Nie ma chyba jednak lepszego przykładu firmy, w której brak odwagi i innowacyjności doprowadził do katastrofy niż Eastman Kodak. W ubiegłym tygodniu spółka wystąpiła o ochronę przed wierzycielami i jeśli nawet wyjdzie z bankructwa będzie tylko cieniem tego, czym była w przeszłości.
A jest co wspominać. Większość z nas pamięta świetnie czasy Kodak należał do najlepiej rozpoznawalnych marek na świecie. Żółte pudełka z filmami można było kupić niemal w każdy zakątku świata, choć zdobycie ich w PRL graniczyło z cudem. W Ameryce było jeszcze lepiej. Kodak oznaczał po prostu fotografię – fotografia to był Kodak.
Przyszła jednak fotografia cyfrowa. Któregoś roku gazety poinformowały, że sprzedaż aparatów cyfrowych po raz pierwszy w historii przekroczyła sprzedaż tradycyjnych. To był zwiastun końca. Dziś tradycyjnych filmów używają tylko bardzo ubodzy, hobbiści, albo profesjonaliści – ci ostatni zresztą i tak robią głównie w "cyfrze". Klisza to technologia retro. Fotografować może dziś każdy bez konieczności żmudnego wywoływania zdjęć. Domowe drukarki i komputery przejęły funkcje chemicznych kąpieli. Kamery wideo – najpierw VHS potem "cyfrówki" zastąpiły też amatorski film. Ciągle jeszcze mówi się ma okazję do zrobienia ładnego, niepowtarzalnego i pamiątkowego zdjęcia "Kodak moment", ale jest to już tylko wspomnienie świetności.
Kodak upadł, bo zbyt długo opierał biznes na sprzedaży konwencjonalnych materiałów światłoczułych. Mimo, że dyrektorzy z dumą podkreślali, że firma wydaje wiele na badania i rozwój, ten model biznesu prowadził do nieuchronnej zguby. Kodak produkował tanie aparaty fotograficzne, ale zarabiał na ich wyposażeniu – filmach, odczynnikach, papierze fotograficznym…. Ten mechanizm uparcie starano się utrzymać już w czasie cyfrowej rewolucji.
Ale zwiastuny kryzysu pojawiły się wcześniej. Zaczęło się o kseroksu, czyli technologii umożliwiającej zrobienie błyskawicznej fotografii. Kodak sam miał wiele patentów (w tym dotyczących fotografii cyfrowej), ale nie potrafił wcielić ich w życie i upowszechnić. Była też ekspansja Fuji, japońskiego konkurenta, który odegrał na rynku fotografii podobną rolę, co Toyota wobec aut Wielkiej Trójki. Mimo że dla Kodaka pracowało wielu naukowców na uniwersytetach wokół Rochester, NY, gdzie firma ma swoją centralę, proces umierania firmy zaczął się na długo przed fotografią cyfrową.
Teraz spółkę czeka wielka wyprzedaż – właśnie patentów, które ciągle są jej własnością. Ich wartość może sięgnąć nawet 3 miliardów dolarów. Jak na ironię to właśnie naukowcy Kodaka skonstruowali w 1976 roku pierwszy aparat cyfrowy, a dziesięć lat później pierwszy sensor megapikseli. Ale szefowie spółki nie byli sobie w stanie wyobrazić, że kiedykolwiek w przyszłości będzie można masowo rejestrować obraz na innym nośniku niż błona fotograficza.
Jeśli Kodakowi się nie powiedzie, przejdzie do historii amerykańskiego biznesu, tak jak zrobił to Standard Oil, czy PanAm. Dla uczniów szkół biznesu będzie sztandarowym przykładem braku wyobraźni swoich własnych dyrektorów. Czasami bowiem jedyną przyszłością znajdującej się w stanie pozornego rozkwitu spółki jest trafne przewidzenie przyszłych trendów i przewrócenie do góry nogami całej struktury biznesu. I nie można wierzyć bezkrytycznie w to, że konsument będzie wiecznie przywiązany do ukochanej, "amerykańskiej" marki. General Motors, Ford i Chrysler też przerobiły tę lekcję boleśnie na własnej skórze.
Jeden z amerykańskich komentatorów słusznie zauważył, że tak naprawdę tym, co Kodak sprzedawał Amerykanom nie były wyłącznie filmy i papier fotograficzny. To był kawałek ich życia – wspomnienia i rodzinne historie milionów ludzi. Ten moment jednak minął bezpowrotnie. Nowy Kodak – jeśli w ogóle przetrwa – nie ma już żadnych szans powrotu do swojej poprzedniej potęgi. Fotografia przecież nie umarła. W którymś momencie pękła jednak niewidzialna nić łącząca pamięć Amerykanów z jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie.
America tez przegapila w latach 1980’s (wyznaczony nawet przez Reagana) termin przejscia na uklad metryczny SI ..... czy zmiany napiecia pradu elektrycznego z 110V na 220V (250v).... i juz nawet za to zaplacila….
... Pamietam jak w 1989 jadac do Polski kupilem sobie 2 pilarki elektryczne Skills .... zwykle, amatorskie, nawet lozysk nie mialy tylko tuleje….. kupilem je na Greenpoincie (bodajze Green’s Hardware) za jakiejsc 130$ za sztuke, bo byly na 220V….. (na 110V kosztowaly 70-80$).....
I tymi 2 pilami zdudowano caly duzy dom (kilkadziesiat m3 pocietego drewna, desek, kilka ton pocietych pretow zbrojeniowych)..... i te pily, choc juz wyesploatowane ciagle sa sprawne…. .
..... Ale Ameryka oddala Skill’a Holendrom i dzis Skill to taki dziadowski amatorski Bosch….
Gdyby Ameryka miala wizje to mogla narzedziami zawalic cala Europe, bo byly tansze i lepsze…. ale dzis to nawet Stanley robi reczne narzedzia w Brazylii czy Chinach….
Byc moze z punktu widzenia srubokreta i mlotka USA nie wyglada “impressive”, ale patrzac z perspektywy mojej, czyli inzyniera elektronika, nie mam powodow do kompleksow - poczynajac od 19 wieku az do dzis, 99% wszystkich innowacji w tej dziedzinei powstalo w USA, niekoniecznie glowami rdzennych Amerykanow, ale za amerykanskie pieniadze i w amerykanskich laboratoriach. Wdrozone potem i produkowane przez amerykanski przemysl. Mimo 110 V i nie-metrycznego systemu
Zgadzam sie calkowicie z Panem Mamula.
Kodak nie mial dobrego wyjscia. Byl firma branzy chemicznej bo produkowal celuloidowe klisze pokryte wartstwa swiatloczulej emulsji. Przestawienie sie na produkcje urzadzen elektronicznych, ktorych wytwarzanie przenoszono do Azji nie bylo takie proste. Podobnie bylo z producentami mechanicznych maszyn do pisania, ktorzy poczatkowo probowali przestawic sie na drukarki komputerowe, a w koncu zwineli interes bo nowsze generacje drukarek to zupelnie inna technologia. Kodak zreszta twardo walczyl probujac swych sil w nowych dziedzinach gdzie jednak jako nowy gracz mial slaba pozycje. Wskrzeszanie trupa czesto nie ma ekonomicznego sensu.
To nie chodzi o dobre wyjscie, bo przeciez jesli jest mozliwosc ekspansji czy wejsciem z czyms nowym to bogata korporacja moze zakupowac nowe firmy i tworzyc oddzialy, czy to w Azji, Europie czy u siebie na rodzimym podworku(przyklad GE). Kiepski leadership ludzi ktorzy uznaja tylko status -quo ( nie tylko w polityce) powoduje upadek, czy chocby utrate konkurencyjnosci wielkich firm.Strach przed czyms nowym innym i skupienie sie tylko na wypychaniu kabzy top managementu to sa przyczyny kleski. To ludzie z MBA dyktuja warunki w byc albo nie byc przemyslu, a nie inzynierowie od STEM-u .
tak na marginesie amerykanskiej produktywnosci, konkurencyjnosci etc.
Dosyc dokladne objasnienie dlaczego Applie nie moze (a nie “nie chce”) produkowac iPhone i iPada w USA i dlaczego raczczej nigdy nie bedzie. Miedzy innymi dlatego (o czym nie pisza w artykule explicite) ze tylko 5% abslowentow szkol szrednich studiuje w USA inzynierie, a w Chinach 60%
@mamula66
Nie drogi Pani, to nie (tylko) konspiracja Busha - to tzw. “wolny kapitalistyczny rynek” ktory szuka najtanszej sily roboczej - a ze ja dzisiaj znajduje w Azji, w Afryce..to generalnie po co jest ksztalcic wlasne kadry? .. wszak inwestycja w zastepy ludzi po STEM to spore wydatki, a tu mozna miec te setki tysiecy po prostu “gotowych, za darmo” bez nawet jednego dolara wydanego na ich wyszkolenie..czyz to nie jest w sumie raj?.. klopot tylko pozostaje czym zajac tych mlodych..
Panie/Pani nemo, jezeli mlodzi nei zajme sie SOBA, to nikt sie nimi nie zajmie. Nikt ich nei odwodzi od studiowania STEM, im sie NIE CHCE studiowac STEM. Co Panu/Pani mowie jako byly profesor Electrical Engineering na dwoch calkiem niezlych uniwersytetach amerykanskich, w ktorej to chlubnej rol ispedzilem kilkanascie lat. Do studiowanei STEM tzreba meic zdolnosci i checi. O ile zdolnosci sa poniekad wrodzone, to checi sa sprawa osobnicza. Po jaka cholere meczyc sie 5 lat w jakisch laboratoriach po to zeby potem zasuwac w fabryce, skoro mozna meic pzrez czas studiow fun a potem prace przy biurku. Z bonusem pol miliona rocznie.
O potem mozna sobie poprotestwoac na Wall Street.
Jakos mlodziezy chinskiej loco USA sie chce. Czy moze Pan objasnic dlaczego Chinczykom z Noewgo Jorku sie chce a Amerykanom z Noewgo Jorku sie nei chce?
A jak idzie o pieneidze podatnika… Z pieneidzy podatnika ksztalci sie inzynierow chinskich. Bo Amerykanom nie chce sie byc inzynierami. To zajecie dobre dla choloty. Oni beda studiwoac “biznes”.
@mamula66
A prosze mi powiedziec kto zrobil, ze “fun za biurkiem”, “business” - to przelewanie “pustych pieniedzy” i spekulacje (Wall Street) jest wazniejsze niz ksztalcenie mlodych ludzi w STEM? Przeciez mlodzi ludzie wybieraja to co daje im najwieksze zarobki - czyz nie jest to idea kapitalizmu? Jak Pan mysli kto wprowadzil do ich umyslow zasade “inwestuj, spekuluj” to wiecej osiagniesz w zyciu niz uczac sie po 40-60 tygodniowo na kierunkach STEM.
Prosze Pana, liczenie, ze to tylko “nawiedzeni” zapalency zasila kierunki STEM, sa nieco naiwne. Ja tez mialem sie okazje przyjrzec - z punktu widzenia samego siebie i takze rodzica, ile wysilku kosztuje skonczenie takiego kierunku STEM, uczac sie ciezko i majac np. ponizej 3 GPA i nie majac generalnie szansy na zadne stypendium, w czasie gdy studenci jak juz pisalem kierunkow “ile mrowek na dup.. grzebiecie slonia” maja srednie pozwalajace np. na uzyskiwanie stypendiow, tzw. fun na studiach, po ktorych laduja jak sam Pan mowi za biurkami “i ciagle maja fun”..
Jak juz wpomnialem nie raz, to powinna byc rozmyslna polityka panstwa, ktora tez pomaga, wspiera i czesciowo nagradza wybrane kierunki jak STEM.. wtedy ludzie moze czesciej by sie zastanawiali czy warto poswiecac 4-5 lat ciezko studiujac, aby cos miec, niz wpajac spoleczenstwu, ze Azja wszystko wyprodukuje, wy zas jestescie stworzeni do spoleczenstwa tzw. “serwis” w ktorym sie juz nic nie produkuje, tylko pracuje jako kelner, albo tzw. “medical assistent”, albo sekretarka, a tak na prawde to inwestuj i spekuluj na rynku, pracuj w banku, tworzac puste “kredyty”, “pusty pieniadz” , bo z tego bedziesz mial wiecej korzysci..
Jako nauczyciel, profesor (a tez mialem troche z tym doswiadczenia, choc nieco w mniejszej skali) wie Pan dobrze, ze nie ma studentow “ktorym sie nie chce”, sa studenci, ktorzy sa po prostu “malo motywowani” do pracy czy boja sie wysilku ktory przed nimi, czy nie widza, az tak wielkich zyskow wynikajacych ze zdobycia tej wiedzy? Bo co ja mam sam powiedziedziec dzisiaj sam mlodemu czlowiekowi ktory chce studiowac STEM? ze czlowiek np. z 25-30 doswiadczeniem w jego kierunku nie zarabia te 100tys dolarow? bo obecnie jest tysiace inzynierow takich jak on w Chinach, ktorzy chetnie popracuja za te glupie 10tys na rok?
Pozostaje wiec tzw. “business” lub spekulajca - zawsze wieksze nieco szanse..przestaje sie wiec dziwic mlodemu pokoleniu , ze wybiera co wybiera - ono widzi po starszym, ze nie warto ciezko harowac.. skoro i tak przyjda Chinczycy czy Hindusi i beda pracowali taniej..
Niestety, Panie nemo, myli sie Pan gleboko, ale nie wydaje mi sie aby to bylo wlasciwe miejsce na dalsza a glebsza dyskusje. Wypada tylko dodac, ze nei ma Pan razji ze nie ma studentow ktorym “sie nei chce”. Wiekszosci studentow sie nei chce, a przez studia chca pzrejsc minimalnym wysilkiem, siegajac po oszustwa jak trzeba. Acha… zapomnialem doodac ze chinskim studentom sie chce.
A ingerencja Panstwa w planowanie? Owszem. Mielismy. W Polsce. PZPR ustalal ilu studentow bedzie studiwoalo co. I gdzie potem beda pracowac. Malo sie sptrawdzilo, wie Pan…
@mamula66
Bede konczyl prosze Pan, bo nie sadze aby nasza rozmowa cos nowego przynosila. W kazdym jest czesc prawdy i w tym, ze studentom sie “nie chce”, jak i w tym, ze tym zwolnionym setkom tysiecy (czy powiedzmy milionow) Amerykanow, ktorzy kiedys pracowali wytwarzali produkty, a teraz chodza po zasilki i kosic trawe w miejscach gdzie jeszcze staly fabryki - tez sie “nie chce pracowac”.
Jest takie powiedzienie “nowa generacja bedzie taka, jak ich wychowamy” i to jest powiedzenie do tych ktorzy maja obecnie wladze, ktorzy maja doswiadczenie i moga je przekazac nowemu pokoleniu- moim pytaniem bylo - jakie doswiadczenie obecnie przekazuja ludzie wladzy nowemu pokoleniu? jak powiedzialem wczesniej - “inwestuj, spekuluj” ? Co przekazuja zwolnieni z pracy rodzice, technicy, czesto inzynierowie po wielu latach trudnych studiow i pracy? , ze praca jest w Chinach? Co maja powiedziec informatycy pracujacy wiele lat i dostajacy kazdego roku obnizki plac, bo zawsze znajda Hindusa ktory bedzie pracowal za pol stawki?
Co maja wiec powiedziec rodzice swoim dzieciom? jak im wytlumaczyc, ze warto inwestowac w STEM? skoro po takich kierunkach tez mozesz szybko zostac “bezrobotnym” bo jakis CEO postanowi zaoszczedzic i wyslac produkcje do Chin.
Prosze Pana ja nie mowie o przydzialach - ile i gdzie kto ma studiowac, ja mowie o tym co wielu prostych ludzi mieszkajacych w Ameryce mowi gdzie sa wyroby “made in America” - a w domysle “gdzie sa nasze miejsca pracy”?
Nie kazdy prosze Pana - a juz na pewno coraz mniejsza grupa ludzi ma tzw. inwestycje - kupila sobie iles tam akcji na rynku i “odcina kupony”
..ot taki sobie chocby Romney - potencjalny przyszly prezydent - ktory zapewniam Pana nie jest i nigdy nie bedzie zainteresowany jakimikolwiek studentami w STEM na wlasnym podworku - bo po co? aby poprzez domaganie sie godziwej zaplaty za prace, podnosili mu koszta w firmie i obnizali mu zyski..
To tacy ludzie obecnie daja przyklad jak “bez wysilku” mozna sie latwo dorobic, to oni pokazuja mlodemu pokoleniu, ze “inwestycje, spekulacje” sa wazniejsze i bardziej korzystne niz ciezka praca inzyniera.. to wlasnie podobni jemu ludzie pokazuja , ze mozna miec “fun za biurkiem” i milionowe bonusy, nigdy nie brudzac sobie rak tzw” uczciwa praca”..
nemo: “trudnych studiow i pracy? , ze praca jest w Chinach? Co maja powiedziec informatycy pracujacy wiele lat i dostajacy kazdego roku obnizki plac, bo zawsze znajda Hindusa ktory bedzie pracowal za pol stawki?”
Niestety, myli sie Pan. Akurat mam na te sprawe poglad, bo “robie w informatyce”. Hindusow zatrudnia sie nei dlatego ze Hindusi kosztuja taniej niz Amerykanie. Zatrudnia sie Hindusow dlatego ze Amerykanow nie ma. A Hindusi, zwlaszcza konsultanci potrafia zaspiewac takie stawki ze Panu by oko zbielalo gdyby Pan uslyszal. I dostaja je.
Teraz wszyscy maja zajoba na punkcie “green” i “eco”. Zeby cokolwiek zbudowac, tzreba pzredstawic dokument zwany “ecological impact analysis”. Nie ma go kto robic. Konsultanci spiewana po 500 dolcow za godzine. Piecset dolcow za godzine. Mysli Pan ze mlodz pcha sie na Environmental Science? Merde. Znajoma panienka gdy jej to proponowalem, popatrzala na program - chemia, biologia, fizyka, matematyka… Nieee… Poszla na biznes. Hindusow do tego sie nei zatrudni a i do Indii wyeksportowac sie nie da. Potrzebni sa na miejscu.
To samo z gazem naturalnym. Wielki rozwoj w tym kraju. Energia przyszlosci. Potzreba inzynierow - do budowy rurociagow, badan geologicznych, badan srodowiska i zarzadzania systemami przesylowymi. Wiem cos o tym, bo gazem (mimo zem elektryk) zajomwalem sie cos ze 20 pare lat. W Polsce i tutaj. Pzrecietny wiek inzyniera z tej branzy to 55 lat. Znow, Hindusami sie tego nie popedzi a wyeksportowac tez sie nei da. A inzyneirow nie ma. Nokomu sie nei chce studiowc. Po co studiowac takie trudne dziedziny? Wie Pan jak trudny jest pzredmiot “fluid mechanics”? Lepiej postudiowac politologie. Zawsze w razie czego pozostaje park pod Wall Street i NAM SIE NALEZY. Nalezy, bo skonczylismy WYZSZE STUDIA.
A tak na marginesie, rzeczywiscie, to nei jest najlepsze forum i chyba do niczego nei dojdziemy
Natomiast zgadzam sie z Panem w sprawie “percepcji” i promocji. Media nei promuja inzyniera czy naukowca, no chyba ze on jest nienormalny, bije zone, jest szpiegiem lub morderca. Kiedy ostatnio widzial Pan film promujacy naukowca czy inzyniera, tylko z tego powodu ze posuwaja swiat do prozdu? Mlodziez klasyfikwoana do kategorii “geek” czy “nerd” jest izolowana spolecznie i cieszy sie ogolna pogarda rowneisnikow. Prolecam znakomita kslazke Paula Grahama “Painters and Hackers” gdzie jest obszerny esej na ten temat.
Zawod inzyniera i naukowca byl szanowany, a bycie jednum z nich darzone szacunkiem gdy Ameryka dostala w dupe - gdy Sowiety wypuscily Sputnika. Ale potem jakos przeszlo. Niedawno zmarj Steve Jobs - zaloba narodowa - UMARL GENIUSZ!. Tego samego tygodnia umarlo dwoch PRAWDZIWYC Hgeniuszy - Denis Ritchie - wteorca jezyka C bez ktorego Steve Jobs by nawet nei zapiszczal, oraz John McCarthy, tworca podwalin informatyki, bez ktorych tez Jobsa by nie bylo. I co? I nic. Merde. Media sie nawet nei zajaknely
Prawda jest to ca Pan pisze ze bez reklamy i propagandy mlodzi ludzie wyobrazaja sobie ze jak zostana inzynirami to beda do konca zycia wkrecac srubli na tasmie montazowej Forda. I nei wiedza ze na tasmie montazowej Forda, srubki whrecane sa od lat przez roboty. Ale kto ma o tym mlodiezy powiedziec?...
@mamula66
Pisze Pan “Ale kto ma o tym mlodziezy powiedziec?...”
Drogi Panie, jak juz powiedzialem wczesniej, my starsi mamy obowiazek to powiedziec.. a tym bardziej ludzie wybrani jako tzw. “ojcowie tego narodu” rzad , ktory powinien miec wizje na nastepne 10-20 lat, co ten narod, cale spoleczenstwo ma robic..
Ja nie mowie o komunizmie, ja nie mowie o socjalizmie, ja mowie o prostej odpowiedzialnosci - starsze pokolonie - mlode pokolenie, nie widze nawet checi podejmowania tego tematu poza haslami “mlodzi to warholy wszystko chca za darmo”, “starsi to te 1% bogaczy” - to nic dobrego nie wrozy..Ja powiem jeszcze raz i wyraznie obarczam cala wine za brak sensownej polityki glownie rzadz, kongres, ktory dba tylko o swoje prywatne zyski, nie zas o narod, o nowe pokolenia. Mnie nie obchodzi czy ktos jest demokrata, republikanin, mnie interesuje tylko co bedziesz robil jutro, aby ten amerykanski kraj jego nowe pokolenia mialy szanse na normalne godziwe zycie.. jedyne co slysze to albo “dajmy im zasilki - ze strony Obamy”, albo “niech sobie kupia akcje ” ze strony republikanow….
Tak na marginesie - pracuje z Hindusami juz od kilkunastu lat, jeszcze nie spotkalem takiego, ktoremu podalbym reke i powiedzial “jestes madry”.. to sa przypadkowi ludzie po kursach bez zadnego kregoslupa “matematycznego”, z nimi , to nawet nie mam ochoty pasac krow.. mowilem wiele razy swoim managerom jak zaczelo sie to “outsourcing” - po jakims czasie nie poznacie na czym polega dobra robota od normalnego dziadowstwa.. po prostu bedziecie otoczeni dziadowstwem wiec nie bedziecie mieli zadnego porownania.. to jest to co moge obserwowac dzisiaj..
Kodak nie jest jedyna firma, ktora przegapila moment pojawienia sie nowej technologii. Wszystko wskazuje na to, ze prasa oraz koncerny rozrywkowo-medialne tez przegapily moment pojawienia sie internetu. I nie wiadomo jeszcze czy nie podziala losu Kodaka.
A żeby Pan wiedział, że tak. Albo - prawie tak.
Już dzisiaj może Pan na youtube znaleźć całkiem sporo amatorsko kręconych komedii bardziej zabawnych od robionych w studiach filmowych. Grafika komputerowa pozwala na robienie scenografii tanim kosztem. Szybko okaże się, że istnieją niewielkie wytwórnie robiące całkiem niezłe filmy za budżet stanowiący jeden-dwa procent budżetu typowej hollywoodzkiej produkcji. Będą się obywać bez znanych aktorów - więc też na kosztach zaoszczędzą. A przyciągną ludzi mających oryginalne pomysły i w ten sposób wygrają z wielkimi wytwórniami.
Jeszcze nie. Ale to tylko kwestia czasu.
Niecha Pan zwroci uwage: gdy dawniej powstawały dzisiaj już kultowe filmy o Bolku i Lolku robiono je malując kolejne kadry na folii. Potrzebne było do tego całe studio i wielki zespół ludzi. (proszę policzyć nazwiska pod koniec odcinka!)
Dzisiaj żeby zrobic kolejny odcinek Bolka i Lolka potrzebne są już tylko dwie rzeczy: pomysł oraz pecet. Z tych dwóch rzeczy pomysł jest ważniejszy.
Gdybym tylko miał pomysł to przy pomocy komputerka, który stoi obok domowego ogniska w moim wigwamie mógłbym robić takie same kreskówki jak Nehrebecki pół wieku temu.
To że nie robię jest spowodowane brakiem pomysłu - a nie brakiem technologii.
Ale wśród tej masy ludzi używających dzisiaj techniki znajdzie się ktoś z pomysłem - i zrealizuje go. I nagle zobaczymy jakieś domowej roboty współczesne Bolki i Lolki lub coś w tym rodzaju a publiczność zacznie się nimi zachwycać odwracając od produktów wielkich wytwórni.
“”“America tez przegapila w latach 1980’s (wyznaczony nawet przez Reagana) termin przejscia na uklad metryczny SI ..... czy zmiany napiecia pradu elektrycznego z 110V na 220V (250v)....”“”
Biorac pod uwage, ze wiekszosc wynalazkow w zeszlym stuleciu dokonywana byla w Ameryca w amerykanskich laboratoriach i za amerykanskie pieniadze - to raczej reszta swiata powinna przejsc na amerykanski system miar i wag i przyjac jako standard napiecie 110 V.
To nie o wynalazki a o ekonomie chodzi….. z amerykanskich wynalazkow pol swiata produkuje (z licencja lub bez) tansze produkty…... Amerykanie wymyslili Internet, ktory dzis dla Ameryki jest wiekszym zagrozeniem od reszty swiata, bo dzieki niemu e-produkty uciekaja z e-magazynu bezplatnie… tak jak uciekaja miejsca pracy….
..... gdyby Ameryka byla w stanie w tym 1989 sprzedawac do Europy swoje pilarki (na 220V) za cene 70-80$ to rynek narzedzi w Europie bylby jej ... a nie jak dzis niemiecki, japonski (zwykle made in China)....
Panie, co Pan z tymi pilarkami… A jakby mlotki spzredawali to by dopiero byla potega… Dzisiaj swiat jakby nie na mlotku i pilarce sie opiera. Nie negujac waznosci tychze. Mikroprocesorow jakos poza Ameryka sie nie robi, na przykald…