Bookmark and Share

Bieguni

Autor: Marian Chlabicz
2009-11-06

Dziś prawdziwych nomadów już nie ma.

Kirgizi dawno zeszli z koni. Cyganie pobudowali sobie dwory pod Tarnowem. Tuaregowie przesiedli się z wielbłądów na fordy mustangi. A Ewenkowie (był o tym niedawno reportaż w ”Polityce”) właśnie dojadają swoje renifery, a co zrobią, jak już skonsumują ostatnie sztuki – nie wiadomo. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby potem mieli ruszyć się z wygodnych chałup i powędrować przed siebie w zaśnieżoną tundrę.
W ten sposób kończy się jedno z największych zderzeń cywilizacji, jakie odnotowała historia naszego gatunku, czyli rywalizacja między wędrownym a osiadłym trybem ludzkiej egzystencji, która rozpoczęła się natychmiast po tym, jak tylko obsiano ziarnem pierwszą morgę gruntu i wmurowano kamień węgielny pod pionierską, neolityczną ziemiankę.
Przez pierwszych kilka tysięcy lat po wzniesieniu trwałych osad relacje między plemionami osiadłymi i koczowniczymi pozostawały w stanie kruchej równowagi, ale wraz z powstaniem miast wynik rywalizacji między wędrowcami i osadnikami był już przesądzony. Na niekorzyść nomadów, choć naszym naturalnym, praktykowanym od zarania dziejów sposobem egzystencji było przecież życie w ciągłej podróży. W ten sposób, to znaczy przemierzając świat na piechotę w poszukiwaniu pożywienia, wody i tymczasowego schronienia, funkcjonowaliśmy przez 99 procent czasu istnienia naszego gatunku, czyli – jak to szacują antropolodzy – ponad cztery miliony lat. Natomiast pierwsze ślady osadnictwa archeologia datuje na 7-5 tysięcy lat p.n.e.. Z wędrownym trybem życia pożegnaliśmy się zatem szybko i zdaje się bez żalu. Sprawdziło się brytyjskie przysłowie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Osiadły tryb życia oznaczał egzystencję w warunkach względnego komfortu oraz życie wolne od większości zagrożeń składających się na codzienność nomady – niesprzyjającej aury, niehigienicznych warunków egzystencji, niepewności jutra i czyhających na każdym kroku naturalnych wrogów: dzikich zwierząt czy konkurencyjnych plemion nomadycznych, walczących o dostęp do tych samych, ograniczonych zasobów naturalnych.
Tymczasem plemiona osiadłe stosunkowo szybko i skutecznie rozwiązały problemy aprowizacji, infrastruktury i ochrony przed zagrożeniem zewnętrznym, zdecydowanie poprawiły komfort swojej codziennej egzystencji, a na dodatek zyskały coś, czego nigdy nie posiadały plemiona koczownicze – czas wolny od pracy. Został on wykorzystany na rozwój kultury i doskonalenie osiągnięć cywilizacyjnych. Tak więc odpowiedż na pytanie o powody, dla których nad nieskrępowaną wolność nomady człowiek przedłożył codzienny kierat nużących obowiązków osadnika brzmi: z lenistwa. Z tej samej przyczyny, z której wzięła też początek większość wynalazków, z samochodem, pralką , kombajnem zbożowym, zmywarką, robotem medycznym i klimatyzatorem włącznie.

Zdjęcie: Archiwum

Beduini – zawsze w drodze


Nomadyczność, jak twierdzą antropologowie, była bowiem koniecznością, mówiąc inaczej – brakiem wyboru. Wraz z pojawieniem się alternatywy w postaci osadnictwa, kolejne plemiona wędrowne podlegały sukcesywnie procesowi cywilizowania, co w praktyce oznaczało przechodzenie z koczowniczego na osiadły tryb życia. Często odbywało się to zresztą na drodze krwawych konfrontacji, czego boleśnie doświadczyło Imperium Romanum, a potem Europa, pustoszona przez najazdy koczowniczych plemion mongolskich (w Polsce nazywanych Tatarami). Tak czy inaczej, człowiek osiadły różnił się od wędrującego nie tylko sposobem życia, ale też jego stylem, priorytetami, celami, światopoglądem i wreszcie systemem wartości. I różni się do dzisiaj, choć tylko nieliczne ludy i plemiona pozostały wierne swojej nomadycznej przeszłości. Zostało ich raptem kilka: Beduini, Tuaregowie, Inuici, Aborygeni. A i to nie wszyscy. I nie do końca konsekwentnie, bo wśród Tuaregów obok samochodów w powszechnym użyciu są także telefony komórkowe.
Pojawili się za to ”nowi nomadzi” – ludzie w podróży, dla których drugim domem stały się międzynarodowe porty lotnicze, samochody i przyczepy kempingowe. Niektórzy, jak pracownicy wielkich korporacji w nieustających delegacjach, prowadzą podobny tryb życia z tych samych powodów, co pierwotne plemiona koczownicze: z konieczności. Ale powstała także nowa kategoria podróżników z wyboru, którym w drogę każe się wybierać wewnętrzny niepokój, żądza przygód, głód wrażeń czy po prostu nuda. A czasem strach przez przyjęciem obowiązków jakie niesie poukładane, zamknięte w granicach jednego domu, miasta czy kraju, ustabilizowane życie. Ta kategoria, zresztą wciąż rosnąca, jest jak Bieguni z opowieści Olgi Tokarczuk – osiemnastowieczna sekta, spędzająca życie w ciągłej podróży, w ustawicznej wędrówce szukając ucieczki przed całym złem tego świata. Współcześni nomadzi na Heathrow czy O’Hare – nie licząc tych, którym za bilety zapłaciła firma – też są trochę jak Bieguni. Wyruszają w drogę, choć przecież nie muszą. Bo przecież dziś prawdziwych nomadów już nie ma.



Komentarze:

Name: hkz

Date: 2009-11-07 11:38:54

...40 tysiecy bezdomnych w samym Jorku... czyz to nie koczownicza grupa... a te 12 milionikow bez stalego pobytu to czyz to osiadla forma zycia....:(

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc