Spis powszechny policzy wszystkich – nielegalnych i legalnych

2009-11-05

Przyszłoroczny spis powszechny w USA ma policzyć wszystkich bez wyjątku, niezależnie od ich statusu imigracyjnego. Senat odrzucił poprawkę republikanów Boba Bennetta i Davida Vittera, którzy chcieli aby w formularzach spisowych znalazło się pytanie o obywatelstwo.

Propozycja upadła głosami demokratów. Za jej przyjęciem opowiedziało się 39 senatorów, przeciw – 60. Pytanie o obywatelstwo miało w zamyśle Vittera i Benntta pomóc przy planowaniu nowych okręgów wyborczych i przydzielaniu poszczególnym stanom miejsc w Izby Reprezentantów. Poprawkę „przyklejono” do projektu ustawy o budżecie Departamentu Handlu.

Zwolennicy uzupełnienia formularza spisowego o pytanie o status imigracyjny argumentowali, że niektóre regiony USA mogą otrzymać większą reprezentację w Kongresie i większą pomoc federalną tylko dlatego, że zamieszkuje je duża liczba nielegalnych imigrantów. Przypominali, też, że w przeszłości, podczas spisów odbywających się co 10 lat od czasu do czasu pisano mieszkańców USA o obywatelstwo. Nigdy jednak nie uwzględniano odpowiedzi na to pytanie przy ustalaniu granic okręgów wyborczych.

Przeciwnicy inicjatywy Vittera twierdzili z kolei, że włączenie pytania do spisu zniechęci imigrantów do wzięcia udziału w spisie. Jest także niekonstytucyjne, ponieważ ustawa zasadnicza zobowiązuje rząd do policzenia wszystkich osób zamieszkujących w poszczególnych stanach, a nie tylko legalnych imigrantów i obywateli.

Sekretarz handlu USA Gary Locke oraz dyrektor Biure Spisu Powszechnego Robert Groves argumentowali, że i tak jest za późno na rozszerzanie formularza spisowego. Census Bureau już zaczęto je bowiem drukować.

Propozycje jakie pojawiły się na Kapitolu (w Izbie Reprezentantów podobną zgłosił kongresman Jason Chaffetz) miały stosunkowo niewielkie szanse na realizację, choćby ze względów konstytucyjnych. Świadczyły jednak o tym jak gorącym tematem pozostaje nadal imigracja i stanowiły dość niebezpieczny precedens. Powróciły bowiem obawy, że dane spisowe zostaną wykorzystane przez inne agencje rządowe. Mimo, że senator Bennett zapewniał, że jego celem jest tylko zmiana sposobu liczenia ludzi w okręgach wyborczych do Kongresu, a nie przekazywanie informacji władzom imigracyjnym, nie uspokoiło to obaw imigrantów.

Demokraci uważają, że upolitycznianie spisu odstraszy od niego imigrantów (nie tylko nielegalnych) i doprowadzi do tego, że podczas „liczenia głów” pominięte zostaną setki tysięcy ludzi. Już teraz wiadomo z analiz Census Bureau, że frekwencja w przyszłorocznym spisie będzie bowiem gorsza niż 10 lat temu. Rachmistrze spisowi będą musieli odwiedzić około 47 adresów i nie wszędzie będą mile przyjmowani.

det, (R)