Bloomberg i Thompson podzielili Polaków

2009-11-03

Foto: Reuters/Brendan McDermid
Michael Bloomberg, faworyt wyborów na burmistrza Nowego Jorku, głosował na Manhattanie

We wtorek wyborcy w metropolii ruszyli do urn. W mieście Nowy Jork wybieraliśmy władze miejskie, w tym burmistrza, w New Jersey głosowaliśmy na gubernatora. Wśród polskich wyborców nie było zdecydowanego faworyta.

Punkty wyborcze w Nowym Jorku były otwarte od 6. rano. Eksperci nie spodziewali się zbyt wysokiej frekwencji,  ze względu na głównie lokalny charakter wyborów. "Wynik wydaje się przesądzony, więc ludziom się nie chce głosować" – stwierdził jeden z wyborców na Manhattanie. Mimo to w punktach wyborczych na Greenpoincie ruch był większy niż przewidywano. Wśród głosujących było też sporo Polaków.

"Ludzie przychodzą cały czas – powiedziano nam w lokalu wyborczym w szkole podstawowej nr 110 przy Monitor St. - Głosują zarówno Polacy, jak i Amerykanie." Preferencje wyborcze Polaków były jak zwykle podzielone.

"Głosowałam na demokratę Billa Thompsona – powiedziała nam pani Ania z Greenpointu. - Bloomberg już się wykazał, a Thompson myślę, że potrafi najlepiej zadbać o miejskie finanse."

Z kolei pani Emilia z Greenpointu poparła dotychczasowego burmistrza. "Głosowałam na Bloomberga, gdyż lepiej go znam."

Pan Andrzej spotkany przed lokalem wyborczym w szkole podstawowej nr 34 przy Norman Ave. stwierdził, że nawet w dniu wyborów wciąż jeszcze nie może się zdecydować, na kogo odda głos.

"Nie chcę za bardzo głosować na Bloomberga. On już swoje zrobił i najwyższy czas dać szansę innym – stwierdził pan Andrzej dodając przy tym, że jego rywal także go nie przekonuje. Dodał, że wśród jego znajomych zainteresowanie wyborami było spore.

Sami kandydaci też walczyli do ostatnich chwil, z pomocą setek wyborczych ogłoszeń i przez całych dzień namawiając wyborców na ulicach miasta, najczęściej ustawiając się przy wejściach na stacje metra, do wzięcia udziału w głosowaniu. Co prawda przewaga Bloomberga nad Thompsonem wydawała się nie do podważenia (w ostatnich sondażach od 18 do 12%), ale demokratyczny rywal burmistrza wciąż wierzył, że po 8 latach rządów Bloomberga nowojorczycy chcą zmiany i powtarzał, że jedyny ważny sondaż odbywa się przy urnach.

Oprócz burmistrza nowojorczycy wybierali też rewidenta miejskiego (według sondaży zdecydowanie prowadził demokrata John Liu) oraz rzecznika praw obywatelskich (prowadził także demokrata Bill de Blasio). We wtorek wybieraliśmy też niektórych radnych, prezydentów dzielnic, a na Manhattanie prokuratora okręgowego.

W New Jersey, gdzie wybierano gubernatora, wynik wyborów wydawał się trudniejszy do rozstrzygnięcia. Dwaj główni kandydaci, demokrata Jon Corzine i republikanin Chris Christie plasowali się w sondażach mniej więcej na równi. Wynik wyborczy Corzine'a wielu ekspertów uważa przy tym za miarę popularności prezydenta Baracka Obamy, który kilkakrotnie w ostatnich tygodniach wziął udział w wiecach poparcia dla demokratycznego polityka. Republikanie co prawda nie wygrali w New Jersey od wielu lat, jednak wyborcy często obarczają winą obecną administrację za trudną sytuację ekonomiczną i rosnące bezrobocie.

Polacy mieszkający w New Jersey także mieli podzielone zdania, choć wyraźnie dawał się wśród nich wyczuć ogólny brak zaufania do polityków.

"Żaden z kandydatów nie prezentuje programu, który rozwiąże wielki deficyt budżetowy stanu New Jersey. Żaden nie jest prawdziwie zainteresowany statusem nielegalnych imigrantów. Głosować będę chyba na Christie" - stwierdził Waldemar Szuba, były radny miasta South River. Z kolei Walentyna Nagrabecka z  South Amboy, właścicielka salonu kosmetycznego, twierdzi, że pod rządami Corzine'a małym biznesom nie dzieje się najlepiej. "Dlatego też głosuję na Christophera Christie" - stwierdziła.

Tymczasem panią Mariolę, republikankę z powiatu Essex denerwowała kampania Chrisa Christiego. "Unikał odpowiedzi na najważniejsze pytania i nie wzbudził we mnie zaufania. Prawdopodobnie okazałby się koleją Christine Whitman" - dodaje pani Mariola, dla której najważniejszymi sprawami są podatki i edukacja. "Po rządach Whitman w New Jersey zaczęły się poważne problemy fiskalne w stanie."

Swoich zwolenników miał również niezależny kandydat, Chris Dagget. "Będę na niego głosować, bo wierzę, że jego program polepszy sytuację ekonomiczną poprzez stworzenie wielu miejsc pracy. Nie ma on obciążeń partyjnych" - uznała właścicielka biura podróży Krystyna Bladek z Clifton.

Byli i tacy, którzy bojkotowali tegoroczne wybory. "Nie wezmę udziału w głosowaniu, bo o urząd gubernatora ubiegają się ludzie, do których nie mam zaufania – mówi "Nowemu Dziennikowi" Maria Hałupka, pracująca w jednej bibliotek uniwersyteckich w północnym New Jersey – Corzine nie osiągnął żadnych sukcesów, a republikanie skompromitowali się za czasów Busha". Zdaniem Polki nieobecność w lokalu wyborczym też może być świadomym wyborem. "W tym kraju wygrywa nie ten, kto jest lepszy, ale ten, kto ma więcej pieniędzy na kampanię" – dodała nasza rozmówczyni.

Podobnego zdania była Hanna Ślęzak, właścicielka agencji Varsovia Travel w Passaic, NJ. "Im dłużej bowiem mieszkam w Stanach Zjednoczonych, tym częściej odnoszę wrażenie, że mój głos nic nie znaczy. Jestem coraz bardziej rozczarowana tym, co się w amerykańskiej polityce dzieje. Dlatego postanowiłam nie głosować."

MŻ, AJ, JMS, TD, AS, EK