Z najnowszego wewnętrznego raportu Internal Revenue Service wynika, że federalna skarbówka nie jest w stanie wypełniać swoich podstawowych obowiązków – zbierać należnych państwu danin oraz zapewnić godziwą obsługę podatnikom. Niech się jednak nie cieszą ci, którzy sądzą, że będą mogli łatwiej obejść lub oszukać fiskusa. Co prawda IRS będzie miał kłopoty ze ściągnięciem setek miliardów dolarów należnych mu podatków, ale coraz częściej nasze rozliczenia będą automatycznie wyłapywane przez programy komputerowe. Ma być taniej i skuteczniej niż podczas standardowych audytów. Organizacje konsumenckie już biją na alarm, że z takiej sprawy będzie dużo trudniej się wyplątać – wszak IRS obciął także wydatki na obsługę podatników. Procedury apelacyjne w takim przypadku są bardzo skomplikowane.
Kodeks podatkowy jest coraz bardziej zawiły – to 3,8 miliona słów. W 2010 roku wprowadzono w nim 579 zmian. Nawet wykształconym księgowym trudno się w tym wszystkim połapać. A IRS nie ma pieniędzy na nauczenie swoich pracowników, jak te zmiany egzekwować. Na domiar złego rośnie liczba oszustw podatkowych, a przede wszystkim bezprawnych wyłudzeń zwrotów podatkowych. Tylko w 2011 roku IRS zidentyfikował około miliona potencjalnie fałszywych rozliczeń, co w porównaniu z poprzednim rokiem oznaczało 72-procentowy wzrost.
Nawet w przypadku uczciwie wypełnionych rozliczeń, wobec których IRS nie zgłasza zastrzeżeń, zanotowano opóźnienia w wysyłaniu zwrotów nadpłaconych podatków.
Rzeczniczka IRS Michelle Eldridge utrzymuje, że mimo wszystko system funkcjonuje normalnie, ale niemal każdy, kto w ostatnim czasie miał do czynienia z IRS, wie, że jest coś na rzeczy. Nikt nie kocha IRS, bo przecież nikt płacić podatków nie lubi. Ale nie można stawiać sprawy na głowie i trąbiąc na temat deficytu budżetowego narażać kasę federalną na spadek wpływów. Jeśli państwo, które ma 14 bilionów dolarów długu, nie jest w stanie efektywnie ściągać podatków, to mamy gotową receptę na katastrofę. Lekarzu, lecz się sam – chciałoby się powiedzieć ludziom, którzy w ramach cięć budżetowych obcięli pieniądze na tych, których zadaniem jest zbieranie pieniędzy – także na pensje dla nich samych.
Narzekanie na IRS jest ulubionym zajeciem nie tylko dziennikarzy ale chyba i wszystkich podatnikow. Mysle jednak, ze, mimo wszystko, nie jest to taka zla instytucja mimo, ze misji jaka ma wypelniac nikt nie lubi. Z rozmow z rodzina i znajomymi z Polski wynika, ze mamy stosunkowo latwe zycie podatkowe tu w Ameryce. Mozna sobie wszystko latwo rozliczyc kupujac prosty program komputerowy TaxCut albo TurboTax. Mozna samemu obliczac i placic podatki przez dziesieciolecia i nie miec zadnego kontaktu z IRS. Roznica na korzysc USA jest szczegolnie duza dla osob prowadzacych mala firme. Cala ksiegowosc mozna zmiescic w pudelku po butach, a rozliczac sie z biznesu na jednokartkowym Schedule C. Zadnych tam oficjalnych ksiag prowadzic nie trzeba, ktorych kazda strona musi byc ostemplowana przez fiskusa. No i zadnych kas fiskalnych, rozliczen VAT, skomplikowanych skladek na rozmaite fundusze socjalne.
Jak mowi bardzo madre powiedzenie - count your blessings.
Znajomy prowadzacy w Polsce 2 osobowa firme ma do wypelnienia cos okolo 50 formularzy podatkowych