Tak jest w przypadku ostrych ustaw skierowanych przeciwko nielegalnym imigrantom w sześciu stanach Południa. Zamysł ustawodawców był prosty – zmuszenie nieudokumentowanych do opuszczenia stanu powinno zmniejszyć bezrobocie (miejsca pracy zajęliby legalni rezydenci) oraz odciążyć system oświatowy i opieki społecznej. Lokalna gospodarka, dotknięta takim samym kryzysem jak i inne części kraju, powinna ruszyć z miejsca. Teoretycznie – same zyski.
Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana. Najnowsze badania Center for Business & Economic Research przy University of Alabama dowodzą, że skutek dokręcania śruby nielegalnym jest dokładnie odwrotny – pisze prestiżowy "Bloomberg Businessweek". Według Samuela Addy'ego, dyrektora tego uniwersyteckiego centrum, bilans zysków i strat jest raczej niekorzystny. Uchwalona w ubiegłym roku ustawa HB 56, która weszła w życie we wrześniu ub.r., kosztować będzie Alabamę 70 tysięcy miejsc pracy rocznie. Gospodarkę stanu – aż 2,3 miliarda dolarów, a budżet stanu – co najmniej 57 milionów.
Skąd te wyliczenia? Najwięcej szkody dla lokalnego PKB wynika ze zmniejszonego popytu na dobra i usługi świadczone przez biznesy w Alabamie imigrantom – zarówno tym legalnym, jak i nielegalnym. Trzeba bowiem pamiętać, że antyimigracyjna nagonka skłania do exodusu nie tylko ludzi bez papierów – także legalnych członków ich rodzin oraz osoby, które po prostu nie chcą żyć w atmosferze zastraszenia. Addy przewiduje, że w wyniku HB 56 z pracy zrezygnuje (lub zostanie wyrzuconych) 40-80 tys. imigrantów, co w połączeniu z wytworzoną przez nich dziurą popytową spowoduje zniknięcie 70-140 tys. miejsc pracy netto.
Nielegalni imigranci w Alabamie zajmowali się zbiorem pomidorów, krojeniem na części kurczaków w zakładach miejskich czy patroszeniem ryb. Teraz pracodawcy mają problem z zapełnianiem dziur po ich odejściu. I to pomimo tego, że w stanie bezrobocie wynosi 8,1 proc. I – mimo gospodarczego ożywienia – w rolnictwie, budownictwie, przemyśle spożywczym i opiece nad ludźmi starszymi pracuje dziś w Alabamie mniej ludzi niż pół roku temu. A miało być tak pięknie.
Tym, którzy jeszcze niedawno byli pierwsi w antyimigracyjnej nagonce, dziś zaczynają iść po rozum do głowy. W Arizonie, gdzie w 2010 roku uchwalono prawo kryminalizujące nielegalny pobyt w stanie, przedstawiciele biznesu, organizacji społecznych i religijnych ogłosili wspólną deklarację zwracającą uwagę na dobroczynną rolę imigrantów dla lokalnej gospodarki. Wyrazili też sprzeciw wobec rozbijania rodzin i zaapelowali, aby problemy imigracyjne rozwiązywać na szczeblu federalnym, a nie lokalnym. Wśród przedstawicieli biznesu znaleźli się między innymi budowlańcy, związek farmerów oraz Greater Phoenix Economic Council. Arizona nie tylko ucierpiała z powodu odpływu nielegalnych imigrantów. Setki milionów dolarów kosztował ją bojkot po wprowadzeniu kontrowersyjnych ustaw. W stanowym Kongresie pojawiły się nowe antyimigracyjne projekty, ale tym razem trudno będzie znaleźć większość, która poprze takie rozwiązania. Podobna czkawka zaczyna odbijać się także legislatorom w innych stanach.
Uchwalając antyimigracyjne ustawy jakoś nikt nie pamiętał, że nielegalni imigranci to także konsumenci, a tym samym pełnoprawni uczestnicy gospodarczego krwiobiegu.
Myli sie Pan, Panie Redaktorze. “Srube” trzeba dokrecac tak dlugo dopoki rodowitym Amerykanom nie zechce sie zbierac pomidorow za cena oferowana nielagalnym. Mamy bowiem taka paradoksalna sytuacje ze “protestujacy” z Wall Street protestuja bo nie maja pracy, a w Alabamie nie ma komu zbierac pomidorow. Praca jest, telko raczek sie nie chce popaprac.
Podobnie zreszta w Polsce. Wszyscy placza nad “bezrobociem”, a do opieki domowej, sprzatania, remontow, budownictwa - zatrudnia sie Ukraincow. “Panom Szlachcie” sie NIE OPLACA.
Do wyliczen takich “Center for Research” trzeba podchodzic z ostroznoscia. Czesto jest to grupa kilku profesorow i graduate students, ktorzy pomijaja dane niepasujace do ich lewackiej ideologii, a podkrecajacych te “numerki”, ktore udowadniaja z gory przyjeta teze. Trzeba by przyjrzec sie danym zrodlowym i metodologii obliczen - co uwzgledniono, a co pominieto.
Przewaznie takie “Centers for Business Research” finasowane sa przez lokalne srodowiska biznesowe. W interesie srodowisk biznesu jest jak najwieksza imigracja nielegalna i legalna. Imigracja powieksza konkurencje na rynku pracy, a imigrant to pracownik pokorny i nadgorliwy. Dzieki temu wlasciciele biznesow moga obnizac place i wywalac z roboty kogo chca - na wolne miejsce pracy czeka przeciez armia chetnych imigrantow.
.
Hodowcy pomidorow z Alabamy zamiast zmniejszyc troche swoj zysk i podniesc place by przyciagnac bezrobotnych Amerykanow, wola jeczec do kamer, ze pouciekali im meksykanscy pol-niewolnicy. Niech uciekaja bo tylko dzieki temu place moze w koncu przestana spadac.
@Mezon. Myślenie, że podwyższenie stawek przy zbiorze plonów, albo w rzeźniach kurczaków spowoduje masowy napływ chętnych do pracy jest zwykłą naiwnością. Nikt poza imigrantami nie będzie tych prac wykonywać. Farmerzy nie mają zresztą wyjścia – jeśli zaczną płacić więcej, to ich produkcja albo będzie nieopłacalna, bo taniej będzie sprowadzać żywność z innych krajów, albo będą musieli podnieść ceny żywności, czyli wszyscy będziemy musieli płacić więcej.
Mezonie, jesteś zapewnie też imigrantem, więc skąd ta niechęć do nowo przybyłych, którzy przyjechali tu po tobie? Przecież każdy z nas pracował w tym kraju jak wariat tuż po przyjeździe do USA. Ale sytuacja, w której na rynku pracy jest więcej poszukujących zatrudnienia niż wolnych etatów jest chyba normalna w gospdoarce wolnorynkowej, nieprawdaż?
Metodologię wszystkich badań można oczywiście podważyć. Można też napisać, że Bloomberg Businessweek, który jako pierwszy te dane przytoczył to pismo wydawane przez wiadomo kogo, na zlecenie wiadomych sił. Nie zmieni to faktu, że Arizonie, Georgii, czy Alabamie część plonów pozostaje na polach, bo nie ma ich kto zebrać. Czy to normalna sytuacja?
Już o tym kiedyś pisałem, że argumenty “bez nielegalnych plony zostaną na polach” stanowi kropka w kropkę powtórkę argumentów obrońców niewolnictwa, że nie można uwolnić Murzynów bo kto będzie pracował na polach a jak plonów nie zbierzemy to wszyscy umrzemy z głodu.
Murzynów uwolniono. Plantatozt stanęli wobec wyboru: płacić pracownikom rolnym prawdziwe pensje lub zastępować ich maszynami. Wybrali to drugie. I w efekcie w drugiej połowie XIX wieku nastąpił kolosalny skok technologiczny. W 1860 farmerzy pola obrabiali mprzy pomocy koni i pracą rąk. 30 lat później normą były traktory o napędzie parowym i pierwsze kombajny.
Dokłądnie to samo jest porzebne teraz: gdy zostanie odcięty dopływ półdarmowej siły roboczej farmerzy będą jęczeć i protestowaqć. Nie należy im ustąpić. Jeżeli się nie ustąpi to za kilkanaście lat pomidory będą zbierane przez maszyny, które chodzą po polach, samodzielnie przy pomocy kamery rozpoznają pomidory dojrzałe od zielonych i je zrywają od razu sortując według wielkości.
(Przypominam, że maszyny do zbierania liści herbaty, sadzenia ryżu, zbierania orzechów włoskich itp istnieją już od dawna).
Alez ja nie wyrazam zadnej niecheci czy tez checi w stosunku do imigrantow tylko stwierdzam prosty ekonomiczny fakt, ze wieksza podaz sily roboczej obniza jej cene. Oczywiscie, ze gdyby nielegalni imigranci nagle znikneli to place poszlyby w gore, a przez to nieco wzrosly ceny zywnosci, koszty utrzymania trawnikow czy ceny posilkow w fast foodach. Za to poszlyby w dol lub przestaly rosnac lokalne podatki gdyz utrzymanie tej armii tanich robotnikow zwiazane jest z wielkimi wydatkami socjalnymi. Gnijace na polach pomidory to efekt chwilowy zwiazany z dostosowaniem sie do nowych regul gry.
Gdy wybuchla Wojna Secesyjna plantatorzy z Poludnia uzywali identycznych argumentow - bez niewolnictwa zawali sie gospodarka, bawelna zgnije na polach, wolni ludzie nie beda chcieli pracowac na polach albo bawelna podrozeje rujnujac przemysl tekstylny.
Ja jednak jestem przeciwny niewolnictwu i pol-niewolnictwu.
Hmm, no tak, bo Amerykanski przemysl bawelny jest numer 1 na swiecie, niesamowite pieniadze Ameryka z tego zarabia, wcale nie sa zmuszeni do importowania bawelny np. z Indii gdzie jest tania sila robocza….aaaaaaaaaa, czekaj, nie nie, zupelnie sie rozpadl po Wojnie Secesyjnej. Dobry przyklad..
Prawda jest taka ze Ameryka, jak i wiele innych panstw wlacznie z Polska, zawsze korzystala z immigrantow ktorzy sa gotowi do pracy - jakiejkolwiek pracy, oni zawsze podtrzymuja ekonomie. Jesli Ameryka sie od tego odwroci, a wielu w tym panstwie nie chca slyszec nawet o legalnej imigracji, to ich ekonomia sie zupelnie rozpadnie. Ludzie na zasilkach sie nie wybieraja w pola, trust!
Dokręcanie śruby zacznij od siebie…