Bookmark and Share

Uwodziciel, nie gwałciciel

Autor: Roman Markowicz
2009-10-23

Sprawa sądowa o zgwałcenie:
– Czy oskarżony panią napastował?
– Nie, proszę sądu, na sucho.
– Ale pani się przecież opierała?
– Tak, proszę sądu, o ścianę.

– Sprowadzić go tu i rozstrzelać!

Cokie Roberts, znana amerykańska dziennikarka radiowa i telewizyjna, takiż publicznie wydała wyrok na Polańskiego

Ten pierwszy, niefrasobliwy cytat przypomniał mi się podczas czytania zeznań sądowych "ofiary" Romana Polańskiego, 13-letniej Samanthy Gailey, z którą w lutym 1977 miał seksualne "związki". Ten drugi, znacznie bardziej niebezpieczny, utwierdził mnie w przekonaniu, że polowanie na czarownice niekoniecznie musi należeć do przeszłości. Słynny polski reżyser zaaresztowany został przez władze szwajcarskie na podstawie wystosowanego ponad 30 lat temu przez władze amerykańskie listu gończego. Przez całe lata neutralni Szwajcarzy, którzy pozwolili Polańskiemu na posiadanie willi w ich kraju, zrobili się nagle aktywni w kooperacji z władzami kalifornijskimi, które zapewne pragnęły, aby ich wysiłek został kiedyś uwieczniony jako kontynuacja "Nędzników".
Czuję się wręcz zażenowany, że nie udało mi się dotąd dołączyć do ataków na naszego reżysera, który w 1977 dopuścił się niewybaczalnego w Ameryce aktu seksualnego z nieletnią panienką. Uczynię to za moment.
Chciałbym na samym początku zadeklarować swoją pozycję dotyczącą zbrodni w rodzaju gwałtu na nieletniej dziewczynce, lub nawet dorosłej kobiecie. Otóż, gdyby moja córka albo żona miały zostać ofiarami gwałtu, i gdyby takiego zbója złapano, to bez momentu zawahania takiego napastnika wyprawiłbym na tamten świat. Gdyby takie nieszczęście miało być rezultatem mojej własnej nieostrożności czy głupoty, najprawdopodobniej nie wybaczyłbym sobie tego do końca życia.
A więc moja pozycja dotycząca prawdziwych gwałcicieli z krwi i kości jest raczej bezkompromisowa. Czyli powinienem czym prędzej dołączyć się do wszystkich publicystów i krzykaczy, domagających się ukrzyżowania autora "Rosemary Baby" i "Pianisty". Dołączyć się do tłumu żądnego "sprawiedliwości", w którym, obok wspomnianej Cokie Roberts, znaleźli się inni, często poważni komentatorzy, których opinie i poglądy zawsze poważałem i którzy byli dla mnie często wzorcem zdrowego rozsądku.
Dlaczego więc, jako ojciec dorastającej dziewczynki, mam, jak widać, pewne wątpliwości co do winy Polańskiego-gwałciciela? Jest wiele przyczyn i jeszcze więcej pytań, które mało kto ma ochotę zadać i na które nie znalazłem przekonującej odpowiedzi.

 

Zdjęcie: Archiwum

Roman Polański i Sharon Tate


Zacznijmy od tego, że istnieją zbrodnie i przestępstwa, które są pod każdą długością i szerokością geograficzną traktowane przez prawo i przez władze w podobny sposób. Morderstwo jest morderstwem, rabunek z bronią w ręku nie będzie mylony z niedzielnym spacerem w parku, gwałt na bezbronnym dziecku czy uprowadzenie takowego dziecka będzie traktowane tak samo surowo w Europie, Ameryce i Azji, złodziejstwo – chyba że chodzi o miliony czy miliardy, bo wtedy nazywa się ono uczciwą pomyłką – będzie również tępione. Są to bowiem zbrodnie, które pozostawiają ofiary: czasami emocjonalne blizny pozostaną z taką ofiarą na długie lata, albo na zawsze.
Istnieje jednak inna kategoria przestępstw surowo karanych właśnie tu, w Ameryce, które niekoniecznie muszą pozostawiać ofiary (victimless crime): są to głównie wykroczenia o naturze seksualnej. Ameryka, z jednej strony kraj największego na świecie przemysłu pornograficznego, wśród narodów wysoce cywilizowanych wydaje się często posiadać najbardziej zacofany system prawny, jeśli chodzi właśnie o kwestię seksu. Nie mówię w tym momencie o najbardziej żenującym dla mnie przypadku karania pań uprawiających "najstarszą profesję na świecie": to, że owe panie często padają ofiarami brutalnych zbrodni, wynika z faktu, że ich zajęcie przez amerykańskie prawo uważane jest za nielegalne i że prawo ich nie broni.
Innym przestępstwem jest posiadanie seksualnych relacji z osobami nieletnimi: tutaj sprawa jest znacznie gorsza, ponieważ absurdalne prawo jest zagmatwane, niekonsekwentne i co gorsza – odmienne w niemal każdym ze stanów. I tutaj właśnie pojawia się problem, jakiego rodzaju zbrodni dopuścił się w 1977 Roman Polański: zbrodni, za którą nie otrzymał wyroku, bowiem zadecydował nie stawiać czoła specyficznemu rodzajowi amerykańskiej sprawiedliwości. Jego ucieczka z Ameryki spowodowała listy gończe i usilne próby jego ekstradycji przez władze amerykańskie.
Wspomniani przeze mnie dziennikarze oraz autorzy tekstów zaśmiecających wszelkiego rodzaju blogi spragnieni są krwi "za gwałt". Spośród nich mało kto zadał sobie trud zastanowienia się nad skomplikowanymi aspektami tej drastycznej, sensacyjnej afery sprzed lat: nie podważam tutaj faktu, że polski reżyser przyznał się władzom do seksualnego kontaktu z Samanthą Gailey, dziewczyną, która w owym momencie miała zaledwie 13 lat. Nie używam tutaj słowa "dziecko", ponieważ nie chciałbym, aby owa kalifornijska panna nawet na moment kojarzyła się czytelnikowi z typową skromniutką, niewinną 13-latką z 7. klasy. Polański, jak obecnie wspominają wszystkie środki przekazu, był zainteresowany zrobieniem zdjęć Samanthy dla miesięcznika "Vogue". Samantha określana była wówczas jako "modelka marząca o większej karierze". Natomiast nie znalazłem nigdzie informacji, czy Polański miał zamiar opublikować swoje fotografie w specjalnej dziecięcej edycji popularnego miesięcznika. Czy ktoś z czytelników uwierzyłby w taką alternatywę?
Oczywiście Polański postąpił niewłaściwie: po sesji fotograficznej, podczas której Samantha była na wpół rozebrana, a przed zaproponowaniem jej wspólnej kąpieli w jacuzzi, nasz reżyser powinien ją zapytać: "Kochanie, a lekcje na jutro już odrobiłaś", albo przynajmniej wykazać jej zainteresowanie pytaniem w rodzaju: "A lubisz swoją wychowawczynię i swoje koleżanki z klasy?"
Inną przyczyną aresztu było to, że Polański zaoferował nieletniej pannie nie tylko alkohol (szampan, prawdopodobnie dobrego gatunku) oraz podzielił się z nią pastylką "quaalude", preparatu używanego często w tych latach w celu "rozluźnienia się". Opisując areszt Polańskiego, dokumenty sądowe, określając przewinienie, wspominają o "dokonaniu lubieżnego aktu na osobie poniżej lat 14".
Bez wdawania się w rozległe i co gorsza niezrozumiałe – dla piszącego i dla czytających! – dyskusje na temat legalnego języka, powiem jedynie, że nie jestem w stanie zaakceptować pewnych definicji prawnych i szczególnej ich logiki. Podam przykład: nieletnia panienka uprawiająca seks ze szkolnym kolegą nie narazi owego na lata więzienia za gwałt tak długo, jeśli jej kolega nie jest od niej starszy o więcej niż trzy lata. Natomiast gdyby władze dowiedziały się, że ta sama 16-latka odbywa ten sam akt z kolegą starszym (albo o wiele starszym), mógłby go później ścigać za "kontakt seksualny z osobą nieletnią" (statutory rape), czyli, jak w przypadku Polańskiego, o zgwałcenie. Czy moi czytelnicy są w tej szczególnej literze prawa znaleźć więcej logiki, niż udało się mnie samemu?
Co do szampana zaoferowanego modelce, przywodzi mi to na myśl inne pytanie z oczywistą odpowiedzią: czy mężczyzna oferujący siedzącej koło niego w barze młodej dziewczynie coś mocniejszego niż lemoniadę, ma również obowiązek zapytać ją, czy jest pełnoletnia, czy też pozostawić to zadanie strażnikom legitymującym przy wejściu hordy młodych panienek z fałszowanymi legitymacjami? Samantha ani nie prosiła o coś innego, ani nie odmówiła napoju znanego jej chyba z innych przyjęć, na które mamusia ją zabierała.
Podejrzewam, że cała pasja, z jaką wielebni komentatorzy, dziennikarze, przeróżne feministki i przygodni "blogowicze" (blog-users) pragną powrotu Polańskiego do Stanów, aby odbył w końcu "zasłużoną karę więzienia", oparta jest w dużej mierze na telewizyjnej diecie reportaży o pedofilach, którzy za pomocą internetu szukają seksualnego kontaktu z nieletnimi. Tę pedofilską działalność rzeczywiście uważam za coś ohydnego i godnego albo kary, albo swoistej kuracji (rzadko skutecznej). Polański poszukiwał kontaktu nie z dzieckiem, tylko z kobietą. W żadnym ze źródeł mi dostępnych, ani w żadnym z wielu felietonów, komentarzy i artykułów nie znalazłem informacji, która bezwzględnie udowodniła, iż Polański poinformowany był o wieku swojej modelki ("przepraszam panie Polański, ale dzisiaj moja córka ma klasówkę, jutro lekcję tańca, to może, aby się z panem spotkała, zwolnię ją ze szkoły na czwartek?").
A więc byłoby chyba bardziej akuratnym określić jego działalność jako wytrawnego uwodziciela, ale nie gwałciciela. W sądowym zeznaniu Samanthy istnieją pewne detale, niezbyt może nadające się do cytowania w poniższym tekście, które jednak wskazują na to, że żądny seksu rzekomy "gwałciciel", znalazł w sobie tyle przyzwoitości, aby spytać swoją "ofiarę", czy jest zabezpieczona przed zajściem w ciążę. I tak się również musiało wydawać kalifornijskiej prokuraturze, która zaakceptowała jego przyznanie do winy w zamian za zaniżoną karę.
Przyznaję, że bardzo wielu dziś komentatorów swą wiedzę i znajomość prawa opieram głównie na telewizyjnych serialach. Mimo tego, czytając zeznania sądowe 13-letniej Samanthy Gailey, w których w dość pasywny sposób relacjonuje swój kilkugodzinny związek z o 30 lat starszym uwodzicielem – i w których raz po raz wydaje się plątać – odniosłem wrażenie, że agresywny adwokat bez wysiłku podważyłby ten dokument, wytrącając prokuraturze broń z ręki. To prowokuje do kolejnego pytania postawionego wszystkim komentatorom atakującym ucieczkę Polańskiego przed "sprawiedliwością": co by oni zrobili na jego miejscu, wiedząc, że sędzia, który przyrzekł zaniżony wymiar kary (częściowo już odbytej we więziennym szpitalu, z którego został przedwcześnie zwolniony), przed ostatecznym ogłoszeniem wyroku dał oficjalnie do zrozumienia, że swoją uprzednią decyzję pobłażliwości ma zamiar odwołać? Czy w tym wypadku Polański miał inne wyjście z sytuacji, która do dziś jest kontrowersyjna i która ostatnio powróciła na łamy prasy i mediów, gdyż udowodniono "judicial misconduct" zmarłemu już sędziemu?
Moim ostatnim pytaniem, może dotąd najważniejszym, jest rola mamusi-stręczycielki w tym skandalu. Otóż nigdzie dotąd nie napotkałem na pobieżną nawet wzmiankę o matce Samanthy, która "podekscytowana była" zainteresowaniem, jakie znany reżyser wykazał jej córce. Ja byłbym również. Ja sam swojej córce wykazuję zainteresowanie: chodzę z nią na badania lekarskie, nie pozostawiając jej sam na sam ze znanym mi doktorem; odprowadzam do szkoły; czekam, aż ktoś otworzy drzwi, kiedy odprowadzam ją na spotkanie z koleżanką.
Perspektywa zdjęć w miesięczniku "Vogue" tak musiała mamusię-stręczycielkę zaślepić, że pozostawiła "13-letnie dziecko" sam na sam z już wówczas dość kontrowersyjną hollywoodzką osobistością. Pod dywan zmiecione pozostały również informacje prasowe sprzed trzech dekad – może prawdziwe, może przesadzone – o obecności panienki na przyjęciach, podczas których nabierała "towarzyskiej ogłady" oraz znajomości alkoholu i wydawanych ma receptę lekarstw w rodzaju quaalude. Nie ulega wątpliwości, że Polański dał się uwieść cielesnym – bo przecież nie intelektualnym! – walorom dobrze rozwiniętej fizycznie panienki: nie ulega również wątpliwości, że żądna sławy mamusia sporo mu w tym pomogła. Nie robi mi wielkiej różnicy, czy była to z jej strony naiwność, głupota czy zwykłe wyrachowanie: gdyby mi taki fotograf zaproponował – jak mamusia-stręczycielka później zeznała – że "wolałby on podczas sesji fotograficznej pozostać ze swoją modelką sam na sam", moja córka pozostałaby sam na sam… ze mną! W domu i pod kluczem.
A więc postawione w tekście pytania, dotąd bez przekonywującej odpowiedzi, wstrzymują mnie przed dołączeniem się do bezsensownej nagonki na artystę na razie osadzonego w szwajcarskim więzieniu. Wsadzić go dziś do amerykańskiego więzienia, choć na więzienie nigdy nie został skazany, byłoby absurdem. Czy zasłużył wtedy, ponad 30 lat temu, na karę za stosunki seksualne z osobą nieletnią? Świadomie czy nieświadomie, łamał wtedy kalifornijskie prawo, ale jeśli byłbym skłonny wtedy zaaplikować mu karę więzienia, to jedynie pod warunkiem, że sąsiednia cela zarezerwowana by była dla mamusi jego rzekomej ofiary.
A czytelników, którzy mają ochotę udzielić mi porady, abym trzymał się recenzowania koncertów, zapewniam, że ich życzeniu stanie się zadość. W tej chwili się wycofuję.
 



Komentarze:

Name: Piotr Folczyk

Date: 2009-10-24 01:04:50

To jest pierwsza sensowna, obiektywna wypowiedz na temat sprawy Polańskiego, jaka kiedykolwiek mialem przyjemnosc przeczytac. Dziekuje za wspaniale opracowanie. Zgadzam sie z Panem w zupelnosci, Panie Romanie. Oklaski na stojaco!

Name: pj

Date: 2009-10-24 05:52:25

Zaluje ze przeczytalem te intelektualne wypociny. Jezeli w taki sposob Pan recanzuje te koncerty,to gratuluje.

Name: kris

Date: 2009-10-24 13:36:13

Ależ pan tępy. Rany boskie. Niech pan już lepiej nic nie pisze, niech pan się zamknie w domu i nie wychodzi, bo wstyd pan przynosi innym dziennikarzom. Wielki wstyd.

Name: baska n.y.

Date: 2009-10-25 03:19:14

Szanowny panie redaktorze, wina Polanskiego jest tutaj bezsporna i glupota jest udawadnianie jego niewinnosci. Dyskusyjne jest tylko aresztowanie Polanskiego po 30 latach majac wczesniej takie mozliwosci. Czy zasadzona w obec tego starca kara zresocjalizuje go i wiecej nie bedzie sie juz zabawial z nieletnimi? Pytan jest wiecej. Gdzie umrze w wiezieniu czy doczeka jutrzenki wolnosci? Jakie drugie dno jest tej sprawy Szwajcarja - USA?

Name: nika89

Date: 2009-10-29 04:55:40

wina Polańskieego jest wdoczna ale po co roztrzasać sprawę po 30 latach, co prawda pokoaże się że nikt nnie jest bezkarny.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc