Opublikowano: Czwartek 24 czerwca 2010

Prezydent Obama zdymisjonował dowódcę sił NATO w Afganistanie Stanleya McChrystala. Przyczyną były niewybredne komentarze adiutantów generała i jego samego pod adresem Białego Domu zamieszczone w reportażu „Rolling Stone”.
55-letni McChrystal zawsze miał dobre stosunki z dziennikarzami. Lubią go od czasu kiedy cierpliwie i fachowo wyjaśniał strategię wojny irackiej jako przedstawiciel Pentagonu oddelegowany do kontaktów z prasą. Ale Michaela Hastingsa z „Rolling Stone” przyjął w Paryżu wyjątkowo miło. Dziennikarz popił nawet z ekipą McChrystala w irlandzkim pubie. Jeden z adiutantów zasugerował, że wiceprezydent Biden może generałowi zrobić la..ę/ pocałować go z drugiej strony/ spieprzać – zależnie od tego, które z polskich znaczeń idiomu „bite me” zastosujemy. Inny stwierdził, że doradca Obamy do spraw bezpieczeństwa to „klaun”. Następny, że w Białym Domu siedzą „cieniasy”. Generał słuchał, kiwał głową, czasem sam wtrącił jakieś żarcik.
Został zdymisjonowany na własne życzenie, czy raczej sam się zdymisjonował. Od chwili objęcia dowództwa prowadził z administracją podwójną grę. A to krytykował publicznie strategię proponowaną przez wiceprezydenta Bidena. A to szantażował Obamę równie publicznymi deklaracjami, że bez dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy „misja się nie powiedzie.” Nie jest typowym wojskowym karierowiczem: często mówi to co myśli. Ale jeszcze częściej robi to, na co ma ochotę. W Afganistanie chciał przeprowadzić wielki taktyczny eksperyment – wykazać słuszność modnej w kręgach wysokich oficerów koncepcji COIN czyli tłumienia powstań zmasowaną przewagą liczebną przy ograniczeniu strat cywilnych do minimum i odbudowie państwowości. Gdy zorientował się, że nikt mu nie da na to pieniędzy ani politycznego błogosławieństwa, pozwolił adiutantom zmieszać administrację z błotem w obecności reportera.