Pierwszą pozycją na mojej liście programów do obejrzenia było słynne "Saturday Night Live". SNL to już chyba program-instytucja. Wśród komików i aktorów, którzy karierę zaczynali od występów w SNL, są takie sławy, jak Eddie Murphy, Chevy Chase, Dan Aykroyd, Bill Murray czy John Belushi. Program, co tydzień prowadzony przez jakąś gwiazdę, składa się ze skeczy parodiujących polityków, aktorów, muzyków czy inne sławne osoby i wydarzenia z ostatnich dni. I tu zaczyna się problem, bo wiele skeczy dotyczy raczej wydarzeń pokazywanych przez poprzedni tydzień w telewizji. Więc jak ktoś nie ma telewizora, to czasem nie do końca łapie, o co chodzi (internet nie zawsze wystarcza). Tym razem jednak miałam szczęście, bo parodiowano występ Madonny na Super Bowl i to, że M.I.A pokazała wtedy środkowy palec (szokujące!), co oglądałam w ramach eksperymentu "Nowa na Super Bowl", więc wszystko było dla mnie jasne. Zobaczymy, jak będzie za tydzień. Oglądanie telewizji, nawet komediowego show, nie jest jednak moją ulubioną rozrywką w sobotni wieczór, więc być może następnego odcinka wcale nie obejrzę.
Kolejnym programem, który udało mi się zobaczyć, było rozdanie nagród Grammy, poprzedzone obszerną relacją z czerwonego dywanu skupiającą się głównie na tym, kto przyszedł w sukni jakiego projektanta. Jako że wiadomością dnia była śmierć Whitney Houston, pseudozatroskani prezenterzy, opowiadając o sukniach, gwiazdach i nominacjach, starali się nie brzmieć zbyt wesoło i co jakiś czas robili smutną minę i wtrącali, że Whitney była prawdziwą ikoną muzyki pop/soul/ r'n'b (do wyboru, by się nie powtarzać). Sama ceremonia nie była zbyt ciekawa, choć sześć nagród zdobyła Adele, której kibicowałam i która jest miłą odtrutką na plastikowe, wychudzone gwiazdki ze sztucznym biustem. Jak dla mnie, na gali za dużo było muzyki i wykonawców country, których nie znam (znowu brak telewizora) i nie lubię (to już kwestia gustu). No ale country to przecież typowo amerykańska muzyka, więc nie powinno dziwić, że jest obecna na rozdaniu najważniejszych nagród w branży. A to, że ja jej nie lubię, to chyba tylko mój problem.
Co do innych kanałów (ponad tysiąc!), to żadnych rewelacji nie znalazłam. Seriale, wiadomości, programy plotkarskie, kulinarne, sportowe przerywane reklamami "dietetycznej" czekolady, niskokalorycznych czipsów i majonezu bez tłuszczu. No tak, według amerykańskiej telewizji lepiej zjeść coś w wersji "odchudzonej", niż nie jeść tego wcale. Producent przecież musi zarobić.
Za to nigdy nie zrozumiem, dlaczego zarabiają, i to takie pieniądze, osoby typu Kim Kardashian i jej siostry, Snooki i reszta tytanów intelektu z "Jersey Shore" oraz wszelkie inne "prawdziwe żony" Nowego Jorku, Beverly Hills, Brighton Beach, żony mafii, koszykarzy, kominiarzy i nie wiadomo kogo jeszcze. Tego naprawdę nie da się oglądać. Próbowałam, ale wytrzymałam minutę, no, może dwie. Czy tu chodzi o to, że widzowie lubią oglądać ludzi głupszych od siebie? A może bogatszych? Ładniejszych? Ani to śmieszne, ani ciekawe, a na pewno żałosne, żenujące i potwornie nudne.
I tak na przełączaniu kanałów zleciał mi prawie cały dzień. Nic nie przeczytałam, nigdzie nie poszłam, nic nowego nie zobaczyłam. Dosyć tego! Chowam pilota. Życie bez telewizora jest o wiele ciekawsze
Gratuluje zmyslu obserwacyjnego. Ale tak jak w Nowym Jorku nie wystarczy byc pzrez rok zeby byc Nowojorczykiem, tak “klikanie” przez caly dzien nie wystarczy zeby znalezc w TV ciekawe programy. Ja na moim kablu mam:
1, TCM - Turner Classic Movies. Dostepne w dwoch postaciach: jako “channel” z reklamami, oraz kanal 400 na “free movies on demand”. Calkiem porzadne filmy z “klasyki”, wlasnie ogladam “Solaris” Tarkowskiego wedle Lema, a calkiem niedawno byly “Rzymskie wakacje”. Bez reklam. Informacje na TCM.com
2. Kanal 400 - “free movies on demand” - miedzy innymi filmy z Sundance Festival
3. PBS - Public Broadcasting Service - PBS.org. Kupa interesujacych programow naukowych, historycznych, muzycznych, kulturalnych itede. Tzreba tylko pojsc na ich strone webowa i zobaczyc co i kiedy
4. History Channel www.history.com Nie bede pisal o czym, bo tytul mowi sam za siebie.
Oprocz tego, juz nie bawiac sie w szczegoly: The Learning Channel, Discovery Channel, Military Channel, National Geographic Channel, Travel Channel, International CNN news… Co by tam jeszcze….
No i oprocz tego platne “movies on demand”. Za mniej wiecej 4 dolce mozna “wypozyczyc” film na 24 godziny. Pokazuja sie nowosci kinowe bardzo szybko, na ogol szybciej niz DVD. Bez reklam, oczywicie, Sporo kanalow “on demand” bezplatnych. W tych starsze filmy, ale porzadne.
Neistety, aby z kultury korzystac, tzreba wykazac troche wysilku i inicjatywy. I zainteresowania. Samo “klikanie” nie wystarczy
Kapitalny artykul Kasiu! Pewnie moja opinia na temat amerykanskiej telewizji bedzie blizsza niz reszta “blogowcow.” Poniewaz 3 lata temu pozbylam sie telewizora i wlasciwie nie bylabym pewnie w stanie nawet poslugiwac sie pilotem z tysiacami guzikow, jakos nie czuje sie gorzej z tego powodu. Goraco polecam probe nie wlanczania telewizji przez chocby 1 tydzien i sprawdzic co wlasciwie daje nam mozliwosc rozrywki. Oczywiscie czytanie artykulow i wybranych blogow na internecie sa w moim grafiku, ale moj czas stal sie bezcenny i wlasciwie kazda chwile spedzam z rodzina, znajomymi, na zaglebianu sie w kulturze i udzielaniu sie w swoim miescie Denver. Oczywiscie nie namawiam do zmian w zyciu i bycia samaratyninem, ale wydaje mi sie, ze powrocilam na ziemie i ponownie cieszyc sie moge z prostosci kazdego dnia a nie kto bedzie wybrany nastepna gwiazda, ile kalorii straci ktos przechodzac na specjalna diete. Ogladaj jesli musisz, ale czasem postaraj sie wyjsc do kafejki i porozmawiaj z obca osoba na temat chocby pogody.
” Oczywiscie czytanie artykulow i wybranych blogow na internecie sa w moim grafiku”
A ksiazki Pani czyta? Jezeli tak, to polecan bestseller:
The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains, Nicholas Carr
oraz te
The Cult of the Amateur: How blogs, MySpace, YouTube, and the rest of today’s user-generated media are destroying our economy, our culture, and our values,
Andrew Keen
Do listy przydaloby sie dodac Animal Planet. Ale i tak topowy jest TCM