Szanowni Czytelnicy,
dziewiętnaście lat minęło. Orka była na ugorze, siejba w płakaniu, a żniwa przejdą przez ucho igielne. – jak mawiał złotousty kaznodzieja. Wartość dodana jest nią, tylko z punktu widzenia dodającego. Czas ustąpić pola młodszym, zdolniejszym. W najbliższy piątek, zapraszam na łamy nowego dodatku kulturalno-rozrywkowego redagowanego przez młodszych, życząc im powodzenia i tak wesołej zabawy jaką miałem ja. A teraz do dzieła.
Przed głosowaniem w Karolinie Południowej, sieć ABC nadała sensacyjny wywiad ze zdradzoną połowicą byłego wodza konserwtywnej rewolucji. Marianne Gingrich mówiła rzeczy, które powinny bez reszty pogrążyć emerytowanego szefa izby niższej. Robił jej wyrzuty, że „nie potrafi się dzielić” podczas gdy Callista, obecnie trzecia żona, nie ma nic przeciw układowi dwie panie plus pan. Zamiast rozwodu, który przekreśliłby jego szanse na prezydenturę, proponował formułę „małżeństwa otwartego”. Następnego dnia moderator republikańskiej teledebaty, John King z CNN, zaczął od pytania na temat wywiadu i stał się cud. Komentatorzy przecierali oczy, nie wierząc w to, co słyszą i widzą. Gingrich tak sprytnie odwrócił kota ogonem, że King – wybuczany przez publiczność – odpuścił, a Newt dostał owację na stojąco. Jak tego dokonał?
ABC reklamowało wywiad przez kilka dni, więc Newt miał dużo czasu, by przygotować odpowiednią ripostę. Przećwiczył niesmak, przechodzący w oburzenie, a następnie złość na prezentera „liberalnych mediów”, które nie wahają się grzebać w rynsztoku, by ułatwić reelekcję Obamie. Każdy polityk musi przekonać wyborców, że jest jednym z nich, ma taką samą wizję świata i system wartości, chce rozwiązywać problemy kraju zgodnie z oczekiwaniami targetu. W przypadku republikańskich prawyborów, kiedy decydujący głos ma skrajna prawica, sprowadza się to do ustalenia czy kandydat nienawidzi tych samych ludzi, których nienawidę ja, mój pastor i kuzyn Joe, co się zna na polityce. Pod koniec gniewnej tyrady, w oczach Gingricha błyszczała autentyczna nienawiść. Był swój.
Główny problem Mitta Romneya polega na tym, że nie dorównuje Gingrichowi talentem aktorskim. Owszem, z jego ust coraz częściej padają jątrzące słowa o socjalistycznym prezydencie i spisku elit, ale w oczach nie ma nienawiści, którą potrafi wykrzesać z siebie Gingrich. Najzabawniejsze była puenta. Urażony kandydat stwierdził, że tego typu „obmierzłe pytania zniechęcają uczciwych ludzi, naprawdę kochających ojczyznę, do ubiegania się o stanowiska publiczne”. Innymi słowy, Gingrich wiedział, że jego małżeńskie zdrady wyjdą na jaw, ale tak kocha ojczyznę, że zdecydował się wystawić na ciosy poniżej pasa zadawane przez obleśnych dziennikarzy służących elicie.
To nie pierwsza wypowiedź Gingricha świadcząca o zerowym dystansie do własnej osoby. Sztab Romneya opublikował niedawno broszurkę „Górnolotne myśli Newta Gingricha na przestrzeni lat”. Czytamy w niej, że zaledwie miesiąc temu kandydat stwierdził: „Uważam się za postać epokową.” W roku 1985 jako szeregowy doradca Reagana oświadczył: „Chciałbym kierować ruchami planety i robię to! Reprezentuję prawdziwą władzę.”. Przed objęciem stanowiska przewodniczącego Izby Reprezentantów zadeklarował: „Przede wszystkim: jestem kwintesencją rewolucjonisty.” Trudno wyobrazić sobie mniej rewolucyjne zajęcie niż szef izby niższej, ale Gingrich ma upodobanie do takich oksymoronów. W końcu wymyślił określenie „konserwatywna rewolucja”. A porównywał się „na przestrzeni lat” między innymi do: Abrahama Lincolna, Margaret Thatcher (też kwintesencji rewolucjonistki?), Woodrowa Wilsona, Charlesa de Gaulle’a, William Wallace’a (z filmu „Braveheart. Waleczne serce”), Thomasa Edisona, braci Wright, „króla wikingów” i Mojżesza. Ironia broszurki Romneya odbiła się grochem o ścianę. Prawe skrzydło GOP żąda prostych odpowiedzi na proste pytanie: kto za tym stoi? Poczucie humoru i rzeczywistości jest mu obce.
Gingrich zmusił do rozwodu pierwszą żonę, Jackie Battle w roku 1980, kiedy dochodziła do siebie po operacji raka macicy, i lekarze nie wiedzieli: umrze, wyzdrowieje czy przez lata wymagać będzie opieki, na którą świeżo upieczony kongresman nie miał czasu. Skarbnikowi swojej kampanii L.H. Carterowi powiedział, że „nie jest wystarczajaco ładna na żonę prezydenta”. Miał już wtedy romans z młodszą o 9 lat Marianne Ginther. Pobrali się w roku 1981, a dwanaście lat później Gingrich zaczął sypiać z podwładną - młodszą o 23 lata kancelarzystką Izby Reprezentantów, Callistą Bisek. Gdy dowiedział się, że Marianne jest chora na stwardnienie rozsiane, zamiast „małżeństwa otwartego”, zażądał kolejnego rozwodu. Podczas romansu z kancelarzystką prowadził nagonkę na Clintona oskarżonego o składanie fałszywych zeznań w kwestii romansu ze stażystką. To właśnie Gingrich doprowadził do zatwierdzenia przez izbę niższą artykułów impeachmentu. Prezydenturę uratował Senat pełniący rolę trybunału konstytucyjnego, bo republikanie nie mieli w nim kwalifikowanej większości 2/3 głosów.
Romans, nie przeszkadzał Newtowi w uwodzeniu innych kobiet. Melenie Griffith wspomina, że w czasie zwiedzania Kapitolu, nie mogła się odczepić od nachalnego lidera republikanów. Między innymi spytał czy „chciałaby zobaczyć jego dinozaura?”. Na biurku w prywatnym gabinecie Gingricha faktycznie stała wówczas figurka T-Rexa, lecz aktorka jest przekonana, że nie o tego dinozaura chodziło. Anne Manning, kochanka Newta z roku 1978, kiedy walczył o fotel na Kapitolu pod hasłem „Pozwól naszej rodzinie reprezentować twoją”, powiedziała Vanity Fair: „Uprawialiśmy seks oralny. Preferował taki modus operandi, bo w razie czego, mógł powiedzieć - nigdy z nią nie spałem”. Trudno ocenić, czy Gingrich jest tylko notorycznym hipokrytą, czy też uważa, że wobec jednostki tak wybitnej jak on, kierującej ruchami planety, należy stosować inne kryteria oceny niż w przypadku zwykłych śmiertelników. Prawdopodobnie mamy do czynienie z kombinacją obu czynników.
Hipokryzja polityków jest odzwierciedleniem hipokryzji społeczeństwa. Rozwodzi się ponad połowa amerykańskich małżeństw, ale rozwodnicy nadal mają poczucie wstydu zakorzenione w protestanckiej tradycji religijnej. Przed rokiem 1970 sąd mógł unieważnić małżeństwo tylko w przypadku popełnienia przez jedną ze stron przestępstwa lub „grzechu cudzołóstwa bądź porzucenia”. Nowy Jork zalegalizował rozwód „za obopólną zgodą” dopiero w roku 2010!
Wiele stanów nadal traktuje zdradę małżeńską jak przestępstwo. W Michigan teoretycznie grozi za nią dożywocie, w Wiscosin 3,5 roku więzienia, w Maryland grzywna 10 dolarów. Kodeks karny Nowego Jorku uznaje zdradę za wykroczenie kategorii B czyli takie samo jak uprawianie seksu analnego, posiadanie niewielkiej ilości marihuany, wróżenie, zranienie psa przewodnika niewidomego, wypisanie czeku bez pokrycia, korzystanie z usług prostytutki, publiczne obnażenie genitaliów czy rzucanie śmieci na ulicę. Według kodeksu wojskowego posiadanie kochanki(a) stanowi zbrodnię. Nieżyciowe przepisy odzwierciedlają przepaść, która dzieli tradycyjną purytańską etykę od praktyki. Statystyki mówią, że małżonków zdradza połowa Amerykanów i 38 procent Amerykanek. Przyznaje się do tego odpowiednio - 20-25 procent panów i 10-15 procent pań. Liczba skandali z udziałem polityków wskazuje, że nie odstają od średniej krajowej. Jak radzą sobie z tym bagażem? To dziecinnie proste. Wyrażają skruchę, proszą żonę i Boga o wybaczenie „popełnionych błędów”, następnie długo się modlą i uzyskują rozgrzeszenie.
Z badań opinii publicznej wynika, że Amerykanie chętniej wybaczają politykom, którzy przyznają się do zdrady niż brnącym w zaprzeczenia. Przyczyną dymisji nowojorskiego kongresmana Anthony’ego Weinera, który stracił posadę pół roku temu, nie było posłanie pięknej nieznajomej fotki własnego krocza. Naraził się wyborcom, uporczywie kłamiąc, że nic nie wysyłał. Kiedy Clinton w końcu wyznał grzechy, cały kraj odetchnął z ulgą, bo naprawdę przykro było patrzeć jak miota się przyparty do muru, twierdząc, że interpretacja jego zachowania zależy od definicji słowa „być”. Kiedy odchodził ze stanowiska popierało go 75 procent obywateli. Demokratyczny kongresman Barney Frank z Massachussets przyznający się do homoseksualizmu wygrał wybory, mimo ujawnienia, że korzystał z usług męskiej prostytutki. „Gdyby okazało się, że polityk bije żonę, wyborcy mogliby mu nie wybaczyć. Ale to, czy uprawia seks małżeński czy pozmałżeński, przestało mieć znaczenie”. – uważa Frank.
Elektorat ogólnokrajowy już w listopadzie 1996 roku zademonstrował, że nie zależy mu, aby prezydent był wzorem cnót, woli dobrego menadżera. Sondaże wskazują również, że występki erotyczne traktowane są bardziej wyrozumiale niż machlojki finansowe czy wykorzystywanie stanowiska dla własnych korzyści. Gingrich tymczasem zarobił blisko dwa miliony dolarów jako lobbysta korporacji Freddie Mac, po czym – na trasie kampanii – oskarżał ją o wywołanie światowego kryzysu finansowego. Kongresowa Komisja Etyki za nielegalne korzystanie z funduszy wyborczych i fałszywe zeznania ukarała go grzywną 300 tysięcy dolarów i naganą, pierwszą w historii udzieloną szefowi izby. Takich szkieletów najnowszy pieszczoszek prawego skrzydła ma w szafie znacznie więcej.
Jego radykalizm jest niestrawny dla wyborców środka, a moralizatorstwo stoi w sprzeczności z życiorysem. Nawet gdyby zdołał przekonać do siebie większość mężczyzn, szlaban postawią mu panie. Demokraci już dawno temu zrozumieli, że zdrowy rozsądek to – wbrew pozorom – domena płci pięknej. Podczas gdy ojcowie podrzynają sobie wzajemnie gardła w imię szczytnych celów, matki karmią, ubierają i układają do snu kolejne pokolenia. Choć mieszkańcy USA nigdy nie dogadają się w takich kwestiach jak aborcja, nigdy nie poróżnią się co do konieczności zapewnienia dzieciom ochrony przed przemocą, a mamom – zwolnień chorobowych.
Obama – podobnie jak Clinton – buduje swój program polityczny w oparciu o sprawy drobne, ale dla kobiet ważniejsze niż wielkie słowa o redukcji deficytu w imię szczęścia wnuków. Mierzy w matki i to bynajmniej nie matki samotnie wychowujące dzieci. Nie chodził też o matki czarnoskóre - co imputuje „prezydentowi od bonów żywnościowych” w zawoalowanych rasistowskich atakach Gingrich. Te głosują na demokratów od zawsze. Obama ma po swej stronie soccer moms - zamężne przedstawicielki białej klasy średniej. To on zapewnił dzieciom wkraczającym w nowe życie możliwość dopisania się do polisy zdrowotnej rodziców, wziął w obronę zniedołężniałych dziadków, sprzeciwił się cięciom wydatków na edukację, a w orędziu o stanie państwa zaproponował by stany wprowadziły obowiązek szkolny do chwili zdania matury lub ukończenia 18 roku życia, stanął w obronie nauczycieli, przedstawił szereg inicjatyw mających poprawić poziom nauczania.
Zwykli Amerykanie mają dość polityki, która dzieli i jątrzy. Flagę w gwiazdy i paski wszyscy kochają, więc po co rozpętywać wojnę o to, kto kocha bardziej? Czy nie lepiej zbudować więcej sal gimnastycznych dla dzieciaków? Programy edukacyjne już dawno przestały być uznawane za wymysł liberałów. Gingrich, który w połowie lat 90. pod pozorem ratowania budżetu chciał obciąć dotacje dla telewizji publicznej PBS, ze zdziwieniem odkrył, że jest znacznie mniej popularny niż Wielki Ptak z ulicy Sezamkowej.
W roku 2008 większość ojców opowiedziała się za Johnem McCainem, większość matek zaufała czarnoskóremu demokracie. Według sondaży nadal mu ufają. Wierzą, że to on, a nie republikanie naprawi budżet, nie pozbawiając Amerykanów pomocy w chwilach życiowych niepowodzeń. Uważają, że zadba o wykształcenie dzieci i obroni wartości rodzinne. Tak, właśnie wartości rodzinne, które sprzątnął sprzed nosa spadkobiercom Ronalda Reagana. Przecież trudno liczyć na faceta, który żąda rozwodu, gdy dowiaduje się, że żona jest chora na raka.
“Hipokryzja polityków jest odzwierciedleniem hipokryzji społeczeństwa.” - a jedna i druga ma swe zrodlo w hipokryzji mediow. Gdyby Newt Gingrich byl gejem i mial setki partnerow to wnikanie w sekrety jego alkowy media uznalyby za przejaw bigoterii, homofobii, dulszczyzny i koltunstwa. JFK, bedacy dla liberalow czyms w rodzaju swieckiego swietego, mial o wiele wiecej milosnych przygod pozamalzenskich niz Newt Gingrich i raczej, w oczach liberalow, dodawalo mu to meskosci i uroku. Gingrich prezydowal impeachmentowi Clintona z urzedu - taki mial obowiazek jako przewodniczacy Izby, a powodem dochodzenia bylo klamstwo pod przysiega jakiego wobec Kongresu dopuscil sie “slick Willi”.
Nie zgadzam się. Hipokryzja mediów też jest odzwierciedleniem hipokryzji społeczeństwa. Nie gryzie się ręki, która karmi ani nie rzuca kamieniami obrazy w szklanym domu wartości rodzinnych. Gdyby ci libertyni rządzący liberalnymi mediami nie narzucali sobie autocenzury zgodnej z oczekiwaniami bogobojnej bazy czytelniczej, już dawno zaczęliby wychwalać wolną miłość każdego z każdym a nawet ze wszystkim, Sodomę, Gomorę i Babilon.
Jest pan zbyt skromny, Panie Piotrze, uwazajac, ze media nie maja absolutnie zadnego wplywu na normy i zachowania spoleczne. Stendhalowskie zwierciadlo to w rzeczywistosci billboard, a ten, jak wiemy, dosc silnie oddzialywuje - inaczej nikt nie wywalalby tych setek milardow $ jakie co rok zarabia Madision Ave. Ta medialna woda kapiaca systematycznie na mozgi drazy je i w ten sposob zmienia przyjete normy. Zgodzimy sie chyba, ze te normy sie zmieniaja. Wiec co je zmienia? Stosunki produkcji, jak chcial Marx? Sadze, ze media sa w stanie zmieniac mentalnosc spoleczenstwa jesli robia to delikatnie (dla niektorych - podstepnie).
W przypadku Gigricha mielismy przegiecie paly co spowodowalo reakcje przeciwna do zamierzonej - w SC Gingrich jako skrzywdzona przez media ofiara odniosl swoj najwiekszy w tej kampanii sukces.
Na szczęście te wszystkie odrażające media wkrótce zbankrutują i będziemy czerpać obiektywne, wyważone oraz wiarygodne informacje z blogów lub komentarzy internetowych. W następnej fazie budowy społeczeństwa obywatelskiego, proponuje likwidację szpitali i zastąpienie lekarzy zawodowych - obywatelskimi czyli znachorami. A domy niech budują zamiast architektów - szewcy, którzy zawsze o tym marzyli.
Perfidie mediow mozna i nalezy potepiac ale fakty sa takie, ze trafiony w slabizne Gingrich coraz bardziej slania sie na nogach. Albowiem, mimo 2000 lat rozluzniania obyczajow, nadal maz stanu musi byc jak zona Cezara – poza wszelkimi podejrzeniami. Przynajmniej dopoki nie zdobedzie urzedu.
Czy potępiać należy perfidię wszystkich mediów, również National Review, Weekly Standard, Wall Street Journal, Fox News etc.? Czy tylko mediów głównego nurtu zwanych przez prawicę liberalnymi? Secundo: wcale nie chodzi o to, by polityk był jak żona Cezara, tylko o to, że są granice obłudy. Jeśli kongresman uprawia seks z sekretarką pod transparentem “Pozwól naszej rodzinie reprezentować swoją” to wszelkie granice przekracza. Nie wiem jak inni komentatorzy, ale ja bym się wybujałego libido Gingricha nie czepiał, wręcz przeciwnie - gratulowałbym, gdyby nie jego ciągłe, świetoszkowate chrzanienie o wartościach rodzinnych, Bogu, grzechu itd.
Akurat Gingrich, wiedzac dobrze jaki ma bagaz, nadmiernym kaznodziejstwem sie nie paral. W sprawach obyczajowych byl dosc daleko od skrajnego skrzydla partii. Wywlekanie szczegolow jego rozwodow w oparciu o wypowiedzi bylych zon majacych okazje zemscic sie na bylym malzonku, a przy okazji zarobic na telewizyjnym wywiadzie, to zajecie raczej dla tabloidow niz powaznych mediow lewicowej czy konserwatywnej orientacji.
Ludzie nie wierza, ze moga byc kochani bez makijazu i aktorstwa ? Akurat przeczytalam artykul, jakim kosztem zaciera sie wlasne slabosci ... http://wiadomosci.wp.pl/kat,0,wid,14252757,martykul.html
Ta smutna historia dwoch ksiezy przypomina mi pewien stary dowcip…
Otoz, na egzaminie wstepnym do seminarium, kandydatow na klerykow rozbierano do naga, ustawiano w szeregi, a kazdemu do przyrodzenia przywiazywano dzwoneczek. Nastepnie pomiedzy te szeregi puszczano naga kobiete, a gdy dzwoneczek jakis zadzwonil, niedoszlego kleryka natychmiast wyrzucano. Teoretycznie, bo przez cale lata, ba, dziesieciolecia cale, taki przypadek niezdanego egzaminu sie nie zdarzyl. Jednakowoz, jednego razu w czasie egzaminu uslyszano cichutkie dzwonienie. Sprawce dzwonienia natychmiast wyrzucono z sali. Ten wychodzac rzucil przez ramie: “a h… wam w d…”. Natychmiast rozdzwonily sie wszystkie dzwoneczki.
Quiz:
Przypatrz się zdjęciu powyżej i spróbuj opdowiedzieć na pytanie:
Z jakiej planety/gwiazdy pochodzi (gwiazda) Callista?
a) z Wenus?
b) z Marsa?
czy może c) z Syriusza?
Do wygrania nie ma nic bo kurna kryzys panie, ale mimo wszystko typować warto (...)
Partia Republikańska fałszuje wyniki prawyborów. – twierdzą amerykańskie media, między innymi MSNBC, CBC i portal Politico. Zdaniem komentatorów za manipulacjami stoi kierownictwo GOP, które chce przeforsować kandydaturę Mitta Romneya na prezydenta. Już wybory na Florydzie w roku dwutysięcznym pokazały, że najwspanialsza demokracja świata, jeśli chodzi o rzetelność liczenia głosów, mogłaby się sporo nauczyć od mniej wspaniałych. To co dzieje się teraz, choć w grę wchodzi głosowanie wewnątrzpartyje nie powszechne, wygląda na zwykłe oszustwo. Pierwsze prawybory wygrał faworyt partyjnej wierchuszki, ale okazało się, że tylko dzięki nieprawidłowościom. Ostatecznie zwycięstwo przypadło Santorumowi. Taka sama sytuacja powtarza się w Main. Domniemane machlojki mogą ostatecznie pogrążyć Romneya, którego republikański elektorat nie lubi za brak wyrazistości. Krąży dowcip następujący: liberał, centrysta i konserwatysta wchodza do baru, a barman: – Cześć Mitt.
ja tez tak twierdze, ale powodem jest tu kandydatura Rona Paula. Chodzi o to zeby nie wygral (w Virgin Islands sie zagapili i wygral, wiec o tym po prostu nie powiedzieli)..
W Maine tez jest problem, nadal licza bo chca tak policzyc zeby wygral Romney, a ciagle im wychodzi, ze Ron Paul.
Zdarza sie od czasu do czasu, ze w wyborach elektorat podzieli sie niemal po rowno lub dokladnie porowno. Czy z tego wynika, ze wybory sfalszowano? Przy liczeniu dziesiatek tysiecy albo i milionow (Floryda 2000) glosow jest niemal niemozliwe unikniecie jakichs pomylek zwlaszcza, ze czesto ludzie dosc nonszalancko wypelniaja wyborcze kartki albo nie zawsze prawidlowo obsluguja wyborcze maszyny ( nieslawne florydzkie “hanging chads”).
Niezupełnie. W Iowie lokalni bonzowie nie dopuścili do policzenia wyników z niektórych konwentykli - wszystko wskazuje, że po to, by Romney miał te swoje komiczne osiem głosów. W Maine tak ustawili głosowania, że część okręgów nie załapała się do puli obliczeniowej ze względu na termin. Bardziej trafne od określenia “pomyłki” jest zatem określenie “machlojki”. W kwestii Florydy, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wielu badaczy uważa, że decydującej roli nie odegrał elektorat, tylko pani sekretarz stanu Katherine Harris, która jak uzdrowiciel Clive Harris popularny w Polsce na fali komunistycznego New Age, miała w rękach cudowną moc. W uznaniu tej mocy dostała fuchę na Kapitolu, nie licząc podróży zagranicznych, których za Jeba odbyła więcej niż jakikolwiek lokalny kacyk w historii. Niestety lepkie paluszki sprawiły, że do Senatu już się nie załapała (afera MZM).
W temacie “niezupelnie” to mamy pelna zgode. Na Florydzie glosy przeliczano wielokrotnie i calymi tygodniami i zawsze wychodzilo, ze Bush wygral, co prawnicy Gora ponownie kontestowali w sadzie. Zadecydowal w koncu Sad Najwyzszy bo inaczej Gore do dzis by te glosy kazal przeliczac.
.
Niestety, dla wielu kazde wybory, w ktorych nie wygral ich faworyt to wybory sfalszowane.
.
W Iowa to Krzywonos wygral 8-mioma glosami, a przez jakis czas Ksiegowy prowadzil 34-glosami. Obaj nazywaja to remisem. W Maine, z kolei, sniezyca uniemozliwila glosowanie w paru okregach przez co sprawa troche sie przeciagnela.
.
Widac jaka strategie przygotowuja wystraszeni obamisci - chca przyprawic Romneyowi gebe kretacza forsowanego na sile przez partyjny establishment wbrew woli wiekszosci GOP, ktora w oczywisty sposob opowiada sie za.. no wlasnie? Prosze mi pomoc.
No jak to za kim? Za Mr. Anybody But. W Iowa, Księgowy wygrał początkowo ośmioma głosami. Potem okazało się, że zwycięstwo należy jednakowoż do Krzywonosa z przewagą trzydziestu czterech głosów. A ostatecznie bonzowie oświadczyli, że wyniki z ośmiu konwentykli zaginęły w tajemniczych okolicznościach i nigdy nie będzie wiadomo kto naprawdę wygrał. Czyli zupełnie jak na Florydzie.
Moja pomylka - 34 glosy przewagi Krzywonosa w IA.
Demokracja ma pewne mankamenty - czasem nie wiadomo kto wygral glosowanie albo ktory zarzad polonijnej organizacji jest legalny. No ale co zrobic? Zycie musi isc naprzod i dlatego w demokracji (i sprawnie dzialajacej gospodarce) najwzniejsze sa sady - moze nawet nie tyle sprawiedliwe co rychliwe.
A Mr. Anybody But to wet dream obamistow bo gdy zakoncza sie wewnatrzpartyjne przedbiegi i GOP stanie jak jeden maz i jedna zona za Romneyem, to to co dzis poczytywane jest Mittowi za wady nagle stanie sie wielka zaleta w oczach decydujacego o listopadowym wyniku odlamu elektoratu. Zadrza ze ze strachu wojownicy spod sztandaru Osla, a najbardziej, asinus asinorum, Obama.
Pozwolę sobie na malą dygresję w związku z cięgami jakie tu zebral Gingrich za “otwarte malżenstwo”.
.
Instytucji “otwartego malżenstwa” zawdzięczamy jedno z największych odkryc w historii nauki.
Jak podaje Jim Baggott w swej najnowszej ksiażce “The Quantum Story” (rozdzial “A late erotic outburst’), ojciec-zalożyciel mechaniki kwantowej, Erwin Schrödinger, żyl w “otwartym malżenstwie” ze swą magnifiką, Annemarie. Onego czasu, gdy Annemarie miala gorący romans z kolejnym przyjacielem Erwina, matematykiem Hermannem Weylem (ktorego żona, Helen, akurat pipigżdylila sie z fizykiem Paulem Scherrerem), Schrödinger wynająl gorską willę w Arosa, w Alpach szwajcarskich i zaprosil do niej swą wiedenską przyjaciolkę.
Dnia 8 stycznia 1926 roku, w czasie milosnych wygibasow, Erwin Schrödinger doznal olsnienia i zapostulowal swą slynną Funkcję Falowa. Dziwaczne i niekongruentne kawalki kwantowego puzzla ulozyly sie nagle w logiczną i spojną calosc. W dziejach ludzkosci rozpoczęla sie nowa era.
Erwin skonczyl lozkową robotę i na serwetce zakonotowal swe nowe rownanie. Rożniczkowe, drugiego rzedu zresztą.
Panie Piotrze, a dlaczego uciekl Pan z piatkowego dodatku do N.Dz. ? Kto Panu pozwolil?
Przeczytalem dzisiejszy “Juz piatek” pod nowa redakcja i wcale mi sie nie podobal.
Z kupowania papierowej gazety w piatki raczej zrezygnuje z wyjatkiem dni gdy wychodzi “Przeglad Polski”. Pozostane wiec jedynie przy sobotnim papierowym wydaniu.
Z “Wprost” tez jakies niepokojace plyna wiesci - Lisa wywalili, a z nim odeszla czesc zespolu. Co sie dzieje?
No cóż, we “Wprost” złożyłem wymówienie, kiedy właściciel zwolnił Tomka Lisa i wicenaczelną Olę Karasińską, z którą bezpośrednio współpracowałem. Z Nowego Dziennika natomiast sam zostałem zwolniony. Ten wpis jest taki trochę pożegnalny jak wskazuje notka kursywą u góry. Nie wiem jeszcze czy będę ciągnął blog, bo z gazetą nie jestem już związany (pomijając 19 lat pracy), a nowe propozycje sypią się jak z rękawa:) Serio.
No coz, Panie Piotrze - tym razem wpadl Pan, jak przyslowiowa sliwka w kompot. A przestrzegalem, ze nienawisc nie jest dobrym doradca.
Gingrich nie zadal rozwodu, gdy dowiedzial sie, ze zona byla chora na raka. Sprawa ta kilka miesiecy temu zostala wyjasniona raz na zawsze i nawet ludzie, jak Andrew Sullivan, ktory nie znosi Gingricha politycznie musieli odszczekac swoje oskarzenia. Podsuwam 2 linki, ktore powinny w koncu rozjasnic Panu problem.
http://www.outsidethebeltway.com/correcting-the-record-newt-gingrich-didnt-divorce-his-first-wife-while-she-had-cancer/
http://www.factcheck.org/2011/12/the-gingrich-divorce-myth/
Oczekuje przyznania sie do bledu. Nie oczekuje juz jednak od Pana solidnego dziennikarstwa, chociaz przez jakis czas zywilem nadzieje, ze pomimo Pana oczywistej stronniczosci, przeinaczania faktow i widzenia zla tylko po jednej stronie stac Pana od czasu do czasu na pisanie do rzeczy.
Dziękuję za wielce wiarygodną relację córki Gingricha, jedyną która zaprzecza powszechnie znanym faktom, że to on zażądał rozwodu, kiedy zona była chora na raka. Zaczyna mnie irytować Pańska niezbyt kulturalna maniera używania epitetów i oskarżeń zamiast argumentów. Proszę sobie zajrzeć tutaj http://articles.nydailynews.com/2011-12-26/news/30559996_1_callista-bisek-divorce-papers-gingrich Relację żony, że Newt zaproponował jej rozwód w szpitalu potwierdzają dokumenty sądowe.
Byloby tez interesujace wyjasnienie metody, ktora sie Pan posluguje przy odnajdowaniu “zawoalowanego rasizmu” gdy Gingrich nazywa Obame “prezydentem od bonow zywnosciowych”.
Zamiast szukac rasisty pod kazdym lozkiem, radzilbym przyjrzec sie statystykom - w czasie prezydentury O. liczba ludzi pobierajacych bony wzrosla o ponad 14 mln - do 46 mln. Facts are stubborn things, Mr. Milewski. Shame on you!
Fakty i fakty. Fakty udokumentowane w pozyciu malzenskim, moga naswietlac roznorako. Np. Nigdy nie kochalam danej osoby, zylam zyciem pasotniczego grzyba na drzewie. Braknie podstawy, bo drzewo chce separacji, lub w mniejszym stopniu sok pozywczy dostarczal, to albo ciagle choruje, wystawiajac sie na przeciagi, albo zachodze w ciaze. I albo chlop ze mna zostanie, albo zniszcze mu jego opinie….Zycie alkowy to zycie burzliwych wojen, jesli podpisano waleczny rozwod. Pamietam uderzenie obuchem, kiedy bylo zbizenie w separacji przymusowe, grozace zaplodnieniem i szyderczosc, ze stracisz dobra opinie, bo ze mna jestes w separacji i nikt nie uwierzy, ze moje….Iluz malzonkow po kazdej klotni, chwyta za sznur i krzyczy, ze skonczy ze soba, jesli wasn nie ulegnie przedawnieniu ? Dziecko biernie obserwuje i wnioski snuje subiektywnie, a dopiero po latach mozna od dziecka oczekiwac obiektywnosci…Szantazysci domowi znaja dobrze, co wydobyc zrecznie na zewnatrz z alkowy…Kochajaca malzonka bedzie tuszowac mankamenty alkoholowe chocby meza. Wyrachowanie wykorzysta publicznie chocby jedna wpadke zrodla z ktorego soki pije…? Osoba, ktora odbila osobe innej osobie powinna zdawac sprawe, ze zdobyla slabsza osobe od siebie, ale ta osoba zdobyta jest doskonalym materialem, dla innej, gdy pojawi sie w orbicie nastepna zaborczosc ?
Zawsze lubilam wpadac na ten blog, bo mozna bylo wiele mysli wybrac, choc nie zawsze wpadalam, lecz to nie wina bloga tylko trybu zycia nowojorskiego, ze czeste sa chwile, ze chce sie odizolowac od otoczajacego swiata i teskni sie do przyslowiowych bajek dla doroslych na dobranoc…Jest takie porzekadlo, nie daj boze cudzie dzieci uczyc, emerytura wczesniejsza “gwarantowana” Pierwsi nauczyciele z racji nauczania spoleczenstwa padali znacznie szybciej, czesto z rak uczniow…Nikt nie chce manny jak spada z nieba ?! Dziekuje za to, ze “Jestes” .
Panie Piotrze - namierzylem Pana!
http://piotrmilewski.natemat.pl/1447,tygiel-kulturowy-mej-dzielnicy-poswiecam
Niezly start na nowej niwie. Prosze jednak nie palic za soba mostow i ciagnac bloga w N.Dz.
Gingrich został szefem izby niższej dzięki poparciu Koalicji Chrześcijańskiej Pata Robertsona. Po objęciu stanowiska forsował poprawkę wprowadzającą modlitwy do szkół, zakaz aborcji po 15. tygodniu ciąży i Ustawę o Ochronie Małżeństwa. Utraciwszy stanowisko doznał „religijnego przebudzenia” („faith awakening”) i napisał książkę, w której dowodził, że władza państwowa pochodzi od Boga (co by się zgadzało z mniemaniem Newta, że jest królem wikingów) zatem powinna Mu służyć. I nie chodziło bynajmniej o Bachusa, któremu służy się z wykorzystaniem młodych stażystek, tylko o Boga Abrahama, Mojżesza i świętego Piotra.
Moim zdaniem jest jednak lepiej jesli o powierzeniu waznego urzedu decyduja zalety intelektualne kandydata i jego zdolnosci przywodcze (jak sama nazwa wskazuje te rozwija sie czesto przy wodce) i organizacyjne, a nie brak perypetii w zyciu osobistym albo ciemny kolor skory. Szanujacy sie dziennikarze powinni skupic sie na tym co jest istotne. Wyszukanie dziadkow w Wehrmachcie i ckliwych opowiesci bylych malzonek lepiej jest zostawic kontrkandydatom - niech kompromituja sie na wlasny rachunek, a nie per procura.