Statystyki pokazują, że w miesiącach kurczenia się gospodarki – między grudniem 2007 roku a czerwcem 2009 roku – gospodarka zlikwidowała aż 7,5 miliona miejsc pracy. Aż 70 procent z nich zajmowali mężczyźni. Ekonomiści ukuli wręcz określenie "mancession", czyli recesję dotykającą przede wszystkim przedstawicieli płci brzydszej. Doszło do tego, że w październiku 2009 roku liczba pracujących kobiet i mężczyzn niemal się zrównała – panie stanowiły już 49,99 proc. wszystkich zatrudnionych. Był to nie tylko historyczny rekord – definitywnie walił się w gruzy tradycyjny model amerykańskiego gospodarstwa domowego, w którym to mężczyzna zarabia na życie, a kobieta zajmuje się wychowaniem dzieci.
Wyjaśnienie przyczyn takiego stanu rzeczy nie wymaga doktoratu z ekonomii. Recesja najmocniej dotknęła dwa sektory zdominowane przez mężczyzn – budownictwo, przemysł oraz usługi finansowe. To tam zwalniano najwięcej. Poza tym kobiety stanowiły większość w sektorze publicznym (57 proc.), a tam zabrano się na dobre za zwalnianie już po zakończeniu recesji.
Dziś mężczyźni przejmują aż dwie trzecie nowych miejsc pracy tworzonych przez amerykańską gospodarkę. Ponieważ sektor finansów ciągle zwalnia, a budownictwo kuleje, panowie zaczęli szturmować także zawody dotychczas zdominowane przez kobiety. Coraz więcej panów znajduje zajęcie w handlu i na niższych stanowiskach służby zdrowia. Proces ten trwa od kilku miesięcy i teraz to panie zaczęły bić na alarm. Bo na rynku pracy ciągle jest ciężko. Mimo że oficjalnie bezrobocie osiągnęło poziom z początku 2008 roku – 8,3 proc., kiedy kadencję zaczynał prezydent Barack Obama, to przecież miliony ludzi w ogóle wycofało się z rynku pracy. Między grudniem 2011 roku a styczniem 2012 liczba Amerykanów, którzy stracili prawa do zasiłków dla bezrobotnych wzrosła o 1,2 miliona. W całej gospodarce zatrudnionych jest, wliczając wojsko, 63,7 proc. osób w wieku produkcyjnym. Do normalności więc wciąż daleko, a panom bardzo trudno będzie odzyskać pozycję sprzed wielkiego kryzysu. Choćby tylko dlatego, że kobiety stanowią obecnie większość na kampusach college'ów. Częściej także od panów zdobywają zaawansowane tytuły naukowe. Powrót testosteronu łatwy więc nie będzie. A jeśli nawet my panowie wrócimy wszyscy do pracy, to po wielkim kryzysie znacznie wzrosło prawdopodobieństwo, że naszym przełożonym będzie kobieta. Ale chyba o to chodzi w walce o równouprawnienie, nieprawdaż?
Ta…..polprawda znow. Mezczyzn zwalniano bo na identycznym stanowisku kobieta zarabiala 20% mniej niz facet I prosze mi tu nie gadac o rownouprawnieniu. W sumie tak powinno byc- jedna wygrana w sadzie przez “przesladowana” pania ktora szef zlapal za dupe I srednia sie wyrownuje, bo pani skolekcjonuje 10 mln. W jednej wyplacie. A teraz co, szum znowu? Ze niby faceci biora damskie prace? I co z tego, amerykanskie chlopobaby niech cicho siedza, same walczyly o to przez dziesiatki lat. Wiec na rusztowania, traktory, do broni, do hut !
Einstein i Kopernik były kobietami. Curie-Skłodowska też.