Pełnometrażowy debiut Romana Polańskiego uznawany jest za jeden z najbardziej błyskotliwych – jeśli nie wręcz najbardziej udanych – debiutów w historii polskiego kina.
Ponadto w powszechnej opinii funkcjonuje jako dzieło doskonałe. Tymczasem – co zupełnie nie zaskakuje – obraz ten nie był przyjmowany dobrze w ówczesnej Polsce oraz – co znacznie ciekawsze – i później dostrzegano pewne jego mankamenty.
Zacznijmy od tego, że film powstał z niemałymi trudnościami. Pomijając już kłopoty natury technicznej czy z jednym z aktorów (amatorka Jolanta Umecka), scenariusz oraz prezentowane realia nie odpowiadały decydentom. Para zabierająca na swój jacht młodzieńca reprezentowała klasę uprzywilejowaną – zachodni samochód, prywatny jacht, zapewne okazałe mieszkania, a do tego takie detale, jak picie wina do jedzenia. Ostatecznie z wyżej wymienionych względów nakazano zmianę samochodu bohaterów z mercedesa na znacznie mniej okazałego peugeota. Tak czy owak takie realia musiały szokować widzów. Tym bardziej że “Nóż...” powstawał w atmosferze skandalu, co mu w tym przypadku nie pomogło, a wręcz przeciwnie – przysporzyło kłopotów. Nieprzychylna była większość mediów, i to – co rzadkość – już na etapie realizacji. Polański wspomina: “Pewien reporter z 'Ekranu' spędził dzień na planie (...). Wydawał się dość sympatyczny, ale w artykule (...) zjechał nas okrutnie. W tekście, w którym znalazło się zdanie 'Po co i dla kogo robi się takie filmy?', opisywał ekstrawaganckie życie na pokładzie luksusowego jachtu, przejażdżki drogimi samochodami, wszystko za państwowe pieniądze”. Mniejsza z tym czy żurnalista był stronniczy bądź uprzedzony, czy też po prostu przerastało go to, co zobaczył, niemniej recepcja filmu przez prasę okazała się podobna z obu wymienionych przyczyn.
Odbiór pierwszy
Profesor filmoznawstwa Grażyna Stachówna pisze w swojej książce “Roman Polański i jego filmy”: “Lektura recenzji z 1962 r. nie potwierdza istnienia zorganizowanej zmowy, ale ujawnia coś o wiele bardziej interesującego, a mianowicie małe prowincjonalne kompleksy, zadawnione uprzedzenia, ideologiczne lęki. Film uznano za napaść na obowiązujące wzory społeczne, należało więc rozprawić się z nim w obronie zagrożonych pryncypiów ideowych. Krytykowano bohaterów i realia, główny problem filmu, obce wpływy, obraz młodego pokolenia”. I nic dziwnego – ta trójka przypominała bardziej obywateli zgniłego Zachodu niż najbardziej postępowego ustroju. Stachówna przywołuje trzy konkretne opinie, w tym dwie ludzi światłych o sporej kulturze. “'Nóż w wodzie' jest psychologiczną opowieścią filmową o urojonych ludziach, prezentujących nam (...) swoje urojone kompleksy (...), film (...) niesympatyczny, pozerski i – krótko mówiąc – bzdurny (...)” – tak popisał się Juliusz Kydryński, brat Lucjana. Niejaki Stanisław Grzelecki szedł jeszcze dalej: “Twórcy 'Noża w wodzie' nie mają nam do powiedzenia nic nowego, nic ciekawego (...), o 'Nożu w wodzie' zapomnę jutro (...)”. Zaś sam Aleksander Jackiewicz wyjątkowo nietrafnie przewidywał: “(...) na sukces 'Noża w wodzie' [za granicą – G.S.] raczej nie liczymy”. Szybko okazało się w jakim był błędzie, bowiem film doczekał się nominacji do Oscara, a także otworzył przed młodym reżyserem drzwi do kariery na Zachodzie, w tym w Hollywood. Ba! W fabryce snów proponowano mu nawet remake'a. W tej wersji miało wystąpić trio: Liz Taylor, Richard Burton i Warren Beatty. Polański nie był zainteresowany, chciał robić coś nowego.
Zdjęcie: Archiwum
Leon Niemczyk i Zygmunt Malanowicz w "Nożu w wodzie"
Ale wróćmy do kraju nad Wisłą. Za stosowne uznał wypowiedzieć się nawet sam pierwszy sekretarz PZPR Władysław Gomułka. Z trybuny XIII Plenum KC ganił “Nóż...” za “oderwanie” od konkretów, zapatrzenie w obce wzory i bałamucenie młodzieży. Polański uznał, że po takim przyjęciu miną lata, gdy będzie mógł w PRL nakręcić kolejny film, więc – zgodnie zresztą z marzeniami – wyniósł się z ojczyzny.
Po latach
Sam zaliczam się do wielbicieli “Noża...”, ale niedawne odświeżenie dzieła po paru ładnych latach nieobcowania z nim sprawiło mi pewien zawód. Film oglądany dziś, zwłaszcza gdy spróbujemy zapomnieć o ówczesnych realiach, kondycji ówczesnego kina w PRL, prawie 50-letnim dystansie od premiery etc., jawi się jednak jako dzieło wyraźnie niedoskonałe. Akcja wydała mi się teraz mniej fascynująca, tempo wcale nie tak imponujące, wreszcie sam konflikt między dziennikarzem a młodzieńcem robi wrażenie już nie tak autentyczne i głębokie. Przywołam tu opinię mojego kolegi, doktora filmoznawstwa Bartosza Kwiecińskiego: “'Noż w wodzie' należy traktować jako niekoniecznie udane ćwiczenie stylistyczne do takich późniejszych wybitnych filmów Polańskiego, jak 'Wstręt' czy 'Matnia'. Gęstniejąca atmosfera klaustrofobicznego zamknięcia, która w tamtych filmach jest prawie fizycznie namacalna, w 'Nożu...' wydaje się być jedynie koturnową atrapą, teatralną dekoracją, mało wiarygodną psychologicznie, w której 'miotają' się trzy postaci. Ten film jest również dość egzotyczny ze względu na brak wiarygodnego osadzenia w realiach Polski gomułkowskiej – ale to akurat nie może być zarzutem – potwierdza jedynie tezę, że duszna atmosfera 'małej stabilizacji' stanowiła zbyt ciasny gorset dla talentu Polańskiego i reżyser potrzebował głębszego oddechu zachodniego świata, aby jego talent mógł się w pełni rozwinąć”.
Jego opinia nie jest odosobniona, co ujawnia lektura imponującego dzieła (wręcz dzieła życia) Adama Garbicza. W III tomie swego “Kina, wehikułu magicznego”, w rozdziale poświęconym debiutanckiemu dziełu Polańskiego, chwali go (m.in. za scenariusz), ale już krytyczniej kontynuuje: “(...) naprawdę świetne jest tu początkowe 20 minut filmu, a potem tyle samo w finale – oraz wizualność, w tak ograniczonych warunkach tym bardziej zachwycająca. Całej natomiast linii narastania agresji brak konsekwencji, reakcje są zbyt ostentacyjne, zmiany nastawień zbyt irracjonalne, sytuacje – także dialogowo – znakomite mieszają się z pomysłami kiepskimi (busola). Jako dramat psychologiczny 'Nóż w wodzie' jest zdecydowanie wątpliwy”. Polański, który przed realizacją debiutu bawił w Paryżu, podkreślał, że daleki jest od inspirowania się francuską Nową Falą. Bardziej czerpał z kina hollywoodzkiego, szczególnie Hitchcocka. Jak pisał o swym pierwszym filmie: “Miał przypominać klasyczny thriller”. I to się niewątpliwie udało, ale Garbicz twierdzi: “Na pewno jeden z powodów wspólny jest dla Polańskiego i Hitchcocka; obaj oddadzą prostą realność za syntetyczny efekt. Drugą przyczyną główną, po części zresztą związaną z pierwszą, jest nieprzesadne zwracanie uwagi na wiarygodność zachowań postaci, co będzie pewnym problemem Polańskiego także potem (...)”. Warto zwrócić uwagę na krytykę Garbicza przy kolejnym obejrzeniu “Noża...”. Ujmuje ona nieco temu dziełu, ale już nie samemu jego wyśmienitemu twórcy. Debiuty siłą rzeczy nie są utworami skończenie udanymi, a tym bardziej spełnionymi.
Przy pisaniu powyższego tekstu korzystałem głównie z:
Grażyna Stachówna “Roman Polański i jego filmy”, PWN, Warszawa 1994
Adam Garbicz “Kino, wehikuł magiczny. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego. Podróż trzecia 1960-1966”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996
Roman Polański “Roman”, Wydawnictwo Polonia, Warszawa 1989
| Komentarze: | |
Name: Kinoman | Date: 2009-10-24 13:38:52 |
Panie Dziatkiewicz mnie tez miedzy innymi nie bawia teraz ogladane w dziecinstwie filmy z Chaplinem lub Keatonem,wydaja mi sie szalenie glupie. Ale "Noz..." w swojej tresci odnosi sie takze do terazniejszosci. Zostawmy czasy I sekretarzy w spokoju tylko zmienmy maski bohaterow, i dostosujmy ich do czasow obecnych Polanski mimo potkniec jest zdolnym tworca,co w zaist- nialej obecnie sytuacji zgodnie z polska zawiscia duzo osob nie uznac. | |
Name: emigrant krakus | Date: 2009-10-28 01:28:04 |
szanowny panie ,obawiam sie ze 62roku nie bylo jeszcze pana na swiecie.Sam bylem studentem w tym czasie i jezdzilem stopem po polsce i traflaly sie wypasione bryki czerwonych bossow z warszawki .Wlasnie realia filmu nie przypadly do gustu czerwonej nomenklarurze .Film odniosl sukces za granica .Dla mnie to jeden znajlepszych filmow polskiego kina .Jeden z nielicznych europejskich filmow stale puszczany na IFC, swietny dla studentow szkol filmowych(zdjecia, operowanie kamera). | |
Name: Kryman | Date: 2009-10-28 15:09:24 |
Zgadzam sie z poprzednimi wypowiedziami i ja takze uwazam, ze Polanski jest profesionalista w kazdym jego filmie. Klasyk! | |