Inagurujemy cykl artykułów Dominiki Stefańskiej, prezentujących najciekawsze wiejskie rezydencje Polaków. Autorka będzie – dyskretnie! – opisywać życie naszych rodaków, którzy zainwestowali w zabytkowe, historyczne lub interesujące z innych względów obiekty.
Jeżeli komuś Płock kojarzy się jedynie z benzyną i kominami rafinerii będzie zaskoczony nie tylko historią miasta, ale także wyjątkowo uroczymi zakątkami okolic tego miasta.
– Długo szukaliśmy swego wymarzonego domu – mówi gospodarz Marek, znany w Płocku biznesmen w branży budowlanej. 17 lat temu założył on firmę inżynieryjną (ze względu na opis prywatnego domu, pragnie zachować dyskrecję) wraz z czterema wspólnikami. W niezmienionym składzie pracują do dziś. – Zaczynaliśmy od wykończenia pawilonu ubezpieczeniowej Westy. To były czasy! Pożyczona od mojego wuja betoniarka, pożyczone pieniądze na pierwszą wypłatę dla czterech ludzi – wspomina. – Potem podpisaliśmy pierwszy kontrakt na budowę bloków w Płocku. Dziś chyba bym się na to nie odważył. Wtedy najpierw podpisałem, a później zacząłem szukać ludzi do pracy. Ale ryzyko opłaciło się, dziś firma jest partnerem dla światowych gigantów. Żona – Małgosia jest artystką fotografikiem. Mają 18-letniego syna i córkę, która niedawno została mamą, więc oboje są świeżo upieczonymi dziadkami.
Rezydencja położona jest 15 minut od centrum Płocka. Jej teren otoczony jest lasami. Właściciele mieszkali wcześniej w centrum Płocka w kamienicy i nie chcieli długo wyprowadzać się z miasta. Skusiła ich jednak wyjątkowo piękna okolica, bliskość lasu i ogromny, dwuhektarowy, ogród. Są w nim wiekowe drzewa, oczko wodne i szumiąca kaskada z uroczą rzeźbą nimfy leśnej. Nastrój ogrodu podkreślają żwirowe alejki otoczone magnoliami i rododendronami.
Poprzedni właściciel posesji (również przedsiębiorca w branży inżynieryjnej) rozpoczął budowę domu w latach 2002-2004. Postawił stan surowy, pokrył dachem i na kilka lat zaniechał budowy. Rezydencja została zbudowana z kamienia i otynkowana, a dach pokryty dachówką trzcinową. Inwestor skupił się bardziej na zakładaniu ogrodu i jego pielęgnacji. Liczył na to, że na wykończenie domu jeszcze przyjdzie czas. Kiedy Małgosia i Marek zainteresowali się rezydencją, nie była ona wykończona. Rozkład pokoi pozostawili bez zmian. – Aranżację wnętrza domu powierzyliśmy profesjonaliście. Architekt Wojtek podjął się wykończenia i wyposażenia naszej rezydencji w stylu hacjendy hiszpańskiej.
Zdjęcie: Dominika Stefańska
Dom składa się z kilku poziomów. Na parterze jest reprezentacyjny hol, obszerna garderoba, pokój telewizyjny i toaleta dla gości W części głównej usytuowana jest jadalnia i salon z oranżerią. Kuchnia natomiast jest oddzielnym pomieszczeniem. Z salonu rozciąga się wspaniały widok na ogród, a z tarasu można korzystać cały rok.
Na piętrze gospodarze mają swoją sypialnię oraz pokoje dzieci. Są też dwa pokoje gościnne. Przy każdej sypialni jest oddzielna łazienka – w całej rezydencji jest ich pięć. Na poddaszu gospodarze urządzili galerię starych grafik.
Meble są z różnych stron świata: Hiszpanii, Włoch i Meksyku. – Lubimy te klimaty. Wazy i rzeźby przywoziliśmy z każdej naszej podróży. Przez dwa lata mieszkaliśmy w Palermo. Stare obrazy, rodzinne pamiątki i kolorowe talerze na ścianach – to stały element wystroju rezydencji. – Wśród soczystych kolorów w domu, łatwiej przetrwać jesienna szarugę. – Chciałem – mówi pan domu – by wnętrze domu harmonizowało z otoczeniem, bo tak naprawdę my żyjemy zarówno w domu jak i w ogrodzie.
Dom ma spore podpiwniczenie, gospodarze wykorzystali więc tę przestrzeń na część rekreacyjną i piwniczkę na wino.
Kolekcja win jest imponująca. Nic dziwnego – gospodarz jest koneserem i trunki sprowadza z całego świata. Piwniczkę poprzedza pokój do degustacji wina, kolekcja karafek oraz przepiękna galeria obrazów przedstawiających najsłynniejsze winnice świata.
W części rekreacyjnej rezydencji jest bilard i barek oraz okazała kolekcja kilkunastu par nart z limitowanej edycji, gdyż pasją gospodarzy są narty.
Małgosia i Marek odziedziczyli też po poprzednich gospodarzach domek myśliwski w ogrodzie, a wraz z nim trofea myśliwskie, które wspaniale zdobią drewniane ściany. Sercem domku jest stylowy kominek z kamienia.
Natomiast dobrym rozwiązaniem w upalne, letnie dni jest usytuowana sprytnie w ogrodzie altana Ostoja – doskonałe miejsce na hamak lub chwilę wytchnienia.
– Widok z okna wart jest milion dolarów ! – śmieje się gospodyni – cudnie wyglądają zwłaszcza fioletowe klematisy, magnolie i rododendrony. Kiedy siąpi deszcz siadamy na werandzie przed domem i też jest fajnie, poza tym to świetne miejsce na sezonowe dekoracje typu jesienne bukiety, szyszki, wrzosy. Gości witają Plamka i Apacz – pieski, które królują na ogrodowych alejkach. Lubimy to, że jest się w domu, a jednocześnie w ogrodzie. Mamy nadzieję, że wkrótce dom zapełni się gromadką wnuków. Wtedy dopiero powiemy, że country living to jest to!