Foto: ReutersRozmowa z Davidem Beckhamem, pomocnikiem Los Angeles Galaxy i reprezentacji Anglii
Po dwóch latach upokorzeń i głośnej książce "eksperyment z Beckhamem", która ukazała się w lipcu, wzbudziła olbrzymią burzę, a autor nie zostawił na Angliku suchej nitki, najsłynniejszy piłkarz tej planety ma wreszcie powody do satysfakcji. Los Angeles Galaxy wreszcie zaczęli wygrywać i zapewnili sobie awans do playoffs z pierwszego miejsca w Konferencji Zachodniej. Reprezentacja Anglii, w której Fabio Capello ciągle widzi miejsce dla 35-letniego kapitana, w znakomitym stylu awansowała do finałów mistrzostw świata. Sam Beckham znów czuje się świetnie w Los Angeles. Do szatni Galaxy wróciła doskonała atmosfera. Rozmawialiśmy po meczu, po którym koledzy zrobili "Becksowi" dowcip. Widząc, że w ciągu kilku dni wyhodował sobie dość bujny zarost, umieścili przy jego szafce zdjęcie Hugh Jackmana z filmu "Wolverine" z ręcznym dopiskiem "ładna broda, koleżko... ". Od tego rozpoczęliśmy też naszą rozmowę.
Brodę już mam od kilku dni. To jednak nie z powodu playoffs, tylko Halloween. W porządku, żartuję (śmiech). Leniwy jestem, nie chciało mi się ogolić. No i uparty do tego jeszcze. Powiedziałem, że nie golę się i już!
W ciągu ostatniego miesiąca dwukrotnie miałeś duże powody do satysfakcji. Z reprezentacją Anglii dość łatwo wygrałeś eliminacje do mistrzostw świata po tym, jak zabrakło Was na Euro. Galaxy po dwóch sezonach bez playoffs teraz gra o MLS Cup...
Rzeczywiście reprezentacja Anglii ustawiła się w roli jednego z faworytów nadchodzących mistrzostw świata po tym, jak szybko zapewniła sobie awans. Zadowolony jestem głównie z tego, że graliśmy naprawdę bardzo dobrze. Zespół zjednoczył się, potrafimy ze sobą współpracować na boisku i mam nadzieję, że utrzymamy ten poziom do momentu rozpoczęcia mundialu. Nadal jednak przed nami sporo pracy. Mamy świetnych piłkarzy, bardzo mądrego, doskonałego trenera oraz niesamowite wsparcie ze strony naszych fanów. Za wcześnie jest jednak na świętowanie i składanie sobie wzajemnie gratulacji. Chcemy wykonać kolejny krok naprzód. Pamiętam dzień, w którym wywalczyliśmy potrójną koronę w Manchester United. Pierwszą rzeczą, którą sobie powiedzieliśmy, było – no dobra, teraz musimy to powtórzyć w kolejnym sezonie. Zawsze trzeba patrzeć do przodu, a nie wstecz.
Czy widzisz siebie w roli lidera i mentora w tym zespole na turnieju w RPA?
W pewnym sensie na pewno, oczywiście, o ile wywalczę miejsce w drużynie, która pojedzie na mistrzostwa świata. Miałem szczęście wziąć udział w trzech mundialach. Jeśli uda mi się zaliczyć czwarty, będę z tego bardzo dumny. Myślę, że moje doświadczenie może pomóc angielskiej reprezentacji. Nie tylko z kadry, ale także z występów w czołowych klubach europejskich. Mając to doświadczenie, mogę wiele przekazać młodszym kolegom, podzielić się sugestiami.
Jesteście w stanie zdobyć mistrzostwo świata?
Tak. Pod względem talentu i zespołowej gry nie ustępujemy nikomu. Do RPA pojedziemy z nastawieniem, aby wygrać mundial.
Jeszcze dwa miesiące temu kibice w Los Angeles wygwizdywali Cię przy każdej okazji, teraz w ostatnim meczu sezonu zasadniczego z San Jose Earthquakes, gdy schodziłeś z boiska, żegnały Cię owacje na stojąco. Jakie ma to dla Ciebie znaczenie?
Moje relacje z kibicami były bardzo różne przez cały sezon – raz lepsze, a raz gorsze. Media mi zresztą o tym na bieżąco przypominały. Oczywiście zawsze jest miło, kiedy masz wsparcie ze strony publiczności – dajesz z siebie wszystko, grasz z poświęceniem, a ktoś to docenia. Z drugiej strony, nigdy nie zadowolisz każdego, takie już jest życie. W ostatnich tygodniach rzeczywiście wyglądało to lepiej i mam nadzieję, że tak będzie również w najbliższej przyszłości. Nie tylko ja potrzebuję takiego wsparcia indywidualnie, ale cały zespół, w spotkaniach playoffs.
Czy te owacje zrekompensowały Ci złe traktowanie ze strony kibiców po powrocie do Los Angeles?
Niekoniecznie. Powiedziałem już wcześniej, że jestem odporny na takie zachowania i się tym nie przejmuję. Oczywiście jednak wolę, jeśli kibice mnie dopingują, a nie wygwizdują, to normalne. Wygląda na to, że znów traktują mnie tak, jak na początku mojego pobytu w Los Angeles, z czego bardzo się cieszę.
Czego Galaxy potrzebuje, aby wygrać rozgrywki MLS?
Wygrać każdy kolejny mecz (śmiech). Przede wszystkim musimy być zjednoczeni i zwarci. Nie możemy zyskać zbyt dużo pewności siebie po zajęciu pierwszego miejsca w konferencji, bo prawdziwa walka o tytuł zaczęła się dopiero teraz. Jeszcze nie nadeszła pora na relaks. Cały czas się uczymy, mamy w składzie kilku bardzo młodych zawodników, ale na razie jest to dla nas bardzo udany sezon. Oby tak dalej.
Twoje pierwsze dwa lata w koszulce Galaxy kończyły się wielkim rozczarowaniem i brakiem sukcesów sportowych. Masz satysfakcję, że teraz wygląda to znacznie lepiej?
Cóż za drastyczna zmiana w porównaniu z dwoma poprzednimi sezonami, prawda? Tak jednak miało być. Ten klub ma tak duże tradycje, a jego właściciele – aspiracje, że nie mogliśmy ich rozczarowywać w nieskończoność. To ważne, że w tym roku zła karta się odwróciła. Byliśmy bardziej skoncentrowani i wygrywaliśmy najważniejsze mecze – takie, których nie potrafiliśmy rozstrzygnąć na własną korzyść przed rokiem. Te zwycięstwa nas uskrzydliły, pomogły się skonsolidować. Stworzyliśmy grupę zawodników, którzy chcieli wspólnie uczyć się i pracować. Teraz jednak pora na trofea. Chcemy wygrać całą ligę.
Za kogo trzymasz kciuki w dwóch najlepszych ligach świata – angielskiej oraz hiszpańskiej?
Żartujesz? Oczywiście za Manchester United i Real Madryt. Z oboma klubami nadal jestem bardzo silnie związany, mam tam bliskich kolegów. To się nie zmieni, bo jestem osobą bardzo lojalną i stałą w uczuciach. Wierzę, że okażą się najlepsi w swoich ligach. Jestem przekonany, że Real po letnich wzmocnieniach okaże się silniejszy od Barcelony.
Spytam Cię jeszcze na koniec o reprezentację Polski. Przed Euro 2008 powiedziałeś mi, że mamy bardzo mocny zespół z dużymi szansami na wyjście z grupy. W ostatnich eliminacjach biało-czerwoni spisali się jednak katastrofalnie...
Jestem tym zaskoczony. Nie wiem, co się stało z polską reprezentacją, ale brak awansu na mistrzostwa świata jest bez wątpienia dużym niepowodzeniem. Nas zabrakło na Euro i bardzo się tego wstydziliśmy. Dlatego rozpoczęliśmy kolejne eliminacje dodatkowo umotywowani, z żądzą rewanżu. Myślę, że wasza kadra powinna zareagować podobnie.
ROZMAWIAŁ W LOS ANGELES: MARCIN HARASIMOWICZ