Kto szuka, ten znajdzie, więc może kiedyś... Jednak na razie nauce nie udało się odnaleźć ani śladu duszy.
Zwłaszcza tej rozumianej, za Platonem i teologią, jako byt samoistny, niematerialny, wyczerpujący pojęcie świadomości, zawiadujący procesami emocjonalnymi i wyborami moralnymi ,definiujący tożsamość ludzkiej osoby i – co najważniejsze – nieśmiertelny. Mało tego: pomimo, że obecna w języku i kulturze od kilkunastu stuleci i stanowiąca inspirację dla najwybitniejszych filozofów minionych wieków (Arystotelesa, Platona, Tomasza z Akwinu), już od dawna pozostaje ona poza domeną zainteresowań oficjalnej nauki. Jeśli więc we współczesnych projektach badawczych wspomina się jeszcze o czymś takim, jak "dusza", to jedynie mimochodem, między wierszami i wstydliwie.
Na ten stan rzeczy ciężko pracowali sami naukowcy, a wcześniej ich duchowi poprzednicy – filozofowie. Zaś egzorcyzmy, zmierzające do wygnania duszy poza granice poznania naukowego, rozpoczęły się na dobre w czasach oświecenia, kiedy w metodologii badania i opisu rzeczywistości zwyciężyły racjonalizm i empiryzm.
Demontaż dawnych sposobów poznawania świata zaczął się od Kartezjusza, ale ostatecznego wykluczenia duszy poza margines zainteresowań nauki dokonał – w traktacie "O duszy nieśmiertelnej" – wybitny przedstawiciel empiryzmu (czyli wiedzy opartej na doświadczeniu), David Hume. Jego praca ukazała się drukiem w 1783 roku, który można by w związku z tym uznać za datę naukowej śmierci duszy.
Racjonaliści – co ważne – nie twierdzili bynajmniej, że dusza nie istnieje. Oni tylko wykluczyli to pojęcie z obszaru zagadnień, które można opisać językiem nauki. Zauważyli bowiem – nie bez racji – że zjawisk natury niematerialnej nie da się skutecznie badać metodami empirycznymi. A w związku z tym nie można też przesądzać ani o ich naturze, ani ewentualnym nieistnieniu bądź istnieniu.
W ten sposób dusza podzieliła losy innych bytów metafizycznych – aniołów i demonów, piekła i nieba i wreszcie samego Boga.
Zdjęcie: Weekend
Tak wygląda dusza
O banicji duszy ze świata nauki ostatecznie przesądził Karol Darwin i jego teoria ewolucji, która stanowiła doskonałe przeciwieństwo platońskiej koncepcji świata,opartej na odwiecznej opozycji ducha i materii. Według ewolucjonistów wszystko, więc także atrybuty duszy – życie psychiczne, umysł i świadomość – ma tę samą co ciało materialną naturę. Wyrażający się w takim podejściu materializm, oraz jego mniej radykalna odmiana – fizykalizm, zakładają więc, że wszystko, włącznie z procesami umysłowymi, podlega, bo musi podlegać, uniwersalnym prawom fizyki.
W ten sposób w poznaniu naukowym rozważania nad niesubstancjalną duszą nieśmiertelną zastąpione zostały badaniami nad świadomością i procesami psychicznymi, a miejsce teologów zajęli w nich neurobiolodzy. Co oczywiste o tyle, że już Kartezjusz lokalizował duszę w strukturze mózgu, a konkretnie z szyszynce.
Od tamtej pory poszukiwania duszy, jeśli ktoś jeszcze tego w ogóle próbuje, ograniczają się więc do tropienia jej śladów w istocie szarej. Od czasu do czasu niektórym uczonym udaje się nawet osiągać w tym działaniu obiecujące rezultaty.
Najbliższy odkrycia duszy, a przynajmniej dostarczenia empirycznych dowodów na jej istnienie, wydawał się Duncan McDougall, amerykański lekarz praktykujący na przełomie minionego wieku w Haverhill (MA). W 1907 roku opublikował on w prasie branżowej (ale także w "New York Timesie") swoje odkrycie: "dusza waży 3/4 uncji" (21 gramów). Doktor McDougall uzyskał ten wynik przez proste porównanie wagi tej samej osoby, jeszcze żyjącej i natychmiast po śmierci. Różnica za każdym pomiarem wynosiła około uncji. Z tych obserwacji McDougall wyciągnął wniosek tyleż prosty, co oczywisty. Dusza ma naturę niematerialną i bytuje gdzieś w ciele, opuszczając je wraz z naszym ostatnim tchnieniem, a waży 21 gramów. Problem w tym, że eksperyment doktora z Massachusetts został już od tamtej pory wielokrotnie zweryfikowany i – niestety – zakwestionowany zarówno co do samej metody, jak i jej spektakularnych rezultatów.
Od czasów McDougalla nikomu nie udało się też dostarczyć żadnych nowych, przekonujących dowodów na potwierdzenie istnienia platońskiej wersji duszy.
Ale czy to znaczy, że zdaniem oficjalnej nauki niematerialnej i nieśmiertelnej duszy po prostu nie ma? Nic podobnego. Po prostu to zagadnienie leży poza kompetencjami nauk empirycznych, zachowujących się w tej sprawie jak profesjonalni fachowcy od Public Relations, których ulubione zdanie brzmi: "nie potwierdzam ani nie zaprzeczam...".
Ta wymijająca odpowiedź będzie obowiązywać dopóty, dopóki nie zmieni się paradygmat każący nam definiować rzeczywistość na sposób materialistyczny.
Teraz wszystko w rękach fizyków. Oni już od dawna pracują przecież – nie bez obiecujących rezultatów – nad nową teorią wszystkiego. Istnieje więc nadzieja na naukowe ocalenie dla porzuconej przez empirystów platońskiej duszy.