Gdy lamentowałem nad dramatami generacji 55+, której przedstawiciele często stoją przed dylematem zmiany zawodu i rozpoczynania życiowych karier od zera, okazało się, że ta grupa wiekowa ma się zupełnie nieźle w porównaniu do ludzi młodych. Jeśli wierzyć Pew Institute, który dokładnie analizuje dane spisu powszechnego, gospodarstwo i majątek statystycznego 65-latka są dziś 47 razy więcej warte od dorobku 35-latka. W liczbach bezwzględnych rodzina emerytów była warta w 2010 roku 170 tys. dolarów, a gospodarstwo osób o 30 lat młodszych tylko 3,7 tys. dolarów, z tym że aż 37 proc. osób zaliczanych do tej ostatniej grupy notowało wskaźnik ujemny, czyli było winnych bankom więcej, niż wynosiła wartość ich ruchomości i nieruchomości.
Takiej majątkowej przepaści jeszcze nigdy w historii nie notowano. Na domiar złego od 2005 roku przepaść między młodym a starymi powiększyła się dwukrotnie. Przyczyny takiego stanu rzeczy łatwo wskazać. Bardzo wolno przebiegający proces wychodzenia z recesji spowodował, że młodzi ludzie mają kłopoty z podjęciem godziwej pracy. Dotyczy to nawet osób po dobrych studiach, dających profesjonalne kwalifikacje. Statystyki pokazują, że coraz więcej przedstawicieli młodego pokolenia godzi się na podjęcie pracy bez żadnych świadczeń, często nie tylko bez ubezpieczeń zdrowotnych, ale nawet bez podstawowej pensji, pracując tylko za prowizje. Do tego dochodzą rosnące koszty wykształcenia i spadek wartości nieruchomości.
Tymczasem ludzie starsi mają już najczęściej pospłacane domy i trzymają się dłużej swojej pracy. Korzystają też z dobrodziejstwa kumulowanego przez lata kapitału np. na kontach emerytalnych, który jeśli był dobrze zarządzany, mógł przez lata rosnąć, mimo giełdowych krachów. Są też mniej zadłużeni od młodszego pokolenia: nie kształcą już dzieci, nie potrzebują większych domów, często wystarczy im jeden samochód. Ich głównym zmartwieniem jest przede wszystkim zdrowie i znajdujące się w coraz większych kłopotach finansowych generacje dzieci i wnuków. Może więc jednak w dzisiejszych czasach lepiej być starym niż młodym? Bo zdrowym i bogatym warto być na pewno.
Panie Tomaszu, ale w latach 50-tych i 60-tych, do ktorych tu Pan tak niedawno tesknil bylo odwrotnie - starosc byla synonimem biedy. Zgadzam sie jednak, ze starzy sa przyszloscia swiata bo starych bedzie coraz wiecej w stosunku do calej populacji jako, ze ludzie zyja coraz dluzej i maja coraz mniej dzieci. Obawiam sie, ze grozi nam dyktatura wrzeszczacych staruszkow jako, ze sa oni swietnie zorganizowani w AARP i przywilejow socjalnych raz zdobytych nie dadza sobie kartka wyborcza odebrac, ze sparafrazuje tu powiedzenie Gomulki.
Tak czytam tego pańskiego bloga panie Tomku i czytam, i dochodzę do wniosku… że jak na wieloletniego “obserwatora wydarzeń amerykańskich”, który w swojej ponad 25-letniej karierze dziennikarskiej szczególną uwagę poświęcił zagadnieniom gospodarczo-biznesowym, pana wiedza o gospodarce i o biznesie jest…. znikoma.
Znaczy pan może i co nieco wie, ale z pewnością nie ma pan pewności ![]()
Czas pogodzić się z faktem, że ta Ameryka wielkich możliwości jest już legendą, dobre i godne amerykańskie życie wartko spływa do rury odpływowej, sytuacja ogólna jest coraz gorsza (dla wszystkich, bez względu na wiek) i nie ma żadnych szans na poprawę tego stanu rzeczy. Wiem, że to przykre, ale taka prawda i jako dziennikarz, musi pan ją zaakceptować, żeby się czytelnicy z pana tekstów więcej nie śmiali (...)
![]()
@INteligentNY
Jako wierny i uważny Czytelnik tego bloga, którym jak rozumiem Pan/Pani jest (i oby tak było dalej) mógł się Pan/Pani zorientować, że teksty w nim zamieszczane nie mają pretensji do głębokich analiz. I nigdy nie miały. Nie wiem więc co daje Panu/Pani asumpt do takiej oceny stanu mojej wiedzy i wykształcenia w dziedzinie ekonomii. To, że nie podzielam Pani/Pana poglądów? Ale cóż – to wolny kraj, internet jest cierpliwy, a podważanie kompetencji adwersarza jest starym jak świat elementem erystyki.
Ale dla jasności: ten blog zawiera jedynie moje wpisy na temat różnych zjawisk i aspektów codziennego życia w Ameryce. Często paradoksalnych, o czym traktują dwa ostatnie teksty. Tylko tyle i aż tyle. W internecie znajdzie Pan/Pani mnóstwo innych blogów zawierających prawdy objawione. U mnie Pan/Pani ich nie znajdzie. Jestem pełen pokory wobec stopnia skomplikowania tego świata.
@NewBorn. Żeby było jasne: wpisy do blogów redaktorzy Ndz zamieszczają za darmo. I robią to dla przyjemności. Choć czasami biorąc pod uwagę obraźliwe komentarze pojawiające się pod tymi tekstami, jest to przyjemność granicząca z masochizmem.
Ależ panie Tomaszu ![]()
Gdybym była, to bym była INteligentNA a nie INteligentNY, zatem pańska rozterka odnośnie mojej płci jest z logicznego punktu widzenia niedorzeczna. Ale Palikot… znaczy pal licho!
Absolutnie nie miałem zamiaru podważać pańskich kompetencji, tudzież oceniać stanu pańskiej wiedzy i wykształcenia w jakiejkolwiek dziedzinie. Po prostu nie odpisał mi pan w poprzednim odcinku bloga na zadane przeze mnie pytanie, więc postnowiłem nieco sprowokować (pierwsza część mojej wypowiedzi powyżej do momentu
) po czym przeszedłem do meritum, wyrażając mój własny pogląd o tragicznej sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Ameryka.
I tylko przy okazji panie Tomaszu, delikatnie zasugerowałem, że może pan śmiało pisać, iż w Ameryce dzieje się źle, bo wielu z nas i tak o tym wie a ja, jako czytelnik tego (i nie tylko tego) bloga, zauważyłem, że pańska neutralność i zachowawczość w ocenie sytuacji, coraz częściej spotyka się tu z konstruktywną krytyką.
P.S.
Element erystyki?
Ależ ja nawet nie widzę między nami sporu :D
Niech sie Pani tak nie denerwuje, wszak mlodzi jakos pojawili sie na tym swiecie - domyslam sie, ze z tych starych.. nieprawdaz?
A skoro “starzy” maja tyle forsy to i “mlodzi” sie na tym pozywia..
Ja sie tylko zastanawiam, czy te “47 wiecej dorobku” starych to nie oznacza po prostu, ze maja oni jaki taki dach nad glowa, troche zywnosci w piwnicy, troche drewna uskladanego za domem i zapalki w reku, aby nie skonczyc jak “dziewczynka z zapalkami”..
Problem polega na tym, ze “starzy” pracowali na owo “bogactwo” przez cale zycie, mlodzi chca miec ZARAZ, JUZ. Jak mi powiedzial pewien mlodzien: “Co mi po dobrym samochodzie jak bede staym prykiem. Ja chce meic dobry samocchod teraz, zeby korzystaz z zycia”. No i wlasnie - cale owo “bogactwo” to stary samochod i dach nad glowa. Oraz 401(k) na ktore odkladalo sie przez 50 lat
A emerytura? Place kupe pieneidzy na Social Security. Gdy przejde na emeryture, bede dostawal mieiecznie tyle ile teraz zarabiam w 3 dni. I to jest maksymalna stawka
@mamula66
Jest oczywistym, ze mlodzi chca rzeczy jak najszybciej, a starzy sa zwykle juz dorobieni, ja tylko kwestionowalem co te “47” razy wiecej znaczy,bo np. “stary z kontem, na ktorym ma minus 1000 dolarow” jest 47 lepszy od kogos kto skonczyl studia i ma minus 47 tysiecy dlugu..
Wszystko to statystyki i nic wiecej..jednakze konsumpcjonizm robi swoje - ot kazdy mlody chce iPhona i inne gadzety, ktore dla starszych po prostu do niczego nie sa potrzebne. Coz dawniej wiekszy nacisk kladziona na to “kim jestes, a nie ile masz”, dzisiaj jednak coraz bardziej mierza cie pod katem “ile masz” - jakim modelem samochodu jezdzisz czy jak wersje iPhona nosisz w kieszeni..dziwic sie wiec, ze haslo “mlodym sie nalezy” jest takie popularne, ze niektorzy ,niestety jak czesto czytamy o tragediach, biora “sprawy w swoje rece - czyli mlotek , siekierke - i juz dostali od starych forse, bez czekania”..
Niestety, ma Pan racje. Koncepcja ze aby cos miec tzreba na to zapracowac wydale sie wedle uwazania mlodziezy koncepcja “wapniakow”. Nalezy miec JUZ. Skad? No tym juz mlodziez nie mowi. Inny mlodzian deklarowal mi ostatnio ze “nie chce zyc w kraju w ktorym dom tzreba splacac przez 30 lat”. Pytany o to w jaki inny sposob moglby wejsc w posiadanie domu, nie potrafil niestety dac odpowiedzi.
Kogo winic? Wydaje sie ze nasz system edukacyjny, rodzicow i media. Oni wlasnie taki model wykreowali.
@mamula66
Ja bym poszedl nieco dalej i powiedzial ogolnie “kredyt”.
Widzi Pani jak mialem kilka lat to widzialem jak moja matka siedziala i podliczala, kazdego dnia ile wydala w sklepie na zywnosc itp. Bylo oczywistym, ze jesli czegos nie wypracowalismy to tego nie mamy, nie stac nas na to, czy cos innego. Bankierzy podrzucili nam slowo - wytrych “kredyt”, nie martw sie kupuj, posiadaj, uzywaj i kiedys tam splacisz..wszak bedziesz zawsze mlody, zdrowy, bedziesz mial najlepsze pomysly na swiecie, “you ca do it”, a jak nie wyjdzie to zawsze mozesz zostac modelem, idolem itp. tylko brac i nie zastanawiac sie ile przyjdzie za to zaplacic. Jak widac mamy wiec mlodych, ktorzy patrza na dom z 3ma samochodami przed nim i mowia sobie, kiedy do cholerki ja sie tego dorobie? Z drugiej strony czesto okazuje sie, ze i dom i samochody wszystko na kredyt i drobne problemy zdrowotne i juz wlasciciel odpada z “wyscigu szczurow”
Jak widac wiec mamy kryzys mlodego pokolenia, ktorzy chca oczywiscie wiecej niz ich rodzice, znajomi, z drugiej strony nikt nie ma odwagi im powiedziec, ze czas zakasac rekawy i wziasc sie do roboty.. z drugiej strony do jakiej roboty? przeciez tej tez nie ma..dopelnia to tylko goryczy, bo okazuje sie, ze nie zawsze “you can do it”..
Ma Pan racje, niestety. Moj mlody kuzyn, dorabiajacy to tu to tam, wlasnie “zmaxowal” swoja karte kredytowa - ktorej jako osobnik bez stalego zatrudnienia nigdy nie powinien dostac, a jezeli juz to nei z takim limitem. Niestety, banki daja na lewo i na prawo, na zasadzie ze “to nie ich problem”. Przekonuje sie wszystkich o “American Dream” i o tym ze facio zarabiajacy 30 tysiecy rocznie moze wiac na kredyt dom warty pol miliona.
Ja spedzilem dosyc duzo czasu w amerykanskim systemie edukacji. Mowi sie studentom za nauka ma byc przyjemna, ze nauka ma byc rozrywka, ze nauka ma byc latwa, ze kazdy moze byc Einsteinem jezeli tylko bedzie chcial, ze kazdy jast tak samo “rowny” jak inni - tylko nie o tym ze nauka to jest przede wszystkim praca. Utrwala sie pogaldy ze jak student nie zaliczy przedmiotu to jest to wina profesora. Do tego stopnia ze studenci na maja oporow pzred wynajeciem adwokata i pojscia do sadu o niezaliczony przedmiot. Ekstremalny przypadek gdy student zastrzelil w sali wykaldowej mego wspojpracownika i przyjaciela - znanego profesora dosyc znanego uniwersytetu. Student nie zdal egzaminu
Gdy sie tak studentom i mlodziezy w ogole dostatecznie dlugo powmawia ze wszystko ljst latwe, bez pracy i wysilku, to potem mamy “oburzonych” pod Wall Street
Acha, i jescze.. ” i wziasc sie do roboty.. z drugiej strony do jakiej roboty? przeciez tej tez nie ma..”
Jest. Jest od cholery roboty dla ludzi z kwalifikacjami i chcacymi posiasc kwalifikacje potrzebne na rynku. Nie ma pracy dla magistrow “liberal arts”, communication, political science i gender studies.
Okoliczna prasa pisala o faciu ktory potrzebowal 20 osob kture dalyby sie przeszkolic w zakresie obslugi obrabiarek sterowanych numerycznie. Wymagania - matematyka na poziomie szkoly sredniej. Przesluchal 700 osob. Zatrudnil 5.
W zadnym systemie tak nie ma ze zatrudnia sie niezaleznie od kwalifikacji i potrzeb rynku. Mlodziez, zarowno w USA jak i w Polsce spodziewa sie ze Rzad zadekretuje utworzenie 5 tysiecy posad dla politologow. Posad kierowniczych, ze sluzbowym samochodem i sluzbowa komorka. I tez nikt nie ma odwagi wytlumaczyc “oburzonym” ze tak nigdy sie nie stanie
I jeszcze w sprawie “braku pracy”. Minute temu dostalem e-mail od HR ze poszukuje sie pracownikow. Jezeli znajde kogos i ow ktos przepracuje 3 miesiace, dostana 2 tysiece “bonus” (To dotyczy tylko niektorych pozycji),. Co najmniej 1/3 to pozycje dla “interns” czyli osob bez doswiadczenia. Interns zatrudnie sie “with option to hire”. Tyle tylko, ze to w 90% maja byc inzynierowie…
@mamula66
Oczywiscie jak sama Pani pisze praca jest tam, gdzie zwykle studia kosztowaly sporo wysilku, czyli np. inzynierow, lekarzy. Podaje Pani przyklad odnosnie obslugi obrabiarek sterowanych numerycznie, prosze Pani, tu ludzie po studiach mieliby problem z ich obsluga. Wielu tutejszych tzw. wyzszych uczelni nie dorownuje nawet starym 5-cio letnim technikow w Polsce, gdzie ludzie szli nie marnujac czasu na licea. Po 5 latach (zwykle 3 lata nauki, 2 laty praktyki) byli juz specjalistami w swojej pracy. Tutaj ludzi na studiach zacheca sie do pracy w McDonaldzie - bo to dobrze wyglada na “resume”. Zupelna paranoja..jakby obracanie plackow mialo cos wspolnego z praktykami studenckimi w kierunku zawodowym. Ciekawym tylko jest, ze choc podobno wszyscy o tym wiedza, to np. stypendia dawane sa osobom na “liberal arts” na kierunkach tzw. “niezdecydowanych” za posiadanie 3.5 GPA. a inzynier , ktory uczy sie od switu do nocy i udaje mu sie zdobyc po trudach 2.7 GPA jest odrzucany bo nie ma tak jak wszyscy 3.5 GPA. Zupelny brak wyobrazni i zrozumienia, ze studia techniczne kosztuja o wiele, wiecej wysilku. Po co wiec niby sie tam uczyc , skoro mozna miec 3.5 GPA, zobywac stypendium, rodzice chwala sie zdolnymi dziecmi, tylko po studiach spotykaja sie z realnym swiatem i okazuje sie , ze maja reke w nocniku..
Panie Tomaszu, prosze sie nie zniechecac ta licha odplata jaka Pan i inni autorzy blogow tu od czytelnikow otrzymuja i dalej podsuwac tematy do dyskusji - im bardziej kontrowersyjne tym lepiej. What does not kill you will make make you stronger.
A ekonomia nie bez kozery nazywana jest “the dismal science”. W odroznieniu od nauk empirycznych, w ekonomii nie da sie roztrzygac hipotez metoda eksperymentu (komunisci probowali). Ekonomiczne eksperymentowanie na ludziach jest nieetyczne, a eksperymentowanie na myszach moze dac wyniki niekoniecznie wazne dla gatunku homo sapiens. Dlatego ja jestem raczej zwolennikiem nieingerencji rzadow w procesy ekonomiczne. Przez pewien czas wierzono Keynesowi i probowano stosowac antycykliczny interwencjonizm panstwowy ale wyniki byly (i sa nadal, jak dowodzi kompletna nieskutecznosc ostatniego stymulusa za $800 miliardow) oplakane. Ricardo udowodnil nawet dlaczego tak sie dzieje. Pozostaje nam wiec czysto spekulacyjne filozofowanie.
Wszystkim biadającym nad upadkiem do Ameryki polecam powrót do Europy na najbliższych kilka lata. Tam będzie się im na pewno lepiej żyło. Zwłaszcza na południu.
Krajem przyszłości są Chiny, ale na razie nie przyjmują masowo emigrantów ani z Europy ani z Ameryki, niestety. No i z wolnością słowa jest tam coś nie tak… W każdym razie warto poduczyć się ich języka. Tylko który k…wa dialekt wybrać: kantoński, czy mandaryński?
@Sceptyczny
Nie sadze, aby trzeba sie gdziekolwiek ruszac, “chinszczyzna” jest juz wszedzie,
Ameryka predzej czy pozniej bedzie sprzedawac swoja ziemie za dlugi, a Europa ich tez wpuszcza, a zatem po co sie fatygowac i jezdzic tam za Wielki Mur?
Robotnikow tam u nich dostatek po co mieliby sie wysilac i sluchac naszej “lamanej chinszczyzny”?
Zgadzam się z tą opinią. Pokolenie wyżu demograficznego może wkrótce sterroryzować Amerykę. Dlatego też reformy systemu emerytalnego wypadałoby przeprowadzić jeszcze przed wejściem w wiek poprodukcyjny większości roczników 1946-64. Jak to jednak zrobić, gdy Kongres i Biały Dom szachują się nawzajem a sztuka budowania kompromisu politycznego praktycznie jest w zaniku? Odpowiedź na to pytanie warta jest naszej emerytury.
... że pozwolę sobie się wtrącić w dyskusję...
Jak to zrobić?
A zebrać się w parę milionów, uzbroić po zęby i rozpieprzyć syjonistyczne towarzystwo wzajemnej adoracji w Waszyngtonie (najpierw) i reszcie kraju (później). Wybrać do rządzenia krajem patriotów amerykańskich (a nie izraelskich!!) i nie tylko reformy systemu emerytalnego, ale i w innych sektorach naprawiłyby sytuację “wyżu demograficznego” (...)
Ma Pan na mysli zaprowadzenie bolszewizmu? Bolszewizm jst dla mlodych bardzo atrakcyjny. Proponuje wycieczke pod Wall Street
Chyba nie zrozumiałaś mamula, co miałem na myśli powyżej. Zwalczanie doktryny syjonistycznej to wręcz walka z bolszewizmem, który wcale nie jest dla młodych atrakcyjny.
Na Wall Street się nie wybieram. Całe to “occupy” jest podstępną fałszywką (tylko znów nie pomyl, że mam na myśli, że wszyscy popierający occupy to podstawieni aktorzy).
Jaka reforma systemu emerytalnego? Ma Pan na mysl chyba paradygmat “starych do gazu”. Czy Pan wie w jakiej wysokosci sa emerytury? Moja kuzynka, po calkiem dobrych zarobkach pzrez 40 lat dostaje 700 dolarow miesiecznie. I placi od tego podatek. Zabrac emerytom ubezpieczenie? Wie Pan ile kosztuje pojscie do lekarza i powiedzenie mu “dzien dobry?>