Opublikowano: Wtorek 25 maja 2010





Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej dowodzi, że rząd federalny nie jest przygotowany do walki z podobnymi katastrofami. Takiego zdania jest większość komentatorów zarówno prawicowych jak i lewicowych.
Konserwatywny Wall Street Journal zauważa, że administracja nie tylko nie miała żadnego planu na wypadek awarii platformy wiertniczej, ale nie dysponuje też urządzeniami do mierzenia poziomu skażeń, know-how w zakresie działania środków rozpraszających plamę, barierami do ochrony wybrzeża a nawet aktualnymi mapami tegoż. Z drugiej strony rząd krytykuje były doradca Clintona, David Gergen, obecnie komentator CNN. „Gdyby USA walczyły podczas II wojny światowej tak jak walczą z wyciekiem, wszyscy mówilibyśmy dziś po niemiecku.” – napisał. Obserwatorzy zastanawiają się nawet czy katastrofa nie będzie dla Obamy, tym czym Katrina dla Busha. Trudno orzec. Administracja faktycznie nie ma ani możliwości technicznych ani instrumentów prawnych, by interweniować. Ale wyborcy na takie niuanse nie zwracają uwagi.
Nikt nie wie ile ropy wycieka z szybu. Koncern British Petroleum twierdzi, że 800 tysięcy litrów dziennie, ale niektórzy naukowcy mówią nawet o 11 milionach litrów. Skażonych jest ponad 105 kilometrów wybrzeża, lecz ta liczba również nie odzwierciedla zagrożenia. W niektórych miejscach ropa wdarła się bowiem na 20 kilometrów wgłąb chronionych mokradeł, gdzie znajdują się tereny lęgowe rzadkich ptaków, między innymi pelikanów. Zarówno prezydent Obama jak i jego sfrustrowani ministrowie krytykują BP, ale przyznają jednocześnie, że to nafciarze mają największe doświadczenie w hamowaniu wycieków. Korpus Inżynieryjny Armii będzie jedynie pomagał zabezpieczać i oczyszczać skażone wybrzeże.
Na razie prezydent powołał specjalną komisję do zbadania wycieku, która oceni między innymi funkcjonowanie Agencji Zarządzania Surowcami Mineralnymi (MMS). Jeszcze przed powstaniem komisji spadła pierwsza głowa. Rezygnację złożył Chris Oynes nadzorujący w MMS wiercenia szelfowe. To ofiara raportu, w myśl którego pracownicy agencji regularnie przyjmowali od firm energetycznych drogie upominki, uprawiali seks z ich pracownicami a nawet wspólnie brali narkotyki, o piciu alkoholu tudzież innych rozrywkach nie wspominając. Raport sporządzony został w roku 2008, ale rozgłos zyskał dopiero po katastrofie platformy Deepwater Horizon. Sekretarz spraw krajowych Ken Salazar ogłosił, że MMS zostanie podzielona na dwa oddziały. Jeden ma nadzorować wiercenia, drugi pobierać opłaty licencyjne. Do tej pory ci sami ludzie byli odpowiedzialni za obie dziedziny, co ułatwiało korupcję.
Tymczasem ekipy techniczne szykują się do pompowanią wgłąb szybu substancji określanej w branżowym slangu mianem „szlamu”, stanowiącej mieszankę cementu, smoły oraz innych materiałów. Instalacja ma być gotowa w środę. Jeśli szlam zawiedzie, BP chce wstrzelić do szybu „śmieciowy korek” czyli rozdrobnioną gumę z cementem. Naukowcy zaś ostrzegają, że ropa zacznie wkrótce dryfować wraz z prądem opływającym Zatokę Merksykańską zanieczyszczając po drodze Jukatan, archipelag Florida Keys i wschodnie brzegi Półwyspu Florydzkiego. Na razie władze zamknęły część łowisk Luizjany, która dostarcza 30 procent ryb i owoców morza zjadanych w USA.
Podczas gdy technicy i media koncentrują się na plamie, którą widać, prawdziwa ekologiczna tragedia rozgrywa się pod powierzchnia oceanu. Grudki najcięższych frakcji ropy o konsystencji smoły i wielkości gradu opadają na dno, nie tylko burząc równowagę środowiska, ale także zagrażając ludziom. Te ciężkie węglowodory zjadają bakterie, które zjada plankton, który zjadają stawonogi, które zjadają skorupiaki, które zjadają ryby, które zjada człowiek. Część zatrutej fauny wymrze, reszta nie będzie się nadawać do konsumpcji. Co gorsza dziura broczy ropą tuż obok raf kolarowych z ich niesamowitą, oszałamiająco barwną biodywersyfikacją. Wymrą zatem i korale a wraz z nimi gąbki, ślimaki, rozgwiazdy, wargacze, jeże morskie i ośmiornice. Potem zaś wymrą przybrzeżne ławice ostryg. Niewidocznych strat nie pokryją żadne odszkodowania nie tylko wielomiliardowe ale nawet wielobilionowe.
Firmy które kooperowały przy eksploatacji szybu w Zatoce Meksykańskiej oskarżają się wzajemnie o popełnienie błędów. Korporacyjna solidarność nafciarzy zaczęła się kruszyć podczas kongresowych przesłuchań. Szef BP na Amerykę oskarżył firmę Transocean, do której należała platforma o zainstalowanie wadliwego zaworu awaryjnego. Szef szwajcarskiego Transocean uznał, że winę ponosi Halliburton, bo wykonywał betonowe ocembrowanie szybu. Przedstawiciel Halliburtona stwierdził, że odpowiedzialny jest producent zaworu awaryjnego Cameron a także Transocean.
Obama pod koniec marca zniósł zakaz wierceń w szelfach przybrzeżnych, wbrew protestom swojego zielonego elektoratu i wieloletniej strategii Demokratów. Katastrofa nie mogła zatem nastąpić w gorszym momencie. I dla niego, i dla firm naftowych, bo rozważa teraz możliwość zmiany decyzji. I last but not least dla środowiska. Rząd niby skierował do walki z plamą około tysiąca specjalistów, lecz zmagania te przypominają próby powstrzymania rzeki przez mrówki. Zatrzymanie wycieku potrwa parę miesięcy. Innymi słowy: w listopadzie wciąż jeszcze będzie czuć zapach ropy.
Dla Matta Simmonsa i Pana Studenta (wyjaśnienie we wpisach poniżej):
Galaktyki z galarety.
Z mgły mgławice. We mgle: zgrzyty,
czarne tęcze. W czarnych grotach
wicher topi stalaktyty.
Tam, w pudełkach z karborundu,
lśnią rtęciowych stworów plecy.
Czasem deszczyk je orzeźwi,
czasem je ogrzeje piecyk.
Wyciagają zza Antyli
antylopy i antyki,
do śmietnika lopy i ki
a dwa anty pod pilniki!
Gdy antysemita Antek
cały antybiotyk strawi,
Antygona go do kotła,
antypapież błogosławi.
Stwory otwierają wory,
wysypują bure dziury,
no i fajrant kawaleria –
w kotle lśni antymateria!
Pryk, psyk, pruk, puk – to fabryka.
Prach, pach, prych, pych – stal truchleje.
Antymateria się leje,
skrzypią wiórki na wirnikach.
Cały kosmos tam kupuje:
antywróżki – antyróżdżki,
antyptaszki – antymóżdżki,
antyświaty są na raty.
Homunculus domesticus
ma krewniaków wśród rtęciaków –
pewnie nie raz, przy Wigili,
produkować go uczyli.
Trzeba złapać krasnoludka,
zamiast kaszy dać otręby
i poczekać aż wypuści
antyparę z antygęby.
Jeśli zrobi antytyłki,
nie pomoże w uszach wata.
Nawet miniantytyłek
strzela głośniej niż armata!