Jak zahamować rosnący dług, zastanawia się szef banku centralnego Ben Bernanke
W Dzień Niepodległości życie w USA toczy się wolniej. Nie zwalnia jednak elektroniczny wskaźnik zadłużenia w pobliżu Times Square. Aktualnie pokazuje on prawie 11.4 biliona dolarów, co oznacza, że każdy mieszkaniec USA ma do spłacenia ponad 37 tys.
Foto: www.usdebtclock.org
Liczby mówią same za siebie
Po raz pierwszy zadłużenie Ameryki pojawiło się podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Wynosiło wówczas 75 milionów dolarów. Pierwszy w historii USA Sekretarz Skarbu Alexander Hamilton mówił, że jeśli dług nie będzie przesadny może stać się błogosławieństwem Ameryki. Od 1790 roku zadłużenie stale jednak rosło. Aktualnie powiększa się ono w tempie 1 biliona rocznie. Wskaźnik zainstalowany na Times Square w 1989 r., rok temu trzeba było wymienić. Przekroczona została bowiem magiczna bariera 10 bilionów i skończyły się cyferki.
Wymiana zegara, który pokazuje teraz 11.4 biliona, czyli więcej niż 37 tys. dolarów na głowę każdego mieszkańca USA, była operacją bardzo prostą. Znacznie trudniej zahamować rosnący dług, od którego Ameryka musi płacić coraz większe odsetki.
Obsługa zadłużenia kosztowała w zeszłym roku 452 miliardy dolarów. Jest to czwarty w kolejności największy wydatek w budżecie USA, zaraz po Medicare-Medicaid, Social Security i budżecie obronnym.
Ekonomiści ostrzegają, że tak wielkie zadłużenie stanowi poważny problem dla amerykańskiej gospodarki i wkrótce może stać się zarzewiem nowego kryzysu. "Jeśli nie wykażemy zaangażowania w dziedzinie stabilizacji finansów, nie będzie w USA powrotu do wzrostu gospodarczego" – powiedział niedawno w Kongresie Ben Bernanke, szef Rezerwy Federalnej.
Co czeka nas w przyszłości jeśli dług będzie nadal powiększał się w tym tempie? Ekonomiści nie mają żadnych wątpliwości: radykalne cięcia w usługach i podwyżki podatków.