Prokuratura oskarża Michała Listkiewicza o to, że w 2000 roku miał nakazać przelanie ponad 7 milionów złotych nie na konto zadłużonego Widzewa Łódź, a niemieckiej firmy – właściciela klubu. Tym samym pieniądze nie zostały zajęte przez komornika i nie trafiły do wierzycieli Widzewa. Litkiewicz twierdzi, że jest niewinny. Grozi mu 8 lat więzienia.
![]() |
|
Foto: PAP/Adam Hawałej
W toku postępowania postaram się udowodnić, że jestem niewinny – mówi Michał Listkiewicz
|
Były prezes PZPN został zwolniony po wpłaceniu 60 tys. złotych poręczenia majątkowego. Ma być przesłuchany w innym terminie. Listkiewicz nie przyznaje się do winy.
"Jestem niewinny i nie przyznaję się absolutnie do zarzutu, który został mi postawiony" - powiedział b. prezes PZPZ. "Jestem przekonany, że w dalszym postępowaniu to się jednoznacznie okaże" - dodał. "Bardzo proszę wymieniać moje pełne nazwisko. Nie mam się czego wstydzić" - podkreślił.
Zaskoczony zarzutami dla Listkiewicza jest minister sportu Adam Giersz. Komentując postępowanie prokuratury powiedział on, że były prezes zajmował się głównie działalnością zagraniczną PZPN, w związku z tym dziwi go fakt, że prokuratura oskarża go o niegospodarność.
Minister pytany, czy po zarzutach dla Michała Listkiewicza, może zarządzić kontrolę w PZPN, potwierdził, że ma taką możliwość w ramach nadzoru nad związkami sportowymi. "Ale przede wszystkim w wyniku naszych działań, związanych z kuratorem w PZPN, zostało zmienione prawo wewnątrzzwiązkowe i dzięki temu nowemu prawu, co rok PZPN, na zjeździe sprawozdawczym przedstawia między innymi sprawozdanie finansowe, oceniane przez biegłego rewidenta" - zaznaczył Giersz.
Według niego, stanie się tak już na najbliższym, grudniowym zjeździe PZPN.
bat (PAP)