i niższym wzrostem pisarzem, ale zdawała sobie sprawę, że nie mógł być dla niej partnerem życiowym. Ponadto Modrzejewska kochała swego męża, a Sienkiewicz miał potem aż trzy żony...
Jakie ambicje artystyczne miała Modrzejewska?
Marzyła o tym, by stać się aktorką światową i grać role szekspirowskie w języku barda. Choć nigdy nie pozbyła się obcego akcentu, cel ten osiągnęła. Grała na scenach amerykańskich główne kobiece role szekspirowskie – Ofelię, Julię, Lady Makbet, Violę, Beatrice, Rozalindę. Wspaniale je interpretowała i miała świetną technikę aktorską. W swych występach wykazywała inteligencję, uczuciowość i poczucie humoru. Bardzo wymagający krytycy teatralni uznali ją za gwiazdę. Co ciekawe, grała wszystkie postacie szekspirowskie jako pozytywne. Nawet Lady Makbet przedstawiała jako ofiarę okoliczności i miłości do męża. Jako oddaną żonę, której ambicją było, by jego wywyższyć, a nie siebie. Podobnie kreowała role kobiece w innych, tzn. nieszekspirowskich sztukach, np. postać Małgorzaty Gautier w Damie kameliowej.
Czy Modrzejewską można nazwać wczesną feministką?
Może... Była kobietą pracującą przez całe życie. Dzielnie pokonywała różne kataklizmy życiowe i przeszkody. Miała całą rodzinę w Polsce na swym utrzymaniu i lojalnie łożyła na nią pieniądze. Była oddaną matką i babką. Chociaż wierzyła w pewne tradycyjne konwencje kobiecości, zwłaszcza gdy chodziło o jej synową, jednak uważała, że kobiety winny mieć niezależność i walczyła o uznanie dla ich talentów. Popierała kobiety. Np. płaciła za lekcje śpiewu swej siostrzenicy i była mentorką dla wielu aktorek. Dla aktorów też! Dla mnie też była inspiracją...
Dla jakiego czytelnika pisała pani tę książkę?
Głównie dla publiczności amerykańskiej, która tak niewiele wie o artystce. Najwyższy czas, by ją poznano! Modrzejewska była bowiem nie tylko wielką gwiazdą, ale aktorką, która świadomie chciała być gwiazdą sceny amerykańskiej.
Pisałam tę książkę także dla Polaków, bo wielu krytyków w Polsce uważało i uważa, że jej kariera amerykańska była błędem i zdradą. Np. już Bogusławski, który nie miał szacunku dla kultury amerykańskiej, twierdził, że wyjazd do Stanów obniży standardy artystyczne aktorki. Później zmienił zdanie...
Czy Modrzejewska zasługuje na miano patriotki, która rozpowszechniała dobre imię Polski na świecie, a zwłaszcza w Ameryce?
Niewątpliwie! Modrzejewska zawsze była patriotką. Zawsze kochała Polskę i popierała sprawy polskie. Kochała Polskę bardziej niż Amerykę. Szanowała poziom kultury w Polsce, ale czuła, że będzie mogła zrobić więcej dla swej kariery, a także dla sprawy polskiej na obczyźnie. Chociaż większość imigrantów chciała wracać do Polski, Modrzejewska była bardzo ambitna i chciała znaleźć drogę do sukcesów międzynarodowych. W Ameryce odkryła większą swobodę artystyczną. Mogła być aktorką, reżyserką, scenarzystką... Wyjazd z Polski nie był zdradą, nie był spowodowany brakiem patriotyzmu. Raczej była to ucieczka od plotek, intryg warszawskiego światka teatralnego, szykanowania jej męża oraz od ograniczeń polskiej sceny kulturalnej. Zresztą po osiedleniu się w Ameryce siedmiokrotnie odwiedziła Polskę i pochowana jest w Polsce.
Napisała pani książkę o fascynującej postaci, która umiała doskonale wykreować nowy obraz siebie na emigracji, a także odnieść sukcesy jako aktorka, ambasadorka kultury, i to po obu stronach oceanu, co za jej czasów było rzadkością, zwłaszcza dla kobiety. Dziękuję za książkę i za rozmowę.
Prof. Regina Grol – fellow, Center for Slavic Eurasian and East European Studies, University of North Carolina – Chapel Hill
w Grammercy Park stoi pomnik ku czci pewnego pana, który był aktorem i najwyraźniej miał ochotę Helcię przelecieć. Ale czy to zrobił - nie wiadomo… Natomiast syn Modrzejewskiej był z pewnością wybitnym umysłem, bo chyba mało komu powierza się projektowanie tak ważnych budowli, jak mosty. Jak by nie było jego projekty zrealizowano, czyli one istnieją. Nie ma powodu przeciwstawiać sztukę nauce, w tym wypadku nauk inzynieryjnych. Byłłaby to piękna sprawa zrobić podwójne popiersie - oto wybitna mamusia aktorka patrzy z uznaniem na synusia inżyniera jakby chciała powiedzieć - no patrzcie, patrzcie, jak był mały, wyglądal mi na przyglupa, a tu proszę! - mosty buduje, a ten ma taki wyraz twarzy, jakby był draśnięty i chciał powiedzieć - no to matulu, powiedzcie jakiś wierszyk…To popiersie można by postawić... w Central Parku za pomnikiem króla W ladyslawa jagiełły. Oby nie wepchnął się tam niejaki Geometra, wymalazca K-Drania.

I znowu to samo. W kulturze polskiej ceni się wyłącznie artystów, literatów i innych humanistów. A ludzie z wykształceniem technicznym są ignorowani. Jest to prawdziwe cywilizacyjne przekleństwo Polski.
Widać to doskonal na przykłądzie Modrzejewskiej. Pisze się o niej książki i opracowania - mimo, że jej dorobek okazał się całkiem nietrwały. W jej czasach nie było filmów i jej sztuka odeszła wraz z nią. Nie wiemy jak grała i dzisiaj już nikt (oprócz Polaków) o niej nie pamięta.
Za to jej syn - inżynier od budowy mostów - był prawdziwym amerykańskim człowiekiem sukcesu. Dorobił się, miał osiągnięcia, budowane przez niego mosty stoją po dziś. I - i Polacy go ignorują. Czy gdziekolwiek w USA jest polska szkołą nazwana jego imieniem?
Gdyby was jakiś Amerykanin zapytał o jakiś słąwnych Polaków w Ameryce i powiecie mu o Modrzejewskiej, że była kiedyś, półtora wieku temu taka aktorka - to wzruszy ramionami. Kto tam pamięta aktorki. Jest ich na pęczki, co roku nowe.
A gdy mu powiecie, że Polak zbudował most San Francisco-Oakland albo most nad Hudsonem w górnym stanie NY, albo był konsultantem budowy Manhattan Bridge - a, to robi wrażenie.
A mimo to o synu Modrzejewskiej nikt z Polonii nie pamięta i nie chce pamiętać.