![]() Foto: PAP/EPA
Euzebiusz Smolarek (z lewej) bardzo się ceni
|
Od bułgarskiego CSKA Sofia zażądał 500 tysięcy euro rocznej pensji! W tym samym czasie negocjuje z działaczami greckiej Larisy.
Oceniając ostatnie doniesienia można odnieść wrażenie, że Smolarkowi nie zależy już na tym, gdzie będzie grał, byleby tylko kasa się zgadzała. Sam nawet zaproponował swoje usługi działaczom Polonii Bytom, tyle że z wynagrodzeniem... przewyższającym zarobki najbogatszych piłkarzy ekstraklasy z Wojciechem Łobodzińskim (rekordowe 400 tysięcy) na czele. Teraz podobną sumkę "zaśpiewał" przedstawicielom CSKA Sofia. Choć klub to raczej z europejskich peryferii futbolowych, przegrywający mecz za meczem w dawnym Pucharze UEFA, to Ebi jednak podjął rozmowy. Zamiast jednak myśleć długoplanowo, czyli odbudować się po dłuższej przerwie w grze w piłkę, a dopiero następnie myśleć o pieniądzach, postanowił zmienić kolejność wydarzeń i o kasę zapytał na początku. Jak twierdzą informatorzy z Bułgarii – CSKA mógłby teoretycznie zgodzić się na miesięczne zarobki dobijające do 20 tysięcy, ale nie ponad dwukrotnie wyższe. Ebi postawił jednak działaczów z Sofii pod ścianą.
Inną opcję stanowi Larissa, w której jeszcze w poprzednim sezonie występował Maciej Żurawski – obok Smolarka najważniejszy piłkarz reprezentacji Leo Beenhakkera w jej szczytowym okresie sprzed nieszczęsnych finałów mistrzostw Europy. Klub znany z tego, że w latach 80. zdobył sensacyjnie mistrzostwo Grecji pod wodzą trenera Jacka Gmocha, w tym tygodniu stał się ofiarą tragedii. Na zawał serca zmarł 31-letni meksykański napastnik Antonio de Nigris. Larissa, w której bramce stoi Arkadiusz Malarz, były golkiper m.in Panathinaikosu Ateny, potrzebuje napastnika "na gwałtu rety". Czy sięgnie po Smolarka? Pewnie tak, jeśli sam Ebi przestanie wreszcie stroić fochy i zgrywać światową gwiazdę, na którą miał papiery, ale jakieś trzy lata temu. Teraz musi z pokorą brać, co dają, albo obudzi się z ręką w nocniku...