Prowadzący śledztwo w sprawie strzelaniny, do której doszło w czwartek w bazie wojskowej w Fort Hood w Teksasie, nie są na razie w stanie powiedzieć z całą pewnością, czy Nidal Malik Hasan sam zaplanował masakrę, czy może ktoś mu w tym pomógł. Czy była to jedynie akcja jednego zdesperowanego mężczyzny, czy też miał on podwiązania, z którąś z grup terrorystycznych, w kraju lub za granicą?
![]() |
|
Foto: Reuters
Nidal Hasan Malik
|
W środę i w czwartek 39-letni major Nidal Malik Hasan był bardzo zajęty. Przede wszystkim pozbyciem się swoich rzeczy
z jednopokojowego mieszkania, które zajmował. Postanowił oddać je sąsiadce. Najpierw Koran. Potem torbę warzyw.
W końcu materace, ubrania i różne inne drobiazgi.
"Nie będą mi już potrzebne" – powiedział, Patricii Villa'e tłumacząc, że zostanie wysłany do Iraku lub Afganistanu.
To jeden z nielicznych, dobrze znanych szczegółów enigmatycznej sprawy, która wciąż bardzo daleka jest od wyjaśnienia.
Hasan, muzułmanin z palestyńskimi korzeniami, jawi się w niej jako człowiek pełen sprzeczności. Chodząc do sklepu zakładał tradycyjne ubranie, noszone przez muzułmanów na Bliskim Wschodzie. Kiedy szedł się modlić ubierał wojskowy strój. Teoretycznie był przygotowany do tego by pomagać żołnierzom cierpiącym na stres wynikający z udziału w wojnie. Nie potrafił jednak pomóc sam sobie z problemem wojennego przydziału.
Dochodzenie w sprawie trwa. Przyglądają się mu szef kadr US Army gen. George W. Casey Jr. i John M. McHugh, sekretarz armii, który w piątek przyjechał do Teksasu.
"To bardzo ciężka sprawa" – nie ukrywa Casey.
Lokalna policja utrzymuje, że dane balistyczne wskazują, iż sprawca nie posługiwał się – jak wcześniej informowano – dwoma, a jedną sztuką broni. Żadna z ofiar nie została też trafiona przez kule wystrzelone przez policjantów, próbujących zatrzymać masakrę.
| Czytaj także: |
| Życie urwane w Fort Hood |
| To ona zatrzymała masakrę |
| Masakra w bazie wojskowej |
Prowadzący śledztwo wojskowi i FBI nie chcą jednak udzielać żadnych informacji. Nie odpowiadają na przykład na pytania
dlaczego początkowo informowano, że strzelających w bazie było
kilku i czemu dopiero po kilku godzinach podano wiadomość, że major Hasan żyje.
Najważniejsze jest jednak to, że służby śledcze nie są w stanie powiedzieć, czy Hasan przygotowywał swój atak sam, czy też miał powiązania z kimś z zewnątrz, np. jakąś organizacją terrorystyczną.
Atmosferę niepewności podgrzał w piątek prezydent Barack Obama, który powiedział, że w tej sprawnie nie należy póki co nic przesądzać. "Na razie trwa dochodzenie, więc nie spieszmy się z konkluzją" – powiedział prezydent.
Według Kay Bailey Hutchison, teksaskiej senator służby dochodzeniowe starają się wyjaśnić "czy było to tylko działanie jednego, obłąkanego mężczyzny, czy też może coś więcej".
Hutchison mówi, że o ile oczywiste jest, iż Hasan strzelał sam, o tyle nie wiadomo czy sam zaplanował całą akcję. "Na to pytanie ja dotąd nie mamy odpowiedzi" – mówi pani Hutchison.
Jej zdaniem strzelanina skłania także do zastanowienia jak działają wojskowe procedury, które powinny wychwytywać ludzi z problemami, mogących doprowadzić do takich tragicznych skutków.
"Czy w tym wypadku wszystko zostało zrobione?" – zastanawia się senator.
Z informacji od śledczych wynika, że na komputerze Nidala Malika Hasana nie znaleziono żadnych dowodów świadczących o powiązaniach z terrorystami. Prowadzący dochodzenie nie mają jednak pełnego wykazu elektronicznych dokumentów. Wiadomo, że sprawca używał wielu różnych kont emailowych i kilku komputerów w różnych miejscach.
![]() |
|
Reuters/Jonathan Ernst
Prezydent Barack Obama chce polecieć do Teksasu, by wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych w Fort Hood, gdzie doszło do masakry
|
FBI na początku tego roku było ostrzeżone o internetowych postach osoby podpisującej się jako Nidal Hasan, dotyczących zamachów samobójczych. Nie ma jednak pewności, czy były one pisane przez sprawcę masakry.
Od wyjaśnienia tych szczegółów zależy kształt przyszłego procesu Hasana. Jeśli okaże się, że działał sam, stanie przed sądem wojskowym, jako żołnierz popełniający przestępstwo przeciwko innym żołnierzom. Jeśli wyjdą na jaw jego związki z kimś spoza armii, proces będzie się toczył przed sądem cywilnym.
W obu przypadkach, sprawcy masakry grozi kara śmierci.
Są jednak pewne proceduralne różnice między procesem wojskowym i cywilnym, który zazwyczaj jest bardziej jawny.
Generał Casey wydał rozkaz dowódcom w wojsku by informować żołnierzy o przebiegu śledztwa i przestrzegał by nie nie spieszyć
się z ferowaniem wyroków. Chodzi o uniknięcie ewentualnej
zemsty na Muzułmanach. W amerykańskiej armii na 553 tys. żołnierzy w służbie czynnej, jest kilka tysięcy osób, które są wyznawcami islamu. Liczba nie jest dokładnie znana, bo nie ma obowiązku wpisywać tych danych w kwestionariuszu osobowy. Sprawca masakry w For Hood nie podał np. żadnych religijnych preferencji.
Śmierć rodziców zbliżyła go do religii
Major Nidal Malik Hasan pochodzi z imigranckiej rodziny, która przyjechała do USA z małej wioski na Zachodnim Brzegu na początku lat 60-tych. Osiedli w północnej Wirginii, prowadząc kilka różnych drobnych firm, między innymi restaurację, i sklep.
Paul M. Holt III, obecnie prywatny detektyw, a nigdyś szkolny kolega Malika Hasana mówi o nich: "sól ziemi".
"Jeśli nie miałeś pieniędzy mogłeś dostać u nich jedzenie na kredyt. "Zapłacisz jak będziesz miał" – mówili, wspomina Holt.
Sam Hasan był jednak – według jego relacji – człowiekiem zamkniętym w sobie. Nie miał zbyt wielu przyjaciół. "Trudno mi wyobrazić go sobie jak słucha problemów innych ludzi" – mówi szkolny kolega.
Nidal Malik Hasan po ukończeniu uczelni technicznej Virginia Tech., trafił do wojska i został skierowany do szkoły medycznej, którą ukończył w 2003 roku. Potem uczy się dalej i odbył staż szpitalny w Walter Reed Army Medical Center w Waszyngtonie by po dwóch latach uzyskać uprawnienia psychiatry, specjalizującego się w przypadkach traumatycznych.
Według znajomych, którzy razem z nim byli na stażu Hasan rzadko zadawał się z kimkolwiek i nie wdawał się w żadne dyskusje chyba, że chodziło o wojnę w Iraku i Afganistanie. Wówczas ożywiał się i występował zawsze jako ich gorący przeciwnik.
Według relacji rodziny Hasan skarżył się na dyskryminację w armii i kilkakrotnie próbował się zwolnić. Nie pozwalano mu jednak odejść ze służby.
"Ostatnio mieliśmy telefon od Hasana, który mówił, że ma ogromne problemy w pracy" – twierdzi jego kuzyn Mohammed Mohammed, mieszkający w Ramallah, na Zachodnim Brzegu.
Z kolei rodzina Hasana z Wirgiini utrzymuje, że był on bardzo zaniepokojony tym, że wkrótce ma zostać wysłany do Afganistanu lub Iraku. Głównie dlatego, że jako lekarz psychiatra miał do czynienia z wszystkimi najgorszymi problemami jakich doświadczają podczas wojny żołnierze.
Kuzyn w Ramallah mówi jednak co innego. "Miał się żenić i nie chciał zostawić narzeczonej" – twierdzi. O wspomnianej narzeczonej nic jednak nie wiadomo.
Kuzyn Hasana twierdzi też, że stał się on religijny po śmierci swoich rodziców. Jego matka umarła w 2001 roku, a ojciec trzy lata wcześniej.
"Od tego czasu zrobił się bardzo wierzący, bardzo często się modlił" – mówi Mohammed Mohammed. Zastrzega jednak, że nie miało to nic wspólnego z fanatyzmem i zaangażowaniem politycznym.
Generał Robert W. Cone, dowódca bazy w Fort Hood potwierdza, że według relacji świadków Malik Hasan strzelając krzyczał “Allahu akbar – ”Bóg jest wielki". Ci, który chodzili z nim do meczetu, zarówno z Wirginii jak i z Teksasu, mówią jednak, że nigdy nie zdradzał on żadnych ekstremistycznych ciągot. Sprzeciwiał się wojnie ale nigdy nie mówił nic antyamerykańskiego – utrzymują.
Imam Sheik Shaker Elsayed, z meczetu w Falls Church w Wirginii, gdzie modliła się rodzina Hasana i on sam podczas pobytu w tym mieście mówi, że sprawiał on wrażenie jakby najważniejszą dla niego rzeczą było znalezienie żony.
W związku z masakrą w Teksasie prezydent Barack Obama przełożył o jeden dzień swoją wizytę w Japonii. Chce bowiem wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych poświęconych ofiarom strzelaniny.
bat (r)