



Kiedy myślę o pani nowym filmie “W ciemności”, to przychodzi mi do głowy “Lista Schindlera”. Trudno nie zauważyć, że obraz Spielberga opisuje holokaust raczej w biało-czarnych kontrastach, a na dodatek reżyser zdominował na koniec wszystko akordem mocno melodramatycznym. Pani zaś podchodzi do swoich bohaterów i wydarzeń zupełnie inaczej. Czy pani film nie stanowi swoistego kontrapunktu, alternatywy dla Spielberga?
Zdecydowanie szanuję film Spielberga. Pamiętam, że kiedy go oglądałam po raz pierwszy, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie dlatego, że uważałam, iż Spielberg nie jest wybitnym filmowcem – bo jest nim, ale jego sfera zainteresowań tematycznych była tak odległa, że nie wyobrażałam sobie, iż będzie w stanie zrobić coś tak powściągliwego i trzymającego się ściśle faktów. Rzeczywiście ten koniec był dla mnie dysonansem – bo ostatnie 20 minut filmu jest trudne do przełknięcia dla kogoś o mojej wrażliwości. I szkoda, że tak się stało, bo Lista Schindlera i tak by się przebiła do amerykańskiego widza, nawet gdyby nie miała tego sentymentalnego końca. Natomiast jest to wielkie epickie kino amerykańskie, z wszystkimi jego zaletami i ograniczeniami. Sama postać bohatera jest mocna, ale może jednak kreślona zbyt grubą kreską.
W pani filmie jest inaczej.
Starałam się wyprać tę historię z jakiegokolwiek sentymentalizmu, uniknąć również konwencjonalnej teatralizacji przedstawianych wydarzeń. Zależało mi na maksymalnym, niemal dokumentalnym realizmie, jak również na tym, by bohaterowie nie byli pokazani plakatowo. Na przykład ukazana w filmie grupa Żydów była zróżnicowana; ich zachowanie nie zawsze było zachowaniem anielskich ofiar, jednym słowem – po prostu chciałam, by byli zwykłymi, żywymi ludźmi, ludźmi z krwi i kości.
Niedawno czytałem wywiad z Krystyną Chiger, która jako jedyna z uratowanych przez Leopolda Sochę we lwowskich kanałach żyje do dziś. To właśnie ta dziewczynka “w zielonym sweterku”, która na plakacie filmowym wychyla się wraz z Sochą z rynsztokowego włazu. Spodziewałem się, że właśnie ta relacja między nią a Sochą będzie niejako stanowić oś emocjonalno-dramaturgiczną filmu, a tu nie – to pokazane jest bardziej w drugim planie.
Bardzo staraliśmy się uniknąć jakiegokolwiek sentymentalizmu. I tak wydawało mi się czasem, że posuwam się za daleko. Np. jest taka scena, w której Poldek po znalezieniu zagubionej dziewczynki wyciąga do niej rękę, a ta mała – po wahaniu – podaje mu swoją łapkę… W pierwszym montażu wycięłam ten fragment, bo wydawało mi się, że jest to właśnie zbyt “słodkie”, ale w końcu scena wróciła. Zrozumiałam, że emocje między bohaterami, wzruszenie są również częścią tej historii, należy je po prostu oszczędnie dawkować.
Nie pokazała pani w swoim filmie czegoś, o czym wspomniała w swojej książce Krystyna Chiger, a mianowicie tego, że pewnego dnia Socha czołgał się przez dwie godziny w kanałach, żeby przynieść tej małej dziewczynce bukiet stokrotek.
Socha w ogóle był chyba milszym i poczciwszym człowiekiem niż w naszym filmie, ale to, co ciekawiło nas najbardziej, to właśnie złożona dynamika głównej postaci; żeby zbudować napięcie, postać musiała być długo niejednoznaczna.
Krystyna Chiger wydała swoje wspomnienia pod tytułem “Dziewczynka w zielonym sweterku”. Przywodzi to skojarzenia z inną znaną książką, a mianowicie “Dziewczynką w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej (chodzi o ten sam płaszczyk, który notabene wyróżnił również w swoim czarno-białym filmie Spielberg). Czy według pani ta relacja może mieć jakieś głębsze znaczenie?
Wydaje mi się, że kiedy Krystyna nadawała tytuł swoim wspomnieniom, to nie znała książki Ligockiej.
Prawdę mówiąc o tym, że Krystyna Chiger żyje, dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy film był już prawie gotowy. Scenariusz bowiem opierał się przede wszystkim na książce Marshalla*. Mimo to okazało się, że ja – intuicyjnie – zawarłam w swoim filmie wiele z tego, co potwierdziły wspomnienia Krystyny.
Np. moment ukazujący jej młodszego brata, który – kiedy już można było wyjść na powierzchnię – zaczął płakać, bo chciał do kanałów wracać, jakby świat pełen słońca go przerażał.
Nie, to akurat w książce Marshalla było.
Po zakończeniu filmu i po podaniu informacji o tym, że Socha zginął niedługo po tym, jak wyprowadził z kanałów “swoich Żydów” (przejechał go samochód), na całą szerokość ekranu pojawia się napis, który stanowią słowa jakiegoś Polaka – jego reakcję na śmierć Sochy: “To kara boska za to, że ratował Żydów”. Czy warto spinać cały film taką klamrą? Wypowiedzią, która jest nie tylko nikczemna, ale i głupia i chyba jednak bezmyślna. A przecież można to odbierać jako ważny i istotny akcent, który niejako komentuje cały film. Poza tym to chyba podważa samo przesłanie, jakie można w pani filmie odnaleźć.
Dla mnie to było jednak ważne. Ta puenta wydała mi się niezbędna. Stawia pod znakiem zapytania pozorny “happy end”. Gdyż czyn Sochy i jemu podobnych – jego dorośnięcie do bohaterstwa – w społecznym odbiorze jakby nie znalazło akceptacji. Bardzo często polscy “sprawiedliwi” musieli jeszcze lata po wojnie ukrywać się, a tylko nieliczni chlubili się swą odwagą. Dla swych rodaków nie byli bohaterami, często spotykali się z reakcją odrzucenia i potępienia, taką jak na pogrzebie Sochy. Ziarno nienawiści rzucone przez faszyzm jeszcze długo zatruwało nasze życie.
Czy rzeczywiście była to taka “szeroka” opinia?
Wystarczająco powszechna. Czy nie zadał pan sobie nigdy pytania, dlaczego ci “sprawiedliwi” ukrywają się przed sąsiadami? Dlaczego większość z nich nie chciała się wypowiadać, a jeśli już coś mówili o swych czynach, to często ukrywając się pod pseudonimami? Irena Sendlerowa np. została bohaterką dopiero (na szczęście żyła prawie sto lat, więc zdążyła stać się uznaną również w Polsce), gdy odkryły ją dwie licealistki z Karoliny Północnej, które napisały o niej szkolną sztukę, odnalazły staruszkę w warszawskim przytułku i odwiedziły. Film o niej zrobiła amerykańska, nie polska telewizja (ta wycofała się nawet z jego współfinansowania), a przecież była to kobieta, której bohaterstwo i zasługi (uratowała kilka tysięcy żydowskich dzieci) znacznie przewyższyły osiągnięcia Schindlera. Polska może i powinna być z niej dumna.
Ale teraz perspektywa jakby się zmienia.
Tak, to się zmienia na szczęście, i to jest ciekawy proces. W ostatnich latach wychodzą na jaw nowe, bolesne fakty dotyczące współudziału niektórych Polaków w zbrodni holokaustu, publikuje się o tym książki, odkrywa nowe źródła historyczne… Próbując się uporać z tym trudnym tematem poczuliśmy też potrzebę, by powiedzieć: zaraz, ale to nie jest cała prawda o nas! Prawdą o nas jest również Sendlerowa, są nią tysiące Polaków, którzy narażali własne życie i życie swych bliskich, by bezinteresownie ratować bliźniego. Oni są naszymi bohaterami. Powstała potrzeba jakiejś równowagi. Tak więc, paradoksalnie, nowe fakty na temat okupacyjnych zbrodni polskiego antysemityzmu otworzyły drogę do poznania wielkich Polaków, “sprawiedliwych”. Te wrota były przedtem zamknięte.
Czy sądzi pani, że dla tego młodego pokolenia, które teraz dopiero wchodzi w dorosłość, te sprawy są istotne i ważne? Czy ci młodzi ludzie chcą albo nawet… czy muszą zmierzyć się z przeszłością swoich dziadków, rodziców – odnieść się do niej i umocnić, aby tym samym poznać lepiej własną tożsamość?
Sądzę, że powinni. I robią to. Tzn. nie twierdzę, że to jest ruch masowy. Ale ci najbardziej ciekawi, wartościowi i świadomi młodzi ludzie nie boją się prawdy i zadają istotne pytania. Chcieliby wiedzieć, co robiło pokolenie dziadków, również tych, którzy nie byli bohaterami bez skazy, bo to również w jakimś sensie jest częścią ich tożsamości. Nagle powstaje potrzeba, żeby się z tym uczciwie zmierzyć.
Uważam, że do tego pozytywnego procesu zmian może się także przyczynić pani film, który ukazuje Żydów w zupełnie inny sposób, niż to było dotychczas – a mianowicie z tej strony… hm… bardziej ludzkiej, ale ze wszystkimi tego konsekwencjami. Np. uświadamiając nam, że wszyscy oni mieli swoje wady i słabości – i że nawet same ofiary nie zawsze zachowywały się chwalebnie.
Sądzę, że jest to szalenie ważne. Bo na czym polegał główny pomysł faszyzmu czy jakiegokolwiek agresywnego antysemityzmu? Na odebraniu Żydom cech ludzkich – na zrobieniu z nich nieludzi. Dlatego łatwo było ich zabijać.
Ale proszę zauważyć, że także totalnie apologetyczna twórczość o Żydach prowadzi do zakłamania. Ona odziera Żydów z cech ludzkich – przez co przestają być żywi. Stają się płaskimi figurami w grze stereotypów. Zostają pozbawieni swego wyjątkowego, pełnokrwistego istnienia. Ich życie zostało przecież przerwane nie dlatego, że byli nieskończenie dobrzy albo zwyczajnie źli. Zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Żydami. Chciałabym ich przywrócić pamięci takich, jakimi byli, w całej złożoności.
Całość wywiadu z Agnieszką Holland przeczytać można tutaj (cz.I):
http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/11/08/rozmowa-z-agnieszka-holland/
oraz tutaj (cz.II):
http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/11/12/agnieszka-holland-w-ciemnosci/
Pod drugim linkiem znajduje się także recenzja z filmu “W ciemności”, zaprezentowanym na otwarciu 23. Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, które miało miejsce na początku listopada w Chicago.
@trurl
Jak mozesz wyciagac taki wniosek jak nie widziales tego filmu. Wedlug mnie film: ” W ciemnosci” ,“In darknes” oceniam bardzo pozytywnie. Jak mozesz osadzac wiarygodnosc tego fimu jak on zostal nakrecony na podstawie ksiazki “W kanałach Lwowa” Roberta Marshala Heroiczna historia o ocalałych z holocaustu we Lwowie.
Autor zbiera wspomnienia ocalałych z holocaustu ze Lwowa i łączy je z własnymi badaniami na ten temat. Opisuje grupę Żydów, którzy przez 14 miesięcy (1943-1944) ukrywali się w podziemiach miasta. Dwadzieścia osób, włącznie z dwójką dzieci i kobietą w ciąży, zeszło do własnego “piekła” - grot, podziemnych rzek pod ulicami miasta. Jak sobie radzili z ekstrementami, szczurami, ciemnością, śmiercią połowy grupy, rodzeniem i dzieciobójstwem?
Marshall zadedykował tę książkę ku pamięci Leopolda Sochy, który dzięki swojej ciężkiej pracy w podziemiach uratował wielu Żydów. Niestety zanim do końca ich uratował i wydostał na powierzchnię miasta, zginął w tragicznym wypadku
A jak juz ten film zostal nakrecony To Agnieszka Holland dowiedziala sie o kobiecie Krystynie Chiger, ktora byla jedna z tych osob ukrywajacych sie w kanale i zyje do dzis na Long Island . Ona napisala tez ksiazke “Dziewczynka w zielonym sweterku” ktora opowiada tamta sytuacje.
Pani Holland na ogół miewa wyczucie koniunktury i wie, co w danym momencie nakręcić. To co robi, to pretencjonalna filmowa grafomiania dla pseudo-smakoszy. A swoją drogą, gdy już ucichnie ten jazgot dobiegający z budy z napisem “The Holocaust Industry”, gdy zamkną już tę budę, wtedy uzmysłowimy sobie, w jakich to zakłamanych dekadach zyliśmy.
zmarły już niestety Sergio Leone zamierzał zrobić film o blokadzie Leningradu. W roli tytułowej miał być Robert DeNiro. Tam też miała miejsce apokalipsa. Co do tematyki holokaustycznej, kilka lat temu puszczono tu kolosalny kicz, w nowojorskich kinach wyświetlany był kilka dni przy niemal pustych salach. Tam taki jeden chłopczyk będąc za drutami i w pasiaku tak sobie spacerował, a drugi chłopoczyk po drugiej stronie drutów pytał - no a dlaczego ty w takim dziwnym ubranku (nie od Versaciego, o nie) i czemu nie możesz przez te druty przejść, byśmy się pobawili….a my wyśmiewamy się z “szarej rzeczywistości PRL”, osobiliwie z realizmu socjalistycznego, że tam kazali tworzyć z tezą....
Jan Łomnicki jest autorem filmu “Jeszcze tylko ten las”; w tym filmie znalazły się niemal wszystkie motywy, jakie składają się na kwestię holocaustu. Film Jana Łomnickiego jest idealnym materiałem na remake, ale niech nie robi go Agnieszka Holland. Ona powinna zrobić film grozy pt. “Tata wypadł przez okno”.

“Czy w ostatnich 20 latach zrobiono w Hollywood, albo w Polsce, film o wojnie, ale nie o Zydach?”
Takich filmów powstały setki.