Bookmark and Share

W życiu seniora też coś musi się dziać

Autor: Ewa Kern-Jędrychowska
2009-06-28

                                                                                                                                                FOTO: Marcin Żurawicz
Tadeusz Zając od 5 lat prowadzi kronikę Klubu Seniora "Krakus"


Seniorom-imigrantom nie jest łatwo. Często samotni, bez angielskiego – trudno im sobie znaleźć miejsce. Chcieliby się w coś zaangażować, ale nie zawsze mają możliwości.


Helena na brak zajęć nigdy nie narzekała. Wcześnie owdowiała i sama wychowywała dzieci. Potem wyemigrowała do USA; też nie było łatwo. Ale zawsze jej się wydawało, że lepiej mieć za dużo do roboty niż za mało. Przystopowała dopiero, kiedy w wieku 58 lat dostała zawału serca. Wtedy się okazało, że nie może już wrócić do pracy, a w domu trudno jej było wysiedzieć. "Starszy człowiek czasami nie ma co ze sobą zrobić. Ja staram się czytać, oglądam telewizję, słucham radia... Ale jak się siedzi w domu, to często nie ma jak tego czasu wypełnić".
Rok temu znalazła ogłoszenie, że kościół na Milton St. na Greenpoincie, gdzie sama mieszka – poszukuje dwujęzycznych wolontariuszy, którzy pomagaliby przy wydawaniu żywności dla osób potrzebujących. Zadzwoniła i ją przyjęli. Wkrótce potem zaczęła się też udzielać w grupie ProLife Homeless pomagającej polskim bezdomnym. "Mam rozrusznik serca i artretyzm. Ale chcę pomagać, dopóki stan zdrowia mi pozwoli" – mówi 71-letnia Helena, która czasem jeździ też ze znajomymi jako tłumaczka na wizyty do biura Social Security czy po Food Stamps. "Jedyne, czego oczekuję w zamian, to żeby ktoś zapłacił mi za przejazd metrem".

* * *
Helena ma tę przewagę, że mówi po angielsku. Jednak wielu osobom, zwłaszcza tym, które nie mieszkają w dzielnicach etnicznych, bariera językowa uniemożliwia angażowanie się w sprawy otoczenia. To zresztą problem coraz większej grupy mieszkańców USA. Według danych Biura Spisu Powszechnego z 2004 roku liczba ludzi urodzonych poza granicami Stanów Zjednoczonych wzrosła od 1990 roku o 57 proc. W 2050 osoby należące do mniejszości etnicznych mają, według prognoz, stanowić 35 proc wszystkich osób powyżej 65. roku życia (Federal Interagency Forum on Aging, 2000). "Gdyby ci ludzie nie byli w stanie uczestniczyć w życiu społecznym, to byłoby zatrważające. Oni powinni być częścią lokalnych społeczności, inaczej to niewykorzystany ludzki potencjał" – powiedziała podczas czerwcowej konferencji "The Power of Inclusion", zorganizowanej w Chicago przez zrzeszającą osoby po 50. roku życia grupę AARP, Patience Lehrman, dyrektor projektu SHINE.
Jednym z celów SHINE, powstałego w 1997 roku w Filadelfii przy tamtejszym Temple University, jest zaangażowanie osób starszych w życie lokalne.
W ubiegłym roku ankieterzy SHINE przeprowadzili badanie na temat stopnia udziału starszych imigrantów w życiu społecznym. Jego wynikami Lehrman dzieliła się podczas chicagowskiej konferencji. Z wywiadów przeprowadzonych z niemal 100 seniorami pochodzącymi z 7 grup etnicznych, m.in. z Latynosami, Chińczykami i Wietnamczykami, wynikało, że osoby te mają poczucie, iż mają światu wiele do zaoferowania. Zaangażowanie społeczne rozumiano przy tym szeroko, uwzględniając zarówno formalne, jak i nieformalne role społeczne. Najczęściej ich chęć pomocy, jak wynika z ankiet, wyrażała się czynnym zainteresowaniem sprawami członków swojej rodziny, jeśli ci również mieszkają na terenie USA. W przypadku osób mówiących po angielsku mogło to na przykład oznaczać udzielanie się w życiu szkolnym na terenie placówek, do których uczęszczają wnuki.
Możliwości zdecydowanie poszerzały się jednak, jeśli seniorzy mieszkali w dzielnicach etnicznych, w których istniały centra socjalne czy instytucje religijne posługujące się ich językiem. Pozwalało to bowiem osobom niemówiącym po angielsku na kontakt z innymi seniorami, ale też na rozwinięcie swoich zainteresowań i urozmaicenie form spędzania czasu. "W takich przypadkach starsi wiekiem imigranci czuli się w swoich wspólnotach bardzo komfortowo, mieli poczucie przynależności i wyrażali chęć reagowania na ważne dla dzielnicy kwestie" – czytamy w raporcie SHINE. Jako przykłady takiego zaangażowania wymieniono między innymi zajmowanie się chorymi sąsiadami, łagodzenie konfliktów pojawiających się w lokalnej społeczności czy organizowanie pomocy dla nowo przybyłych imigrantów.

* * *
Seniorzy z Greenpointu, z których spora część ma problemy z angielskim, mają komfortową sytuację, są bowiem otoczeni polskimi gabinetami lekarskimi, kościołami i sklepami. Mają też do dyspozycji Klub Seniora "Krakus" przy Centrum Polsko-Słowiańskim.
Krakus, do którego codziennie przychodzi średnio 120-130 osób, głównie Polaków, pełni funkcję ośrodka społeczno-kulturalnego, gdzie seniorzy mogą nie tylko tanio kupić posiłek, ale też spędzić w zorganizowany sposób czas. "Jeździmy na wycieczki, mamy tu teatr, kapelę, bibliotekę, co roku na jesieni organizujemy też salon artystyczny seniora, a raz w miesiącu mamy zabawy urodzinowe" – mówi Janusz Skowron, od 8 lat pełniący funkcję opiekuna grupy.
W ramach rozwijania różnorakich zainteresowań seniorów Skowron zorganizował nawet w początkach tego roku zajęcia komputerowe. "Chciałem im pokazać, co można zrobić dzięki interentowi, jak wysłać e-maile itd., żeby im w ten sposób uświadomić, że to takie okno na świat. Przychodziło 50-60 osób, a kilkanaście z nich kupiło sobie potem laptopy". Zdaniem Skowrona świadczy to o wielkich chęciach poznawczych seniorów, którzy wraz z wiekiem wcale nie tracą zainteresowania światem, wręcz przeciwnie, chcą się w miarę swoich możliwości uczyć nowych rzeczy i rozwijać.

* * *
W Krakusie seniorzy mogą też uczęszczać na lekcje angielskiego i kursy przygotowujące ich do obywatelstwa. Jak podkreśla Patience Lehrman z SHINE, znajomość języka i przyjęcie obywatelstwa otwierają przed seniorami kolejny – polityczny – poziom uczestnictwa w życiu społecznym USA. "Ci ludzie zazwyczaj są bardzo wdzięczni, że mogą mieszkać w tym kraju i chcieliby to jakoś wyrazić. Ale nie zawsze mają taką możliwość".
Jedną z inicjatyw SHINE, która miała to seniorom umożliwić, było zaangażowanie do pomocy studentów lokalnych college'ów i uniwersytetów, którzy przygotowują ich do testów na obywatelstwo i uczą języka angielskiego, co ułatwia seniorom-imigrantom także codzienne funkcjonowanie, np. podczas wizyty u lekarza, w aptece czy w trakcie zakupów. Do tej pory w programie tym wzięło udział 25 uczelni, których studenci pomogli 36 000 imigrantów z 18 miast.
Z kolei greenpoincki Krakus zachęca seniorów do udziału także w życiu politycznym, organizując wiele spotkań z lokalnymi politykami amerykańskimi, jak również tymi przyjeżdżającymi z Polski. "Przychodzą do nas nowojorscy radni, posłowie i senatorowie stanowi. Im zależy na tym, żeby nasi seniorzy ich znali i może potem oddali na nich głos. Niektórzy z naszych podopiecznych uczestniczą w wyborach amerykańskich. A już na pewno wielu z nich bierze udział w wyborach do władz polonijnych instytucji z Greenpointu, tj. Centrum Polsko-Słowiańskie czy Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa".

* * *
Dla większości osób starszych centra seniorów to jednak przede wszystkim miejsca zawierania przyjaźni i sposób na wspólne spędzanie czasu. Niektórzy realizują tam nawet swoje życiowe pasje. Jak Tadeusz Zając, który odkąd 5 lat temu zakończył pracę w fabryce pierza i przeszedł na emeryturę, zaczął regularnie uczęszczać do Krakusa. Od razu podjął się założenia i prowadzenia kroniki klubu oraz opieki nad tamtejszą biblioteką, w której znajduje się obecnie kilka tysięcy książek. "Zawsze lubiłem grzebać w książkach – mówi 65-letni Tadeusz, który śmieje się, że od razu po przejściu na emeryturę znalazł sobie drugą pracę, bo w Krakusie jest dzień w dzień od 9 rano do 1 po południu. – Nie wyobrażam sobie życia bez tego". Pan Tadeusz dzieci ma już dorosłe, a żona także chętnie przychodzi do klubu. Zając widzi w tym także swoją misję – zachęcić seniorów do czytania. "Teraz to tylko telewizja i internet, a książki najlepiej stymulują umysł. Mam wobec tej biblioteki wielkie plany na kolejne 20 lat". Z dumą podkreśla, że biblioteka wypożycza ok. 1000 egzemplarzy rocznie. Prowadzenie kroniki również stało się częścią jego codzienności. "Czasami, jak nie mam czego do niej wpisać, to czuję się taki pusty. Coś się musi dziać, żeby się chciało żyć".


Komentarze:

Name: .anna

Date: 2009-06-28 17:18:15

Jest klub, jest kronika, sa zajecia komputerowe, to moze teraz czas utworzyc stronke internetowa "Krakus", by chociaz wirtualnie powiekszyc grono czlonkow i sympatykow tego Klubu, o Tych ktorzy mieszkaja w oddaleniu od polskiej dzielnicy...

Name: Maria z Maspeth

Date: 2009-06-28 21:26:04

Dziękuję Pani Ewie Kern za podjęcie na łamach NDz. tematu o seniorach. Czas szybko biegnie. Niedługo i MY staniemy się emerytami. Rodzą się pytania. Co my nowego wniesiemy do życia środowiska seniorów i społeczności polonijno-amerykańskiej? Gratulacje dla Krakusa.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc