Administracja Baracka Obamy uruchomiła właśnie program Entrepreneurs in Residence, który ma pomóc w usprawnieniu procedur imigracyjnych poprzez zapoznanie się z opiniami przedsiębiorców-imigrantów na ten temat. To jednak tylko jeden z półśrodków. Szef United States Citizenship and Immigration Services (USCIS) Alejandro Mayorkas przyznaje jednak, że sam ma związane ręce – uchwalonych przed laty przez Kongres limitów wiz nie da się przeskoczyć bez kolejnych ustaw. Tych jednak nie da się w obecnej sytuacji politycznej uchwalić. Głosy pracodawców (głównie sympatyzujących z republikanami) zostaną bowiem zagłuszone przez krzyki populistów, często też o prawicowych, "herbacianych" korzeniach o zabieraniu miejsc pracy uczciwym Amerykanom. W rezultacie ciągle jest niemożliwe przyjęcie racjonalnego systemu promowania imigracji, na wzór choćby Kanady, przyznającej punkty kandydatom do przyjazdu do Kraju Klonowego Liścia za wykształcenie czy znajomość języków.
Na szali leży przyszłość Ameryki – jej zdolność do konkurowania z innymi tańszymi i dużo szybciej rozwijającymi się krajami Azji czy Ameryki Południowej. Jeśli z Doliny Krzemowej uciekną najlepsi programiści i wynalazcy, centrum innowacji w tym sektorze przeniesie się na drugą stronę Pacyfiku, gdzie ludzka praca jest dużo tańsza. Trzeba też znaleźć sposób na pełne włączenie do ekonomicznego obiegu nielegalnych imigrantów, zamiast spychać ich jeszcze głębiej w szarą strefę. Do czego prowadzi obecna polityka, można zobaczyć w Alabamie, Arizonie i Georgii, które postanowiły dokręcić śrubę nielegalnym imigrantom. Miejscowi farmerzy nie mogą tam zebrać wszystkich plonów z powodu braku legalnych pracowników.
Specjaliści od rynku zaawansowanych technologii alarmują, że coraz więcej urodzonych poza USA ludzi wraca do krajów urodzenia. Z dwóch powodów – coraz bardziej porównywalnych warunków życia oraz niemożności pozostania i pracy w Stanach Zjednoczonych na stałe. Ten brak perspektyw pozbawia Amerykę najbardziej utalentowanych ludzi. A to przecież imigranci byli przez dziesięciolecia motorem napędowym innowacyjności.
Obecnie zaledwie 5 procent zielonych kart przyznawanych jest w USA ludziom z powodu ich wysokich kwalifikacji (tzw. advanced degrees, czyli od amerykańskiego tytułu masters w górę) lub przedsiębiorcom, chcącym zainwestować w Ameryce pieniądze. To stanowczo za mało w kraju, który od dwóch wieków wciągał jak odkurzacz największe talenty, stwarzając możliwości robienia niebotycznych karier. Paradoks, którego populiści nie chcą lub może nie są w stanie zrozumieć, polega na tym, że aby tworzyć nowe miejsca pracy w tym kraju, trzeba do niego także wpuszczać imigrantów. Takich, którzy nie tylko wypełnią luki na amerykańskim rynku zatrudnienia, wykonując prace, których nikt inny nie chce się podjąć, ale również stworzą nowe miejsca pracy lub wymyślą, jak to zrobić.
“”” Specjaliści od rynku zaawansowanych technologii alarmują, że coraz więcej urodzonych poza USA ludzi wraca do krajów urodzenia. Z dwóch powodów – coraz bardziej porównywalnych warunków życia oraz niemożności pozostania i pracy w Stanach Zjednoczonych na stałe.”“”“
Niech Pan nie opowiada bzdur. Dla kogoś z zaawansowanym dyplomem i jakimikolwiek publikacjami naukowymi lub patentami zdobycie zielonej karty nie jest czymś beznadziejnie trudnym.
Po prostu wielu z tych “wybitnych specjalistów” o których Pan mówi wcale nie jest aż tak wybitnych.
Kiedy Ameryka wreszcie stanie sie normalnym krajem jak wiekszosc krajow w tej samej kategorii tzw “wysoce cywilizowanych”..... Kiedy Ameryka wreszcie zacznie uczciwie dbac o swoich juz udokumentowanch obywateli jak inne pansta to robia… wychowuja swoje nowe pokolenia od kolyski, zapewniaja rozsadne wyksztalcenie i opieke medyczna na przecietna kieszen…. a nie wyrywaja odchowane i wyksztalcone pokolenie z ubozszych krajow aby sobie zapewnic przyszlosc… przy odpowiednich warunkach przyrost naturalny radykalnie zmniejszylby potrzebe imigracji…. tylko ze to nie jest w amerykanskiej naturze…. wejsc do Amazonii, wyciac lasy a skutki pozostawic miejscowym…..
Oczywiscie wiekszosc tych krajow przyjmuje nowych imigrantow ale w ograniczonym wymiarze, placac niekiedy wysoka cene za wczesniejsza nonszalancje jak np niektore kraje Europy Zachodniej… czy USA w ogole miala kiedys jakas polityke imigracyjna na dluzsza mete…. najlepiej przyjac nowych, tanich nowych imigrantow a tym samym statkiem wywiezc bezrobotnych i nisko kwalifikowanych…. moze tym nowym, najlepiej tym niepismiennym, do prac ktorych nie chca wykonywac Amerykanie…uda sie wcisna te drewniane rudery po pol miliona za sztuke….
Panie Tomaszu dziekuje za extra komentarz dla Apacza.Bardzo dobry sposob .Przygotowalem material i bronie tego materialu.To jest nowosc i przyszlosc dla portali internetowych ktorzy tworza artykuly i potem razem rozszeraja dany material z inymi komentarzami==== Material ten pokazala lokalna TV Fox. Przyjechal majac 9 lat ale go dwa razy zlapali ze palil trawke to teraz czeka na deportacje. http://www.myfoxphilly.com/dpp/news/local_news/Deportation_Order_El_Salvador_Native_101411
Drogi Winnetou,
To, że nie wiemy czegoś o jakimś zjawisku niekoniecznie musi znaczyć, że ktoś inny opowiada bzdury. O problemie “reverse brain drain” pisze się w Ameryce już od wielu lat i to nie tylko na blogach. To zjawisko udokumentowane i znane wśród wszystkich, którzy zajmują się makroekonomią. Pozwolę sobie przytoczyć kilka linków – z Forbesa, Fundacji Kaufmana i Wikipedii. Trochę przypadkowych, bo jak już napisałem powyżej na ten temat są już dziesiątki publikacji.
Z wyrazami szacunku
TD
Linki:
http://www.forbes.com/sites/kauffman/2011/05/24/immigrant-entrepreneurs-returning-home-leave-gap-for-americans-to-fill/
http://en.wikipedia.org/wiki/Reverse_brain_drain
http://www.kauffman.org/research-and-policy/americas-loss-is-the-worlds-gain-americas-new-immigrant-entrepreneurs.aspx
Szanowny Panie,
Po pierwsze: popełnia Pan błąd, który już nieraz Pan robił w swojej publicystyce: cytuje Pan jakieś badania nie zastanawiając się że ktoś kto te opracowania robił, może mieć interes w tym aby ich wynik był taki jaki był.
Przemysł high tech od lat lobbuje za liberalizacją przepisów imigracyjnych - i ma w tym interes. Obniżenie poprzeczki przyt wydawaniu wiz dla specjalistów ma doprowadzić do obiżenia stawek. O to chodzi i dlatego do danych ze Forbesa należy podchodzić z odrobiną sceptycyzmu.
Po drugie, gdyby Pan przeczytał dane, które Pan cytuje to sam Pan by się zorientował, że wyglądają one niezbyt przekonywyująco. Dowiadujemy się z nich, że w roku 1992 do Meksyku powróciło aż 92 Meksykanów, którzy w USA ukończyli studia. W 1991 aż 257 a w 2002 aż 172. Jak sobie amerykańska nauka i gospodarka bez tych ludzi poradzi - to ja nie wiem.
I jeszcze jedno. Pisze Pan, że przepisy imigracyjne uniemożliwiają specjalistom podjęcie pracy w USA.
Niech Pan przestudiuje przepisy imigracyjne. http://www.uscis.gov/portal/site/uscis/menuitem.eb1d4c2a3e5b9ac89243c6a7543f6d1a/?vgnextoid=b9930b89284a3210VgnVCM100000b92ca60aRCRD&vgnextchannel=b9930b89284a3210VgnVCM100000b92ca60aRCRD
Te przepisy regulują kto może dostać zieloną kartę z racji bycia wybitnym uczonym lub specjalistą. Istnieje szereg warunków: kandydat musi mieć zaawansowany dyplom (magisterski lub doktorat), publikacje w czasopismach naukowych, być uznanym specjalistą w jakiejś dziedzinie, przedstawiać wyniki swoich badań na konferencjach naukowych, mieć jakieś patenty i tak dalej. Jest tych warunków dość dużo ale aby kwalifikować się na zieloną kartę wystarczy spełniać trzy. (Choć im więcej tym lepiej).
Co to oznacza w praktyce? Ano kandydat który w USA ukończył studia doktorancje za samo ich ukończenie ma zaliczony warunek pierwszy. Po drodze pewnie opublikował coś w prasie naukowej (warunek 2) oraz opowiadał o wynikach swojej pracy na jakiś konferencjach (warunek 3). Czyli “na dzień dobry” każdy kto kończy doktorat w USA spełnia minimum warunków aby zacząć starania o zieloną kartę.
Praktyka jest taka, że jeżeli tylko kandydat ma uniwersytet lub firmę gotową go zatrudnić to załatwienie papierów imigracyjnych jest formalnością.
To oczywiście dotyczy kandydatów starających się o zieloną kartę. Mniej wybitni mogą dostać wizy pracownicze H1B, z którymi jest wprawdzie kłopot bo istnieje roczny limit tych wiz - ale limit ten nie obejmuje uniwersytetów.
A oprócz tego są jeszcze wizy J, które nie podlegają żadnym limitom i są wystawione w zasadzie od ręki każdemu, kto potrafi udokumentować, że posiada uprawnionego pracodawcę gotowego go przyjąć.
Więc proszę nie opowiadać, że amerykański system imigracyjny jest “restrykcyjny” - bo nie jest. Ci, którzy są wybitni wizy bez problemu dostają.
Winnetou, nie masz pojacia o czym piszesz. Ja przeszedlem droge do green card z pozycji Visiting Professor i sciezka “wybitny uczony o miedzynarodowej reputacji” i zajelo mi to 5 lat miedolenia papierow, sprawdzania moich publikacji, wysylania listow za granice, oplacania prawnikow i tak dalej. Wiec mi nie opowiadaj glupot ze dostanie green kart jest jak splunac
Jak idzie o wize H1B w przemysle, poczytaj sobie ile jest rocznie wiz, ile jest chetnych i kiedy limit sie wyczerpuje. Jak rozneiz, jak dlugo mozna na tej wize byc, czy malzonka moze pracowac itede. Poczytaj sobie tez o “kwotach narodowych”
Zas wiza J1 jest do celow specjalnych a nie do pracy. O czym tez wiem, bo kiedys na wize J1 bylem.
Najgorzej jak sie wypowiadaja “specjalisci”
Jesli masz conajniej tytul magistra, nie wazne czy z twojej ojczyzny czy ze Stanow i znajdziesz pracodawce ktory cie bedzie sponsorowal, to caly proces do fizycznego dostania zielonej karty od momentu zlozenia ogloszen w mediach bedzie trwal do 1.5 roku( obecnie podania sa rozpatrywane na bierzaco) Musisz miec oczywiscie dobrego prawnika i calkwity koszt dojdzie do kilkunastu tys. dolarow.
Musisz byc wtedy legalnie wiec trzeba najpierw zlozyc na H1B.Do 2008 bylo ciezej bo ilosc ludzi doszla juz do 3 na 1 wize teraz ilosc podan nawet nie przekracza zalozonych 65 tys miejsc.Jesli masz magistra w Stanach to jestes w puli 20tys uprzywilejowanych wiec szanse sa jeszcze wieksze.