Najpierw okazało się, że do Kongresu nie tak łatwo wejść, nawet jeśli jest się bardzo bogatym jak były dyrektor marketingu Google, Doug Edwards, dziedzic software’owej fortuny Farhad Ebrahimi i Edie Falco – gwiazda „Sopranos”. Strażnik wskazał plakietkę pierwszego z przybyłych „Milioner Patriota” i stwierdził ze znudzeniem: „Co to? Bo chyba nie identyfikator gościa.” Milionerzy musieli odstać swoje w kolejce po właściwe identyfikatory, potem poszło już łatwiej.
Spotkała się z nimi cała demokratyczna frakcja tak zwanej Superkomisji debatującej nad ratowaniem budżetu. Szef frakcji republikańskiej Grover Norquist odprawił milionerów poradą: „Jak chcecie płacić rządowi więcej niż jesteście winni, proszę najuprzejmiej. Wprowadzimy na formularzach dodatkową rubrykę jak ta na rachunkach z restauracji, gdzie wpisujecie napiwek.”
„Jeśli przy tym zadłużeniu państwa chcesz obniżać podatki, zrzeknij się obywatelstwa i jedź do Somali. Tam nikt ich nie płaci.” – odparł jeden z milionerów. „Co to było?” – spytał reporter AP opuszczających Kapitol starszych panów z aktówkami, laptopami i parasolami. „Podpucha dla mediów.” – wyjaśnił Guy Saperstein, prezes Sierra Club Foundation. Taka szczerość rzadko się zdarza w stolicy.
Nigdy nie myslalem, ze w w Ameryce bedzie sie robilo nagonke na dobrze zarabiajacych. No, ale jesli ma sie socjaliste/socjaldemokrate za prezydenta, ktory lubi bawic sie w Robin Hooda to nie ma sie co dziwic.
Zazdrosc, majatkowa rowniez, to najbardziej ohydna cecha charakteru, a chec sztucznego zrownania klas spolecznych, wynikajaca z zazdrosci klasowej, kosztowala ludzkosc miliony istnien w XX w. Wydaje sie, jakby lekcja minionego stulecia powoli odchodzila w zapomnienie.
Ponizszy link i znajdujaca sie w nim tabela pokazuja, ze top 1 proc. najlepiej zarabiajacych w USA placi obecnie 38 proc. podatkow federalnych, top 5 proc. - 58 proc. a top 10 proc. - prawie 70 proc. Bottom 50 proc. doklada niecale 3 proc. Wiem, ze zazdrosnych nie przekona fakt, ze bogaci placa swoja “fair share”, ale cyfry te warto znac.
http://www.financialsamurai.com/2011/04/12/how-much-money-do-the-top-income-earners-make-percent/
Nikt nie ma dobrego pomyslu co zrobic by stojace w miejscu od 40 lat place pracownikow slabo wykwalikowanych zaczely rosnac chocby w tempie w jakim przyrastal PKB. Dlatego szuka sie kozla ofiarnego i robi nagonke na 1%. Z drugiej strony wszyscy by sie bardzo chetnie w tym gornym 1% znalezli. Dlatego ta nagonka jest dosc niemrawa i rozdmuchiwana przez media.
Mlodziez zawsze sie buntowala i lubila szarpac z policja w/g zasady ze kto za mlodu nie byl socjalista ten na stare bedzie swinia. Ja juz sie przez ostatnie 20 lat martwilem, ze cos sie z ta mlodzieza dziwnego dzieje bo za bardzo zajeli sie konsumpcja i zabawa grami komputerowymi i telefonami komorkowymi, a na robienie rewolucji nie maja juz czasu ani energii.
Panie Nemo - statystyki sa po to, zeby sie z nich czegos nauczyc, nie ignorowac i zastepowac swoim opiniami.
50 proc. spoleczenstwa nie placi podatkow federalnych, bo rzad zwolnil ich z tego obowiazku, nie dlatego, ze ich “nie stac”. Rzad uwaza po prostu, iz to bogatsi powinni w nieproporcjonalny sposob dzwigac ciezar podatkowy na swoich barkach. Za to milionerom, czy innym dobrze zarabiajacym powinnismy byc wdzieczni, nie napadac na nich. Wiekszosc szpitali, muzeow, bibliotek w tym kraju powstalo z datkow bogatych. Mnie chodzi o to, zeby uznac ich wielka role w spoleczenstwie, a nie zazdroscic czy wieszac na nich psy.
Globalnie wszyscy mieszkajacy w USA sa w 1%. Nemo tez. Slabo wykwalifikowani rowniez. Najbiedniejsi w Ameryce maja sie materialnie znacznie lepiej niz 90 proc. ludnosci globu. Tak pisze Branko Milanovic w “Haves & Have-Nots: A Brief & Idiosyncratic History of Global Inequality”. Niestety, panie Nemo, na poparcie swych tez Milanovic podaje wiele statystyk i faktow, wiec prosze w ksiazke, bron Boze, nie zagladac.
@GeorgeWashington
“50% nie placi podatkow, bo rzad federalny ich zwolnil” - prosze Pana, “ich zwolnil”, bo gdyby placili podatki i ponosili koszta (rosnacego) codziennego zycia w pelnym wymiarze, to co miesiac musieliby stawac w kolejce po tzw. “food stamps”. Innymi slowy wszelki “zgarniety” podatek wrocilby do nich w formie “datkow”. Jak juz powiedzialem kiedys, winie za ta sytuacje nie 1% milionerow tylko polityke panstwa, ze zaprzestalo tworzenia lokalnej, powtorze wyraznie, “lokalnej” klasy sredniej, a zajelo sie tworzeniem “globalnej biedoty”. Jak ucza zasady fizyki - w naczyniach polaczonych plyny sie wyrownaja. Globalizacja jest takim “polaczeniem naczyn”,a zatem zgodnie z wszelkimi prawami, zarobki beda sie wyrownywac, powoli acz powoli zarobki Chinczykow i Amerykanow sie spotkaja.
Problem jest tylko, ze koszty zycia w Chinach sa ciagle mniejsze niz w Ameryce i 100 dolarow na miesiac dla 4-ro osobowej chinskiej rodziny, gdy w Ameryce 100 to moze wystarczy na 2-3 dni. Kazdy chyba widzi, ze koszty zycia nie maleja, a raczej wraz z inflacja rosna, kryzys “kredytowy”, gospodarczy, wieksze bezrobocie powoduje ze panstwo tylko musi doplacac do ludzi, gdy tymczasem ilosc tych co stac na odprowadzenie podatkow po prostu maleje.
Pisze Pan “najbiedniejsi w Ameryce maja materialnie lepiej niz 90% ludniosci”.
To sa znowu “naciagane statystyki”, ja pracujac w Polsce ladnych pare lat temu zarabialem 20 dolarow na miesiac, za 5 tysiecy mozna bylo wystawic dom.
Dzisiaj ludzie w Polsce maja po 1000-2000 dolarow na miesiac, czy to znaczy , ze zyje im sie 50-100 razy lepiej niz mi wiele lat temu? Bzdura. Oczywiscie Ameryka przoduje w ilosci iPodow/iPadow na glowe mieszkanca, ilosci samochodow itp. ale zapomina sie, ze poza wiekszymi miastami z dobra komunikacja, to bez samochodu nigdzie sie, nie udasz, nawet do sklepu, nie mowiac juz o pracy.
Przestanmy patrzec z pozycji “globalnej swiata” bo sa miejsca gdzie ludzie nie wiedza nawet co to takiego dolar i zyja duzo lepiej, bo maja to co im po prostu do zycia potrzeba - zywnosc, dach nad glowa. Mowmy o “lokalnej” sytuacji, a ona jest taka, ze np. koszty utrzymania sie, wychowania dzieci (tu sa najwieksze ulgi w podatkach, ale oczywiscie mozna wydac dekret, zeby nie miec dzieci) sa ogromne, juz nikogo nie dziwi np. rent za 2 pokojowe mieszkanie w Nowym Jorku, czy New Jersey liczone powyzej tysiaca dolarow, dlatego co mnie obchodzi, ze za podobne w jakims miejscu globu zaplaci sie 50 dolarow z pocalowaniem reki?
Jak juz wspomnialem, za taki stan przede wszystkim winie wladze panstwa.
Co do milionerow, to nie wrzucajmy ich wszystkich do jednego worka, jednakze budzic zdziwienie musza “rekordowe” zyski przedsiebiorstw w okresie kryzysu.. nic dziwnego, poruszaja sie teraz one po globalnej gospodarce zgodnie z zasada “minimalne koszta - najlepiej produkcja w Chinach” “maksymalny zysk - najlepiej sprzedac w Ameryce, bo ceny lokalne sa ciagle wysokie na te towary” , skoro bowiem np. wyprodukowali cos za 1 dolara, na co dotychczas potrzebowali 10, to zrozumiale, ze cena powinna spasc przynajmniej 5-8 razy. Nie przypominam sobie aby w czymkolwiek cos takiego nastapilo.
Jednym slowem Ameryka umozliwila i umozliwia bogacenie sie temu 1-10% bo korzystaja czesto (nie wszyscy oczywiscie) z wolnego handlu - globalizacji - a tym samym koszta tego wszystkiego ponosi panstwo, bo musi zapewniac jakie, takie zycie placac bezrobotnym (czy jak to inni nazywaja ich “darmozjadom”) zasilki. To ten stan odzwierciedla pojawiajace sie bardzo czesto stwierdzenie “biedni stali sie biedniejsi , a bogaci bogatsi”. A tak na marginesie, bogatsi oprocz tego , ze sa bogaci , to z reguly sa madrzejsi i najczesciej ustalaja tzw. “reguly gry”.
W kazdej wiekszej firmie, czy u bogatszego znajdziesz Pan sporo prawnikow/ksiegowych, ktorych jedyna praca jest wyszukiwanie “furtek/rajow” podatkowych, nie udawajmy, ze ida do kasy podatkowej i daja sie “strzyc jak owieczki”.
Slusznie Pan prawi, Panie Washington. Ja tam mysle, ze gdyby ten 1% najbardziej tworczych i produktywnych podatnikow z kraju wygonic albo wtracic do tiurmy, to po 10 latach poziom zycia pozostalych 99% bedzie tak niski jak w Zimbabwe. Czy da sie ich wiec ten 1% dalej hodowac ale mocniej skubac i doic? Pewnie sie da ale tylko odrobine (niech nikt nie mowi, ze nie jestem czlowiekiem kompromisu) bo progi podatkowe nawet dla upper-middle class nie sa niskie: dodajmy 35% podatku federalnego, 7% stanowego, podatek miejski no i bardzo wysokie podatki od nieruchomosci to okaze sie, ze polowa dochodu trafia do kasy publicznej. Tego co pobieraja jako FICA (15% dla samozatrudnionych) nie wliczam jako, ze jest to skladka na przyszla emeryture, ktora sie kiedys odbierze choc ze wzgledu na progresywny charakter Social Security, zamozniejsi odbiora sobie mniej niz wlozyli, a biedniejsi odwrotnie. N.b. zyski korporacyjne podatkowane sa w/g stawki 35% - najwyzszej w krajach rozwinietych. W dodatku te zyski opodatkowane sa dwukrotnie bo wyplacone jako dywidenda sa znowu oblozone indywidualnym podatkiem dochodowym.
Jeżeli ci milionerzy uważają, że płacą za małe podatki to jest na to proste rozwiązanie: mogą dobrowolnie zapłacić więcej. Należy wypisać na “US Treasury” i wysłać go na adres
Gifts to the United States
U.S. Department of the Treasury
Credit Accounting Branch
3700 East-West Highway, Room 622D
Hyattsville, MD 20782
Szczegóły można znaleźć tutaj:
http://www.fms.treas.gov/faq/moretopics_gifts.html
Jeżeli każdy z tych milionerów dobrowolnie zapłaci więcej wówczas ich wezwania do podniesienia im podatków będą przekonujące. A póki co to uważam, że chodzi im o to aby podatki podnieść - ale innym, a oni już mają swoje sposoby aby podwyżki obejść.
Howgh.
Panie Nemo - prosilbym o upraszczanie argumentow. Jestem prosty czlowiek i lubie proste argumenty. W zawilosciach sie gubie.
Co do nieublagalnego wyrownywania zarobkow Amerykanow i Chinczykow w przyszlosci, o ktorych pan pisze - w 1980 r. China’s per capita income wynosil $525 PPP (purchasing power parity uzywany jest do porownywania sily nabywczej obywateli roznych krajow). W tym samym roku US per capita income byl $25,500 PPP. Roznica - z grubsza $25,000 PPP. W 2010 r. te same proporcje wygladaly tak: Chiny - $5,050 PPP, USA - $42,000 PPP. Roznica - z grubsza 37,000. Pomimo fenomenalnego wzrostu gospodarczego Chin, roznica miedzy dwoma krajami powiekszyla sie o $12,000 PPP! Oblicza sie, ze jesli wzrost gospodarczy US bedzie wynosil rocznie tylko 1 proc., to Chiny musialyby rozwijac sie w tempie 8,6 proc. rocznie, by nie tracic dystansu. Innymi slowy, Chinczycy musza biegac znacznie szybciej niz Amerykanie, zeby byc w tym samym miejscu.
Powtarza pan za mediami “bogaci sa bogatsi, biedni biedniejsi”. Poza ludzmi chorymi psychicznie i patologicznie uzaleznionymi biednych w tradycyjnych sensie tego slowa w Ameryce juz nie ma. 99 proc. ma elektrycznosc, wode w kranie na zawolanie, toalety ze spluczka i lodowke. 95 proc. ma telewizory, 88 proc. telefon, 71 proc. samochod i 70 proc. klimatyzator. Nie mowiac o iPodach/iPadach. Najbogatszy czlowiek poczatku XIX w. w Ameryce - Cornelius Vanderbilt - nie mial zadnej w wymienionych przed chwila rzeczy. W 2011 nie ma ich przewazajaca wiekszosc ludzkosci.
W nastepnym wykladzie powiem panu na czym polega problem “biedy” w Ameryce.
@GeorgeWashington
Pisal pan ostatnio, ze woli statystyki niz przydlugie opisywania w ktorych sie pan nieco gubi.
Jak juz pisalem sa one po to by udowodnic z gory zakladane tezy i sluza specyficznym celom.
Podam wiec tylko dwie:
1) procent bezrobocia w Ameryce, gdzie mimo tego, ze kolejne setki tysiecy ludzi traci prace, pozostaje niezmienny - gdzie jest “haczyk”? zapewne pan wie, licza sie tylko ci co pobieraja zasilek, tym ktorym sie skonczyl nazywaja “nie chce im sie szukac roboty” wiec po co ich zliczac?
2) tzw. bazowy wskaznik inflacji, ktory nie uwzglednia dwoch rzeczy: zywnosci i energi..
Ten mi sie bardzo podoba bo w sumie mierzy inflacje w odniesieniu do “czystej - dealnej” gospodarki, a nie do inflacji odczuwanej w skali kraju/spoleczenstwa.
Zywnosc i energia sa to bowiem podstawowe rzeczy potrzebne czlowiekowi do przezycia, reszta to sa po prostu “gadzety”, ktore moge lub nie musze kupowac.
Nawet dzisiaj da sie wyzyc bez komputera w domu, jednakze bez energii elektrycznej i zywnosci byloby duzo, duzo trudniej..albo niemozliwe..
Panie W. ma Pan problem z procentem składanym. W roku 1980 Amerykanin był 50 razy zamozniejszy od Chinczyka a teraz jest 8 razy zamozniejszy. Jeśli różnica w tempie rozwoju tych krajów będzie wynosić 7pkt. % rocznie to co 7 lat poziom życia Chinczyka względem Amerykanina będzie się podwajal. Za 7 lat będzie 4 razy niższy, za 14 lat 2 razy niższy, a za 21 lat się zrówna. Poza tym ma Pan racje.
Sorry, że trochę nie na temat, ale ulubieniec zwolenników cięć podatkowych, Herman Cain poprosił właśnie Janet Neapolitano o zapewnienie mu ochrony Secret Service. Nie wyjaśnił oficjalnie czego się boi. Kandydatom na prezydenta przysługuje ochrona. Tyle, że Cain jest dopiero kandydatem na kandydata. Według nieoficjalnych informacji dostawał anonimy z pogróżkami, lecz to akurat w przypadku polityka nic nadzwyczajnego. Niewykluczone, że wykonał po prostu kolejny trick p.r.-owy. Oskarżenia o seksualne nękanie pracownic mu nie zaszkodziły, bo twardy elektorat uznał je za spisek liberałów i mediów. Zaszkodziła natomiast byłemu sprzedawcy pizzy ignorancja, którą wykazał w rozmowie o Libii. Usiłował co prawda wykorzystać tę ignorancję jako dowód, że nie jest zawodowym politykiem, tylko człowiekiem z zewnątrz, który żelazną miotłą wymiecie z Waszyngtonu darmozjadów, ale sondaże wskazują, że nawet Partia Herbaciana wolałaby Wodza Naczelnego, który wie co to Libia.
Panie Nemo, pozwolę sobie zacytować krótkie opowiadanie z mojego zbioru “Szkice glanem”. Myślę, że się Panu spodoba:
O GLOBALIZACJI
(List do Andrzeja Mosza)
Panie Andrzeju,
Jedni mówią, że globalizacja jest dobra.
Drudzy, że niedobra.
I komu wierzyć?
Mnie się wydaje, że dobra. No bo Chińczycy produkują różne rzeczy bardzo tanio i prawie wszystko można teraz kupić po 99 centów. Za 10 dolarów, na przykład, kupimy 10 towarów, które kiedyś kosztowały 50 dolarów!
Ale, powie Pan, Chińczycy produkują coraz więcej rzeczy, które produkowali Amerykanie, więc coraz więcej Amerykanów traci pracę.
To ja Panu powiem: utrata pracy, kiedy wszystko można kupić po 99 centów, nie jest taka zła jak dawniej. Zasiłek starcza nie tylko na chińskie jedzenie, ale też na ubranie i meble. To prawda, że z materiałów zastępczych, które szybciej się zużywają, ale jak zużyje się coś za 99 centów, nie ma problemu, żeby kupić nowe. A, powiedzmy, chińskie mięso z gumy starcza na dłużej niż zwyczajne, z białka, bo dłużej trzeba przeżuwać. Zaś ubranie z sitowia, buty z papieru, rowery z plastiku, telewizory z mchu, szafy ze styropianu i sprzęt AGD z korka wyglądają zupełnie jak prawdziwe. Wszystko po 99 centów albo najwyżej 1,49 dolara! Niedługo wszyscy w Ameryce będą mogli pójść na bezrobocie, pić całymi dniami chińskie piwo za 99 centów sześciopak, puszczać bańki mydlane o zachodzie słońca i tańczyć jak koniki polne, podczas gdy Chińczycy będą dniami i nocami wszystko za Amerykanów produkować jak mrówki.
Skąd wziąć pieniądze na zasiłki? Amerykańskie firmy, które eksportują produkcję do Chin, dalej płacą w Stanach podatki, więc budżet jakoś sobie poradzi. Zwłaszcza, że głowice jądrowe z gipsu i czołgi z tektury są znacznie tańsze od tych z plutonu i stali.
Firmom wystarczy pieniędzy na podatki, bo wyprodukowanie na przykład swetra z włókien bambusa za 99 centów kosztuje w Chinach 1 cent, więc zyski pozostaną rzędu 10 000 procent minus koszty transportu. Właściciele firm dalej będą się bogacić, a ponieważ właścicielami większości firm są akcjonariusze, czyli my - hurra! - to my będziemy się bogacić!
A jednocześnie oszczędzać! Kupując wszystko po 99 centów i biorąc zasiłki dla bezrobotnych. Boże, pozwól, byśmy z nadmiaru bogactwa nie zwariowali. Zapanuje powszechna szczęśliwość i renesans sztuki, bo wszyscy będą mogli zająć się twórczością, zamiast przyziemną robotą w fabryce czy biurze.
Znaczy, nie totalnie wszyscy. Na początku będą jeszcze trochę pracować urzędnicy w korporacjach, które eksportują miejsca pracy, a importują towary. Ale też długo nie popracują. Zastąpią ich chińskie komputery z gliny po 99 centów i chińskie roboty ze słomy za 1,49 dolara. Po jakimś czasie roboty sparcieją, komputery zwietrzeją i zostaną tylko prezesi, którzy wymrą ze starości.
Gdy wymrą prezesi, statki z pierza i samoloty z wapna będą jeszcze przez jakiś czas dowozić artykuły importowe, ale też się niedługo rozpadną. Za jakieś dwie godziny. Potem rozpadnie się wszystko, co przedtem przywiozły, i ludzkość wróci do korzeni.
Na Piątej Alei wesoło zamigoczą ogniska. Nie będzie prezydenta, Kongresu, Pentagonu, telewizji, wideo, Internetu, zatłoczonego metra, trujących fabryk, ryczących samochodów, terrorystów, pieniędzy. Zapanuje wiek złoty, powrót do natury i Eden.
O to przecież chodzi antyglobalistom, którzy są też zielonymi. Dlaczego więc rzucają kamieniami w policjantów (których też nie będzie, sorry - zapomniałem wymienić)?
Bo tylko udają antyglobalistów, a tak naprawdę chcą, żeby wszystko zostało po staremu. Wcale nie podoba im się powrót do natury, chamom jednym!
@Piotr Milewski
Widzi Pan , ja jestem nieco tradycjonalista, obserwuje swiat z pozycji wielu lat przezytych w Polsce, jak i wielu lat spedzonych w Ameryce, mam wiec pewne porownanie swiatow. Na dodatek robie sie nieco starszy, a wiec nabieram nieco dystansu do rzeczy tego swiata, dziwie sie tylko ludziom, ktrorzy z zamknietymi oczami wybieraja czy to “globalizacje”, czy “kapitalizm” tylko na zasadzie, ze komuizm, socjalizm okazal sie byc niedobrym. Kiedy jestesmy zdrowi to chcemy “kapitalizmu” bo wierzymy, ze sie dorobimy milionow, kiedy dopadnie nas chroniczna choroba to automatycznie chcemy opieki panstwa tzw. “socjalizmu”. bo nie stac nas przeciez na leki na raka tych “glupich” kilku tysiecy miesiecznie.. chcemy, aby ktos nam pomogl, a nie mowil “wiesz w kapitalizmie w takim wypadku to idziesz na brzeg urwiska i nie potrzebujesz pieniedzy na zadne leczenie”. W kazdym spoleczenstwie jest pula ludzi, ktorym panstwo musi pomagac i wspierac, bo sami sobie nie daja rady, do tego dochodzi pula ludzi , ktorzy “zeruja” na pomocy panstwa, jak i pula ludzi , ktorzy po prostu zostali wyrzuceni poza nawias z racji np. starty pracy spowodowanej czy to celowa, czy bledna polityka danego przedsiebiorstwa, panstwa.
Jednym slowem generalnie w panstwie jest zwykle iles tam milionow ludzi, ktorzy nie produkuja, a na ktorych trzeba po prostu wykladac pieniadze.
Te pieniadze oczywiscie musza sie znalesc, normalnie sciagane z tzw. “zdrowej czesci” spoleczenstwa, mlodych zaradnych, sredniej lub dobrze zasobnej klasy.
Pisze Pan “utrata pracy nie jak taka zla jak dawniej, kiedy wszystko mozna kupic po 99 centow” - drogi Panie nic bardziej mylnego. Praca - i tu pozwole sobie tylko przypomniec mysli JPII - “Praca ma dopomagać człowiekowi do tego, aby stawiał się lepszym duchowo dojrzalszym, aby mógł spełnić swoje powołanie.” - praca jest nie tylko po to, aby postawic chleb na stole, praca jest niezbedna, aby czlowiek poczul sie POTRZEBNY w zyciu, biorac zasilek po prostu czuje sie jak niepotrzebny smiec (nie mowie tu o tych co z zasilku zrobili sobie glowne zrodlo utrzymania).Praca bowiem daje nadzieje, na lepszy zarobek, daje nadzieje na spelnianie marzen, natomiast wegetacja na zasilku po prostu pozwala na przezycie kolejnego dnia. To prawda co Pan pisze, ze akcjonariusze firm czuja sie bogaci majac za “roboli” chinczykow, zgarniajac dywidendy i liczac ile tam zarobili na kontach. Pytanie pozostaje jednak jak dlugo beda sie jeszcze tym cieszyc?
Wszak gdyby juz dzisiaj urealnic kurs chinskiej waluty do dolara, to okazaloby sie , ze ceny w Walmart poszlyby okolo 100% w gore. Czy ludzie sa przygotowani na to? Gdzie wtedy podzialy sie te towary za 99 centow?
Jak na razie wszystko sie trzyma na zasadzie “tanich towarow z Chin”, ale przeciez tanie towary z Chin nie oznaczaja, tanszej opieki medycznej w amerykanskim szpitali, tanszej elektrycznosci, tanszej benzyny , tanszej zywnosci , tanszych studiow, tanich domow itp. czyli tzw. kosztow zycia.
Na dodatek oczywistym jest ,ze te “tansze towary” beda po prostu robic sie drozsze, jak tylko bedzie rosla inflacja, rosla placa w Chinach, co bylo tansze to bylo, teraz moze byc tylko drozsze..
To jest po prostu zludne, firmy zamiast inwestowac w swoich ludzi, szukac rozwiazan na swoim lokalnym rynku , poszly w tzw. globalizacje, ktora nie jest niczym innym jak za naszych “dobrych czasow” - kupujesz jeansy w Peweksie i sprzedajesz je na Ukrainie za 5 zlotych obraczek..po prostu roznica swiatow, roznica kosztow zycia i zarobkow..
Moznaby o tym wiele pisac, ja tylko powtorze , ze zyjemy “lokalnie”, a nie “globalnie”, bo te 100 tys dolarow na rok w Ameryce zarobione na 4-ro osobowa rodzine , to takie tam srednie zycie, te same 100 tys przeniesione do Polski, daloby wielu ludziom “zawrot glowy”, nie te sa jednak warunki, nie te koszty zycia.
Konczac podam tylko przyklad, jak latwo jest zniszczyc ustalone zasady zycia “lokalnego” - znany polski film Konopielka..
Mnie wierzyć, mnie! Handel, w tym międzynarodowy (aka globalizacja) jest dobry bo podnosi ogólny dobrobyt. Ameryka ma dość zamknięta gospodarkę bo import to tylko ok. 10% PKB i niemal całkiem rownowazony jest eksportem (8% PKB). 70% ekonomii związane jest z usługami gdzie konkurencja zagraniczna jest żadna bo przecież do fryzjera do Chin nie pojadę. Antyglobalisci obszczekuja wiec niewłaściwe drzewo.
Problemy Ameryki zaczęły się w roku 1965 gdy zmieniono ustawę imigracyjna z kwotowej faworyzujacej
Europę na sponsorowanie rodzinne korzystne dla krajów 3-go swiata gdzie rodziny są bardzo liczne. Naplynelo 40 milionów niewyksztalconych robotników (plus 12 milionów nielegalnych) co wywarlo ogromna presję na płace pchajac je w dół. Ameryka porzuciła anglosaski fundament, na którym zbudowała swój dobrobyt, a zaczęła stawać się demograficznie krajem 3-go swiata.
A skoro już tak sobie wyliczamy, to jeśli chodzi o 999, Panie Washington, ponadpartyjny think tank The Tax Policy Institute utworzony przez centrowy Urban Institute i konserwatywno-centrowy Brookings Institution, wyliczył, że projekt zwiększyłby podatki płacone przez 84 procent amerykańskich gospodarstw domowych. W przypadku najuboższych, zarabiających 10 do 20 tysięcy dolarów rocznie, należności płacone fiskusowi wzrosłyby, to nie pomyłka, o 950 procent czyli dziesięciokrotnie. Średniozarabiający straciliby średnio. Natomiast osoby o dochodach przekraczających milion oddawałaby państwu połowę tego, co teraz. Z makroekonomicznego punktu widzenia podatek od sprzedaży byłby absurdem, bo hamowałby wydatki konsumpcyjne napędzające amerykańską gospodarkę. Jednocześnie zachęcałby do nadużyć, co z kolei zmusiłoby rząd do rozbudowy urzędu podatkowego, który Cain chce likwidować.
Panie Nemo - pare slow o “biedzie” w USA.
Jeszcze 20 lat temu, wiekszosc sredniej klasy w USA prowadzila podobny styl zycia. Miala podobny system wartosci. Jesli miales wlasny domek w miescie lub na jego obrzezach, samochod, dzieci uczace sie na uczelniach stanowych/miejskich i stac cie bylo na wyjazd latem do Disneworld na Florydzie, nalezales do sredniej klasy. Nauczyciel, policjant, strazak, sanitation i construction worker, sekretarka, pracownik malej fabryczki, a nawet wlasciciel malego biznesu, kelnerka w diner, fryzjer, etc. - to wszystko bylo klasa srednia. Roznice majatkowe i swiatopogladowe w obrebie tej grupy przeszkadzaly tylko niektorym bo nie byly specjalnie wielkie. Wiekszosc narodu byla pewna, ze jest czescia klasy sredniej i czula sie z tego powodu dumna. To byli ludzie, ktorzy jak ktos ladnie kiedys napisal “gdy sa na meczu basebolowym a slysza hymn kraju, przykladaja reke do serca - and they mean it”. Okreslalo sie ich backbone of the country, heartland.
W ostatnich dwoch dekadach zaszly w niej jednak duze zmiany, bo majatek spoleczenstwa zwiekszyl sie, a wartosc niektorych zawodow poszla, jak rakieta w gore. Wielu, zamiast domku, ma McMansion na przedmiesciach miasta, czesto z ladnym kawalkiem ziemi. Dzieci chodza do drogich, prywatnych uniwersytetow, w ktorych czesne przekracza 50 tys. na rok. Rodzina jezdzi dwoma, czasem trzema samochodami. Na wakacje letnie jezdzi sie do Europy, na wakacje zimowe na narty - nie upstate czy New Jersey, ale do Utah lub Colorado. Wiekszosc takich rodzin ma fundusz emerytalny, nad ktorym czuwa doradca finansowy, no i oczywiscie szczodry health plan. Jesli obie grupy - ci z malymi domami i ci z McMansions - ida na bejsbol, to niestety siedza juz w innych sektorach, chociaz w czasie hymnu zachowuja sie, jak dawniej.
Ta pierwsza “biedniejsza” czesc klasy sredniej, ktora na calym swiecie uwazana bylaby za zamozna, jesli nie bogata, zaczyna czuc sie w nowym ukladzie nieswojo. Mysli tez, ze juz swoich kuzynow, jeszcze niedawno nalezacych do tej samej grupy, raczej nie dogoni. I tu jest pies pogrzebany.
Problem lezy w percepcji, bo przeciez nikt trzezwo myslacy nie powie, ze lower middle class to “biedacy”, chociaz oni tak to odczuwaja. Marks napisalby, ze problem jest problemem subiektywnym. I chociaz faceta nie znosze, to w tym przypadku musze przyznac, ze nazwal rzecz po imieniu.
Panie Piotrze - przy koncu ostatniego wtorku dlug USA wynosil 15,033,607,255,920.32, czyli przekroczyl granice 15 bilionow (po polsku). Co za temat na artykul!!! Pan juz pewnie napisal na ten temat cos ostrego, krytykujac Obame za tak straszne zadluzanie kraju. Prosze artykulu nie wsadzac do szuflady, a pochwalic sie nim na blogu.
Jak juz sobie tak wyliczamy, Panie Washington, to jesli chodzi o 999 Caina, ponadpartyjny think tank The Tax Policy Institute (utworzony przez centrowy Urban Institute i konserwatywno-centrowy Brookings Institution), wyliczyl, ze projekt zwiekszylby podatki placone przez 84 procent amerykanskich gospodarstw domowych. W przypadku najubozszych, zarabiajacych 10 do 20 tysiecy dolarów rocznie, naleznosci placone fiskusowi wzroslyby, to nie pomylka, o 950 procent czyli dziesieciokrotnie. Sredniozarabiajacy straciliby srednio. Natomiast osoby o dochodach przekraczajacych milion oddawalaby panstwu polowe tego, co teraz. Z makroekonomicznego punktu widzenia podatek od sprzedazy bylby absurdem, bo hamowalby wydatki konsumpcyjne napedzajace amerykanska gospodarke. Jednoczesnie zachecalby do naduzyc, co z kolei zmusiloby rzad do rozbudowy urzedu podatkowego, który Cain chce likwidowac.
Jak już sobie tak wyliczamy, Panie Washington, to jeśli chodzi o 999 Caina, ponadpartyjny think tank The Tax Policy Institute (utworzony przez centrowy Urban Institute i konserwatywno-centrowy Brookings Institution), wyliczył, że projekt zwiększyłby podatki płacone przez 84 procent amerykańskich gospodarstw domowych. W przypadku najuboższych, zarabiających 10 do 20 tysięcy dolarów rocznie, należności płacone fiskusowi wzrosłyby, to nie pomyłka, o 950 procent czyli dziesięciokrotnie. Średniozarabiający straciliby średnio. Natomiast osoby o dochodach przekraczających milion oddawałaby państwu połowę tego, co teraz. Z makroekonomicznego punktu widzenia podatek od sprzedaży byłby absurdem, bo hamowałby wydatki konsumpcyjne napędzające amerykańską gospodarkę. Jednocześnie zachęcałby do nadużyć, co z kolei zmusiłoby rząd do rozbudowy urzędu podatkowego, który Cain chce likwidować.
Być może Pan GW kieruje się słuszna skadinnad zasada, ze tego co jest wysokoopodatkowane jest mniej, a tego co jest maloopodatkowane jest wiecej? Gdyby bardzo wysoko opodatkować biednych to by ich ubyło bo zupełnie nie oplacaloby się być biedakiem.
9-9-9 to poroniony pomysl. Glownie przez 9-procentowy podatek konsumpcyjny, o ktorym pan pisze wiec zgadzamy sie w tym punkcie. Jesli chodzi o flat tax w ogole, czesto podnoszonym ostatnio przez prawice, ktora szuka sposobow na ozywienie gospodarki, to jestem w kropce. Z jednej bowiem strony akceptuje progressive taxation, bo uwazam, ze bogaci powinni placic wiecej niz biedni (tylko bez przesady). Z drugiej, obawiam sie, ze system podatkowy, jaki mamy obecnie dusi dynamizm gospodarki. Obnizmy wiec wszystkim, a gospodarka ruszy z kopyta. Poszerzmy jednak baze podatkowa, bo polowa narodu nie placi w ogole a przeciez, jak mowil Obama w 2008 - Kazdy powinien miec “skin in the game”.
Maggie Thatcher probowala opodatkować biednych podatkiem poglownym (poll tax) aby każdy miał skin in the game ale się przejechała na tym pomyśle. Co do podatku konsumpcyjnego to w EU funkcjonuje VAT, często ponad 20%. Ważne by było wiele rożnych form opodatkowania ale o niskiej stawce tak by nie opłacało się oszukiwać. No i aby ogólny fiskalizm był niski np. wydatki federalne rzędu 18-20% PKB. Flat tax stracił urok prostoty odkąd do rozliczeń używa się programów komputerowych. Steve Forbes wymachiwał pocztowka, na której miało zmieścić się rozliczenie z IRS. Teraz wystarczy kliknąć myszka.
Zanim znowu o podatkach, chce zrobic wyklad o “biedzie” w Ameryce. Dla Nemo.
Jeszcze 20 lat temu, wiekszosc sredniej klasy w USA prowadzila podobny styl zycia. Miala podobny system wartosci. Jesli miales wlasny domek w miescie lub na jego obrzezach, samochod, dzieci uczace sie na uczelniach stanowych/miejskich i stac cie bylo na wyjazd latem do Disneworld na Florydzie, nalezales do sredniej klasy. Nauczyciel, policjant, strazak, sanitation worker, sekretarka, construction worker, pracownik malej fabryczki, a nawet wlasciciel malego biznesu, kelnerka w diner, fryzjer, etc. - to wszystko bylo klasa srednia. Roznice majatkowe i swiatopogladowe w obrebie tej grupy przeszkadzaly tylko niektorym bo nie byly specjalnie wielkie. Wiekszosc narodu byla pewna, ze jest czescia klasy sredniej i czula sie z tego powodu dumna. To byli ludzie, ktorzy jak ktos ladnie kiedys napisal “gdy sa na meczu basebolu a slysza hymn kraju przykladaja reke do serca - and they mean it”. Okreslalo sie ich backbone of the country, heartland.
W ostatnich dwoch dekadach zaszly w niej jednak duze zmiany bo majatek spoleczenstwa zwiekszyl sie a wartosc niektorych zawodow poszla, jak rakieta w gore. To rozwarstwilo srednia klase. Oprocz normalnej klasy sredniej, jak ta sprzed dwoch dekad, mamy liczebna upper middle class. Oni to, zamiast domku, maja McMansion na przedmiesciach miasta, czesto z ladnym kawalkiem ziemi. Ich dzieci chodza do drogich, prywatnych uniwersytetow, w ktorych czesne przekracza 50 tys. na rok. Rodzina jezdzi dwoma, czasem trzema samochodami. Na wakacje letnie udaja sie do Europy, na wakacje zimowe na narty - nie upstate czy do New Jersey, ale do Utah lub Colorado. Wiekszosc takich rodzin ma fundusz emerytalny, nad ktorym czuwa doradca finansowy, no i oczywiscie szczodry health plan. Jesli obie grupy - ci z malymi domami i ci z McMansions - ida na bejsbol, to niestety siedza juz w innych sektorach, chociaz w czasie hymnu zachowuja sie, jak dawniej.
Ta pierwsza “biedniejsza” czesc klasy sredniej, ktora na calym swiecie uwazana bylaby za zamozna, jesli nie bogata, zaczyna czuc sie w nowym ukladzie nieswojo. Mysli tez, ze juz swoich kuzynow z tej samej grupy raczej nie dogoni. I tu jest pies pogrzebany.
Problem lezy w percepcji, bo przeciez nikt trzezwo myslacy nie powie, ze lower middle class to “biedacy”, bo wszystko, co do dostatniego zycia potrzebne maja. Oni jednak odczuwaja to inaczej.
@GeorgeWashington
Statystyki sa po to, aby udowadniac pewne tezy, wszystko zalezy co i kto chce udowodnic.
Na ich podstawie mozna Ameryke zaliczyc do najlepszych i zarazem najgorszych krajow na swiecie.
Drogi Panie, ja nie twierdze, ze Ameryka jest biedna w stosunku do swiata, bo jak wspomnialem, iloscia samochodow, iPodow, iPadow przewyzszaja inne nacje.
Jak juz wspominalem - ja patrze na sprawy lokalnie tu gdzie sie zyje, a nie na to , ze np. za 1 dolara moge przezyc tydzien w jakim odludziu na swiecie. Ja chcialem zwrocic uwage,ze to ,ze klasa srednia, ktora dotychczas placila spora czesc podatkow, po prostu “biednieje” i zreszta sam to Pan zauwazyl na koncu swojej wypowiedzi. Nie chodzi jednakze mi tutaj o “percepcje swiata” tzn. czy zazdroszcza innym czy nie. Dzieki globalizacji, coraz wieksze grupy zawodowe wypadaja z rynku pracy i prosze mi nie opowiadac ile to nowych miejsc sie tutaj tworzy dzieki temu. Widzi Pan - ot prosty przyklad ile firm w Ameryce przyjmuje ludzi po studia do przyuczenia zawodu? Bardzo, bardzo malo, dlaczego? proste oni poszukuja juz teraz pracownika 25-40 letniego z conajmniej 5-10 letnim stazem, oni nie chca inwestowac w nauczanie. Co wiec robic z mlodzieza konczonca studia, co robic z ludzmi ktorzy wypadli z rynku pracy?
Ano panstwo bierze ich na swoj “garnuszek”, to jest normalne kiedy mowimy o niewielkich procentach spoleczenstwa, kiedy jednak jest tego wiecej i wiecej,
mamy do czynienia podobnie jak z kryzysem zwiazanym z dawaniem kredytow na lewo na prawo, rozlewa sie szeroka fala.
Slyszy Pan zapewne coraz glosniejsze sygnaly, ze pozyczki na studia moga byc wiekszym problemem niz nawet tzw. McMansion na kredyty.
Najbardziej zadziwia mnie w tym wszystkim jak szybko ekipy rzadzace w ostatnich latach potrafily rozregulowac wlasna gospodarke.
Pisze Pan odczepic sie od ciezko pracujacych milionerow i opodatkowac wieksza czesc spoleczenstwa.
Masz Pan racje duza czesc zyje w McMansion, kupili je za pozyczone pieniadze “kredyt”, w pewnym okresie pomagali w ten sposob nakrecac budownictwo.
Siedza wiec sobie teraz w domu za 500tys, wartym moze 250tys lub mniej liczac, ze po pierwsze nikt ich z domu nie wyrzuci, po drugie umorza mu czesc
pozyczki za “dobre sprawowanie” itp. W normalnym kapitalistycznym swiecie pozwolono by na bankructwo zarowno firm, jak i ludzi, i wtedy okazalo by sie
ile co jest warte. Problem jednak jest taki, ze jest tego tak wiele tutaj, ze “za duzy nie moze upasc” - i dotyczy to duzego banku jak i grupy milionow ludzi. Jak Pan mysli dlaczego ceny domow nie spadna tak jak powinny np. 50%? Bo jak mozna zauwazyc wiele stanow ma podatek od nieruchomosci, a zatem kazdy gwaltowny ruch powoduje jeszcze mniejszy naplyw podatkow do budzetu stanow.
nie wie3m czy jeszcze ktoś tutaj zajrzy, ale na wszelki wypadek, mam drobne sprostowanko. Cena zreczywista domu czy mieszkania to jedno a wycena do podatku to drugie. Dom na rynku ejst wart nie więcej np. Niz $20tys. a podatek i tak zapłaci się od $40 tys. to jest między innymi złodziejstwo uprawiane w świetle prawa.
@GeorgeWashington
To wiec bogactwo, o ktorym Pan pisze to jest bogactwo glownie oparte na kredycie, nie na realnych wartosciach.
Wspomina Pan o funduszach emerytalnych, widzi Pan one sa na gieldzie, gdzie biliony dolarow sa w stanie wyparowac z rynku w przeciagu paru sekund/minut.
To sa prosze Pana tzw. “wirtualne pieniadze” i przypadek chocby Enron kilka lat temu pokazuje, ze takimi sa w rzeczywistosci.
Swoja droga co sie staje z ludzmi, ktorzy stracili fundusze emerytalne - no coz potrzebuja wiecej pomocy panstwa.
Po co to wszystko pisze, ano by powiedziec prosta rzecz - jesli spotka sie czasem Polaka, ktory mowi “mam dom”, to zwykle ma to na mysli (dziadek zwozil drewno, ojciec murowal, a on wykonczyl) (ale i to sie u nas w Polsce zmienia ostatnio), jesli spotka sie Amerykanina, ktory mowi “mam dom”, to zwykle to oznacza setki tysiecy kredytu w banku na dom + uzyta linia kredytowa + pozyczki na samochody. Prosze Pana, ja nie chce tutaj ani chwalic, ani bronic ludzi z tzw. “sredniej klasy”, ja chce tylko powtorzyc, ze panstwo za jakis czas po prostu moze nie miec z nich zadnego pozytku, bo nie dosc, ze nie zaplaca zadnego podatku, to jeszcze panstwo musi doplacic mu na pozyczke w banku, dac zasilek dla bezrobotnego, dac mu “stamps food”. Kiedys bowiem ta zabawa w “kredyt” musi sie chyba skonczyc, nie? Nie Pan sam powie - kto jest bogatszy - polski student konczacy Politechnike i majacy zero dlugu w banku, nie majacy samochodu, czy Amerykanin konczacy Politechnike i majacy 50tys dlugu w banku i majacy 5-cio letni samochod? Pojecie bogactwa jest wiec dosc wzgledne.
Wracajac do milionerow, bo od tego sie zaczelo - no coz podstawowe pytanie czy w dobie kryzysu ich finanse sie polepszyly czy pogorszyly?
Skoro pogorszyly, to powiem dajmy im spokoj, maja takie same problemy jak inni, skoro jednak polepszyly, to czy czasem nie kosztem pozostalej czesci spoleczenstwa? Np. zamknal fabryke na 500 osob w Ameryce, otwierajac fabryke w Chinach.
Panstwo - czyli normalny podatnik stracil co najmniej dwukrotnie - po pierwsze trzeba sie zaopiekowac tymi 500 bezrobotnymi,
po drugie nie placa oni juz podatku (bo bezrobotni), a wiec trzeba zaplacic podatek i za nich. Jednym slowem jeden robi “forse” inwestujac za oceanem,
korzystajac ciagle z parasola ochronnego panstwa (takze i militarnego), a drugi placi za niego rachunki.
Nie rozumiem, dlaczego w takiej sytuacji nie mieliby miec dodatkowego wkladu w utrzymanie panstwa?
Przeciez to wlasnie panstwo umozliwilo im uzyskanie dodatkowych dochodow.
Przecietnym podatnikom, ktorzy jeszcze placa podatki nic nie zrekompensuje strat, nawet te sprowadzane po 99 centow towary z Chin.
Globalizacja jest dobra dla wiekszosci spoleczenstwa, czyli dla konsumentow. Zwalniana mniejszosc musi sie przekwalifikowac. Mechanicy naprawiajacy dorozki tez padli kiedys ofiara rynku, tzn. faceta, ktory wynalazl internal combustion i samochod. Chce pan wciaz plakac nad dorozkarzem? Globalizacja jest tez dobra dla biznesmenow, bo nie musza pracownikom placic 30 dol. na godzine plus benefits, a 3 dol. bez benefits. Na zmniejszeniu kosztow zyskuja konsumenci, kupujac duzo taniej. Moj piekny, stylowy Apple Kindle nie jest z plastyku a byl robiony w Chinach. Gdyby byl robiony przez zwiazkowca w Ohio, zaplacilbym n-razy wiecej. Zaoszczedzone pieniadze wydam na iPada, tez produkowanego w Chinach. A to dobre dla gospodarki tutaj bo wplywy ida do Apple, firmy zatrudniajacej Amerykanow. Era ochrony rynku wewnetrznego wysokimi taryfami juz sie skonczyla. I dobrze.
Co do kredytow - bez realnych wartosci nikt ci karty kredytowej czy mortgage juz nie da. Ostatnie lata byly aberacja.
Panie Prezydencie, przecież ja sobie tylko kpiłem, że kupowanie chińskiego iPada jest lepsze, bo tańszy. Apple zatrudnia tylu Amerykanów, co kot napłakał. Proszę spytać pana Mezona, który żartował, że nasz komputerowiec reperuje blog z Bangalore. Generalnie zgadzam się z panem Nemo, choć może ten szkic o globalizacji był zbyt żartobliwy i abstrakcyjny na jego gusta. Zatem już bez ironii wyjaśniam: chodziło mi o to, że dalszy eksport miejsc pracy oraz import tanich towarów stwarzających wrażenie, że społeczeństwo pozostaje zamożne, choć jest zamożne tylko na papierze („akcjonariuszami jesteśmy my”), doprowadzi do katastrofy. Kiedyś produkty kupowane w USA, na przykład odzież, były synonimem wysokiej jakości. Dziś w takim GAPie czy Macy’s sprzedają szmaty. Za naprawdę dobrze uszyte francuskie (Made in France not China) czy włoskie dżinsy trzeba zapłacić powyżej 300 dolarów. Za garnitur powyżej 1500. Powie Pan, że to towary luksusowe, a ja na to Panu powiem, że takie same towary luksusowe sprzedawane po kilkanaście dolarów produkował w latach 70. LeviStrauss, tylko zbankrutował. Dlaczego? Bo konkurencja przeniosła produkcję do Azji. Niestety – jak pisał pan Nemo – poziom zamożności w obu naczyniach ostatecznie się wyrówna i Amerykanie zostaną z ręką w kredytowym nocniku, a dolar zdechnie, biedaczek. Jeśli chodzi o toaletę tego poprzedniego Waszyngtona, to po pierwsze – proszę nie mylić postępu technologicznego ze wzrostem zamożności, po drugie – wolałbym siedzieć na tej co on, bo chińska muszla z materiału porcelitopodobnego wyprodukowana bez zachowania jakichkolwiek norm jakościowych tudzież materiałowych w każdej chwili może się pode mną zarwać i sam wyląduję z ręką tam, gdzie nie trzeba.
Wiem, ze pan kpil.
W Cupertino, CA pracuje dla Apple 12 tys. Niech pan doda biuro w San Jose, CA i gdzie indziej (ok. 6 tys.). W sumie, 18 tys. ludzi pracuje directly dla Apple w USA. Prosze dodac do tego setki tysiace jobs up and down the supply, support, and distribution chains. Wszystkie w USA.
Co do odziezy - moja zona kupuje sukienki w Dressbarnie. Jakosc i wyglad znakomite a wszystkie produkowane w Azj. Ceny nie wyzsze niz 50-60 dol., nie 300 dol.
It’s common sense, ze firmy US nigdy by fabryk zagranice nie przeniosly, gdyby te produkowaly tani szmelc. Kupujac “dobrze uszyte” dzinsy (Made in France or Italy), placi pan za marke, nie jakosc. Tak, jak z lekarstwem, na ktore patent juz uplynal - lekarstwo to same, a kazde opakowanie ma inna cene bo generic zawsze tanszy niz brand.
Niemoznosc doscigniecia US przez Chiny udowodnilem matematycznie we wczesniejszych wpisach wiec prosze nie pisac o “wyrownywaniu poziomow zamoznosci w obu naczyniach” bo to niemozliwe.
Prosze nie demonizowac globalizcji.
Ja wiem, że Pan wie. To pan Nemo zdawał się nie zauważać kpiny. Nie będę weryfikował tych danych o zatrudnieniu - wierzę Panu na słowo. Pytanie ile osób pracuje przy produkcji iPhone’ów, iPadów, MacBooków, iMacków , Appletelewizorów? Składa je do kupy, wytwarza roboty, które wykonują podstawowy montaż, produkuje podzespoły, obsługuje przewóz między kooperantami i tak dalej. Sto razy więcej? Tysiąc? Apple to zresztą zły przykład, bo Steve Jobs (nazwisko zobowiązuje:) zawsze obsesyjnie stawiał na jakość również supportu, więc może przy telefonach siedzą Amerykanie. Mam tylko iPhone’a i jeszcze nigdy nie musiałem korzystać z pomocy technicznej. Natomiast z technikami Della, Samsunga, Linksys rozmawiam często, niestety nie rozumiem, co do mnie mówią, bo jeszcze nie zdołałem opanować ich akcentu.
A możliwe jest wszystko. Było już wieczne Cesarstwo rzymskie, Pani świata Anglia, Tysiącletnia Rzesza. I nie ma.
I ja korzystalem z pomocy technicznej bo mi sie iphony 3 razy popsuly i za kazdym razem wymienili mi na nowy, wiec customer service jest wspanialy.
Co do Chin to ja uwazam, ze z czasem biznesy beda wracaly do Ameryki, bo produkcja bedzie w Chinach coraz drozsza i a Stany w koncu przy spadajacym zatrudnieniu beda coraz bardziej kusily firmy (przez ulgi podatkowe) do powrotu.W Chinach jest jak wiadomo gospodarka zcentralizowana, planowana odgornie- system nakazy partii i wyniszczanie nie z wiazanych z nia prywatnych inwestorow. Ninwestycje stymulacyjne (miasta widma, autostrady po ktorych nikt nie jezdzi a koszty utrzmania wielkie, to samo z lotniskami z krorych malo kto lata) ktore byly skutkiem nacisku parti na banki aby wydawaly latwe kredyty, w efekcie olbrzymie zadluzenie poszczegolnych regionow, wiec trzeba dodrukowac,Proba obnizania wartosci waluty .Wszystkie te czynniki spowoduje wzrost inflacji. Dodatkowo rosnace koszty energii- panstwo zmuszlo jednak firmy energetyczne do niepodnoszenia cen- efekt zniejszenie dostaw pradu do niektorych zakladow.Male bezrobocie i olbrzymia presja na pracownika, powoduje ze ceny pracy tez beda rosly, nikt przy mozliwosci nie bedzie pracowal (tyral) za 100 dolcow miesiecznie jak w fabryce obok robi sie za 120 i to w lepszych warunkach.Ceny surowcow tez ida do gory, transport ze wzrostem cen benzyny pojdzie do gory. Uwazam ze Stany powinny wprowadzic nie cla ale jakas nowa forme norm, znak jakosci ktory jak np. ISO czy AS9100 w przemysle lotniczym wymuszal by konkretna forme kontroli i dokumentacji od dostawcow z zagranicy( czytaj Chin) co oczywiscie zwiekszyloby ich koszty.Tak czy tak bizneszy beda wracaly powoli do Stanow w kazdym razie tego bym nam zyczyl
@GoergeWashington
Powtorze, to co napisalem, a moze umknelo Panu, choc Pan to zapewne i wie. Ta cala “taniosc” produktu odbywa sie kosztem powiekszania dlugu Ameryki, dlugu w spoleczenstwie na dodatek przyzwyczajonym od lat do brania kredytu, ktorego splate “gwarantuje panstwo” . Jednym slowem po jakims czasie moze sie okazac , ze dla wiekszosci kobiet sukienki te. w DressBarnie po 50-60 dolarow sa za drogie, tak jak sa za drogie dla przecietnego Chinczyka, czy Meksykanczyka. Rosnie wiec dlug panstwowy, rosnie prywatny dlug/kredyt obywateli, na dodatek pozbawiani pracy nie maja szans go nawet splacic. Ot prosty przyklad - student idzie na studia z biednej rodziny, panstwo daje mu kredyt, konczy studia i tu ..nie ma prostej pracy. Co wiec z danym kredytem? Umozyc? dopisac do dlugu panstwa? Pan tutaj mowi o tanich produktach, towary to nie wszystko, i powiem krotko, gdyby byl towar po 10000 dolarow, to oznaczaloby REALNA wartosc tu lokalnie w Ameryce i tylko nieliczni by go kupili, tak jak nieliczni kupuja samochody po milion dolarow. Tak, kosztuje on kilkakrotnie, kilkadziesiad razy mniej - tak ja to powiedzial p. Piotr w stosunku do jeans, jednakze jest to wartosc SZTUCZNIE OBNIZONA w Ameryce, poprzez globalna tania sile robocza, materialy, podatki, oplaty itp. rzeczy zwiazane z produkcja, zanieczyszczenie srodowiska itp.Te tysiace pracownikow Appla tez by pracowaly gdyby produkcja i dystrybucja byla w Ameryce.
(No zgodzmy sie, zapewne nieco mniej bo mniej klientow, pracowaliby moze w innych zawodach).
Jednym slowem globalne ceny towarow tak na prawde sa tylko “krzywym zwierciadlem”, bo swiat ma miejsca, gdzie koszty produkcji roznia sie kilkadziesiat, kilkaset razy.
Problem jest jak pisalem, ludzie sie ciesza tanimi towarami do czasu, tak jak Polacy dawniej po 1-2 roku pobytu w Ameryce mogli postawic dom za pare tys dolarow , bo srednio zarabialismy w Polsce okolo 15 dolarow na miesiac, tyle zarabiano w Ameryce w ciagu 3-4 godzin. Teraz potrzeba juz panu jakies 200-300tys. dolarow na postawienie domu w Polsce. Jak wiec pan widzi to wyrownywanie poziomow nastepuje dosc szybko - wystarczylo tylko te okolo 20 lat. Ostatnio globalizacja ruszyla do przodu , a wiec coraz wiecej czyta sie , ze Amerykanie powinni ubiegac sie o prace w Chinach i przyznam panu szczerze, nie sadze, aby to byly kolejne “amerykanskie jokes”.
Panie Nemo, Pan i p. Piotr przyjmujecie bledne zalozenie, ze ekonomia to gra o sumie zerowej wiec aby w jakims kraju sie polepszylo to w innym musi sie pogorszyc. Analogia z naczyniami polaczonymi zaklada, ze ilosc plynu jest stala. W rzeczywistosci, w gospodarce swiata, plynu wciaz przybywa. Im wiecej wolnego handlu i wolnej miedzynarodowej konkurencji tym szybciej bedzie plynu przybywac w obu naczyniach. W naczyniu, w ktorym jest go mniej, plynu przbywa szybciej niz w naczyniu “zamozniejszym” wiec kiedys dojdzie do wyrownania (tu nie zgadzam sie z GW) ale wszystkim sie polepszy!
Powinnismy sie cieszyc, ze miliardom glodujacych niegdys biedakow warunki zycia sie poprawiaja. Mozemy im w tym pomoc i jeszcze sami na tym skorzystac. Wiecej plynu!!!!
A oryginalnych Levisów produkowanych w San Francisco i tak mi żal. Wolałbym, żeby dalej je tam robili, nawet jeśli miałoby przez to pogłodować trochę więcej Koreańczyków, bo mam sentyment z czasów PRL, gdy były niedościgłym marzeniem. Zresztą skąd u Pana to nagłe nawoływanie do troski o głodujących. Przecież niedawno proponował Pan, by ostrzej opodatkować biedaków, to ich będzie mniej – jak jakaś Maria Antonina.
@Mezon
Napisalem pare zdan, ale cos sie nie udal wpis “strona not found”, wiec tylko ogolnie.
Te przybywanie “plynu”, moze potrwac i dziesiatki lat, ja pisze o dniu dzisiejszym i jutrzejszym naszego pokolenia. Jesli o fizyce to przypomne jeszcze prosta zasade, jak kajakarze pokonuje roznice poziomow wody na rzece to maja specjalne kanaly w ktore wplywaja i sie wpompowuje lub wypompowuje wode, aby wyrownac poziomy. Gdyby kajakarzy wpuszczono do takiej sluzy i nie wpompowano/wypompowano wody a tylko otwarto sluze, to by zbierano szczatki wiosel i kajakow, a topielcow szukano tygodniami. Ekonomisci powinni miec chocby podstawowe kursy z fizyki zanim zaczna majstrowac przy czyms powazniejszym.
Odnosnie biedakow - w dawnych czasach profesor i sprzedawca w sklepie zyli obok sie bie na klatce schodowej w bloku, dla Amerykanina byli “dziadami”, dla pasterza z Afganistanu “bogaczami” bo mieli mieszkanie z wychodkiem, dla siebie byli w zasadzie “rowni”. Pojecie wiec “biedaka” zalezy od puntku siedzenia/widzenia. Ja czasem mysle, ze lepiej gdyby te miliony chinskich robotnikow dalej pozostawalo na roli i zbieralo ryz, zyjac sobie srednio w danym lokalnym spoleczenstwie. Obawiam sie bowiem , ze jak sie juz skonczy ten “boom” gospodarczy to moze sie okazac, ze dla milionow nie ma pracy,nie wiem czy nawet komunistycznym wladzom uda sie ich zagonic z powrotem na pola, czy raczej wladze wymysla im wroga poza granicami kraju.
Od kiedy powstał ten blog mocno się postarzałem, na starość człowiek robi się konserwatywny, więc coraz częściej się z Panami zgadzam, choć dla utrzymania fasonu resztkami nadwątlonych sił protestuję. Nadal jednak nie mogę uwierzyć w Boga zwanego ekonomią podaży. Nie dlatego, że brak w niej logiki. Logika jest, choć trudno nazwać reaganomikę teorią naukową, to raczej ideologia stworzona na użytek zamożniejszych warstw społeczeństwa i lansowana przez partię, która te warstwy reprezentuje. Problem polega na tym, że coś się nie chciała sprawdzić w praktyce przez bagatela 12 lat. Musiał dopiero przyjść Clinton z hasłem ”Gospodarka, głupku!” i wyrównać.
Panie Piotrze - w ostatni wtorek dlug USA wynosil juz 15,033,607,255,920.32, czyli przekroczyl granice 15 bilionow (po polsku). Co za temat na artykul!!! Pan juz pewnie napisal na ten temat cos ostrego, krytykujac Obame za tak straszne zadluzanie kraju. Przed chwila, Izba Reprezentantow, glownie demokraci, odrzucila pomysl 28 Amendmentu do Konstytucji wymuszajacego balanced budget.
Prosze artykulu na ten temat nie wsadzac do szuflady, a pochwalic sie nim na blogu.
@GeorgeWashington
Widzi pan, statystyczny wiec obywatel Stanow ma okolo $50,000 przypadajacego na niego czesc dlugu, w Polsce to jest 774 mld zlotych, czyli cos ~$7,000 dlugu na glowe, wyciagajac z tego wnioski mamy , ze Polak “goly i wesoly”, jest w lepszej sytuacji finansowej niz Amerykanin w domu (ktory tez kupiony na kredyt).
Jednakze “golym okiem” widac (czywiscie zalezy gdzie, nie mowie o Harlemie, Camden itp.), ze Amerykanie sa bogatsi..jednym slowem, co mi po “suchych statystykach”?
Przepraszam, zaraz wracam. Muszę wziąć wolne z powodu problemów rodzinnych: mojemu kotu nie smakowało śniadanie. Jako pierwsza dowiedziała się o tym kołdra, potem prześcieradło, następnie materac a na końcu ja. Moja wina, bo wychodząc z domu nie otworzyłem okna. Tak czy inaczej muszę trochę popracować fizycznie.
Mój chiński iPad się trochę jaka…
Mam do Pana Nemo pytanie - skoro dla tych zwalnianych ludzi nie ma pracy to jak to się dzieje, ze do USA napływa co rok ponad milion legalnych imigrantów i oni prace zaraz znajdują? Czy przypadkiem cześć klasy średniej zamiast iść z postępem i przekwalifikować się z zawodów fabrycznych (gdzie związki zawodowe pilnowaly by co rok była dobra podwyżka) do zawodów potrzebnych w ekonomii opartej na wiedzy, woli przyjąć postawę rozczeniowa i wymaga od rzadu by zapewnił jej dostatnie życie? Walka z globalizacja to zawracanie kijkiem Mississippi. To jak chęć odwołania Rewolucji Przemysłowej XIXw. w wyniku której angielscy rolnicy porzucili rodzinne farmy i stali się proletariatem. Przy każdej takiej transformacji są wygrani i przegrani wiec napięcia społeczne są zrozumiałe. Można pomyśleć jak je złagodzić ale rzucanie się w poprzek drogi pstepowi jakim jest rozszerzanie międzynarodowego podziału pracy nie ma sensu.
Proponuje pisać chronologicznie, bez opcji Odpowiedz, bo robi się galimatjas.
Panie kapitanie Nemo, jako ekonomista, przysiade faldow i wezmę się za fizykę bo nie rozumiem Pańskich analogii. A kajak to ja sobie zawsze sam przenosilem nie czekając aż mnie rząd przesluzuje
@Mezon
Do Ameryki naplywalo tysiace legalnych i miliony nielegalnych imigrantow, kazdego roku, jednakze jak pan czyta doniesienia, naplyw jest ich coraz mniejszy, a ostatnio nawet pisza o zerowym naplywie nielegalnych z Meksyku.
Zadne spoleczenstwo nie jest przygotowane na przekwalifikowanie sie “w dol” tzn. czy mysli pan, ze osoby pracujace w tzw. “call center”, w fabrykach samochodow itp. pojda zbierac marchewke za 1/4 dotychcasowego zarobku? Oczywiscie nikt tak nie zrobi, chyba , ze bedzie taki kryzys , ze nie bedzie co do garka wlozyc. Przekwalifikowanie sie w “gore” milionow ludzi o ktorych czesto mowiono, ale jakos nikt nie byl w stanie powiedziec na co? Jak zwalniano tysiace informatykow (podobno zawod przyszlosci) bo zaczeto zatrudniac pracownikow z Filipin, Chin i Indii, to tez mowiono przekwalifikujcie sie - ja sie pytam na co? Na co moze przekwalifikowac sie magister informatyki? w wieku 45 lat? na lekarza? za pozno, na tokarza w fabryce - ale juz nie ma fabryki jest za oceanem, na tzw. medical help - tam sa tysiace tych co stracili prace w “call centers”. To wszystko przypomina sytuacje, gdy w plonacym teatrze ktos krzyczy - tam jest Exit na drugim pietrze, i tysiace ludzi tam podaza, aby znalesc na koncu prawde, ze nie ma tam nic poza oknami, z ktorych trzeba skakac na ziemie..glupota i tyle.
Po to ma sie rzady w danym kraju - i powinny byc one nieco wyksztalcone, bazujac na historii, ze wszelkie gwaltowne zmiany w spoleczenstwach konczyly sie zwykle zle - aby umialy przewidywac skutki pewnych decyzji, tak jak inzynier buduje most dodajac wiecej niz trzeba piasku , a mniej cementu, wynik jego decyzji jest znany na wstepie. Ten wynik dzialalnosci panstwa, ekonomistow, bankierow, tez byl znany zaraz jak sie cala ta “globalizacja” zaczela, teraz staja ze “otwartym gebami” i mowia “nie wiedzielismy, nie przeidzielismy” - a ja mowie, “wiedzieliscie dokladnie o co chodzi - tymczasowy zysk, dorazne benefity, byly i sa wazniejsze od obywateli w tym panstwie, to oni w sumie zaplaca ostatecznie wszystkie rachunki”.
Prosze mnie , zle nie zrozumiec, ja nie jestem przeciw globalizacji, bo ona zawsze sie dokonywala na tym swiecie, juz od jego powstania, przeplyw ludzi, towarow byl zawsze, tylko nie na taka skale i w tak szybkim tempie. Czasy po drugiej wojnie, czasy komunizmu, storzyly pewna izolacje kapitalizmu, przez to tez wytworzenie klasy sredniej, dobrze zarabiajacej, bo inaczej mieliby i rewolucje w Ameryce. Obalenie komunizmu w Rosji, stalo sie jakims dziwnym sygnalem na rozdawanie technologi, produkcji na caly swiat, tej technologi ktorej jeszcze pazre lat wczesniej nie mozna bylo nigdzie kupic na swiecie, trzeba ja bylo po prostu krasc. ‘
Chiny sie szybko ucza, krasc tez potrafia, bo nie stac ich kupowac licencje, zreszta Ameryka pcha im swoja techologie drzwiami i oknami. Mysle, ze wykorzystaja to szybko, ale chyba nie ma co myslec, ze dla dobra przecietnego obywatela amerykanskiego.
A na temat zwiazkow zawodowych w Ameryce czy gdzies indziej, te zwiazki walczyly o lokalne przezycie, o to by lokalnie bylo stac na godziwe zycie, a nie prace 16-20 godzin an dobe jak sobie marzy pracodawca - takiego tez pracownika moze doastac w Chinach.
Nigdy nie slyszalem, aby zwiazki zawodowe walczyly “o mercedesa dla kazdego”, “dom dla kazdego”, “po milionie dolarow dla kazdego” - ot walczyly powtarzam o 8 godzinny dzien pracy i traktowanie ludzi jak ludzi a nie “resources” - innymi slowy pod haslami “praca dla ludzi , a nie ludzie dla pracy”..
Zbytnio Pan dramatyzuje, Panie Nemo. Mamy recesję, bezrobocie trochę wzrosło ale czy to jakaś nowość? Ameryka rownież wiele eksportuje - jest drugim eksporterem swiata - a to stwarza miejsca pracy. Bilans handlowy z Chinami jest ujemny ale to tylko $200 miliardów rocznie czyli 1.5% PKB. Gdyby nie import ropy to Ameryka miałaby wielka nadwyżkę handlowa. Handel międzynarodowy stwarza wiec wiecej miejsc pracy niż ich zabiera poprzez import.
Ludzie musza się przekwalifikowywac nie ze względu na Chiny tylko ze względu na postęp techniczny. W latach 60-tych na zmontowanie samochodu szło ok. 100 roboczogodzin a teraz potrzeba mniej niż 20. Czy rząd miał tez kiedyś chronić miejsca pracy bednarzy, kowali, garncarzy, platnerzy
Sorry… Mój chiński iPad cierpi na przedwczesny Dodaj. No wiec tego….krawcow, kolodziejow itp.? Panie Nemo, Pan za bardzo wierzy w możliwości rzadu w dziedzinie ekonomii. Pan by chciał powrotu gospodarki planowej, jakiejś trzeciej drogi jaka marzyła się Lepperowi. Z całym szacunkiem, ja nie wierze w skuteczność ingerencji państwa w gospodarkę. Zwykle skutki są odwrotne od zamierzonych. A od problemów ratować się trzeba ucieczka do przodu.
@Mezon
Pisze pan “pan troche dramatyzuje, bezrobocie troche wzroslo”, wedlug statystyk ekonomia idzie w dobrym kierunku”. Widzi pan te same hasla slyszalem latami za komunistow “idziemy w dobrym kierunku”, ekonomisci jednak nie wiedza to co matematycy, ze oprocz kierunku mamy jeszcze “zwrot”, ktos jak ma problemy to prosze szukac pod haslem “wektor”. Jednym slowem jak idziemy do tylu to jest dokladnie ten sam kierunek co idziemy do przodu.
Ja nie tragizuje, ani tez nie pisze swoich uwag na podstawie czytania artykulow, statystyk, opinii, ja pisze je po prostu na podstawie obserwacji zycia, wieloletniego w Polsce i wieloletniego W Ameryce. Ten kryzys, ta recesja o ktorej pan mowi zaczal sie juz w latach 2001- 2002 w Ameryce, nie jak oficjalnie mowia w 2007.. ktos powie “przeciez byl wtedy boom”, tak tylko objawy tego, ze sprawy ida w zlym kierunku byly widoczne juz wtedy, ot obciecie placy 40% bo zaczynaly sie zwolnienia i przesuwano fabryki za ocean, ot okazalo sie , ze najlepiej zatrudniac Filipinczykow, Hindusow, Chinczykow itp bo tansi..
Ceny domow zaczely “puchnac” z dnia na dzien, przy stalym, czy zmniejszajacym sie zarobku (bo bez podwyzek, z inflacja sila nabywcza spada).
Juz wtedy w tamtych latach patrzylem na to wszystko dookola i myslalem sobie, moj Boze, czlowiek jest klasa srednia, kupil dom, ktorego po roku, dwoch tego “boomu” nie bylbym w stanie od siebie samego odkupic, bo mnie nie stac, co zrobia mlodzi ludzi, ktorzy koncza studia i przy zarobku 30-4o tysiecy, ile lat im zajmie, aby odlozyc na sredni dom w cenie 300-400tys. bo prosze pana to co byly po 100tys przed “boomem” nagle staly sie warte 400-500tys.
Doswiadczenie tych spotkan, gdzie, gdy robiono spotkania na temat nowego osiedla, to sale na 500-1000 ludzi byly za male aby ich pomiescic,
gdzie zwykle pierwszym pytaniem bylo “czy moge kupic 10 domow? czy tylko jeden”..
Prosze pana, paranoja zaczela sie juz wtedy i trwa do dzisiaj..bo ceny zamiast wrocic do poziomu lat 2001 czyli spasc 2-3 razy sa sztucznie utrzymywane
bo by sie okazalo, ze trzebaby wyrzucic na bruk 2/3 wlascicieli domow, bo albo kupili w tamtym okresie, lub tez wzieli linie kredytu pod zastaw domu.
Tego nie sa tysiace, tego sa setki tysiecy, miliony.. to umozliwilo panstwo pozwalajac na branie kredytow wszystkim kto sie nawinal pod reke (poprzez gwarantowanie na koncu tego lancuszka, ze wszystko splaci i jak widac bailout bankow “za duzy by upasc” tylko to potwierdza)
w tym lancuszku zarabiali wszyscy, az przychodzi wreszcie czas placenia za to.
Ten “boom” mieszkaniowy po prostu przeslonil ludziom fakt, ze powoli traca baze gospodarcza, fabryki, prace, bo ciagle byl doplyw forsy, sztucznego kredytu.
Teraz wychodzi dokladnie, ze nie bedzie juz dalej ani kredytu, ani pracy.
Co do eksportu - prosze pana, zapytam sie, co niby Amerykanie eksportuja, skoro co wezme do reki to jest “made in china”? Czolgi? Wozy bojowe? Sputniki?
Czy moze jest to cos podobnego jak kiedys siedzac w wojsku polskim (za komunistow) jako podchorazowie na logistyce, zapytalismy bardzo podchwytliwe pytanie
“skoro chcemy zwyciezyc ten zachod to czemu nie budujemy dobrych drog? wszak czolgi, wozy bojowe, poruszalyby sie szybko i moglibysmy latwo zwyciezac wroga” odpowiedz byla prosta i zwiezla “podchorazowie - my w Polsce mamy ukryte drogi”..nie bede komentowal wiec statystyk.
Rozumiem jednakze, ze w statystykach firmy typu IBM, HP, Apple, Microsoft, ciagle figuruja jako “amerykanskie”,
choc juz zaklady produkcyjne, tzw. R&D i dziesiatki tysiecy programistow, pracownikow sa juz poza Ameryka, i z tego co wiadomo firmy zyski lokuja tez poza
granicami kraju.
Jak juz wspomnialem na wstepie - ja nie dramatyzuje, ja sie pytam - na co maja sie przekwalifikowac ludzie, ktorzy konczyli studia w STEM?
Na co maja sie przekwalifikowac ludzie ktorzy nie konczyli studiow i tez zyja w Ameryce i chca jakos pracowac?
Czy panstwo moze zapewnic, ze np. student konczacy studia na kierunku inzynier znajdzie gdzies zatrudnienie? czy
juz na wstepie zorientuje sie, ze praktycznie zadna firma nie ma ochoty szkolic nowych pracownikow - bo co w tym za zysk?
kazda z firm szuka natomiast kogos w wieku 30-45 lat z 15 letnim stazem i znajomoscia jezyka chinskiego?
Czy panstwo ma jeszcze jakies obowiazki wzgledem obywateli czy tez glownym celem jest “spieprz..” gospodarki i sciaganie podatkow?
@Piotr Milewski
Mam uwage, ktora juz w zasadzie zglosil Mezon - to do webmastera, ale mysle, ze bedzie panu latwiej to przekazac.
Moze by zmienic zasade dopisywania komentarzy - kazdy dopisany komentarz powinien byc na glownej liscie w porzadku od ostatniego do pierwszego , a nie jak teraz od pierwszego do ostatniego. Jesli klikne na “odpowiedz” to pierwsza linijka powinna zawierac do kogo odpowiadam np. “@Mezon” latwiej byloby sledzic wpisy. Struktura typu “drzewka” wpisy pod danymi osobami , sa mniej wygodne.
Jest Pan zapewne sympatycznym człowiekiem, Panie Nemo, ale, za przyzwoleniem, nie spodobało mi się, ze Pan uważa iż Chinczykowi byłoby najlepiej w jego zacofanej wiosce. Dlaczegoz to, laskawco, Chińczyk zasługuje tylko na miskę ryżu dziennie a nam się należą wszelkie dobrodziejstwa cywilizacji? Chiny to kultura licząca 5,000 lat. Oni mieli państwo, literaturę i poezję gdy nad Wisła plemiona Celtyckie wybijaly maczugami ostatnich Neandertali.
Ja nie uważam, ze nam się coś z urodzenia należy i ze państwo ma obowiązek zapewniać każdemu prace, a studentom wybierać kierunek studiów. Milewski słusznie zauważył, ze nic nie jest wieczne. Ameryka musi się przygotować, w tym militarnie, na utratę hegemonii. Ale zamiast nabawiac się stanów lekowych i działać irracjonalnie trzeba podjąć wyzwanie, a atutów jeszcze sporo pozostało. It’s not over till it’s over.
@Mezon
Mysle, ze mnie pan zle zrozumial, bo zwykle czyta sie kogos teksty patrzac ze swojego punktu widzenia. Widzi pan ja mam duzy podziw dla Chinczykow z wielu wzgledow, jest to dobrze wychowany narod, po drugie przeszedl w swoich dziejach duzo cierpien, tak samo jak Polacy., jest to narod bardzo pracowity.
Uwazam jednakze, ze jesli posiada pan rodzine, to podstawowym pana obowiazkiem jest nakarmic swoje dzieci, a dopiero pozniej dzieci sasiada.
Pisze pan - dlaczego “nam sie naleza wszelkie dobrodziejstwa cywilizacji” - a co pan pod tym pojeciem rozumie? jesli dach nad glowa, wystarczajaca ilosc jedzenia, ciepla na zime, dosc normalna opieke lekarska, to sie z panem zgodze, jesli pan zalicza do tego samochod, McMansion, spore konto w banku, internet, iPad, iPod, itp. gadzety to sie z panem nie zgodze.. to nie jest wyznacznikiem zadnej “cywilizacji” chyba, ze konsumpcyjnej, materialnej - przepraszam, ale ja jednak wole “cywilizacje milosci” JPII. Jak to jest powiedziane “nie samym chlebem czlowiek zyje”.
Pisze pan “Ja nie uważam, ze nam się coś z urodzenia należy i ze państwo ma obowiązek zapewniać każdemu prace, a studentom wybierać kierunek studiów. Milewski słusznie zauważył, ze nic nie jest wieczne.”
Drogi panie, to ze nic mi sie od zycia nie nalezy dobrze odczulem w swoim wlasnym zyciu i mozna tylko powiedziec, ze tak samo to wyglada zarowno w komunizmie jak i kapitalistycznej Ameryce - “obys byl biednym, lub bogatym, nie daj Boze byc posrodku, a juz co najgorsze moze cie spotkac, to posiadanie normalnych zdrowych rodzicow”. Dziwne rzeczy wypisuje, nieprawdaz? To tak nieco sarkastycznie - wiesz pan bowiem, ze gdy rodzice zarabiaja malo w Ameryce to studia dzieci kosztuja zero dolarow? Kiedy rodzice zarabiaja “posrodku” to zadna pomoc finansowa sie nie nalezy, jednym slowem placi sie cala kwote za studia.
Jak rodzice sa bogaci to kwestia studiow zupelnie nie jest problemem..
Jak latwo sie domyslac, ja siedze po srodku, nie narzekam, Bog daje mi to co potrzeba, ale jak widze haslo “studia za 50 dolarow”, lub
“kazdy moze studiowac prawie za darmo”, lub “uczelnie oferuja pomoc” to mowie sobie - kto tu kogo robi w balona?
Masz pan 100% racji, ze panstwo nie ma obowiazku wybierac studiow dla dziecka, ale powiedz mi pan szczerze,
po co sa wladze w panstwie, po co jest rzad? Po to by ladnie wygladac w telewizji i godzinami “pieprz..” na tematy typu
“zyjemy w najszczesliwszym spoleczenstwie na swiecie”, czy np. “na Marsie sa slady wody, ale jak wyslemy sonde to dowiemy sie na pewno za jakies 5-10 lat”?
To po to wybiera sie prezydenta, rzad, sejm, senat, kongress, izbe reprezentantow?
To na to ida miliony dolarow na wybory co pare lat?
Jakos mi sie zawsze wydawalo, ze prezydent, wybrani reprezentanci maja pewne obowiazki wobec wyborcow, to oni maja dbac o NAROD, ktory ich wybral,
poprzez zapewnienie mu bezpieczenstwa, poprzez wskazanie mu kierunkow rozwoju i jednoczesnie wskazanie jakie sa drogi dojscia do tego,
a nie stwarzanie kolejnych kryzysow i pozniej wolanie “ratuj sie kto moze”..przeciez to kapitalizm, sam masz dbac o siebie..
jesli to jest jedynie co potrafia i co mozemy od nich oczekiwac, to prosze pana czemu ich wybieramy i placimy im jeszcze za te glupawe rady
jakies pieniadze?
“Przezyj to sam” to proponuja zarzadzani rzadzacym.
podaj dalej, jesli lubisz ten wiersz napisany, Feb, 22/2011 USA
Solidarnosc 2010.
Dla rzadzacych bogactwo i zbytek,
dla robotnikow podstawowy dobytek.
Autor.Mr.Jan Tarwid. Pamieci, Pani Anna Walentynowicz.
“Experience this yourself” propose the workers to the rulers.
Solidarity 2010
For the ruling, wealth and luxury.
For the workers, basic possessions.
Author Mr. Jan Tarwid. In Memory of Mrs. Anna Walentynowicz.
Wspomniał Pan, Panie Nemo, o “Konopielce”. Filmu nie widziałem ale jeszcze w młodości czytałem te książkę Redlinskiego. Pamietam z niej takie sceny jak dziadek próbował ukraść kurze jajko albo jak ojciec w czasie obiadu cały czas pilnował by synowie z miski kartofli nie podwedzili mu jedynego skwarka. Tęskni Pan, Panie Nemo, do czasów gdy człowiek marzył o jajku albo skwarku. Ja dziękuje za takie marzenia. Nie dziwie się Chińczykom, ze nie tęsknią do czasów miski ryżu dziennie. Fajnie jest o tych minionych latach poczytać, trochę je sobie w głowie wyidealizowac, ale życie w takich warunkach chętnie polecimy innym lecz już nie sobie. Jeśli podobała się Panu Konopielka to polecam proze prawdziwego mistrza nurtu chlopskiego - Wiesława Mysliwskiego, zwłaszcza “Kamień na kamieniu” i “Widnokrag”.
Myśle, Panie Nemo, ze obecny kryzys, jeśli tak nazwiemy recesję, wywołali właśnie rządzący w ramach “troski o naród i wskazywanie mu kierunków rozwoju”. W roku 1999, demokratyczny Kongres uchylił Glass-Steagal Act, a Clinton te zmianę podpisał. Glass-Steagal Act uchwalony w roku 1933, po Wielkim Kryzysie zabranial bankom spekulowania pieniędzmi klientów. Bankowość detaliczna, konsumencka i biznesowa, oddzielona była od bankowości inwestycyjnej. Po roku 1999 banki mogły robić wszystko nie ryzykując własnym kapitałem. No i zaczęła się inżynieria finansowa i kreatywna księgowość. Potem w ramach dbania o naród i wskazywanie kierunku rozwoju prezes FED Greenspan oraz kongresmeni Barney Frank i Chris Dodd wywołali banke spekulacyjna na rynku nieruchomosci bo wpadli na genialny pomysł by każdemu należał się własny dom bez względu na dochody. Banki udzielały pożyczek (tzw. liers loans) a rządowe agendy Freddie Mac i Fannie Mae pakiety tych pożyczek za pieniądze podatników skupowaly.
Widzimy teraz do czego prowadzi uszczesliwianie narodu przez rządowych urzędników. Te bandę biurokratów trzeba rozgonic, a przede wszystkim wyjąć im ręce z naszych kieszeni.
Tak samo teraz mamy napompowana banke kredytow studenckich. Nie mam porownania do tego jak bylo kiedys w Ameryce jesli chodzi o kupno domow bo nie mieszkam tu az tak strasznie dlugo, ale wciaz jest dosc latwo dostac kredyt nawet jesli ma sie male zarobki. Ja mieszkam w Connecticut i mam tu organizacje takie jak ChIF, ktora jest wspierana przez stan i jak zarabia sie grosze i nie masz nic na koncie to chetnie ci udziela pozyczki,przy minimalnych odsetkach, nawet nie trzeba dawac przedplaty( jak zbankrutujesz to stan- panstwo pokrywa im) wiec nie wydaje mi sie ze strasznie wiele sie zmienilo.
@Mezon
Drogi Panie, moje uwagi odnosily sie do dwoch rzeczy: po pierwsze zyjemy lokalnie. nie globalnie, po drugie to rzad w sumie decyduje o losie gospodarki w
kraju, a nie wymyslone pojecie zwane “wolny rynek”, cos co moze istnialo w czasach gdy nosilismy maczugi. Pozwole sobie odnies do tych dwoch rzeczy - pisalem
w kilku miejscach i podkreslalem wielokrotnie, ze zyjemy lokalnie i wszelkie otwieranie sie na globalizacje powinno byc robione w bardzo madry sposob, bo
przeciez mamy juz tylu noblistow w ekonomi, umiemy opisywac i przewidywac pewne procesy. Inzynierownie dzisiaj nie buduja mostow na zasadzie “dodamy tyle czy
tyle cementu, tak na oko i zobaczymy, czy sie uda nam zbudowac drugi Verazzano most”, oczywiscie ich zawod jest otoczony wieloma prawami matematyki i fizyki
i jesli tylko ktos wedlug nich postepuje, to generalnie mozna tworzyc kolejne mosty bez obawy, ze sie zawala. ,
Tak samo ekonomisci, choc moze nie sa wspomagani tak jak inzynierowie, matematyka i fizyka, to jednak, znane sa podstawowe prawa ekonomi i powiedzenie “z
proznego to nawet Salomon nie naleje”. Jak jednak widac (sarkastycznie) finansistom, bankierom udalo sie to zrobic w ostatnim czasie..
Po pierwsze, tak jak wspomnialem tzw. “globalizacja” zawsze wystepowala na swieci, tylko nieco wolnie, w mniejszej skali i byla kontrolowana przez rzady
panstw ot chocby w formie odpowiednich cel, taryf, bo wszelkie gwaltowne ruchy powoduje gwaltowne zmiany w zyciu danego spoleczenstwa.
Nie mozna np. najpierw wyeksportowac fabryki do Chin, a pozniej zastanawiac sie na co przekwalifikowac bezrobotnych, ktorzy pozostali.
Oczywistym, jest ze pracodawca - biznesmem w pogoni za szybkim zyskiem, chce to zrobic juz dzisiaj, nie czekac na jutro, jednakze panstwo powinno byc tym
co kontroluje ten proces (na marginesie przez panstwo oczywiscie rozumiem rzad prezydent, kongress/sejm etc).
To oni sa postawieni, aby myslic w interesie panstwa, a nie poszczegolnych jednostek.
Pisze Pan, ze “..obecny kryzys, jesli tak nazwiemy recesje, wywolali wlasnie rzadzacy w ramach “troski o naród i wskazywanie mu kierunków rozwoju”..”
i tu sie zgodze tylko, ze slowami “wywolali wlasnie rzadzacy”.. “troske o narod”, bym zamienil na troske o “zyski firm - czyli przedsiebiorcow”.
/Co posrednio implikuje fakt, ze tak na prawde, za panstwem stoja po prostu tzw. biznesmeni i ich lobby/
Dlaczego? Bo kazdy rozumny ekonomista wiedzial i widzial do czego moze prowadzic rozdawanie “pustych pieniedzy - kredytu” na lewo i prawo.
To sie dzialo jednakze i za rzadow Demokratow (ktorych uwaza sie za socjalistow) i za rzadow Republikanow (ktorych uwaza sie za kapitalistow),
zadna z tych partii nie zrobila najmniejszego kroku, aby te sprawy powstrzymac.. nie slyszalem w 2001, 2002, 2003, itd roku w oficjanych wypowiedziach
“to sie zle skonczy, za kilka lat”..
@Mezon
Jak wiec Pan widzi, tak samo winie panstwo za stworzenie kryzysu, za umozliwienie tego “ten skoku na kase - kredyt”, ktory umozliwil dorobienie sie
nielicznym, natomiast pograzyl kraj w kryzysie na wielu plaszczyznach, ktory mozemy obserwowac dzisiaj.
Pisze na wielu plaszczyznach, bo zniszczyl tez pojecie typu “pracuj uczciwie, to sie dorobisz” - jak widac i w kapitalistycznym panstwie, a chyba ciagle za
taki uwazamy Ameryke, mozna bylo kupic dom za 500tys dolarow, bez nawet koniecznosci pokazania, ze stac na niego.
Teraz zastanawiaja sie co zrobic, z facetem bez pracy siedzacym w domu za pol miliona dolarow.. wyrzucic go? zle, podarowac mu dlug? tez zle,
obnizyc cene domu - tez zle bo mniej podatkow wplynie z tytulu podatku od nieruchomosci..probuje sie wiec sztucznie przedluzyc
To co zrobiono, to nie byly dzialania socjalistyczne, nie dawano “za darmo” kazdemu domu, ludzie kupowali przeciez za pieniadze, tyle tylko, ze
“wirtualne” i jak sie okazuje w koncu gwarantowane przez panstwo. To kapitalistyczne banki je dawaly, to kapitalistyczne firmy je ubezpieczaly itp.
to kapitalistyczne instytucje (gielda) tym sie zajmowaly, wiec nie mowmy o socjalizmie.
Tak samo jak wiec winie rzadzacych za “siedzenie w kieszeni wielkich” firm, a nie za “ciagoty socjalistyczne”, tak samo winie “piewcow” nieskrepowanej
globalizacji, bo to w sumie oni tez przyczynili sie do obecnego kryzysu, w pogoni za szybkim zyskiem, ktory mozna uzyskac, dzieki roznicom w kosztach
pracy, materialow, podatkow, ograniczen itp. w dwoch roznych miejscach na kuli ziemskiej.
Jakos tak sie dziwnie jednakze sklada, ze tych piewcow jest najwiecej pomiedzy tzw. milionerami, ktorych to jest wlasnie ten artykul.
Ja nie jestem socjalista, ale twierdzenie jakoby milionerzy “placili swoja czesc” po prostu uwazam, za falszywa.
Oni czesto nie byliby milionerami, miliarderami, gdyby to wlasnie panstwo, nie umozliwilo im tego, kiedy wiec przychodzi do placenia rachunkow,
mowia czesto “my placimy swoja czesc”, a ja mowie, nie, nie placicie. Bo jesli zwolniliscie 100 ludzi w danym kraju i otworzyliscie produkcje za granica
kraju, to przeciez, osiagacie na tym zysk, a dany kraj musi sie zajac tymi zwolnionymi ludzmi nieprawdaz?
W dawnym systemie, cla, taryfy, zapewnialyby dodatkowy dochod panstu i ewentualne wykorzystanie tych funduszy, a moze
ktos by w pewnym momencie powiedzial, ze sie oplaci jednak produkowac w kraju. “Free trade” ,“globalizacja” po prostu stworzyla sytuacje, gdzie najprosciej
bez wysilku mozna zwolnic tysiace ludzi w Ameryce i otworzyc firme gdzies tam np. Chinach, przystawiajac ciagle stempelek Microsoft, Apple, IBM , HP etc. i
spokojnie zgarniac rekordowe zyski. Ot dzisiaj zobaczylem tytul w gazecie na temat J&J “Sales drop as profits hit record”.
Przeczytalem to kilka razy i pomyslem w takim ukladzie patrzac dlugofalowo jak sprzedaz zejdzie do zera to osiagna najwyzszy w historii profit?
Nieprawdaz? Jak Pan sie domysla, z punktu ekonomicznego, jest to mozliwe w krotkim czasie - ot. obnizono koszty.. jednakze cala idea zawarta w tytule nie ma
sensu. I juz na koniec nieco przydlugiego komentarza. Konopielka opisuje rzeczywiscie zycie na wsi, pokazuje jednak jak w ten ustalony, prosty, czasem mozna
rzec niesprawiedliwy swiat, swiat pozbawiony nawet takich osiagniec jak radio. Do wioski przyjezdzaja jednak ludzie, ktorzy probuja pokazac mieszkancom, ze
ich zycie jest byle jakie, brak podstawowych osiagniec cywilizacji, pelne zabobonow itp. Zmiany dokonuja sie szybko, ludzie staja sie zagubieni, z jednej
strony tkwia w starej rzeczywistosci, z drugiej strony musza sie dostosowac do nowej. Film jest okreslany jako “komedia”, jednakze ostatnia scena, w ktorej
glowny bohater wbija kose w piers (o ile pamietam bratu), bo ten zwrocil mu uwage, ze nalezy kosic pole sierpem jak dawniej, zupelnie na to nie wskazuje.
I pozwole sobie tylko przytoczyc jeden z dialogow: “Kaźmirz: A tak, toż mówio: las słyszy, pole widzi, nigdzie nie schowasz sie. Wszystko na ciebie patrzy,
czy kradniesz, czy oszukujesz, czy robote marnujesz… I temu trzeba żyć, jak Pan Bóg przykazał”.
To mamy zyc po Bozemu i dalej kosic sierpem? A jak zab zaboli to co? Do kowala, ktorego posade ocalil rzad wysokimi taryfami i clami zaporowymi? Mysle, Panie Nemo, ze postep jest moralnie neutralny. Sierp nie jest bardziej etyczny niz kosa. Radze brac przyklad z Ojca Rydzyka: “Alleluja i do przodu!”
Budowa domu albo mostu (zdarza sie, ze sie zawala) w oparciu o stale choc nie do konca poznane zasady matematyki czy prawa fizyki to nie to samo co ekonomia. W ekonomii mamy do czynienia z setkami milionow podmiotow, ktorych sentyment i zachowanie nie daja sie latwo przewidziec i zaplanowac. W dodatku jedni wykonuja posuniecia zalezne od ruchow drugich. Regulacja gospodarki poprzez Komisje Planowania nie sprawdzila sie w praktyce.
Przemiany globalizacyjne nie sa wcale gwaltowne. Reformy Denga w Chinach zaczely sie pod koniec lat 70-tych po normalizacji stosunkow a USA za Nixona. W miedzyczasie byla NAFTA i przenoszenie produkcji do Meksyku (“great sucking sound”) o czym dzis sie juz zapomnialo tak jak za pare lat mozemy zapomniec o Chinach.
Nawiasem mowiac, ja wcale nie uwazam, ze wszystko jest hanky-dory. Wielokrotnie pisalem, ze stagnacja sredniej (median) zarobkow jaka w Ameryce obserwujemy od 40 lat to jakas tragedia. Nie wydaje mi sie jednak by wine ponosila jedynie (czy glownie) globalizacja, a karanie podwyzszonymi podatkami tych ktorzy umieja dostosowac sie do zmiejacego sie swiata technologii uwazam za strzelanie w stope i to wlasnie tym, ktorzy zostali w tyle bo jak sie wiekszym fiskalizmem zahamuje gospodarke to oni straca najwiecej.
@Mezon
Widze nie mamy sie szans porozumiec, szkoda wiec sie rozpisywac. Ja mowie o tym, ze po to nam “bozia” dala rozum, abysmy mogli przewidywac nastepstwa swoich decyzji, nikt nie daje bowiem lekarzowi skalpel do reki dopoki nie pokaze, ze wie on do czego taki przedmiot sluzy, a to jak Pan wiesz wymaga wielu lat studiow i zdobycie wiedzy. Tak samo inzynier nie leje betonu i bez czekania na to, az wlasciwie zastygnie, za 5 minut zaczyna stawiac sciany. Pan powtarzasz za “globalistami” - szybko, szybko do przodu, zmiany sa dobre - im szybciej tym lepiej, bo wyciagaja ludzi z biedy.
Przypomina mi sie tutaj jedna stara uwaga - komus kto przymieral glodem, nie stawia sie pelnych misek z jedzeniem,
tylko powoli karmi, aby przyzwyczaic go normalnego jedzenia inaczej skazuje sie go na smierc.
To co dobre dla milionerow, dobre dla osiagniecia rekordowych zyskow przedsiebiorstw, wcale nie musi i najczesciej nie jest na dluzsza mete dla ogolu spoleczenstwa. Nie chodzi wiec, o “bysmy dalej kosili sierpem”, ale bysmy nie doprowadzali do sytuacji, ze przyjdzie nam kosic scyzorykami..
lub z powrotem kamiennymi nozami.. A co do kowala, czy dentyste, o ktorym Pan piszesz, juz dzisiaj ludzie jezdza na operacje za granice, bo tak taniej,
jak sie tylko moge domyslic niedlugo do dentysty bedziemy tez jezdzic do Azji, jak tylko firmy ubezpieczeniowe na to wpadna i zapisza w odpowiednich papierach. Oczywistym jest, ze pieniadze na dojazd pojda z Panskiej kieszeni, tak jak i dzisiaj nikt sie nie martwi, czy przyjechal Pan samochodem, czy przyszedl na piechote do lekardza. W kazdym razie raz jeszcze dziekuje za dyskusje i juz sie wylaczam z blogu..
Cala przyjemnosc po mojej stronie, Panie Nemo. Dziekuje za dyskusje i interesujace naswietlenie problemow z innej niz moja strony. Jest to, w zasadzie, spor o wartosci i jako taki nie do roztrzygniecia w dyskusji. Po to wlasnie w demokratycznych spoleczenstwach mamy wybory aby zadecydowac o kierunku marszu. Miom zdaniem, bynajmniej nie jest to marsz ku przepasci.
@Mezon
Ja takze chcialem podziekowac Panu za dyskusje.
Widzi Pan ja nie staram sie mowic o marszu ku przepasci - martwie sie jednak, ze dzisiejsi “ekonomiczni cyrulicy” stosuja dawna znana juz zasade “popuszczania krwi” na polepszenie stanu pacjenta.. a zatem tworzenie coraz to nowszych “free trade” paktow i podrzucaniem pieniedzy bankom, milionerom, ze w ktorys momencie zaczna oni wreszcie tworzyc miejsca pracy..jak wiadomo zarowno ilosc krwi w organizmie jak i ilosc “prawdziwego” pieniadza w obiegu jest ograniczona.. nie mozna wiec, “upuszczac krwi w nieskonczonosc”..
Panie Mezon - prosze przeczytac te rzecz - http://www.factcheck.org/2008/10/who-caused-the-economic-crisis/
Jest w niej czesc o Glass-Seagal Act mowiaca, ze ustawa ta “softened” kryzys 2008 r. Po analizie artykulu zmienilem swoj poglad nt. ustawy z 1999 r., ktory byl by the way identyczny z pana opinia wyrazona powyzej.
Dzieki za interesujacy link, panie Washington. Wynika z niego, ze winni sa wszyscy czyli nikt co niezbyt dobrze wrozy na przyszlosc bo oznacza, ze nie mozna wierzyc w zadne papiery wartosciowe, a wiec jak oszczedzac? Gromadzic pod lozkiem sztabki zlota (sufit mi sie urwie
)?
Pamietam dobrze dyskusje nad GLB Act bo akurat konczylem swoje MBA i pisalem o tym term paper. Glowny argument byl taki ze w pierwszej 10 najwiekszych bankow swiata nie bylo ani jednego amerykanskiego wiec aby skutecznie utrzymac w Ameryce kapital nalezy stworzyc wielkie instytucje finansowe typu “money centers”. Ustawa przeszla przy poparciu obu partii to prawda ale byli i nieliczni krytycy obawiajacy sie powrotu do sytuacji sprzed 1933 i nowego kryzysu. Okazuje sie, ze mieli racje. Oczywiscie Glass-Steagal nie byl lekiem na cale zlo bo w polowie lat 80-tych mielismy wielki kryzys w Savings$Loans institutions, ktory kosztowal podatnikow $500 miliardow. W tamtym kryzysie spekulowali nie nabywcy domow tylko developerzy, w tym Clintonowie (Whitewater skandal).
Ja przyjalem taktyke dokladnie taka, jak pan - nagromadzilem juz w piwnicy tyle zlota, ze nastepne sztaby bede chyba musial ukladac w pobliskiej stodole. Z tym wiaze sie problem bezpieczenstwa. To z kolei wymusi koniecznosc zaopatrzenia sie w horde groznie wygladajacych owczarkow alzackich, rottweilerow i pit bullow. Rany boskie, panie Mezon, nawet nam multimilionerom nielatwo w dzisiejszym skryzysowanym swiecie.
Ze zdjęcia wynika, że również były tam panie.
Zabrnęliśmy w Orwellowskiej nowomowie tak daleko, że prostoduszne stwierdzenie grupy milionerów kochających swój kraj (teraz ja zostanę posądzona o brak rozumu) możemy i chcemy zapłacić wyższe podatki nie mieści się w głowach rozdętych polityką uniku i ominięcia, jako że każdy zdrowo rozwinięty i pzry zdrowych zmysłach człowiek rodzi się ( prawdopodobnie nastąpiła mutacja i jest lepiej przystosowany) z wbudowanym zmysłem kombinacji, jak zapłacic mniej nie więcej. Dlatego inne zachowanie niz powszechnie przyjęte w stadzie będzietepione i nie ma znacznia, że intecja jest szlachetna.
@GeorgeWashington
Jak zwykle statystyki sa tylko statystykami, podane liczby moga tez po prostu oznaczac, ze 50 proc. spoleczenstwa zyje w coraz gorszych warunkach i po odliczeniu prostych ulg na dzieci, itp prostu nie stac ich na placenie juz podatkow? Wszak progi podatkowe sa podnoszone kazdego roku (bo inflacja), a place przez ostatnie lata po prostu spadly, dla szczesliwcow stoja w miejscu.
Cala wiec powoli tzw. “srednia klasa” ktora kiedys placila wieksze podatki powoli zsuwa sie pod progi podatkowe, a wiec coraz wieksze grupy nie placa nic, a panstwo raczej musi im doplacac, zeby po prostu przezyli. Nie pomyslal Pan o tym? W efekcie podatki spadaja na tych co jeszcze maja forse, jak tak dalej pojdzie to tylko te 1-10% bedzie placilo podatki do kasy i tyle, 90% procent bedzie placilo dokladnie 0 (zero). Po to byla klasa tzw. “srednia”, aby bylo wiecej ludzi placacych podatki, skoro eliminuje sie ta klase, to ktos musi tak czy inaczej placic rachunki..wyglada, ze bedzie to te 1-10%..
Nie wydaje mi sie wiec, ze mamy doczynienia z “socjalizmem” po prostu brakuje forsy w kasie, a jak wiadomo, mozna ja tylko sciagnac z tych co jeszcze ja maja..