Bookmark and Share

Skazany na gitarę

Autor: Janusz M. Szlechta
2009-11-20

 


Fot. Janusz M. Szlechta
Leszek Kuciarski w domowym studiu, w którym nagrywa swoje piosenki

Leszek Kuciarski grał z nami dwa lata temu, podczas I Polonijnego Kabaretonu, zagra również w najbliższą sobotę, 21 listopada, podczas III Kabaretonu. Nie wyobrażam go sobie bez gitary...

Grał z nami także dwa tygodnie temu, 7 listopada, podczas I Spotkań Kabaretowych w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ.
Poznałem go prawie 6 lat temu. Zagrał ze swoim zespołem Garage Blues Band w Cricket Club w Irvington, NJ, podczas pierwszego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zorganizowanego w New Jersey przez Marcina "Bubla" Filipowskiego z Polskiego Radia New York 910 AM. Zachwyciłem się wówczas ich graniem z dwóch powodów. Po pierwsze – poparli piękną ideę wymyśloną przez Jurka Owsiaka. Po drugie – pewnie dlatego grali te swoje bluesy tak, że chciałoby się, aby grali i grali... Czterech dojrzałych facetów po prostu bawiło się muzyką, niemal wyczyniali cuda na tych swoich gitarach i perkusji.
Garage Blues Band rozpadł się wkrótce potem, po blisko trzech latach grania, ale Leszek wciąż gra te swoje ukochane bluesy, ale nie tylko. Komponuje muzykę, pisze teksty – i tak powstają jego piosenki o nas, Polakach żyjących na emigracji w USA. Jeden z takich utworów na pewno zaśpiewa podczas III Kabaretonu:
   Świat się dzisiaj kiepsko kręci
   bo w  kieszeni pusto jest
   i już nie masz na nic chęci
   no bo dokąd masz z tym iść...
   Skąd
   skąd się wziął ten piękny ląd?
   kto cię wysłał w taki świat,
   w którym nic nie jesteś wart...
   Skąd...
– Więcej piszę utworów na gitarę, ale piszę też i piosenki – opowiada. – Mam nagrane trzy płyty: jedną bluesową i dwie z muzyką rozrywkową. Na jednej z tych płyt jest moja wersja utworu Carlosa Santany "Moon flower". Zrobiłem swoją improwizację i widzę, że solówka ta naprawdę robi wrażenie na muzykach, zwłaszcza Amerykanach. Mogę śmiało powiedzieć – a rzadko coś takiego mówię – że to mi się naprawdę udało, jestem z tego zadowolony. Kuciarski, coś ci się udało!
Leszek Kuciarski jest warszawiakiem z krwi i kości. Mieszkał na ulicy Raszyńskiej, niedaleko teatru na Reya, którym kierował słynny aktor Jan Machulski. Na gitarze zaczął się uczyć grać w ognisku muzycznym na ul. Okopowej. Potem trafił do szkoły muzycznej na ul. Bednarskiej, pod skrzydła znakomitego nauczyciela i gitarzysty Romana Ziemlańskiego. Po pewnym czasie – zachwycony Beatlesami – zamienił gitarę klasyczną na elektryczną.
– Pierwszym gitarzystą, jakiego poznałem, który grał grał na gitarze elektrycznej, był Darek Kozakiewicz – opowiada Leszek Kuciarski. – Zachwyciło mnie jego brzmienie i technika. To jest gitarzysta należący nie tylko do czołówki w Polsce, ale i – śmiem twierdzić – w świecie. Nagrał znakomitą płytę zatytułowaną "Blues" z zespołem Breakout Tadeusza Nalepy. Kupiłem od niego pierwszą gitarę, którą sam sobie zrobił. Niedawno pytał mnie, czy nie pamiętam, komu ją sprzedałem, bo chętnie by ją odkupił... Jestem do dziś jego fanem. Wiele się od niego nauczyłem. Kiedyś Darek pożyczył mi gitarę Gibsona – spałem z nią, takie to było dla mnie przeżycie. W tamtych czasach trudno było w Polsce kupić gitarę elektryczną, a Gibson to był rarytas. Elektryczna gitara też ma swoją duszę. Oczywiście, że sama gitara nie decyduje, trzeba mieć talent. Drugiego Hendriksa nie ma i chyba długo nie będzie.
Krótko grał w zespole Czesława Niemena. Potem na długie 10 lat wyjechał na Bliski Wschód, gdzie grał w różnych zespołach w Iraku, Emiratach Arabskich i Jordanii. Kiedy wrócił do Polski, zagrał na festiwalu w Opolu, grał też przez pewien czas z Tadeuszem Nalepą, a później z Johnem Porterem. Mniej więcej 20 lat temu przyjechał do USA z grupą 2 + 1 – i został.
Ma swój zespół Top Dance: Leszek gra na gitarze, Piotr Bartosz na keyboardzie, a Jola Kulmaczewska śpiewa. Grają w różnych klubach amerykańskich i polskich domach.
– Nie wyobrażam sobie życia bez gitary i bez grania – mówi Leszek Kuciarski.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc